70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Robert Słaboński

Dla wybranych oczu

Wyjątkowość kultur indiańskich zasadza się na nierozerwalności przeszłości i teraźniejszości. Sami Indianie podkreślają, że nie traktują tradycji i dziejów przodków jako czegoś dawnego i zamkniętego. Dla nich to część życia.

Anna Mateja: Prof. Karol Myśliwiec, wybitny archeolog, który od lat z sukcesem odkrywa w piaskach Sahary zabytki cywilizacji starożytnego Egiptu, zapewnia, że nauka rozpoczyna się od szalonej idei. Albo od postawienia pytania, o którym się mówi „głupie”, bo podważa ustalone reguły czy posiadaną wiedzę. Co Pana zaprowadziło do Indian Pueblo, zamieszkujących dzisiaj południowy zachód Stanów Zjednoczonych?

Radosław Palonka: Westerny i książki przygodowe Alfreda Szklarskiego. Uznałem jednak, że nie będzie mi dane prowadzić badań archeologicznych w Ameryce Północnej, bo na polskich uczelniach archeologia pozaeuropejska jest skupiona głównie na basenie Morza Śródziemnego i Bliskim Wschodzie. Uznałem więc zainteresowania za młodzieńczą fascynację, która za chwilę mi przejdzie, i rozpocząłem studia na Politechnice Krakowskiej. Dwa lata później, choć nie miałem problemu z naukami ścisłymi, byłem pewien, że to historia pociąga mnie bardziej, i złożyłem papiery na archeologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Byłem już po wyborze specjalizacji na drugim roku (miałem się zajmować starożytnym Egiptem), kiedy usłyszałem, że kolega z piątego roku pisze pracę magisterską o kulturze Majów. (Był to Jarek Źrałka, dziś uznany w świecie specjalista). „Skoro on może?…” – pomyślałem i zacząłem wysyłać listy do archeologów w USA, prosząc o możliwość uczestniczenia w wykopaliskach. Z 20 pozytywnie odpowiedziało mi dwóch. Ponieważ nie miałem pieniędzy, na spotkanie z jednym z nich pojechałem autostopem do Getyngi, gdzie uczestniczył w konferencji.

 

Zaimponowało mu to?

I to jak. Zaprosił mnie na wykopaliska, a jego uniwersytet pokrył część kosztów związanych z moim pobytem. W ciągu kolejnych kilkunastu lat badań prowadzonych w USA nieraz się przekonałem, jak Amerykanie cenią ludzi z pomysłami. Nie ma dla nich znaczenia fakt, że jest się spoza ich uczelni czy kraju. Wspierają w realizowaniu aspiracji, zarówno angażując w prace terenowe, jak pomagając w zdobywaniu funduszy na własne badania. Kiedy w trakcie studiów doktoranckich pojechałem do profesora, który jest ekspertem od kultury Pueblo, ten wyjechał po mnie na lotnisko, mimo że leżało 60 km od jego domu. Byłem zaskoczony, on traktował taką pomoc jako oczywistą. Życzyłbym sobie, żeby w Polsce tego rodzaju praktyki były bardziej powszechne.

 

Do Indian Pueblo dotarł Pan dopiero w 2005 r. Wcześniej były wykopaliska prowadzone w stanie Illinois, gdzie Indianie z kultury Missisipi tworzyli jedno z największych skupisk ludności prekolumbijskiej w Ameryce Północnej.

Każde takie skupisko w XII–XIII w. liczyło od 30 do 45 tys. ludzi. Były to więc prawdopodobnie pierwsze miasta na kontynencie amerykańskim. Mieszkańcy wznosili kopce ziemne wysokości 20–30 m, coś na wzór piramid mezoamerykańskich, na których budowali świątynie i domostwa dla elity. Ta wielka kultura dotrwała do naszych czasów jedynie w postaci stanowisk archeologicznych i nielicznych źródeł pisanych z czasów pierwszej kolonizacji.

 

Zniknęła w starciu z „odkrywcami Ameryki”.

Podzielam tę ironię, ale nie całkowicie. Nowe ziemie były takie dla Europejczyków, ich rdzenni mieszkańcy byli u siebie. Na Starym Kontynencie brakowało miejsca dla synów znaczących rodów, przede wszystkim z Hiszpanii i Portugalii – stąd chęć podbojów. Wyobraźnię pobudzały odkrywane bogactwa, np. złoto i kamienie szlachetne, oraz możliwość pozyskania niewolników do pracy na plantacjach czy w kopalniach srebra.

Nie wszystkie plemiona godziły się z nowymi porządkami. W źródłach zapisano odpowiedź jednego z wodzów indiańskich kultury Missisipi, zaproszonego przez hiszpańskiego konkwistadora do złożenia wizyty: „Nie mam w zwyczaju chodzić do kogoś, kto ma do mnie sprawę; jeśli ktoś przychodzi w pokoju, niech przybędzie do mnie i złoży mi pokłon” – tak mniej więcej ona brzmiała. Widać, że z najeźdźcą rozmawia gospodarz tych ziem, a nie wystraszona ofiara. Francuscy misjonarze, opisujący ten obszar na przełomie XVII i XVIII w., utrwalili imiona ówczesnych wodzów, członków ich rodzin, strukturę społeczną. Społeczność Indian z kultury Missisipi wywarła na nich takie wrażenie, że przyrównywali stosunki tam panujące do Wersalu. Co nie przeszkodziło Francuzom, po kilkudziesięciu latach pokojowej koegzystencji, zniszczyć tej kultury całkowicie w latach 1729–1731. Ci, którzy nie zginęli w wojnach, zostali sprzedani jako niewolnicy lub rozproszyli się po różnych plemionach.

To nie wojny jednak doprowadziły w największym stopniu do eksterminacji Indian – spora część ich populacji zmarła na skutek chorób przywiezionych przez Europejczyków, na które oni nie byli odporni.

Źródła z lat 30. XVII w. mówią o wioskach Mohawków, jednego z najsilniejszych plemion irokeskich, które epidemia ospy z 1634 r. zredukowała o 90%. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter