70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czwarty wymiar

Wiersze takie jak Opowiadanie zmuszają do zmienienia perspektywy, ich otwartość nie pozwala pozostać obojętnym. Nie chodzi o to, by opowiadać domknięte historie, ale pozwalać im się mnożyć i poszerzać pole widzenia, jakie wyznacza nieskończona czasowość.

W filmie Jima Jarmuscha Paterson główny bohater układa w myślach wiersz, którego począt­kowe wersy brzmią: „When you’re a child / you learn / there are three dimensions: / height, width, and depth. / Like a shoebox. / Then later you hear / there’s a fourth dimension: / time” („W dzieciństwie dowiadujesz się, że są trzy wymiary: wysokość, szerokość i głębokość. Jak w pudełku po butach. Potem słyszysz, że jest jeszcze czwarty wymiar: czas”). To tak naprawdę słowa wiersza Another One amerykańskiego poety Rona Padgetta, którego teksty reżyser kilkakrotnie wykorzystuje, by stworzyć postać zanurzonego w codzienności artysty – prostego kierowcy autobusu. Nie bez powodu zaczynam od Padgetta, gdy ma być mowa o najnowszym tomiku Wojciecha Bonowicza. Znaczące powody są dwa. Po pierwsze, twórczość tego poety – podobnie jak innych amerykańskich obiektywistów, z Williamem Carlosem Williamsem na czele, czy czeskich surrealistów, np. Iwana Blatnego, któremu to dedykowany został wiersz Stary adres – inspiruje autora Drugiej ręki. W jednym z tekstów czytamy: „Ron Padgett (jestem mu wdzięczny) / w wierszu o frankfurterce / pisze, że spadła mu z nieba”. Po drugie, i chyba ważniejsze dla indywidual­nego spotkania z tekstem, przywołany na początku cytat rzuca ciekawe światło na ten zbiór i pozwala znaleźć klucz do jednej z jego wielu możliwych interpretacji.

*

Mamy cztery metaforyczne kategorie: wysokość, szerokość, głębokość oraz czas. W Drugiej ręce przy pierw­szej lekturze najważniejsza zdaje się szerokość, stanowiąca metaforę tego, co widzimy tu i teraz, określająca horyzont naszego poznania. To kategoria ważna dla całej twórczości Bonowicza, która gromadzi obrazy pojedynczych sytuacji, wycinków z rzeczywistości. Obszar szerokości wyznaczają znakomite wiersze-spostrzeżenia (Napisz a zobaczysz, Nie potrzebuję, Medium) oraz wiersze-migawki: ze spaceru po mieście, z baru, z tramwaju, z przystanku, z pracy, znad morza. To one pozwalają rozszczelnić na chwilę granice naszego nieuważnego spojrzenia. Poeta z niezwykłą pre­cyzją obserwuje codzienność i pozwala jej zastygnąć w poetyckich miniaturach, by nieprzerwanie mogła być ona obecna właśnie w tym momencie. „Młode panie” – jedna pewna siebie, druga drobna i delikatna, lecz odważnie sta­jąca przy niej – które „ósemka” zabiera na druga stronę Wisły. Niezobowiązujące rozmowy przy barze, całkowicie pozba­wione logiki wywieszanie na noc prania. To wszystko sytuacje-obrazy, które na pozór nie mają na nas wpływu, kwitu­jemy je, tak jak w wierszu Mnóstwo kłopotów, krótkim stwier­dzeniem: „Niech wszystko zostanie po staremu”. Jednak już sama moc tego zdania, które teoretycznie ma wszystko wymazywać, pozostawiać te sytuacje w zawieszonym, nie­mającym na nic wpływu „teraz”, narusza status quo. To, co pozornie nieistotne, nieznaczące, pozbawione wpływu na rzeczywistość, potrafi spowodować w niej największe pęknięcia. Bo to właśnie te złapane jakby przez przypadek, wyłonione z tłumu obrazy powodują otwarcie w odbiorcy. Nie muszą zatrzymywać go na błyskotliwej puencie ani na zaczepnie postawionym pytaniu. Poruszają swoją prostotą.

W poprzednim tomie Bonowicza – Echach – bardzo dużo miejsca zajmowała sfera głębokości: pamięć o tym, co przeszłe. Obrazy dzieciństwa pojawiające się w tym tomie były zatem obrazami arkadii naruszonymi przez apoka­lipsę. W Drugiej ręce przeszłość wydaje się odsuwać na dalszy plan. To jednak ona wyznacza punkt wyjścia: oto w inicjalnym wierszu czytamy, że poeta znajduje utwór sprzed 20 lat i nie potrafi dostrzec ciągłości między sobą wtedy a sobą dzisiaj. Wydaje się więc, że przeszłość to her­metyczna przestrzeń, do której co prawda można odnaleźć dojście dzięki mechanizmom pamięci, ale nie sposób połą­czyć jej z teraźniejszością. Jest więc słuchanie Händla na szkolnej lekcji przed laty, są spotkania, o których mówi się: „Można się było poparzyć”, czy letnia miłość przywołana przez spojrzenie na znajdującą się na osiedlu cerkiewkę. To wszystko niby bez znaczenia: wydarzyło się, a teraz funk­cjonuje tylko jako wspomnienie. Dlaczego zatem spokoju nie daje wiersz sprzed 20 lat?

By zbliżyć się do odpowiedzi, trzeba przyjrzeć się kate­gorii wysokości: temu, co przed nami, co funkcjonuje jako plan, marzenie, zawieszone zostaje w często bliżej nieokreślonym „kiedyś”. Wysokość to niewidoczne, bo oddzielone przez dominujące „teraz”, przedłużenie linii głębokości. To ona dopełnia wertykalny porządek tego tomu. Wyznaczają ją wiersze-prośby czy wiersze-życzenia (Upór, Modlitwa wiel­kiego ciała, Pierwsza myśl) oraz niezwykle istotny dla całego zbioru wiersz Staruszek, gdzie mowa jest o mężczyźnie, który robi porządki w swojej garderobie i nie umie wyrzucić za małych ubrań. Wyobraża sobie bowiem, że będzie w nich chodził jako staruszek. To ten tekst jest jednym z impulsów, które budują przejście między zamkniętym światem wyzna­czanym przez to, co obecne tylko w przeszłości, teraźniej­szości czy przeszłości a przestrzenią nieograniczoną, jaką wyznacza czas w ogóle.

*

Właśnie trzy teksty: Staruszek, inicjalny wiersz oraz Opowiadanie, pozwalają wyjść poza to, co widoczne za pojedynczymi scenkami, wspomnieniami czy prośbami. Najbardziej znaczącą rolę zdaje się tu odgrywać, wyeksponowane również na skrzydełku okładki w wersji rękopisu, Opowiadanie. Ciekawa jest konstrukcja tego tekstu: nie mamy bowiem do czynienia z ciągłą opowieścią, która pokazuje daną sytuację: jej przyczyny, przebieg i skutki, lecz ponownie z migawkami: zbiorem obrazów i spo­strzeżeń. Podmiot wiersza najwięcej mówi jednak między wersami: za opisem sceny u fryzjera, wspomnieniami z miast, „w których ludzie darli się na siebie w nocy”, czy wyznaniem o przyzwyczajeniach związanych z konkret­nymi porami roku kryje się nieskończenie wiele historii otwierających się w zależności od tego, na jaki ruch myśli i wyobraźni pozwoli sobie odbiorca. Na tym polega nie­zwykła moc otwartości tej poezji, którą poeta lakonicznie definiuje: „Napisz to o czym wszyscy wiedzą. // Zobaczysz / ile będzie interpretacji”. W tym miejscu odwraca się też spojrzenie na inne teksty. Owszem, można by patrzeć na Drugą rękę jak na zamknięte pudełko z butami, kryjące zbiór tekstów na określone tematy, odsłaniających pewne problemy, poruszających te, a nie inne kwestie, ale wiersze takie jak Opowiadanie wręcz zmuszają do zmienienia per­spektywy, ich otwartość nie pozwala pozostać obojętnym. Nie chodzi więc o to, by opowiadać domknięte historie, ale pozwalać im się mnożyć i poszerzać pole widzenia, jakie wyznacza właśnie nieskończona czasowość.

Potrzeba szukania związku między sobą kiedyś a sobą teraz, na którą zwraca uwagę inicjalny tekst tomu, jest nieunikniona. Istotne okazuje się jednak nie znalezienie osta­tecznej, jedynej właściwej linii łączącej te punkty, ale jej wyznaczanie na różne sposoby.

Tę potrzebę znakomicie oddaje wiersz Pierwsza myśl: „Właściwie dobrze byłoby zamieszkać / w domu mniej solidnym / który nie opie­rałby się tak / wodzie i gwałtownym wiatrom. // Pierwsza jego myśl tego ranka: / mieć poręcz, która się chwieje”. Tylko taki dom i taka poręcz pozwalają zachować postawę otwartą, uwrażliwioną na to, co się dzieje w sferze niedo­powiedzenia, świadomą, że trzeba próbować opowiadać i przybliżać, choć nie wszystko da się wyrazić.

*

Otwartość ściśle łączy się także z postawą poety, o której Bonowicz pisze w Uporze, Pieśni o wpół do czwartej oraz Postanowieniu. Niezwykle istotny jest fragment defi­niujący codzienność poety: „wejdź tak do tramwaju i kiedy szarpnie ruszając / wyobraź sobie poetów którzy muszą tak codziennie”. Nie pojawia się tu próba definicji poetów przez duże „P” – poetami są tak naprawdę wszyscy, którzy podej­mują trud opowiadania: uczą się akceptować to, że nie ma zamkniętych pudełek, są tylko kolejne otwarcia, decydują się na stąpanie po niepewnym gruncie, by ciągle raczej dziwić się i pytać, a nie odpowiadać. To ci, którzy mają nie­ustanną świadomość, że istnieje ta tytułowa „druga ręka” – być może jest to ta, która pisze, a może na odwrót – zawsze inna, nieoswojona, niepozwalająca traktować codzien­ności jako czegoś oczywistego. Ostatni wiersz tomu, czyli Postanowienie, obrazuje więc ulgę i wytchnienie, ale tylko pozorne. Pojawia się bowiem potrzeba domknięcia, pod­miot spogląda w „nieruchomą ścianę (…) okna”. I tu ujawnia się paradoks: na potrzeby tekstu zostaje unieruchomione to, czego tak naprawdę zatrzymać się nie da. Za oknem przecież ciągle trwa życie, otwartość nie pozwoli poecie spocząć. Dlatego już wcześniej pozwolił sobie na asekura­cyjne uzewnętrznienie w formie prośby: „Napisz do poety”.

*

Cytat z wiersza Padgetta uruchomił ten interpre­tacyjny ruch. Spoglądam przez okno, krajobraz na chwilę zastyga. Można było inaczej. Wracam do Drugiej ręki. Ślepy upór poety jest potrzebny.

_

Wojciech Bonowicz

Druga ręka

Wydawnictwo a5, Kraków 2017, s. 48

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata