70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Część IV: Chrześcijański korzeń antyjudaizmu

Czym jest nowa katolicka teologia judaizmu? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, czytając soborową deklarację Nostra aetate i analizując konsekwencje, jakie jej treść niesie dla teologii i naszego stosunku do Żydów i judaizmu

Jednym z „dogmatów” tzw. teologii zastępstwa, przez całe stulecia akceptowanej przez chrześcijaństwo, było przekonanie o popełnionym przez Żydów grzechu bogobójstwa – i o przekleństwie, jakie na siebie ściągnęli, zabijając Chrystusa. To właśnie Jego śmierć miała być powodem kar zesłanych przez Boga na „naród niegdyś wybrany”: odwołania Przymierza (i związanego z nim błogosławieństwa), wypędzenia z Ziemi Świętej, wiecznego tułactwa i nieustannych cierpień. Wierzono, iż grzech bogobójstwa obciąża cały naród żydowski i jest dziedziczony z pokolenia na pokolenie. Biblijnym tego uzasadnieniem miało być zdanie przytoczone przez ewangelistę Mateusza w kontekście wyroku wydanego na Jezusa: „Piłat (…) umył ręce, mówiąc: »Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz«. A cały lud zawołał: »Krew Jego na nas i na dzieci nasze«” (Mt 27, 24–25; podkreśl. moje – J.P.).

Kościół oficjalnie zdystansował się od tego rodzaju teologii dopiero na II Soborze Watykańskim. Jak napisano w deklaracji Nostra aetate: „Choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym, ani Żydom dzisiejszym”. Ojcowie soborowi, formułując ów tekst, ostatecznie nie zdecydowali się na użycie w nim terminu „bogobójstwo”, by raz na zawsze uwolnić Żydów od tego oskarżenia. Szkoda, że tak się nie stało. Wiadomo jednak, że przetoczyła się na ten temat burzliwa dyskusja − początkowo fragment ten brzmiał o wiele bardziej jednoznacznie niż ostateczna wersja przyjęta przez Sobór. Dwie dekady później (1986) nieco wyostrzył ją papież Jan Paweł II, który – podczas wizyty w rzymskiej synagodze – poniekąd cytując Nostra aetate, oświadczył, że „Żydom jako narodowi nie można przypisywać żadnej dziedzicznej ani zbiorowej winy” za zabicie Jezusa (podkreśl. moje – J.P.).

Zdanie mówiące, że Żydzi jako społeczność (a nie indywidualne osoby, jak np. arcykapłan Kajfasz) nie mogą być obarczeni odpowiedzialnością za śmierć Boga-człowieka, trzeba czytać wraz z tezą stwierdzającą, iż „Chrystus (…) mękę swoją i śmierć podjął dobrowolnie pod wpływem bezmiernej miłości, za grzechy wszystkich ludzi, aby wszyscy dostąpili zbawienia”. Patrząc z tego (teologicznego, a nie historycznego) punktu widzenia, to my – ludzie grzeszni − jesteśmy „bardziej winni śmierci Chrystusa w porównaniu z niektórymi Żydami, którzy mieli w niej udział: ci ostatni, istotnie, »nie wiedzieli, co czynią«, podczas gdy my wiemy to aż za dobrze” (Żydzi i judaizm w głoszeniu słowa Bożego…, 1985).

Tym, którzy pomimo powyższych stwierdzeń nie chcieliby zrezygnować z oskarżania Żydów o bogobójstwo, bo – ich zdaniem – omawiane dokumenty nie zawierają treści zobowiązujących nas do wierzenia, polecam lekturę Katechizmu Kościoła katolickiego (1993): „Żydzi nie ponoszą zbiorowej odpowiedzialności za śmierć Jezusa”. I  dalej: „Sam Jezus, przebaczając z krzyża, a za Nim Piotr, przyznał prawo do »nieświadomości« Żydom z Jerozolimy, a nawet ich przywódcom (Dz 3, 17). Tym bardziej nie można rozciągać odpowiedzialności na innych Żydów w czasie i przestrzeni, opierając się na krzyku ludu: »Krew Jego na nas i na dzieci nasze«, który oznacza formułę zatwierdzającą wyrok” (nr 597).

Nie wolno tego robić, nie znając podstawowych zasad egzegezy Nowego Testamentu, wyłuszczonych np. w dokumencie Papieskiej Komisji Biblijnej: Naród żydowski i jego Święte Pisma w Biblii chrześcijańskiej (2002). „Nie należy [zatem] – mówi Sobór – przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych przez Boga, rzekomo na podstawie Pisma Świętego. Niechże więc wszyscy dbają, aby w katechezie i głoszeniu słowa Bożego nie nauczali niczego, co nie licowałoby z prawdą ewangeliczną i z duchem Chrystusowym” (podkreśl. moje – J.P.).

Pamięć o Żydach jako „zabójcach Boga” była przez wieki potężnym źródłem chrześcijańskiego antyjudaizmu – specyficznej, bo motywowanej religijnie (a nie ekonomicznie czy rasowo), formy antysemityzmu. Zasilały ją pisma Ojców Kościoła, takich jak św. Jan Chryzostom („Nie ma przebaczenia dla ich bogobójstwa”); umacniały teksty liturgiczne i pobożność ludowa. Skutki tej „katechezy” okazały się katastrofalne. Antyżydowskie pogromy rozpoczynały się często w Wielkim Tygodniu. Wielu Żydów do końca życia zapamiętało traumę, jaką  przeżyli jako dzieci, kiedy inni – często ich rówieśnicy – rzucali im w twarz oskarżenie, że są „mordercami Boga”. Opisał to m.in. Roman Brandstaetter w Kręgu biblijnym.

Kościół katolicki pojął wreszcie, do czego może prowadzić zarzut „bogobójstwa” i – w roku 1965, ponad 20 lat po Holokauście – napiętnował wszelkie „przejawy antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez kogokolwiek kierowane były przeciw Żydom”. Uczynił tak nie z pobudek politycznych (jak sądzili niektórzy), ale „pod wpływem miłości ewangelicznej”. Opublikowane kilka lat później Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzania w życie deklaracji soborowej Nostra aetatenr 4 jeszcze ten zasadniczy motyw doprecyzowały: antysemityzm i dyskryminacja są „przeciwne samemu duchowi chrześcijaństwa; sama zresztą godność osoby ludzkiej wystarczy, by je potępić”. Kropkę nad „i” postawił Jan Paweł II, stwierdzając, że „antysemityzm, a także wszelkie formy rasizmu są grzechem przeciw Bogu i ludzkości i jako takie muszą zostać odrzucone i potępione”, a następnie  prosząc Boga o przebaczenie i dokonując symbolicznego aktu pokuty w imieniu całego Kościoła katolickiego. Papież z Polski, świadek Zagłady, widział korzenie antyjudaizmu w środowisku chrześcijańskim. Nie wahał się głośno o tym mówić: „Zbyt długo krążyły błędne i niesprawiedliwe interpretacje Nowego Testamentu dotyczące narodu żydowskiego i jego domniemanych win, rodząc wrogie postawy wobec tego ludu. Przyczyniły się one do uśpienia wielu sumień…”.

Dzięki Janowi Pawłowi II kolejnym etapem drogi, zapoczątkowanej przez deklarację Nostra aetate, stał się rachunek sumienia Kościoła i obecność biskupa Rzymu pod jerozolimską Ścianą Płaczu. W szczelinie, pomiędzy tworzącymi ją kamieniami, papież, zgodnie z żydowską tradycją, umieścił modlitwę – akt skruchy i prośbę, złożoną w imieniu wspólnoty katolickiej: „Boże naszych ojców, (…) bolejemy głęboko nad postępowaniem tych, którzy w ciągu dziejów przysporzyli cierpień tym Twoim synom, a prosząc Cię o przebaczenie, pragniemy tworzyć trwałą więź prawdziwego braterstwa z ludem Przymierza”.

Budowanie (odnajdywanie?) relacji braterstwa Żydów i chrześcijan to jeden z najważniejszych powodów, dla których napisany został 4 pktdeklaracji Nostra aetate: „Jest bowiem zadaniem Kościoła nauczającego głosić krzyż Chrystusowy jako znak zwróconej ku wszystkim miłości Boga”, a nie nienawiści do kogokolwiek. Pisał o tym św. Paweł, żydowski Apostoł Narodów (czyli nie-Żydów): Jezus „uczynił z nas dwojga [tj. Żydów i nie-Żydów] jedno i zburzył dzielący nas mur – wrogość” (Ef 2, 14). Chrystus, już tego dokonał; wprowadzanie Jego dzieła w życie należy do nas. 

Poprzednie odcinki cyklu zostały opublikowane w nr. 717, 718, 721 miesięcznika „Znak”. Można je nabyć w formie drukowanej lub elektronicznej

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata