70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Jacek Marczewski/Agencja Gazeta

Czas na kameralne księgarnie

Statystki kłamią. Gdy wchodzę do mojej ulubionej księgarni kameralnej, wiem, że tutaj poziom czytelnictwa jest stuprocentowy.

Różnie bywało. Przez lata skupieni na innych sprawach, niezbyt inte­resowaliśmy się małymi księgar­niami. Te, niczym rzadkie gatunki roślin, zaczęły znikać jedna po dru­giej, aż stały się całkiem zagrożone. Coś zaczęło się zmieniać kilka lat temu. Powoli i nieśmiało.

Małe księgarnie nigdy po nic się nie spieszyły. Nie pragnęły być cynicznymi graczami na bru­talnym rynku bestsellerowych roz­rywek. Nie chciały lub nie miały możliwości. Prowadzący je pasjo­naci, owszem, są bogaci i bezczelni, ale przeważnie tylko jeśli chodzi o miłość do książek i odwagę w sprowadzaniu niedostępnych nigdzie tytułów. Idealiści? Broń Boże! Raczej właściwi ludzie na właściwym miejscu.

„Księgarnie to nie są sklepy z książkami czy punkty handlowe – mówi Anna Karczewska, akty­wistka, inicjatorka kolektywu sku­piającego małe księgarnie, autorka i redaktorka strony »Książki kupuję kameralnie«. – To insty­tucje kultury. Organizując wyda­rzenia okołoksiążkowe, animując lokalne społeczności i zarażając ludzi pasją czytania, odgrywają rolę nie mniejszą niż domu kultury czy biblioteki. Musimy to zaak­ceptować i redefiniować słowo »księgarnia«”.

*

Czym więc jest dzisiaj prawdziwa księgarnia? Szukam odpowiedzi, myśląc o swoich ulubionych: De Revolutionibus czy Lokatorze w Krakowie, o warszawskim Big Book Cafe, o berlińskim buch|bund, Książce dla Ciebie w Sopocie albo – moje ostatnie odkrycie – o Czer­wonym Atramencie z Płocka. Gdy do nich wchodzę, czuję się, jakbym odwiedzał serdecznych przyjaciół. Witają mnie dobrą kawą, zaska­kują nowościami, jednak rujnują moje skromne finanse, niszczą plan dnia. Zamiast pięciu minut – zostaję znacznie dłużej i na ogół kupuję jakąś książkę.

*

W ostatnich latach księgarnie kameralne nabrały pewności siebie. Coraz śmielej profilują ofertę – jak np. skierowane do najmłod­szych warszawskie Bullerbyn, Wrzenie Świata dopieszczające miłośników literatury faktu czy krakowski Microscup stawiający na pozycje naukowe. Jestem pewien, że to kwestia czasu, gdy pojawią się księgarnie tylko z poezją, litera­turą środowisk LGBT oraz pozycjami doty­czącymi praw zwie­rząt. A może już są gdzieś w Polsce? Jeśli tak, szybko muszę tam zajrzeć.

Cieszy także, że na hasło „księgarnie kameralne” pozytywnie reagują urzędnicy. To ważne z wielu powodów. Nie tylko dlatego że przykład idzie z góry. „Zmiana podejścia pozwoliłaby na ich sys­temowe wsparcie przez samorządy i zmieniłaby postrzeganie kame­ralnych księgarń przez pozosta­łych graczy rynku wydawniczego” – twierdzi Anna Karczewska. Pie­niądze i rozwiązania systemowe są ważne. Księgarze wiedzą, jak je pożytkować. Programy wspiera­jące projekty kulturalne pozwalają zaprosić lubianego autora czy zor­ganizować warsztaty dla najmłod­szych. Dzięki takim inicjatywom pojawiają się i ci dobrzy starzy znajomi, ale także i nowi; nieśmiali czytelnicy siadający w kąciku i ekstrawertyczni gawędziarze opowiadający całe książki; przy­bysze z daleka i sąsiedzi z naprze­ciwka – wszyscy, którzy skuszeni książkowym zamieszaniem, decy­dują się przekroczyć próg i zostać w księgarni na dłużej.

Ten mały drobny krok to duża sprawa. Korzystamy na tym abso­lutnie wszyscy.

_

 

Partnerem cyklu jest blog Wyliczanka

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata