70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

Zaczynam marzyć o rozmowie zupełnie innej. Z mistrzem, który na pytanie odpowiada z namysłem, który waży słowa nie dlatego, że nie wie, jakich użyć, ale dlatego, że są dlań instrumentem wielkiej tajemnicy mądrości, przekazem z poszukiwań, a czasem także ze zbierania owoców, które dojrzewają pomału, w tym w godzinach milczenia.

31 stycznia 2018 r.
„Za to, że coś robisz dla innych. Za to, że jesteśmy razem”. Tak, to tylko podziękowanie jednej z organizacji pozarządowych dla jej współpracowników w terenie. Ratujących dobro, a kto wie, może także je podtrzymujących. Podziękowanie – jedyne autentyczne ogłoszenie wśród reklam komercyjnych, które bez skrupułów wykorzystują do własnych celów najcenniejsze wartości i wielkie uczucia.

Chciałoby się więc, aby choć jedno przesłanie zabrzmiało bardziej wyraziście i dotarło do ludzi. Mimo że coraz trudniej o to w jazgocie programów, kiedyś ulubionych, dziś emitowanych z takim pośpiechem, jakby świat miał się skończyć. Regułą staje się przerywanie sobie wypowiedzi, podobne do włączenia niestrojonego instrumentu w zespołowe granie orkiestry. Zagęszczony jazgot zabija słowa, a z nimi sens. Przestaję wiedzieć, o czym mówią komentatorzy, politycy czy przypadkowi goście.

I wtedy właśnie zaczynam marzyć o rozmowie zupełnie innej. Z mistrzem, który na pytanie odpowiada z namysłem, który waży słowa nie dlatego, że nie wie, jakich użyć, ale dlatego, że są dlań instrumentem wielkiej tajemnicy mądrości, przekazem z poszukiwań, a czasem także ze zbierania owoców, które dojrzewają pomału, w tym w godzinach milczenia. Takich rozmów jest coraz mniej, bo choć mędrców wciąż nie brakuje, nasz przekaz medialny już dawno zaczął się zmieniać. Zanika też język, który kiedyś był nie tyle funkcjonalnym slangiem, ile przestrzenią, w której rządziła mądrość.

W tej przestrzeni sferą najdalszą i najbardziej zachwycającą jest poezja. Słowo, które nawet powtarzane po wielekroć, nigdy nie zaspokoi naszej potrzeby zamyślenia się, uciszenia, poczucia ulgi, z jaką odkrywa się klucz do jeszcze jednej tajemnicy. Chciałoby się, aby czytanie poezji wróciło do mediów.

1 lutego 2018 r.
I tak oto refleksja zmieniła się w życzenia. Dla tych, którzy przejmą po nas pałeczkę, choć są tak zupełnie inni niż my, odchodzący ku coraz bliższej granicy. Jakież mamy prawo coś dla nich planować, czymś ich obarczać, nawet gdy jest to w naszym mniemaniu tak cenny dar i spadek, bez którego nie chcemy ich zostawić? Usprawiedliwieniem niech będzie coraz mocniejsze przekonanie, że bez tego daru – słowa, które kryje całą przestrzeń skarbów – będą ubożsi i słabsi, mimo niewyobrażalnej przestrzeni powstających możliwości. Chciałoby się, żeby międzypokoleniowy przekaz nie zamienił się w fikcję, w której jedyne, co łączy ludzi z różnych generacji, to znużenie kontaktem i obowiązkiem opieki. Może młodsi od nas nie potrafią już tak jak my czytać wierszy przy stole albo przy choince? Może nie doceniają wagi słów papieża Franciszka, wskazującego na bezcenną wartość milczenia w liturgii Kościoła? Może dopiero odkryją swój sposób słuchania mędrców – ich słów, ich wierszy, ich milczenia? Na razie niech chociaż zostaną dla nich w przekazie medialnym konkretne realizacje naszych marzeń.

2 lutego 2018 r.
Jedną z tych realizacji, ale o szczególnym znaczeniu, jest transmisja telewizyjna lub radiowa mszy św. niedzielnej albo świątecznej. Korzystamy z niej przede wszystkim my, seniorzy – bezradni, samotni i chorzy. Wszyscy inni, aż do młodych włącznie, szukają transmisji tylko w wyjątkowych sytuacjach. Transmisja mszy przybliża rzeczywistość liturgiczną, czyli ofiarę mszy św. z jej wymiarem tajemnicy dotykającej niepojętej rzeczywistości Boga. Nie potrzeba tu manifestacji, marszów ani pieśni, bo do wymiaru tajemnicy to w żaden sposób nie przybliża. Tymczasem podczas transmisji mszy na Boże Narodzenie można było zobaczyć rzesze chłopców, rytmicznie klaszczących, a potem niemal balet rąk dziewczęcych, też kołyszących się w rytmie śpiewanej po łacinie modlitwy. A wystarczy sięgnąć po tekst mszalny pasterki odprawianej o północy, aby otworzyła się przed nami niewymierna przestrzeń Narodzenia. Nie będę go cytować, jest ogólnie dostępny dla każdego, kto chciałby sam się przekonać o jego mocy i głębi.

Tu właśnie otwiera się zadanie dla twórców telewizyjnego obrazu i radiowego brzmienia. W liturgii ogromną rolę odgrywają cisza i znak. Ważne, by tego nie zmarnować. Od dawna co niedzielę patrzę na ten obraz i za każdym razem jest mi szkoda, że ani milczenie nie dochodzi do głosu, ani znak nie potrafi być przekazany w jego liturgicznym znaczeniu. Kamera zdaje się uciekać do przekazów, które rozrzewniają, ale są powierzchowne. Coraz częściej mam wrażenie, że chodzi tylko o pouczanie, o wykładnię, o duszpasterstwo. Wejście w tajemnicę wydaje się jeszcze nawet niedotknięte.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter