70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

Poczucie „sprawiedliwości” mamy niebezpiecznie rozchwiane. Nieustająco odnosimy je do innych, innym – nie sobie samym – stawiamy wymagania. My sami to ludzie, którym się „należy”. Nie ma nic bardziej powszechnego niż zjawisko odmawiania współczucia, często w imię wyroków wydawanych pod hasłem „sprawiedliwość”.

22 września 2017 r.

To przecież wiem: „coraz bliżej” to nie tylko tytuł rubryki czy książki. Dla nas starzejących się – oczywistość bez cudzysłowu. To, co na pewno coraz bliżej, to próg wieczności. Jest jednak paradoksem (a może logiką?), że ono właśnie narzuca nam żywą aktualność każdego „tu i teraz”. „Społeczeństwo obywatelskie” – czy to dobry program na teraźniejszość? Może to istota odpowiedzi na zagrożenia, przez które się przedzieramy? A wszystko, co się z tą ideą wiąże, czegoś od nas wymaga? Czy będzie to wiedza, znalezienie kluczy do przezwyciężania trudności, czy może wręcz program dla każdego, komu leżą na sercu sprawy na pozór o wiele bardziej wzniosłe? A nawet wszystko to, co kryje się pod słowem „wartości”? A jeśli już o wartościach mowa, czy będą to wartości chrześcijańskie?

 

25 września 2017 r.

Na tyłach bloku, w którym mieszkam od lat, mała sfera zieleni zamieniana jest w przestrzeń rekreacyjną. Dywany z trawników dowożonych jak na boiska sportowe i układane pracowicie między ścieżkami ze żwiru, obietnica urządzeń rekreacyjnych. Przestrzeń nieduża, kilkaset metrów kwadratowych. Już teraz widać, czego boją się przyszli użytkownicy i na czym im zależy. Jedni nie mają ochoty na ławki, bo to będzie legowisko bezdomnych albo piwoszów. Inni żałują ściętych krzewów, choć nie wiadomo, czy wcześniej troszczyliby się o ich pielęgnację. A ci, którzy już spacerują, nie mają nic przeciwko temu, by ich własny pies demolował urządzenia lub zanieczyszczał teren. Przyszli na spacer, i tylko to się liczy. A gdy patrzymy na to z okna, mówimy sobie: dobrze, że przynajmniej ocalały najwyższe drzewa, więc chyba nie wyrośnie tu następny dwunastopiętrowy apartamentowiec.

 

26 września 2017 r.

Bardzo dawno temu w letnim domu „Tygodnika” i Znaku prof. Mroczkowski dyskutował z nami w wieczornej świetlicy o wyobraźni, niezbędnej dla współżycia społecznego, głęboko ideowej. To umiejętność, którą albo się w sobie wyrobi, albo zlekceważy, z nieuchronną katastrofą dla podejmowanych nadziei i planów. Wyobraźnia w samych fundamentach kryje zdolność do przewidywania skutków własnych poczynań. I oczywiście odpowiedzialność za ich złe odczytanie lub braki.

Ale to każe nam skupić uwagę na jeszcze głębszej naszej funkcji. Tej, bez której każde współżycie ludzkie (nie tylko w „społeczeństwie obywatelskim”!) będzie nosić na sobie grubą warstwę porażającej szorstkości i nihilizmu. Ta postawa to po prostu współczucie, które w zalążku otrzymuje już dziecko, chyba że od razu trafi w świat pełen zagrożenia. Nawet dwulatek potrafi pożałować ojca lub dziadka, który cierpi. I także bardzo szybko może utracić tę zdolność, niekiedy bezpowrotnie. Tak, jakby dostawał nową skórę ochronną, czasem odpychającą. Któż nie wie, jak okrutni potrafią być dla siebie już uczniowie podstawówki? A wtedy słownik chrześcijaństwa jest jak odsłonięcie korzeni. Sięga po słowo „miłosierdzie”, przeciwstawiane słowu „sprawiedliwość”.

Poczucie „sprawiedliwości” mamy niebezpiecznie rozchwiane. Nieustająco odnosimy je do innych, innym – nie sobie samym – stawiamy wymagania. My sami to ludzie, którym się „należy”. Nie ma nic bardziej powszechnego niż zjawisko odmawiania współczucia, często w imię wyroków wydawanych pod hasłem „sprawiedliwość”.

A w chrześcijaństwie współczucie należy się każdemu bliźniemu, który znalazł się na mojej drodze, zarówno wtedy, gdy mu pomogliśmy tak, jak było nas stać, jak wtedy, gdy tej pomocy odmówiliśmy przekonani, że ją zmarnuje lub że „nie będzie to sprawiedliwe”.

 

28 września 2017 r.

Dziś w świecie tak podzielonym i zagrożonym, jak nigdy dotąd w historii, w przestrzeni Kościoła, zwłaszcza w Polsce, znowu mówi się o „wartościach”. Jest to jeden z wiodących nurtów w spuściźnie po św. Janie Pawle II. One właśnie decydują o misji, którą Kościół ma widzieć zarówno przed sobą, jak w świecie, który musi zmienić, a nawet rzucić mu wyzwanie, właśnie dlatego, że bez tych wartości chce się obywać. Od kilkunastu lat refleksja nad spuścizną po papieżu z Polski głośniej lub ciszej, z ostentacją albo z poczuciem najgłębszej misji staje się głównym zadaniem. Czy nie jest tak, że upominając się o „społeczeństwo obywatelskie” i starając się je budować czy też walcząc z zagrożeniami, odnajdujemy ciągle, już na konkretnych przykładach, zasadę współczucia, czyli miłosierdzia? Ona wcale nie jest taka łatwa do urzeczywistnienia, ale bez niej chrześcijaństwo w dzisiejszym świecie nie potrafiłoby sprostać nowym wyzwaniom.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata