70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

Najgorsze byłoby, gdybyśmy uwierzyli, że wybudowanie dla potrzeb muzeum nowiutkiej barykady i pojedynek wygrywany z pseudobronią w ręku, a wrogiem na niby równają się ciężarowi prawdziwej historii, w której już nie bierzemy udziału. Czy nikt nie pyta, w którym momencie udawanie zamienia się w rzeczywistość i tak jak tlący się płomyk otwiera czeluść pożaru niemającego granic?

27 lutego 2017 r.

Lekcja Hajnówki. Lekcja, która nie może być ani zapomniana, ani zmarnowana. To my, seniorzy, jesteśmy strażnikami pamięci, której świadczenie i obrona pozostają jak nakaz. Niezależnie od tego, co chcą przejmować od nas wszyscy z pokoleń następców, aż do pokolenia, które pamięć zna tylko z nazwy. Jeżeli nawet „narody, tracąc pamięć, tracą życie”, jeżeli, jak uczy tablica na cmentarzu w Zakopanem, tak ważne dla ojczyzny powinny być groby, nasze poświadczanie, jak było naprawdę, będzie zawierało i sprzeciw, i nakaz.

Hajnówka, małe miasto na skraju Puszczy Białowieskiej, staje się symbolem zderzenia pamięci i zderzenia racji. To od niego zaczęło się w tym roku czczenie żołnierzy nazwanych niezłomnymi albo wyklętymi, choć to dopiero na 1 marca władze wyznaczyły dzień ich pamięci. Nie ma co udawać, że intencją staje się także apoteoza tego właśnie, co stanowi najciemniejszą stronę „pamięci i grobów”. Bo to dookoła Hajnówki jeden z wodzów wojennej partyzantki AK Romuald Rajs o pseudonimie „Bury” już po wojnie w roku 1946 ogniem i mieczem pacyfikował wsie uznane za wrogie, politycznie lub wyznaniowo, wsie białoruskie i prawosławne. Ginęli wtedy wszyscy mieszkańcy, z kobietami i dziećmi włącznie. Transparenty inicjatorów i uczestników tegorocznego marszu ruchów radykalnych i nacjonalistycznych były nie tylko pochwalne, były jakby utożsamianiem się z tamtymi wyrokami. Jest zasługą mieszkańców i władz lokalnych Hajnówki, że próbowali odmówić prawa do takiej apoteozy. Jest zasługą odpowiedzialnych za porządek, że nie doszło do zderzenia o niewiadomych konsekwencjach (szykowane były także antyprotesty).

Dlaczego Hajnówka jest tak ważna? Bo ma rangę symbolizowania całej dzisiejszej oficjalnej troski o stosunek do historii. Ma być częścią lekcji patriotyzmu. To dużo więcej niż wypełnianie powinności, ocalanie pamięci, naprawianie grzechów zapomnienia popełnianych wcześniej. To nie tylko uczczenie najwyższego patriotyzmu, jakim jest ofiara życia, nie tylko apoteoza walki o wolność z bronią w ręku, to także potrzeba rozliczania, wymierzania sprawiedliwości widzianej zdecydowanie jednostronnie, a przede wszystkim zakładającej nieubłaganą konfrontację. Przy takiej postawie pojęcie wroga jest bezwzględnie konieczne, a potrzeba kreowania go wtedy gdy tego brakuje albo gdy ta konfrontacja staje się zbyt bolesna i niezrozumiała, jest oczywista dla zatroskanych o „politykę historyczną”, niezależnie od kosztów, niezależnie od konsekwencji.

A przecież właśnie z pozycji nas odchodzących to te koszty i konsekwencje stają się źródłem głębokiego niepokoju. Mówiąc patetycznie: o patriotyzm pokolenia najmłodszego, które zajmie puste miejsce po nas. To nie tylko sprawa niewiedzy, jak bardzo złożona jest rzeczywistość wojenna i jakie ślady zostawia na biorących w niej udział. Jeden z uczestników AK-owskiego doświadczenia, nieżyjący już Jan Józef Szczepański, poświęcił tej prawdzie i jej dogłębnym zranieniom wiele najlepszych stron swojej prozy. Jednym z jego stwierdzeń było krótkie zdanie o tym, że człowiek, którego uzbrojono, od momentu skutecznego użycia broni staje się kim innym i nie może temu zapobiec.

Pisząc to, ciągle widzę znane z ekranu telewizyjnego, zafascynowane twarze tzw. rekonstruktorów odtwarzanych wydarzeń. Tym prawie dzieciom dajemy mundury, każemy udawać, że strzelają i odnoszą zwycięstwa, że mogą być dumni i usatysfakcjonowani na miarę swojej dzisiejszej wrażliwości. Zawsze chciałoby się wtedy spytać, czy pedagodzy tej szkoły sami wiedzą, czym naprawdę obdarzają pokolenie, przed którym ich wspólnota i wspólnota świata stawia wyzwania zupełnie inne, choć tak ogromnie ważne. A najgorsze byłoby, gdybyśmy uwierzyli, że wybudowanie dla potrzeb muzeum nowiutkiej barykady i pojedynek wygrywany z pseudobronią w ręku, a wrogiem na niby równają się ciężarowi prawdziwej historii, w której już nie bierzemy udziału. Czy nikt nie pyta, w którym momencie udawanie zamienia się w rzeczywistość i tak jak tlący się płomyk otwiera czeluść pożaru niemającego granic?

 

28 lutego 2017 r.

A przecież to jest tylko jeden z elementów (lekcji Hajnówki). Niesłychanie ważny, ale nie najważniejszy. Bo najważniejsze jest to, co 26 lutego odbyło się w prawosławnym soborze miejscowym. Było to nabożeństwo o przebaczenie win. Prawosławny Kościół powtarza je co roku w ostatnią niedzielę przed Wielkim Postem. Jest to jakby odpowiedź chrześcijaństwa na zapytanie o porażającą grozę wojennego zmagania, do którego prowadzi nas zawsze rozpamiętywanie przeszłości. Jest znamienne, że tegoroczni wielbiciele „Burego”, pacyfikatora wsi uznanych za wrogie, chcieli protestować właśnie pod murami soboru. Ta konfrontacja, do której na szczęście nie doszło, byłaby najważniejszym ostrzeżeniem, a równocześnie otwarciem na nadzieję. I tak jak już napisałam gdzie indziej, chciałoby się, aby cały polski Kościół mógł znaleźć się w takim soborze wtedy, gdy nakaz pamięci odczytywany jest jako obowiązek. I żeby ta współobecność była jawna dla wszystkich jak wyznanie wiary.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata