70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

Nasze dzielenie się opłatkiem – niewytłumaczalna próba usprawiedliwienia gestu, który albo jest pozorny, a nawet fałszywy, albo powinien być wyspowiadany do samej najboleśniejszej prawdy o pustym geście, a więc o kłamstwie.

4 listopada 2016 r.

Kolejne rozmowy o starości. Halina Bortnowska, ks. Adam Boniecki, o. Jan Andrzej Kłoczowski. Zastanawiam się, skąd oczekiwanie, że zaproszony rozmówca okaże się znawcą tematu. Czy można być specjalistą, który powie nam, jak być starym? To przecież nie to samo co specjalizacja w przeszczepach, w prehistorii, w konkretnych wykopaliskach na tej, a nie innej wyspie: o starości wiemy tyle, ile dostaliśmy sami jako zadanie własne. Tylko jeden św. Tomasz z Akwinu zostawił nam swoją subtelną, ironiczną modlitwę: „Panie, Ty wiesz lepiej, niżeli ja sam, że starzeję się i pewnego dnia będę stary (…). Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i zalet w nieoczekiwanych ludziach i daj mi, o Panie, łaskę mówienia im o tym”.

U ks. Adama Bonieckiego czytamy: „Poprosiłem kolegów w redakcji, żeby mi powiedzieli, gdy stwierdzą, że piszę tak jak… Może nie będę wymieniał kto, komu wyraźnie już starość doskwiera… Żeby mi to powiedzieli szczerze. Nie załamię się. Czasem po prostu samemu się tego nie widzi. Niektórzy dziarscy staruszkowie ciągle myślą, że są świetni i błyskotliwi, a już raczej nie są. Trochę nie nadążają i żyją już przede wszystkim w swoim świecie” („Gazeta Wyborcza” z 22–23 października 2016 r.).

Zazdroszczę autorowi tych słów przekonania, że na pewno panuje nad upływem czasu i zachowuje przekonanie, iż posiada się klucz otwierający wszystkie pułapki. A może młodzi przyjaciele kierują się nieznanym mi powodem dla wyrozumiałości? A może moje panowanie nad uwagą młodego pokolenia okaże się zawodne w jednym wypadku, a trafne w drugim? A może ci „staruszkowie” odsądzeni od umiejętności bycia „świetnymi i błyskotliwymi” lada moment podzielą los mój własny? Nie ma specjalności „starość”. I wędrówka, i umieranie są zawsze samotnością, których cały rozmiar okryła tajemnica.

Pozostaje mi w pamięci opowieść taksówkarza, który odkrył u własnych pasażerów piękne starzenie się, do końca twórcze: córki i ojca, dożywającego w pełni sił umysłowych 100 lat i więcej.

A może doświadczenie jest czasem takie jak u Jerzego Stuhra: „Gdy leciałem z Bangkoku, w nocy przysiadła się do mnie stewardesa i zaczęliśmy gadać. Ona mówi: »Wie pan, właściwie najgorzej to jest, jak się wraca. Bo rozdasz prezenty i za chwilę orientujesz się, że jesteś intruzem. Domownicy mają swoje ścieżki utarte, a ty im to wszystko rozwalasz«. Powiedziałem jej: »Jezus Maria! To mój problem«. Ta stewardesa rozumiała mnie najlepiej. Myślałem, że na starość i po chorobie uspokoję się…” ( „Tygodnik Powszechny” z 6 listopada 2016 r.).

 

7 listopada 2016 r.

Jak nazwać grudniowy czas nadciagającego Bożego Narodzenia? Horyzont? Perspektywa? Wzbieranie? Może astronomowie odkryją w Gwieździe Betlejemskiej coś nowego, bo stale szukają. A może tylko stara piosenka zadowoli się dalej pytaniem: „Kto ci mleczne wskazał drogi, żeś przebyła świat i przed Boży tron ubogi mędrcom słała szlak?”.

Grudniowy czas jest światem poddanym przymusom. Bombki i choinka królują na wystawach, ledwo zaczął się adwent. Nadchodzą święta, których nie możemy udźwignąć: bo i Wigilia, i dwa dni świąteczne, i sylwester, i jeszcze Trzej Królowie. I ciągły brak odpowiedzi, dlaczego bratni Kościół prawosławny, przecież sakramentalny, świętuje osobno, kiedy indziej, stawiając w rozterce tych, którzy cokolwiek z Bożego Narodzenia chcą ująć w pocieszającej kategorii „dzisiaj”: „dzisiaj narodził się nam Zbawiciel”. Nasze przepracowanie gospodyń domowych. Nasza walka o ratowanie uśmiercanych żywcem karpi, w której zaczynają triumfować ekologowie. Nasza potrzeba sięgania po koperty tylko dlatego, że jednak chcemy przekazać opłatek.

Nasze dzielenie się opłatkiem – niewytłumaczalna próba usprawiedliwienia gestu, który albo jest pozorny, a nawet fałszywy, albo powinien być wyspowiadany do samej najboleśniejszej prawdy o pustym geście, a więc o kłamstwie.

 

8 listopada 2016 r.

Jest w tegorocznym Bożym Narodzeniu jeszcze jedno pytanie, od którego nie możemy uciekać: co z pustym talerzem na stole wigilijnym, chlubą naszej polskiej gościnności, przekreśloną przecież przez powszechną zgodę zatrzaśnięcia drzwi przed przybyszem, nawet Czeczenem pragnącym połączyć się z rodziną ( „Tygodnik Powszechny” z 6 listopada 2016 r.)?

 

10 listopada 2016 r.

Gwiazdka – czas narodzenia Dzieciątka, dla którego zabrakło miejsca w gospodzie – staje się w wymiarze starości naszą potrzebą najbardziej ludzką i własną.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata