70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Codzienność

Jest serial, w którym nic się nie dzieje. Fabuła toczy się leniwie, nieliczne zwroty akcji budowane są na sprawdzonych chwytach z romansów i oper mydlanych. On kocha ją, ona jego nie, kiedy ona jego tak, to on ją nie i inną tak, a kiedy on tak i ona tak, to on ginie w wypadku samochodowym. Potem ona innego nie, a kiedy ona tak, to inny nie itd. Postaci naszkicowane są prostymi kreskami. Dlatego też aktorzy nie muszą zbyt wiele robić i znakomicie się ze swego zadania wywiązują. Bardzo lubię ten serial. To ponad 50 godzin łagodnej nudy, od której nie można się oderwać.

Downton Abbey opowiada bowiem o czymś, co najczęściej wymyka się współczesnemu kinu i telewizji: o codzienności. Jeśli tylko zaufamy realizatorom i przetrzymamy pierwsze odcinki, dostrzeżemy coś, co stanowi o prawdziwej wielkości tego serialu. Codzienność jest zwyczajna i łatwo ją zbanalizować, pokazać jako nie­efektowny rewers prawdziwego życia, pełnego przygód i dramatycznych napięć. Tymczasem to właśnie w niej wydarzają się rzeczy, z których tkana jest osnowa rzeczywistości. Powta­rzalne czynności, czasem celebro­wane, a czasem po prostu spełniane niemal bezwiednie; rozmowy o niczym, które nie zmienią niczyjego życia i nie ujawnią wstrząsających tajemnic. Słowa nie odsłaniają nawet uczuć, gdyż te są skrzętnie skrywane za gardą ety­kiety. To wszystko – jeśli tylko damy się unieść sennemu rytmowi opowieści – tworzy fascynujący świat. Zadomo­wieni w Downton wierzymy, że praw­dziwym dramatem służby jest podanie lordowi niewyprasowanej gazety do śniadania, a lokalny konkurs kwiatów może naprawdę ekscytować i rozpalać namiętności.

W Downton Abbey spotykają się dwa światy. Jest początek XX w., wła­śnie zatonął Titanic. Na górze wieko­wego pałacu mieszka obciążona dzie­dzicznie nudą rodzina angielskich arystokratów, którzy pogodzili się z koniecznością nicnierobienia i umie­jętnie wypełniają swoje puste życie lenistwem. Na dole krząta się służba, znudzona powtarzalnymi sekwencjami codziennych obowiązków, pró­bująca w swoim służeniu i lojal­ności dostrzec sens życia; dla niej jedyną rozrywką są lokalne plotki. Te dwa światy przecinają się, lecz nie spotykają. Nie ma między panami a służbą przy­jaźni, szczerych rozmów, nie ma autentycznego zaintereso­wania problemami innych. Od tej reguły są wprawdzie wyjątki, ale nie one tworzą substancję serialu. Wytrącają raczej życie z kolein codzienności i przez odcinki następujące po tych eksplozjach oglądamy, jak oba światy usiłują desperacko załatać nadwątloną tkaninę rzeczywistości. Zmiana, sól każdej opowieści, jest witana niechętnie, gdyż ze swej natury może tylko pogorszyć sprawę.

A jednocześnie ten skostniały świat cały czas pulsuje codziennymi dramatami, nieznaczącymi i nieistot­nymi poza posiadłością Downton. I odwrotnie, Downton nie jest zain­teresowane światem: w świecie na zewnątrz nic się nie dzieje, a w każdym razie nic, co mogłoby fascynować. Ludzkie życia są nudne i nieciekawe. Prozaiczność zaczyna nas obcho­dzić wyłącznie wtedy, kiedy dotyczy naszego własnego życia. Wtedy dopiero zwykłe sprawy urastają do rozmiarów greckiej tragedii. Dlatego ze znudzeniem słuchamy wigilijnej opo­wieści wujka o kamieniach nerkowych, choć własne kamienie nerkowe bardzo by nas ekscytowały i chcielibyśmy sami podekscytować nimi świat. To zderzenie wymiaru nieciekawej kon­kretności, która nabiera rumieńców kiedy staje się naszym udziałem, sta­nowi chyba o wielkiej sile tego serialu.

Wciągnięci w sieć banalnych intryg w pewnym momencie rozpoznajemy je jako własne i przeżywamy rozbitą filiżankę lub źle dobraną sukienkę, jakby rzeczywiście to decydowało o naszym życiu.

Codzienność i umiejętność przedarcia się do jej fascynującego nurtu nie stanowi oczywiście odkrycia twórców Downton Abbey. Poprzedza ich długa tradycja. Bodaj pierwszy był Gustave Flaubert, który w Szkole uczuć opowiada o nieciekawym życiu nieciekawych postaci. I przez niemal 500 stron przykuwa naszą uwagę na wyłączność. Pulsacja codzienności buduje też wielkość innych seriali telewizyjnych. Monumentalne The Wire oszałamia przecież nie błyskotli­wymi śledztwami, lecz mozołem biu­rokratycznej pracy policjantów i senną rutyną gangsterskich szaraków.

Być może opowieści o codzien­ności są trudniejsze niż te o przygo­dach, które wydarzają się za progiem domu. Wiele historii zaczyna się, kiedy opuszczamy codzienność i zanurzamy się w niecodzienność inności. Z per­spektywy zwykłego życia przygody i dramaty są właśnie innym, rzadko napotykanym, a opowiadacze kuszą nas właśnie tym zaproszeniem w nieznane. Historie o codzienności są o wiele bardziej ryzykowne. Po pierwsze, trudniej nimi uwodzić; po drugie, najłatwiej popaść tu w banał: zostaje tylko nuda i nic się nie odsłania; po trzecie wreszcie, widz dużo więcej ryzykuje: wolimy przecież rozpoznać siebie w pełnych mocy herosach lub pokiereszowanych ofiarach, niż stwier­dzić, że najbliżej nam do tych niecieka­wych ludzi o nieciekawym życiu.

I właśnie w opowieściach o codzienności ujawnia się moc seriali, szczodrze rozlewających swe opo­wieści na dziesiątki odcinków. Dopiero przy tak szeroko nakreślonym hory­zoncie może ujawnić się to, co zwykle umyka w półtoragodzinnych fabułach, gdzie każde powtórzenie jest nadmia­rowe i zbędne. Monotonia i powta­rzalność, warianty tego samego dnia w dziesiątkach niemal nieodróżnial­nych wcieleń – to domena seriali i dłu­gich powieści. Nie bez powodu dobre filmowe adaptacje literatury mają za podstawę opowiadania. Codzienność jednak nasyca się poza tymi granicami. Wtedy widać, jak pustynia rośnie.

W Downton Abbey droga do codzienności jest nieoczywista, gdyż prowadząca przez niecodzienność. To, co powszednie w angielskiej posia­dłości sto lat temu, dla nas jest zupełną egzotyką. Pieczołowicie odtworzony świat minionych form życia pozwala jednak dostrzec nie tylko to, co w nim nadzwyczajne, lecz przede wszystkim odsłonić to, co najbardziej prozaiczne: kapiące leniwie dni, pusty horyzont bez oczekiwań i rozpaczliwe, choć tak­townie powściągliwe próby nadania pustce jakiegoś sensu.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter