70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Janusz Sobolewski/Forum

Wszystkie życia Zygmunta Baumana

W długim, ponad 90-letnim życiu Zygmunta Baumana skupiają się jak w soczewce newralgiczne epizody z polskiej historii: narodowościowe napięcia II RP, traumy okupacji, zaangażowanie intelektualistów w budowę demokracji ludowej, rozczarowanie komunizmem, przymusowe emigracje i trudne rozliczenia z przeszłością

Przypadek a wolny wybór – to tradycyjne napięcie mocno wybrzmiało w życiu Zygmunta Baumana. Losowe okoliczności decydowały nie raz, że musiał zaczynać wszystko od nowa. Porównywał się wówczas do bohatera filmu Przypadek Krzysztofa Kieślowskiego. Dostrzegał, że w życiu często zdarzają się sytuacje, których się ani nie planowało, ani nie pragnęło, a które mają dla nas najpoważniejsze konsekwencje. Próbował wśród nich nawigować, kierując się moralnymi przekonaniami nabytymi w młodości, którym pozostawał – mimo wszystkich zmian – wierny przez całe swoje życie. Chciał sprzeciwiać się upokorzeniu, pozostać wrażliwym na piękno. Czasem owe szlachetne przekonania prowadziły go na manowce, np. do służby wojskowej w czasach stalinizmu; czasem pozwalały upominać się o ludzi wyrzuconych za burtę globalnego kapitalizmu. Trudno dziś rozstrzygnąć, czy w gruncie rzeczy Zygmuntów Baumanów było wielu, różnych, oddzielonych od siebie, jak na fotografiach, gdzie w twarzy młodego oficera nie tak łatwo odnaleźć rysy starego mędrca, czy może biegła jednak przez całe życie Baumana jakaś linia ciągła, która łączyła wszystko w spójną całość. Z pewnością jego losy są jeszcze jedną wariacją na temat dwóch wielkich procesów XX-wiecznej historii: komunistycznego zaangażowania intelektualistów i ich późniejszych rozliczeń z przeszłością oraz dokonujących się na tle narodowościowym aktów podziałów i wykluczeń, poczucia obcości i wymuszonych migracji. Cała trudność leży w tym, by zaakceptować fakt, że autor Płynnej nowoczesności odegrał w tej historii różne role: był jej świadkiem, uczestnikiem i ofiarą.

Młodość: czas nierówności i wojny

Zygmunt Bauman urodził się 19 listopada 1925 r. w Poznaniu. Był to okres pełen niepokojów, bo mniej więcej w tym samym czasie Adolf Hitler opublikował Mein Kampf, a Benito Mussolini przygotowywał ustawy, które legalizowały przejęcie przez niego władzy we Włoszech. W Polsce wielkimi krokami zbliżał się zaś zamach majowy, w efekcie którego gwarantem porządku ustrojowego stał się marszałek Józef Piłsudski.

To kontekst polityczny, bo o samym dzieciństwie Baumana nie wiadomo za wiele. Jako 88-latek socjolog wspominał: „Moja młodość nie była łatwa. Miałem bardzo kochających rodziców, to prawda, ale byliśmy ubodzy. Tata nawet z tego powodu próbował popełnić samobójstwo. To, że byłem Żydem, też nie dodawało uroku”. Ojciec Maurycy był księgowym, ale nie wiodło mu się w interesach, często pozostawał bez pracy. Z zapisków pierwszej żony Zygmunta Janiny Bauman dowiadujemy się: „Kiepsko im się powodziło i w domu czasem nie byłoby co jeść, gdyby nie energia i pomysłowość matki”. Siedzenie przy niej podczas odrabiania lekcji skutkowało, po pierwsze, tym, że opanował sztukę gotowania, a po drugie, że zwyczajnie utył – jak przyznawał: kosztował i puchnął. „A poza tym – dodawał –  nie używałem żadnych sportów, a to z tej przyczyny, że nie śmiałbym wyjść na boisko, bo gdybym nawet wyszedł, to nie ja bym kopał piłkę, ale mnie by kopano. I to nie tylko dlatego, że byłem grubasem, ale również Żydem. Jedynym na Jeżycach”. W szkole panowało getto ławkowe, był napiętnowany, niejednokrotnie bity. Nie przeszkadzało mu to jednak być prymusem.

Gdy wybuchła wojna, uciekał przed Niemcami na Wschód (do pociągu wsiadł z rodzicami 2 września 1939 r.), trafiając w głąb Związku Radzieckiego: „Przez kilka lat żył w strasznych warunkach to w tym, to w innym miasteczku na głuchej prowincji. Poznał tam prawdziwy głód” – wspominała żona. Pomagał na pewno fakt, że matka pracowała jako kucharka w robotniczej kantynie i mogła dokarmiać męża i syna. Jedynym plusem, że wylądował w miejscu tak odległym, był fakt, że nie sięgały tam wszystkie rozporządzenia sowietów: „Szczęśliwym trafem (sic!) – wspominał – rzuciła mnie wojna w tajgę rosyjską tak głuchą, że nie docierały tam nawet kolejne spisy literatury na przemiał skazanej”. Ocalały więc księgozbiory z lat 20. i 30. XX w. i dzięki temu dorastający Zygmunt mógł pochłaniać klasykę literatury. Szkołę średnią skończył z wyróżnieniem w wieku lat 16. Chciał być kosmologiem lub kosmonautą, „[b]adać, zrozumieć, jak to wszystko powstało, skąd się wzięło”. Zaczął więc studiować fizykę w mieście Gorki (dziś Niżny Nowogród), ale musiał przerwać studia, gdyż nie uzyskał prawa pobytu w tym mieście. Po ukończeniu 18. roku życia został wzięty do wojska i skierowany do służby w moskiewskiej milicji, a następnie zgłosił się do powstającej w ZSRR armii polskiej. To wówczas, „w miasteczku pod Charkowem, gdzie formowała się 4. Dywizja Piechoty”, po raz pierwszy został zaakceptowany w grupie, w czym nie przeszkadzało żydowskie pochodzenie. Od Janiny Bauman dowiadujemy się: „Przeszkolono go i jako artylerzystę w randze młodszego oficera posłano na front. Wiosną 1945 roku odniósł ranę w bitwie o Kołobrzeg, ale szybko wydobrzał i zdążył wziąć udział w zdobywaniu Berlina. Otrzymał kilka orderów i awansował do rangi kapitana”. W chwili zakończenia wojny nie miał jeszcze 20 lat.

W wojsku w rozmowach z przełożonym i kolegami ukształtowały się też jego polityczne poglądy. Największym autorytetem był dla niego wówczas dowódca płk Zdzisław Bibrowski – postrzegany jako pozostałość po pokoleniu „ideowych komunistycznych i komunizujących inteligentów”, człowiek o wybitnej inteligencji, imponującej wiedzy i rzadko spotykanej mądrości życiowej. Bauman wyznawał: „On mnie uświadamiał, a był zarazem bardzo krytyczny wobec świata, który współbudował, jak i przekonany, że przy wszystkich wadach tego świata jednak trzeba się starać, by on realizował swoje zadeklarowane cele. Czyli równość, wolność, braterstwo”.

Młody Bauman miał poczucie, że wraz z wojną kończą się zarówno jego osobiste upokorzenia, jak i społeczne niesprawiedliwości.

Łatwo uwierzył, że w nowym świecie „[w]szyscy pójdą do szkoły, (…) nikt nie będzie mieszkał w rozwalających się lepiankach. Będzie rósł poziom życia, ludzkie wzajemne sympatie, a animozje będą się kruszyły”. Jego wiara w lepsze jutro nie była zupełnie bezpodstawna, bo nierówności znane mu z II RP były ogromne. Wielu zdawało sobie z tego sprawę. Bauman przywołuje w tym kontekście taką m.in. historię: „Stanisław Ossowski, gdy już mu powiedzieli, że jest śmiertelnie chory i długo nie pożyje, zaczął mieć wtedy taką skłonność do zwierzania się, mnie też się zwierzył, że jak w 1939 roku zmobilizowano go do twierdzy Modlin i gruchnęła tam plotka, że się Beck z Ribbentropem dogadali: wojny nie będzie, to wpadł w straszliwą rozpacz. To dalej ma być tak samo? Dalej tak okropnie? Miałem nadzieję, że ta wojna coś zmieni, rozbije, strzaska, wyzwoli”. Bauman tłumaczył więc: „No proszę, proszę się w to wszystko wczuć. Przychodzą do pana i mówią: damy ziemię chłopom. A ja wiedziałem, że chłopi cierpieli, bo nie mieli. Fabryki damy robotnikom. Cudownie, mój ojciec nie będzie musiał czapkować. W ogóle wszyscy będą równi”. Bauman dał się więc komunistycznemu projektowi bez trudu uwieść.

Służba wojskowa

Po zakończeniu wojny 4. Dywizja Piechoty weszła w skład powstającego właśnie Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Bauman służył w KBW w latach 1945–1953, pracując w pionie polityczno-wychowawczym oraz w jednostkach zajmujących się propagandą wśród żołnierzy. W latach 1945–1948 współpracował także z Informacją Wojskową jako agent-informator. Jego służba w organach bezpieczeństwa oraz współpraca z kontrwywiadem powróciły w 2006 r., do dzisiaj rzucając cień na jego twórczość. Piotr Gontarczyk, historyk z IPN, publikując wówczas materiały na ten temat, pisał o KBW: „Struktura, choć ubrana w mundury wojskowe, to z wojskiem miała niewiele wspólnego. Była bowiem zbrojnym ramieniem partii komunistycznej utworzonym na wzór wojsk NKWD i służącym ujarzmieniu polskiego społeczeństwa. To właśnie jednostki KBW ścigały po wojnie najsłynniejsze oddziały polskiej partyzantki: V Wileńskiej Brygady AK mjr. Zygmunta Szendzielarza »Łupaszki« na Białostocczyźnie, mjr. Hieronima Dekutowskiego »Zapory« na Lubelszczyźnie czy Józefa Kurasia »Ognia« na Podhalu. Przeciwko zbrojnemu podziemiu walczył z bronią w ręku także Bauman. Otrzymał za to Krzyż Walecznych”. Ta ostatnia informacja – często powtarzana w mediach – nie jest akurat prawdziwa: Krzyż Walecznych został przyznany Baumanowi rozkazem Dowódcy 1 Armii Wojska Polskiego Nr 141 z 19 maja 1945 r. (zanim jeszcze jednostka, w której służył, została wcielona do KBW) za walkę z Niemcami o Wał Pomorski. W materiałach zebranych przez historyka pojawiły się jednak istotne informacje o przeszłości Baumana: zwłaszcza ta z wniosku awansowego z 1950 r., gdzie jego przełożeni zapisali, iż: „Jako Szef Wydziału Pol[ityczno]-Wych[owawczego] operacji bierze udział w walce z bandami. Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów”.

Bauman – pytany o współpracę z Informacją Wojskową przez brytyjski „The Guardian” – replikował w sposób, który wzbudził kontrowersje w Polsce. Przypomniał, że nigdy nie ukrywał, iż w młodości był komunistą, że do dziś jest przekonany, iż partia komunistyczna miała po wojnie najlepszy program dla Polski. Idee komunistyczne stanowiły dlań kontynuację oświecenia. KBW opisywał jako służbę powołaną do zwalczenia terroryzmu wewnątrz państwa, a swoją pracę jako nudne pisanie politycznych pamfletów dla żołnierzy. Nie sądził, aby jego praca komuś zaszkodziła, choć był też świadom, że nie zna jej wszystkich konsekwencji. Z tych lapidarnych sformułowań trudno było właściwie odczytać, jak socjolog podchodzi do swojej przeszłości. Oburzenie wywołało również porównanie tzw. żołnierzy wyklętych do dzisiejszych terrorystów.

Szerzej te zagadnienia autor Nowoczesności i Zagłady wyjaśnił kilka lat później w rozmowie z Anną Zeidler-Janiszewską i Romanem Kubickim. Próbował wyważyć swoją odpowiedzialność. Mówił o roli przypadku. Tak było z wcieleniem jego oddziału do KBW. Dodaje jednak od razu – podkreślając też swoją odpowiedzialność za te zdarzenia: „Ale nie było przypadkiem, że przyjąłem ów przypadek bez szemrania”. Współpracę z Informacją Wojskową tłumaczył naiwnością: „jak na żółtodzioba przystało, o tych sprawach wiedziałem tylko z powieści i sądziłem, że pomoc kontrwywiadowi jest dla oficera oczywistym patriotycznym obowiązkiem wobec sił zbrojnych i państwa, jakiego w ich szeregach broni”. Pracę w KBW opisywał przez pryzmat pogadanek dla żołnierzy, doglądania kuchni żołnierskiej i… organizowania wojskowej drużyny piłkarskiej WKS Burza. Komentował także swój czynny udział w walkach z „bandami”: „W »teren« – w wiejskie okolice Białegostoku – wysłano mnie tylko raz (…), o ile pamiętam mroźną śnieżną zimą z 1946 na 1947 rok. Zbrojne oddziały rozsiane po Białostocczyźnie – czasami wywodzące się z podziemnych organizacji, a w większości zwykłe gangi przestępcze, pozostałości i następstwa okupacyjnej demoralizacji, napadały na posterunki milicyjne, zatrzymywały pociągi, wyciągały pasażerów, ściągały z nich haracz i często poddawały egzekucji na miejscu. (…) Osobiście nie byłem świadkiem ani jednego przypadku użycia żołnierskiej broni. (…) Zadaniem wyprawy miało być aresztowanie uczestników licznych wówczas napadów (…). Nie spalili żołnierze ani jednej chaty, nie oddali ani jednego strzału. Pod adresami domowymi rebeliantów spisanymi na podstawie miejscowych donosów żadnego lub prawie żadnego z podejrzanych, o ile mi wiadomo, nie znaleziono. (…) Mało zresztą pozostało w mojej pamięci z tej wyprawy w teren, poza wspomnieniem okrutnego mrozu i wielkiego przeżycia premiery Zakazanych piosenek w białostockim kinie”.

Na podstawie dostępnych źródeł (a więc jednej wzmianki w aktach oraz wspomnień samego zainteresowanego) trudno dziś zweryfikować, czy Bauman kiedykolwiek użył broni przeciwko antykomunistycznemu podziemiu.

Kłopot z oceną jego rozliczeń z przeszłością wiąże się z ich ambiwalencją – Bauman z jednej strony podkreślał w wywiadach swoją naiwność, to, że dał się uwieść, że nie chciał wiedzieć o wielu ciemnych stronach reżimu, ale z drugiej – przekonywał, że nie pamięta, by osobiście uczynił coś złego, oraz że wybrał wówczas słuszne wartości, którym pozostał później wierny.

Choć niechętnie, to jednak opowiadał o swojej przeszłości, o swoich młodzieńczych ideałach i późniejszym rozwianiu złudzeń – jego wyjaśnienia nie miały natomiast tej jednoznaczności co np. Leszka Kołakowskiego, który dokonał pryncypialnej krytyki komunistycznych marzeń i ich realizacji w trzech grubych tomach Głównych nurtów marksizmu.

Studia i poznanie Janiny

Służbę wojskową młody oficer łączył ze studiami. Wieczorami chodził na zajęcia z filozofii i socjologii. Najpierw w Akademii Nauk Społecznych i Politycznych, a potem na Uniwersytecie Warszawskim. „Historii filozofii uczyłem się z wykładów Krońskiego, Kołakowskiego i Baczki, logiki u Kotarbińskiego, filozofii społecznej u Hochfelda” – wspominał po latach. Już na początku lat uniwersyteckich poznał młodą studentkę dziennikarstwa Janinę Lewinson. Po latach wspominała, jak wielkie wrażenie już od pierwszego spotkania robił ten „przystojny oficer w randze kapitana”, mający „czarne błyszczące oczy, jak gdyby rozświetlone radością życia”. Ślub wzięli 18 sierpnia 1948 r. Ten dzień będą świętować co roku aż do śmierci Janiny w 2009 r. – w Warszawie, zamawiając w Hotelu Bristol schabowego i wódkę, następnie w Tel Awiwie i w Leeds. Janina przeżyła wojnę w ukryciu – w stolicy i na prowincji (m.in. w podkrakowskich Zielonkach). Zastanawiała się nad emigracją do Izraela, co wzbudziło sprzeciw Zygmunta: „Z niezachwianą wiarą tłumaczył mi jasno i dobitnie, że w socjalizmie nie będzie miejsca dla antysemityzmu i w ogóle dla rasizmu. Ten ustrój zagwarantuje wszystkim równe prawa. Znikną podziały na lepszych i gorszych, zniknie wszelka dyskryminacja. (…) Jesteśmy w czepku urodzeni, bo przypadło nam żyć w miejscu i czasie wielkiej przemiany. (…) To, że uszłaś cało z rąk Hitlera zawdzięczasz Polakom. Czy nie uważasz, że masz wobec tego kraju zobowiązania?”. Młodych małżonków cieszyła powstająca z gruzów stolica, Trasa W-Z, wznoszenie Pałacu Kultury, kolejne dowody wyłaniania się nowej, rzekomo lepszej rzeczywistości.

Ze służby w KBW Bauman został zwolniony na początku 1953 r. Oficjalną przyczyną było utrzymywanie więzi z „burżuazyjną na wskroś rodziną”, a zwłaszcza z zamieszkującymi z nim rodzicami, co wywierać miało „ujemny wpływ na oblicze polityczne i pracę mjr. Baumana”. Szczególne znaczenie miało oskarżenie jego ojca o kontakty z ambasadą izraelską. Po otrzymaniu informacji o dymisji Zygmunt popędził do ojca, gdzie dowiedział się, że był on w ambasadzie pytać o możliwość emigracji. Wstrząśnięty Zygmunt na jakiś czas zerwał kontakt z ojcem. Mimo iż był krytykiem syjonizmu, został uznany za syjonistę. Podobną łatkę przypięto mu w marcu 1968 r.

Od zaangażowania do rewizjonizmu – złote lata Uniwersytetu Warszawskiego

Bauman szybko znalazł miejsce zatrudnienia na uniwersytecie (jak wspominał, był to jedyny moment w życiu, gdy musiał złożyć podanie o pracę) – przed obroną pracy magisterskiej w 1954 r. został asystentem Juliana Hochfelda w Zakładzie Materializmu Historycznego. Zaczął też powoli zmieniać poglądy wobec istniejącego ustroju. W 1953 r. swój pierwszy artykuł naukowy pisany z Jerzym Wiatrem zaczynał od słów: „Partia proletariatu ma do spełnienia zadanie, jakiego przed nią w taki sposób i w takim zakresie nikt nie mógł wykonywać, lecz nawet stawiać. Ma ona przewodzić masom pracującym w walce o obalenie władzy wyzyskiwaczy i w budowaniu nowego życia na ziemi”. Wiatr skomentuje to po latach: „Jest to chyba najgłupszy tekst z moim podpisem. To, na co kładliśmy największy nacisk, było albo banałem, albo wielkim uproszczeniem. Słowem, referat doskonale pasował do ówczesnego poziomu oficjalnego marksizmu”. Janina Bauman pisała wprost: „Rozstanie z armią i kontakt ze środowiskiem uniwersyteckim otwierały mu stopniowo oczy na rozbieżność między teorią, w jaką dotąd ślepo wierzył, a rzeczywistością, w której żył. (…) Nie tylko wizja świata ulegała po trochu zmianie, lecz także jego charakter. Wyzwalał się z fanatyzmu, łagodniał, stawał się bardziej wyrozumiały dla ludzi”. Potwierdzają to inne świadectwa – filozof Bronisław Łagowski wspomina: „Gdy zacząłem studia w 1956 r., Bauman reprezentował już postawę liberalną, opowiadał się po stronie reformatorów, był otwarty na zachodnie prądy w socjologii, serdeczny i uczynny dla wyróżniających się studentów. Wiem jednak, że opinie o nim z wcześniejszego okresu były inne. Wybitny logik Roman Suszko mówił, że towarzysza Baumana się wówczas po prostu bał. Mój kolega ze studiów, który wcześniej był w wojsku, zapamiętał go zaś jako surowego oficera”. Ważną cezurą w intelektualnym dojrzewaniu Baumana był właśnie rok 1956 i referat Chruszczowa. Odtąd stało się dla niego jasne, że obowiązkiem członka partii jest walka z nadużyciami i wewnętrzna krytyka systemu komunistycznego. Coraz śmielej w swoich tekstach naukowych i publicystycznych apelował więc o uwolnienie socjologii od podporządkowania ideologii i upominał się o demokrację wewnątrzpartyjną.

W tym samym roku Bauman obronił doktorat o brytyjskim socjalizmie. „Odwilż” popaździernikowa prowadziła do osłabienia cenzury i umożliwiła kontakt z Zachodem. To dobry czas dla Uniwersytetu Warszawskiego, gdy znakomite książki piszą jego wykładowcy: Leszek Kołakowski, Bronisław Baczko, Jerzy Szacki, Jan Kott. Wśród nich jest też Bauman, który wspominał potem: „W późnych latach pięćdziesiątych i wczesnych sześćdziesiątych była Warszawa chyba jedynym na świecie miejscem, w którym na jednym wydziale uniwersyteckim mogły spotkać się, żyć w symbiozie, znaleźć sobie miejsce w tym samym programie nauczania wszystkie wielkie tradycje europejskiej myśli i kultury”. Podobne wspomnienia zachowała Aleksandra Jasińska-Kania, druga żona socjologa, wówczas studentka, a potem młody pracownik naukowy uniwersytetu: „Życie na uczelni było ciekawe, żywe, pełne dyskusji. Przyjeżdżało też do nas wielu zagranicznych uczonych, którzy chcieli obejrzeć kraj socjalistyczny. Żartowaliśmy, że jesteśmy oglądani jak małpy w zoo mówiące ludzkim językiem”.

Socjolodzy dzielą się po 1956 r. na dwie rywalizujące katedry. Pierwsza z nich, niepartyjna, była kierowana przez Stanisława Ossowskiego – obdarzonego olbrzymim autorytetem, wcześniej, tj. w I poł. lat 50., odsuniętego od nauczania. Na czele drugiej stał Julian Hochfeld, który jako działacz powojennego PPS i poseł na Sejm zaangażował się w budowę nowego systemu. Wiatr wspomina: „Stosunki między Hochfeldem i Ossowskim nacechowane były szacunkiem (…). Ossowski miał jednak poczucie swej wyższości i z dystansem odnosił się do politycznej aktywności Hochfelda i jego uczniów. (…) Póki żyli nasi mistrzowie, ich wzajemne stosunki rzucały cień na stosunki między uczniami. Wyjątek stanowił Jan Strzelecki zaprzyjaźniony z oboma”. Bauman – razem m.in. z Wiatrem, Jasińską-Kanią, Marią Bielińską-Hirszowicz, Włodzimierzem Wesołowskim – przynależał do naukowego i towarzyskiego kręgu Hochfelda. Zawsze jednak jako swoich nauczycieli socjologicznego myślenia wymieniał obu szefów katedr.

Naukowo zajmował się wówczas Bauman dwoma tematami: historią angielskiego socjalizmu oraz socjologią polityki. W 1957 r. udało mu się zdobyć stypendium i wyjechać na rok na Zachód – do London School of Economics. Janina z trójką dzieci (kilkuletnią Anną i małymi bliźniaczkami: Lidią i Ireną) została w Warszawie. Był to dla niej duży kłopot, bo Zygmunt był oddanym ojcem – gdy szła do pracy on chętnie zajmował się domem: prał pieluszki, robił zakupy, gotował obiady. W Londynie żył skromnie – wspominał, że spędzał czas z „sir cheddarem”, żywiąc się głównie kluskami z serem. Janina przyjechała do niego w odwiedziny, zastając „szkielet” znanego jej człowieka, który odkładając na jej bilet, „omal nie zagłodził się na śmierć”. Z jej wspomnień wyłania się też charakterystyczny obraz doświadczeń przybyszy zza żelaznej kurtyny – zachwycała się automatyczną pralką, podwójnym wózkiem dla bliźniaków, sklepem samoobsługowym bez kolejek oraz angielską wolnością i zaufaniem. Wśród minusów dostrzegła nieznane w socjalistycznej Polsce społeczne kontrasty i przepaść dzielącą biednych i bogatych.

W 1960 r. Bauman obronił napisaną częściowo w Londynie habilitację o angielskim ruchu robotniczym. Stanisław Ossowski, przezwyciężając dystans do „kręgu Hochfelda”, pisał do żony: „Praca habilitacyjna bardzo poważna i utrzymana na wysokim poziomie, prawie bez śladów dawnego stylu”. W tym czasie Bauman prowadził też dość odważne badania, opisując pragmatyczną, a nie ideologiczną motywację, którą kierowała się inteligencja techniczna wstępująca do partii, oraz „drobnomieszczańskie” ideały młodzieży koncentrującej się na podnoszeniu poziomu stopy życiowej, a nie na politycznym zaangażowaniu. Coraz jaśniej widział, że socjalistyczny ustrój nie sprzyjał przezwyciężeniu „politycznej alienacji”. Zniechęcony do spraw polityki, zaczął kierować swoje zainteresowania w stronę socjologii kultury.

Lata 60. to czas szybko rozwijającej się kariery Baumana. Został redaktorem naczelnym „Studiów Socjologicznych”, a po Hochfeldzie, który wyjechał do pracy w UNESCO w Paryżu, objął kierowanie Katedrą Socjologii Ogólnej. Napisał popularny podręcznik Socjologia na co dzień, cieszył się sympatią i uznaniem asystentów i studentów. Łagowski wspomina: „Bauman był znakomitym wykładowcą, choć przyznam, że ja byłem wtedy zakochany w tekstach Kołakowskiego. Zresztą Kołakowskiego cenili wszyscy, pamiętam też, jak wychwalał go sam Bauman, mówiąc że jest to człowiek wielkiego formatu, taki, który zdarza się jeden na tysiąc”. Kojarzony był już wówczas z rewizjonistami, choć nie grał wśród nich pierwszych skrzypiec. Bauman oceniał po latach skromnie: „Na tle olbrzymiego autorytetu Leszka Kołakowskiego czy niespożytej energii Krzysztofa Pomiana mój osobisty wkład do podsycania rebelianckiego ducha na Wydziale był, mówiąc oględnie, drugorzędny: ograniczał się do głoszenia heretyckich poglądów w wykładach i na ćwiczeniach, odmowy udziału w delegacji na międzynarodowe zjazdy, gdy temu czy innemu bezpartyjnemu koledze odmówiono paszportu, czy podjęcia się rzecznictwa studenta pociągniętego do odpowiedzialności przed sądem rektorskim za »działalność antysocjalistyczną«”. To jednak wystarczyło, by atmosfera wokół niego coraz bardziej gęstniała, jego książki i artykuły stały się przedmiotem szczególnego zainteresowania cenzury, a rodzina nabrała uzasadnionych podejrzeń, że jej telefon jest na podsłuchu.

Marzec 68

Wojna sześciodniowa z czerwca 1967 r. między Izraelem i państwami arabskimi sprawiła, że w Polsce coraz częściej mówiono o tajemniczych „syjonistach”. Słowo to – jak zaznaczył Piotr Osęka – stało się wówczas „pojęciem tyleż kluczowym, co niejednoznacznym”. Janina Bauman pisała: „Zaczynało brakować nam powietrza. (…) Jak za okupacji byli Polacy »czystej krwi« i byli Żydzi. (…) Na sylwestrową kolację zaprosili nas Hania i Karol M. Przy stole, zastawionym znakomitymi potrawami roboty Hani, siedziało dziesięć osób, Żydów i nie-Żydów. (…) Tuż przed północą Karol włączył telewizor. Chcieliśmy obejrzeć tradycyjny kabaret noworoczny. (…) Tym razem mały ekran ział nienawiścią. Kukła o garbatym nosie wspinała się po globusie, zagarniając go chciwymi ramionami i wbijając szpony w jego powierzchnię. Mniejsze garbatonose kukiełki pełzały po całym globusie w ślad za wodzem, podtrzymując go i popychając coraz bardziej w górę. Jednocześnie nieznajomy głos męski śpiewał spoza ekranu »pieśń Dayana« [Mosze Dajan był ministrem obrony Izraela – przyp. red.], w której dziękował on »szwagrom z różnych stron« za poparcie i pomoc. Ktoś raptownie wyłączył telewizor. Za późno. Za stołem czworo garbatonosych »szwagrów Dayana« zamarło ze zgrozy i oburzenia. Pozostali opuścili na kwintę aryjskie nosy”. Kilka dni później Janina i Zygmunt oddali legitymacje partyjne. Janina wyrzucała sobie potem, że zrobili to za późno, dopiero wtedy, gdy zwrócono się bezpośrednio przeciwko nim – ludziom o żydowskim pochodzeniu.

W studenckich protestach 8 marca 1968 r. brała udział ich córka Anna. Szczęśliwie nic jej się nie stało, nie oberwała od milicji, nie została zatrzymana. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Dziewiętnastego marca Władysław Gomułka przemawiał w Sali Kongresowej do „aktywu partyjnego”, by wyjaśnić przyczyny protestów: „Wiemy, że pewna, w istocie nieliczna, lecz skoncentrowana na kilku wydziałach humanistycznych Uniwersytetu Warszawskiego grupa pracowników naukowych ponosi szczególną odpowiedzialność za ostatnie wydarzenia. Ci pracownicy nauki, tacy jak profesorowie Brus, Baczko, Morawski, Kołakowski, Bauman, zwalczając od wielu lat politykę naszej partii – świadomie i z premedytacją sączyli wrogie poglądy polityczne w umysły powierzonej ich pieczy młodzieży, byli duchowymi inicjatorami wichrzycielskich poczynań… Jest dla nas oczywiste, że ta grupa politykierów z tytułami naukowymi podjęła próbę wywalczenia sobie prawa do zalegalizowanej antysocjalistycznej działalności w naszym kraju i stawia swoje grupowe interesy ponad dobro nauki polskiej i młodzieży studenckiej”. Dalej – przy aplauzie zgromadzonych – Gomułka obiecywał wydać Żydom nieodczuwającym związku z Polską paszporty emigracyjne dające możliwość wyjazdu do Izraela. Z dnia na dzień twórczość i osoba Baumana stały się przedmiotem wzmożonego zainteresowania. „Trybuna Ludu” opublikowała krytyczne rozprawy na temat jego prac, zarzucając im „neoelitaryzm”, czerpanie z „burżuazyjnej socjologii”, niezgrabność „werbalistycznych konstrukcji” wyrastających ze „snobistycznej mody na strukturalizm”. W jednym z tekstów przypomniano Baumanowi, że swoją karierę naukową rozpoczął w mrocznych czasach stalinizmu. Wymienieni przez Gomułkę profesorowie przedstawiani byli jako oderwani od zwykłego życia „pseudotwórcy”, „kosmopolici”, „cmokające nad sobą koterie”, które stały się „protektorami wichrzycieli”.

Dwudziestego piątego marca Bauman – razem z pięcioma innymi wykładowcami – został zwolniony z pracy na uniwersytecie. Atmosfera stawała się nie do zniesienia. Janina wspominała: „Raz zadzwonił bliski kolega z wojskowej przeszłości Zygmunta. Razem walczyli niegdyś o Wał Pomorski i brali udział w bitwie o Kołobrzeg. Zygmunt zdążył ucieszyć się szczerze, zanim usłyszał: »Wynoś się z Polski, ty Żydzie parszywy!«. To był szok”.

W windzie bloku, w którym mieszkali, ich córki natknęły się na kartkę z napisem głoszącym, że Baumanowie są wrogami narodu polskiego i trzeba ich wyrzucić z kraju.

Spotykały ich także wyrazy solidarności – wielu ludzi z uniwersytetu ich odwiedzało i wspierało. Jedną z nich była nestorka polskiej socjologii Maria Ossowska, która przyniosła im wielki bukiet czerwonych róż.

W takich okolicznościach Baumanowie zdecydowali się na wyjazd z Polski. Spakowali do skrzyń m.in. 2 tys. książek i oddali je do odprawy celnej. W Izraelu dowiedzieli się, że zginęły rzeczy najcenniejsze: notatki Janiny z czasów okupacji i dwa maszynopisy książek Zygmunta (jeden, Szkice z teorii kultury, przetrwał w formie egzemplarza korektowego w zasobach bibliotecznych – został opublikowany dzięki staraniom badacza twórczości Baumana Dariusza Brzezińskiego dopiero w 2017 r.). Dwudziestego trzeciego czerwca 1968 r. cała rodzina opuściła Warszawę. Nieco wcześniej został wprowadzony zapis cenzorski na nazwisko Baumana – w Polsce nie będzie można drukować jego prac ani się na nie powoływać.

Wiedeń – Tel Awiw – Leeds

Decyzje odnośnie życia na emigracji zapadły w Wiedniu, gdzie Baumanowie zatrzymali się po wyjeździe z Warszawy. Janina Bauman wspominała: „Świat otworzył się dla nas, gdy w noc świętojańską, w milczeniu, ukradkiem, wyruszyliśmy samochodem w daleką drogę, z której nie było powrotu. Mogliśmy wybrać Anglię, Australię, Kanadę albo zostać w Wiedniu – zewsząd napływały zaproszenia, propozycje pracy. My jednak wybraliśmy Izrael”. Mieszkała tam już matka Janiny, jej siostra wraz z rodziną, a także siostra Zygmunta. Dodatkowo państwo żydowskie opłacało podróż. Za decyzją nie stały natomiast sympatie do idei syjonistycznych – także u Janiny, u której „młodzieńcze tęsknoty dawno wygasły”.

Baumanowie spędzili w Tel Awiwie trzy lata. Zygmunt wielkim nakładem pracy nauczył się hebrajskiego i wykładał w tym języku. W 1969 r. podczas wakacji pojechał też z wykładami na Australijski Uniwersytet Narodowy w Canberze – efektem tej wizyty była oferta pracy. Po rozmowie z żoną uznali, że to za daleko. Izrael nie okazał się jednak wymarzonym miejscem do życia. Osiedlenie się tam nie było najlepszym wyborem: „Wypędził mnie z Polski opętany, rozwydrzony nacjonalizm – a trudno leczyć rany przez nacjonalizm zadane innym nacjonalizmem…”. Zdecydowali się więc na wyjazd wraz z dwiema 15-letnimi wówczas córkami do Wielkiej Brytanii (najstarsza, Anna, została z mężem w Izraelu), gdzie w Leeds – mieście położonym mniej więcej w połowie drogi między Londynem a Edynburgiem – spędzili już resztę życia.

Obejmując katedrę socjologii na tamtejszym uniwersytecie, Zygmunt Bauman miał 45 lat. Jak przyznawał, adaptacja do nowych warunków nie była łatwa, już to przez ukształtowane w tym wieku nawyki, już to przez dochodzący do Anglii z opóźnieniem klimat paryskiego maja 1968 r., w którym Bauman zupełnie się nie odnajdywał. Janina Bauman przedstawiała początki pobytu w Leeds w ten sposób: „Wszystkim nam było ciężko. Najbardziej Zygmuntowi. Długoletni pracownicy wydziału patrzyli niechętnie na nowego szefa, cudzoziemca, przybysza ze Wschodu, ze świata o obcej im ideologii i kulturze. Budził w nich nieufność, a może nawet niepokój. Mówił z obcym akcentem, wiedział, czego nie wiedzieli, codzienne sprawy angielskiego życia były mu nieznane. Był na cenzurowanym. Czuł się obcy. Był obcy. I nigdy do końca być nim nie przestał, mimo że z upływem lat zyskiwał coraz większy szacunek, zaufanie i wielką sympatię”. W Leeds kontynuował swoje wcześniejsze badania nad ruchem klasowym, socjalizmem, utopią, krytyczną socjologią. Pozostawał wierny swoim socjalistycznym przekonaniom, choć odczuwał też potrzebę uzupełnienia ich o elementy liberalne. Gdy Leszek Kołakowski żartobliwie wzywał do stworzenia Międzynarodówki Konserwatywno-Liberalno-Socjalistycznej, Bauman pisał do niego: „Niniejszym proszę o przyjęcie mnie na członka MKLS. Zobowiązuję się wiernie przestrzegać zasad ustrojowo-ideowych tejże międzynarodówki”. Poszukiwał też nowych tematów. „Wbrew namowom – wspominał  – nie zostałem tzw. sowietologiem”. Uważał, że intelektualnie i moralnie mało atrakcyjne byłoby „spędzić drugą połowę życia, odcinając kupony z pierwszej”. Po niełatwej akceptacji nadszedł jednak czas, w którym Bauman mógł zasadniczo cieszyć się – jak napisała zaprzyjaźniona z nim socjolożka Nina Kraśko – pracą „zwykłego brytyjskiego profesora”.

Światową rozpoznawalność zyskał pod koniec akademickiej kariery. Stało się to w dużej mierze dzięki dwóm książkom. Pierwsza to opublikowana w 1987 r. praca pt. Prawodawcy i tłumacze, w której socjolog prześledził ewolucję roli intelektualistów od XVII w, wskazując na ich nową, „słabszą” niż dotychczas, rolę w ponowoczesności. Druga to wydana dwa lata później Nowoczesność i Zagłada, gdzie w klarowny sposób pokazał, że zagłada Żydów stanowiła konsekwencję – a nie zaprzeczenie czy zwyrodnienie – zainaugurowanych przez nowoczesność mechanizmów. Książka ta w równej mierze wyrastała z impulsu, jaki stanowiły analizy Horkheimera i Adorna, Arendt i Foucaulta, jak i osobiste doświadczenie żony, która w 1986 r. opublikowała Zimę o poranku – wojenne wspomnienia, obejmujące m.in. lata spędzone w warszawskim getcie.

Emerytura i międzynarodowa kariera

Na pytanie Tomasza Kwaśniewskiego: „Często pan profesor mówił sobie: zaczynam nowe życie?”, Bauman wyliczył obok zakończenia wojny i oddania legitymacji partyjnej, przejście w 1990 r. na emeryturę. Rzeczywiście wyznaczyła ona przełom w jego życiu – otwierała nowy etap, który naznaczony był przede wszystkim nieustannym pisaniem: zaowocowało to publikacją ponad 50 książek (czasem dwóch lub trzech w jednym roku), najczęściej o charakterze eseistycznym. Socjolog notował w swoim „dzienniku”: „pisanie stało się dla mnie sposobem funkcjonowania w rzeczywistości” oraz „wygląda na to, że nie potrafię myśleć bez pisania”. A pisał w sposób uwodzicielski. „Jego pomysły – mówił tłumacz Tomasz Kunz – przemawiają tak silnie do naszej wyobraźni dlatego, że są podane w formie bardzo atrakcyjnej literacko, pomysłowej, pełnej inwencji”. To wcale nie dziwi, bo był też Bauman wielkim czytelnikiem literatury – do jego ulubionych i najczęściej przywoływanych pisarzy zaliczyć trzeba: Kafkę, Camusa, Borgesa, Calvino, Canettiego i, zwłaszcza pod koniec życia, Saramago. Zdania, jakie układał, brzmiały zupełnie inaczej w języku angielskim i polskim, gdzie – jak oceniał Kunz – zdarzało się, że jego fraza „brzmiała dziwacznie, tworzył się taki zdumiewający amalgamat: na osobliwości składniowe nakładały się archaizmy przetykane neologizmami”. Było to niewątpliwie konsekwencją długiej nieobecności w Polsce i w polskim obiegu naukowo-kulturowym w ogóle. Gdy po transformacji ustrojowej pojawił się w niej ponownie, stał się symbolem zachodniej humanistyki, uosobieniem najmodniejszych trendów intelektualnych: postmodernizmu, socjologii krytycznej, studiów nad globalizacją.

To właśnie z tego emerytalnego okresu zapamiętany został wizerunek Baumana. Utrwalił się on w postaci zdjęć mędrca z fajką, któremu rozchodzący się w tle dym dodawał uroku, tajemniczości i głębi. Fotografie te były o tyle prawdziwe, że socjolog rzeczywiście dużo palił.

Gdy pytano go, czy nie zamierza rozstać się z nałogiem, replikował: „Palę od 75 lat, taka brawura mogłaby mnie zabić z miejsca”.

Dał się poznać jako osoba bardzo otwarta. Chętnie uczestniczył w tym okresie we wspólnych przedsięwzięciach. Dowodem są książki złożone z rozmów bądź wymiany listów. Powstały w ten sposób publikacje pisane wspólnie z m.in.: Keithem Testerem, Benedetto Vecchim, Davidem Lyonem, Leonidasem Donskisem, Stanisławem Obirkiem czy Michaelem Hviid Jacobsenem. Jego otwartość potwierdzają też słowa Sławomira Sierakowskiego, współzałożyciela „Krytyki Politycznej”: „Prawie nigdy nie odmawiał. Lecieć przez pół kontynentu i dać wykład? Proszę bardzo. Tekst? Nie ma sprawy. Rozmowa? A co ja mam takiego ciekawego do powiedzenia, no, ale dobrze, kiedy?”. To samo powiedzieć by mogły redakcje „Gazety Wyborczej”, „Polityki” i mniejsze, jak „Kultura Liberalna” i „Znak”, gdzie również publikował teksty i wywiady.

Za swoje prace, którymi wniósł do światowej humanistyki lub rozwinął ważne pojęcia i metafory (np. płynna nowoczesność, ludzie-odpady, konsumpcjonizm, retrotopia), otrzymał wiele wyróżnień. Do najważniejszych należą: nagrody im. Theodora W. Adorno przyznana w 1998 r. za całokształt twórczości oraz Księcia Asturii z 2010 r. Był także doktorem honoris causa ok. 20 uniwersytetów, m.in. w: Bristolu, Göteborgu, Kopenhadze, Londynie, Oslo, Pradze, Uppsali. Wyróżnienia tego – a właściwie jego odpowiednika – nie doczekał się natomiast na swojej macierzystej uczelni w Warszawie, gdzie – jak dowiadujemy się od Niny Kraśko – uniwersytecki Senat odrzucił wniosek Instytutów Socjologii i Stosowanych Nauk Społecznych o tzw. odnowienie doktoratu ze względu na zakwestionowanie naukowości dorobku Baumana i nierozliczenie się z przeszłością. Decyzja ta zapadła tuż po publikacji wspomnianego już artykułu Piotra Gontarczyka. Polskiego socjologa doceniono jednak w Leeds, gdzie w ramach Szkoły Socjologii i Polityki Społecznej utworzono w 2010 r. Instytut Baumana.

W grudniu 2009 r. zmarła jego pierwsza żona. Socjolog nie ukrywał, że była to dla niego ogromna strata: „po odejściu Janiny sięgnąłem najmroczniejszego dna samotności (…). Dotarłem do miejsca, w którym gromadzą się jej gorzkie osady, jej najbardziej gryzące, toksyczne wyziewy. Twarz Janiny jest pierwszym obrazem, jaki widzę na pulpicie po włączeniu komputera”. Przywiązanie i ból związany z rozstaniem były zrozumiałe – przeżyli razem ponad 60 lat, podczas których niejednokrotnie zmieniały się miejsca zamieszkania i zatrudnienia.

Niecały rok później, w dniu 85. urodzin, Bauman otrzymał z rąk ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Jednak wraz ze wzrastającą w Polsce sympatią do tzw.  żołnierzy wyklętych narastały ze strony przedstawicieli prawicy ataki na niego – wzywano go do rozliczenia się z przeszłością i do bojkotowania jego wystąpień i tekstów. Najgłośniejszy był incydent z czerwca 2013 r., gdy zakłócono jego wykład na Uniwersytecie Wrocławskim. Grupa ubrana w koszulki lokalnych drużyn piłkarskich z transparentami Narodowego Odrodzenia Polski skandowała wówczas m.in.: „Precz z komuną”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” i „Żołnierze wyklęci – pamiętamy”. Piętnaście osób usłyszało zarzuty zakłócenia spokoju i porządku, a prezydent Rafał Dutkiewicz zadeklarował zwalczanie w mieście nacjonalizmu i neofaszyzmu.

Podporę i źródło radości w tych kolejnych trudnych chwilach stanowiła dla socjologa bez wątpienia Aleksandra Jasińska-Kania, z którą związał się w 2012 r., przeżywając w późnym wieku drugą miłość. Znali się co prawda od roku 1954 r., gdy razem uczęszczali na seminarium magisterskie Adama Schaffa, ale prywatnie ich losy połączyły się dopiero, gdy oboje mieli już ponad 80 lat.

W tym okresie Bauman wciąż dużo pracował. Wstawał bardzo wcześnie, przeważnie o czwartej rano. Dzień rozpoczynał od lektury świeżej prasy: „New York Timesa”, „Le Monde”, „Gazety Wyborczej”, odpowiadał na korespondencje i oddawał się pisaniu… Na wieczory z kolei wyszukiwał do obejrzenia ciekawe filmy. Lubił gotować. Jego popisowym daniem, serwowanym np. z okazji przyjazdu córek, były płonące befsztyki. Nie bez przyczyny w kuchni w domu w Leeds wisiała więc tabliczka z napisem: „Uwaga, zły pies” – bo, jak wspomina Jasińska-Kania, była to po prostu jego przestrzeń.

Nieprzyjemne wydarzenia w Polsce nie zmniejszały jego międzynarodowej popularności. Już jako 80-latek odbywał ponad 60 lotów rocznie, biorąc udział w rozmaitych konferencjach, wygłaszając wykłady i dyskutując z czytelnikami. Na wiele takich spotkań przychodziły tłumy. Towarzysząca mu, często współprowadząca z nim seminaria druga żona wspomina, że szczególną popularnością cieszył się we Włoszech, gdzie podczas festiwali filozofii z jego udziałem trzeba było ustawiać telebimy, by wszyscy chętni mogli go usłyszeć i zobaczyć.

Jednym z jego ostatnich wystąpień było przemówienie wygłoszone 20 września 2016 r. w Asyżu podczas międzyreligijnego spotkania na rzecz pokoju. Bauman pojawił się na nim jako przedstawiciel osób niewierzących. Doszło wówczas do rozmowy z papieżem Franciszkiem – najpierw podczas wspólnego obiadu, a następnie na audiencji indywidualnej w zamkniętej części klasztoru Ojców Franciszkanów. Była to kulminacja zbliżenia, jakie zaobserwować można było od początku pontyfikatu Jorge Bergoglio, w którego przemówieniach – jak mówił Stanisław Obirek – dostrzegano wpływ języka Baumana (z czasem lektura jego książek przez papieża została potwierdzona doniesieniami „La Repubblica”). W swoich tekstach i książkach polski socjolog chętnie powoływał się na Franciszka. Aleksandra Jasińska-Kania wspomina: „Dzięki determinacji papieża w upominaniu się o los wykluczonych Zygmunt zobaczył światełko w tunelu w drogiej mu walce z nierównością”.

Alians głowy Kościoła katolickiego i teoretyka płynnej nowoczesności był niełatwy do przyjęcia zarówno dla prawicowych, jak i lewicowych publicystów.

Bauman zachowywał pisarską aktywność właściwie do ostatnich dni – tak samo jak chęć dialogowania. Będąc już w nie najlepszej dyspozycji, nie potrafił odmówić namowom młodego włoskiego dziennikarza, by odpowiedzieć na pytania młodego pokolenia. Książka pt. Nati liquidi, choć ostatecznie ukazała się, nie została ukończona – część zagadnień pozostała bez odpowiedzi.

Zygmunt Bauman zmarł 9 stycznia 2017 r. w Leeds w wieku 92 lat, odchodząc, jak napisała druga żona, do „płynnej wieczności”. Przyczyną śmierci była niewydolność serca. Uroczystość pogrzebowa miała skromny charakter, zebrała się najbliższa rodzina z białymi różami w ręku; nie było przemówień, pożegnaniu akompaniowała jedynie spokojna muzyka. Prochy zostały rozsypane na terenie posiadłości rodziny Baumanów w Leeds.

Korzystaliśmy m.in. z:

– książek Janiny Bauman: Zima o poranku (Kraków 1989), Nigdzie na ziemi. Powroty. Opowiadania  (Łódź 2011);

– książek Zygmunta Baumana: Humanista w ponowoczesnym świecie (Poznań 1997, wspólnie z R. Kubicki, A. Zeidler-Janiszewska), Życie w kontekstach. Rozmowy o tym, co za nami i o tym, co przed nami (Warszawa 2009; wspólnie z R. Kubicki, A. Zeidler-Janiszewska), To nie jest dziennik  (tłum. M. Zawadzka, Kraków 2012);

– rozmów Tomasza Kwaśniewskiego z Zygmuntem Baumanem: Ignoranci i impotenci („Gazeta Wyborcza. Duży Format”, 18 listopada 2010 r.), Więc będzie wojna? („Gazeta Wyborcza. Magazyn Świąteczny”,  11 kwietnia 2012 r.), Dałem się uwieść („Gazeta Wyborcza. Magazyn Świąteczny”, 28 czerwca 2013 r.);

– książek, tekstów i rozmów o Zygmuncie Baumanie: P. Gontarczyk: Towarzysz „Semjon”. Nieznany życiorys Zygmunta Baumana, „Biuletyn IPN”, nr 6 (65), czerwiec 2006 r.,  A. Edemariam: Professor with the Past,  „The Guardian”, 28 kwietnia 2007 r. (https:// www.theguardian.com/books/2007/apr/28/ academicexperts.highereducation, dostęp: 12 listopada 2017 r.), D. Brzeziński: Myślenie utopijne w teorii społecznej Zygmunta Baumana (Warszawa 2015), Franciszek mówi Baumanem. Stanisław Obirek w rozmowie z Cezarym Michalskim (http://krytykapolityczna. pl/kraj/obirek-franciszek-mowi-baumanem/, dostęp: 12 listopada 2017 r.), S. Sierakowski: Niebywały to profesor ów Zygmunt Bauman (http://krytykapolityczna.pl/felietony/slawomirsierakowski/sierakowski-niebywaly-to-profesorow-zygmunt-bauman/, dostęp: 12 listopada 2017 r.), Błąd jest błogosławieństwem. Tomasz Kunz w rozmowie z Andrzejem Frączystym („Mały Format”, http://malyformat. com/2017/05/blad-jest-blogoslawienstwem/, dostęp: 12 listopada 2017 r.), N. Kraśko: Zygmunt Bauman: człowiek – uczony – profeta („Zdanie” 2017, nr 1–2), P. Rodari: Bergoglio un’estate leggendo Bauman („La Repubblica”,  9 sierpnia 2017 r.);

– książek: Intymny portret uczonych. Korespondencja Marii i Stanisława Ossowskich, wybór E. Neyman (Warszawa 2002), P. Osęka: Marzec ’68 (Kraków 2008), J. Wiatr: Życie w ciekawych czasach (Warszawa 2008),  W. Chudoba: Leszek Kołakowski. Kronika życia i dzieła (Warszawa 2014);

– zapisów rozmów autorów z Aleksandrą Jasińską-Kanią i Bronisławem Łagowskim.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter