70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Bieszczadzkie blizny

Istniał kiedyś świat sklepów cynamonowych i zgodnego współżycia Ukraińców, Żydów i Polaków. Dlaczego pozostały z niego jedynie marne strzępy?

To nie jest miejsce do życia reklamowane jest jako reportaż poświęcony stalinowskim wysiedleniom znad Bugu i z Bieszczadów. W rzeczywistości dostajemy do rąk książkę znacznie bogatszą. Na nieco ponad 300 stronach autor przedstawia dramatyczną opowieść o mozaice światów, które koegzystowały ze sobą, dopóki nie padły ofiarą nowoczesności. Tej w najgorszym wydaniu, niosącej totalną wojnę, zbrodnicze ideologie, ludobójstwo i tytułowe masowe wysiedlenia. To książka o zwykłych ludziach: Polakach, Ukraińcach i Żydach. Oni są tu głównymi bohaterami, i to przede wszystkim z ich indywidualnych losów utkana została cała narracja.

Sokalszczyzna i Bieszczady wyznaczają dwie przestrzenie, na których koncentruje się Potaczała. Polacy wypędzeni w roku 1951 z pierwszego z tych terenów mieli osiedlić się na drugim, a wszystko dzięki „umowie o zmianie granic” wymuszonej na komunistycznej Polsce. Skrawek ziemi bogatej w węgiel przeszedł w ręce radzieckie, w zamian za co Polacy otrzymali wyeksploatowane bieszczadzkie szyby naftowe. Korekta graniczna dotyczyła 480 km2, co nie mogło robić wrażenia w Polsce, która wszak dopiero co utraciła połowę terytorium, by przejąć w posiadanie „Ziemie Odzyskane”. Może właśnie dlatego do tej pory nikt nie przejmował się losem wysiedlonych? Milczą o nich badacze, milczą podręczniki historii. W powodzi nieszczęść, jakie wydarzyły się na ziemiach polskich w XX w., to zapewne mała kropla, ale przecież zasługująca na pamięć. Książka Potaczały ją przywraca.

Na skrawek uzyskany od ZSRR przesiedlono ludność Sokalszczyzny, gdzie miała ona zająć miejsce dotychczasowych mieszkańców. Ci ostatni zaś – jak gdyby nigdy nic – zostali przesiedleni w głąb ZSRR. Tak lekkie dysponowanie życiem dziesiątek tysięcy, gdy spojrzeć na rzecz z bliska, robi wstrząsające wrażenie. A wszystko w myśl zasady: była społeczność – był problem, nie ma społeczności – nie ma problemu. Szokują m.in. opowieści Polaków, którzy najpierw zdecydowali się pozostać w radzieckich Bieszczadach, tylko po to, by po 1951 r. zostać wysiedlonymi na ukraińskie stepy. Na stepie pod Odessą niejeden zapomniał ojczystego języka, niejeden nie miał jak się go nauczyć. Ilu nigdy nie powróciło? To dramatyczna historia, w naszym kraju znana bardzo słabo.

Narracja nie koncentruje się jednak na polskich cierpieniach. Autor dobrze wie, że było ono udziałem wszystkich mieszkańców tych ziem, i przekonująco pokazuje to w szerokiej perspektywie. Mechanizm zła wyzwoliła II wojna światowa, która przyniosła zagładę ludności żydowskiej, od wieków tu osiadłej i mającej pełne prawa, by czuć się jak u siebie. Mechanizm antyżydowskich represji, które doprowadziły do Holokaustu, został już wielokrotnie opisany, ale i tym razem robi on wstrząsające wrażenie. Obserwujemy go bowiem w mikroskali, i to na tle wielokulturowej, tradycyjnej społeczności. Stosunek Polaków i Ukraińców do tragedii Żydów był zróżnicowany: od prób pomocy ofiarom, przez obojętność, po wysługiwanie się oprawcom. Pod wpływem jadowitej, ksenofobicznej propagandy i terroru okupantów – najpierw radzieckiego, a potem niemieckiego – nierzadko ujawniły się najgorsze cechy: sąsiada nastawiono przeciwko sąsiadowi. W dalszej konsekwencji zaogniło to stosunki polsko-ukraińskie: echa rzezi wołyńskiej były też słyszalne i odczuwalne w niektórych bieszczadzkich wioskach.

Trafnie wskazuje Potaczała, że przesiedlenia, o których pisze, były „stalinowskie”. Do tradycyjnego świata tak skrajna brutalność przyszła bowiem z zewnątrz. To najpierw Niemcy spalili bożnice, stworzyli getta i obozy śmierci, a Sowieci połamali krzyże i rozstrzelali reprezentantów elit. To nie wrażenie czy eseistyczna impresja, ale wniosek płynący z dowodów, jakie zgromadził autor. Rozmawiał z tymi, którzy jeszcze te wydarzenia pamiętali, zebrał też świadectwa pisemne. Niekiedy może cytaty wydają się zbyt obszerne, ale przecież materia opowieści jest tak delikatna, że trudno mieć pretensje o skrupulatność. Szkoda natomiast, że w książce utkanej z dziesiątek osobistych historii wyraźnie dominują Polacy, mniej jest głosów żydowskich, a ukraińskich – jak na lekarstwo. Zwłaszcza dziś, gdy emocje w sporach polsko-ukraińskich są tak gorące, taka perspektywa byłaby nad Wisłą bardzo potrzebna.

Choć autor koncentruje się na twardych faktach, to jednocześnie umiejętnie komponuje narrację. Miejscami trudno pozbyć się wrażenia, zwłaszcza gdy pisze o przedwojennej Sokalszczyźnie i przedwojennych Bieszczadach, że to opowieść jakby z prozy Brunona Schulza. Bełz, Sokal czy Ustrzyki – w każdej z tych miejscowości istniał pewnie niejeden „sklep cynamonowy”. Zresztą z dzisiejszej perspektywy wsie i miasteczka, w których obok siebie stały kościół, cerkiew i bożnica, wydają się czymś wręcz nierzeczywistym. To zmusza do refleksji, ale daje też dużą estetyczną przyjemność z lektury.

Potaczała konsekwentnie konfrontuje ze sobą różne porządki. To, co powojenne, z tym, co przedwojenne, tradycję z nowoczesnością, a rzeczywistość z propagandowym mitem. Wymianę terenów pomiędzy Polską a ZSRR ukazuje jako wielkie łgarstwo. Obejmowało ono właściwie wszystko: począwszy od powodów, dla których oficjalnie do niej doszło, aż po lukrowane opowieści o przejmowaniu przez Polaków mienia poradzieckiego w znakomitym stanie. Dramatem Polaków przybywających z Sokalszczyzny było nie tylko to, że musieli oni porzucić swe domy, ale również i to, że przesiedlono ich na ziemie, które uważali za cywilizacyjnie zapóźnione. Dla nich komunistyczny postęp czy modernizacja były fikcją. Przeciwnie, w Bieszczadach żyło im się mozolniej, ciężej i biedniej niż przed wojną.

Społeczność pogranicza tworzy się przez dziesiątki, może setki lat. Do jej zniszczenia potrzeba znacznie mniej czasu. Tę książkę warto przeczytać, bo to pasjonujące studium mikrohistoryczne, które pozwoli lepiej zrozumieć blizny, jakie zniszczenie pogranicza pozostawiło w pamięci mieszkańców Bieszczadów. Ale nie brak tu również materiału do znacznie bardziej uniwersalnych rozważań.

_

Krzysztof Potaczała

To nie jest miejsce do życia. Stalinowskie wysiedlenia znad Bugu i z Bieszczadów

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017, s. 318


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter