70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. P. Podkościelny

Antygona à rebours

W ostatnich latach wiele mówiło się o klauzuli sumienia; debatowano o niej głównie w odniesieniu do kwestii aborcji. Dziś szacunku dla swoich sumień domagają się niektóre rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Czy wolno ten ich głos zlekceważyć?

Pamiętacie Antygonę Sofoklesa? tytułowa bohaterka tej tragedii – wbrew wyrokowi króla Kreona – dokonuje symbolicznego pochówku brata uznanego za zdrajcę ojczyzny. Sprzeciwia się w ten sposób prawu stanowionemu przez człowieka, które skazuje ciało zdrajcy na pohańbienie, i staje w obronie praw o wiele bardziej fundamentalnych: „boskich”. „Konflikt między Antygoną a Kreonem – komentuje znawca literatury antycznej Stanisław Stabryła – rozgrywa się więc przede wszystkim w płaszczyźnie moralno-religijnej: Kreon reprezentuje interesy władzy państwowej, (…) Antygona broni naturalnych praw jednostki”[1].

 

*

Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że mamy dziś w Polsce do czynienia ze współczesną odsłoną antycznej tragedii. To w pewnym sensie Antygona a rebours: chodzi w niej nie tyle o prawo do pogrzebu, ile o niezgodę na ekshumację.

Oto bowiem polski Kreon (Prokuratura Krajowa, a szerzej: sprawujące władzę PiS) wydaje nakaz ekshumacji wszystkich nieskremowanych wcześniej ofiar katastrofy smoleńskiej. Decyzji tej – w imię szacunku dla zmarłych – przeciwstawiają się niektóre rodziny ofiar; dla potrzeb tego artykułu nazwę ów podmiot zbiorowy polską Antygoną[2].

Jakie racje w tym sporze kierują Kreonem, a jakie Antygoną? Dla prokuratury[3] racją nadrzędną jest konieczność rzetelnego przeprowadzenia sekcji zwłok, a ekshumacje mają naprawić „poważne błędy i zaniechania”, popełnione w roku 2010. Oczywiście nie chodzi tu jedynie o tzw. porządek w papierach, ale o to, iż „badania sekcyjne (…) będą miały istotne znaczenie dla określenia obrażeń ofiar i przyczyny ich śmierci, a także dla zrekonstruowania przebiegu katastrofy i jej przyczyn”. Innymi słowy: dzięki nim, być może, zweryfikowana (bądź sfalsyfikowana) zostanie hipoteza zamachu. Nieprzypadkowo przecież prokuratura powołuje się tu na art. 209. Kodeksu postępowania karnego, który mówi, że ekshumacji trzeba dokonać, jeśli zachodzi podejrzenie przestępnego spowodowania śmierci (podkreśl. moje).

Ta argumentacja domaga się komentarza. Po pierwsze, żadna z przeprowadzonych do tej pory ekshumacji nie dostarczyła dowodów potwierdzających hipotezę, jakoby 10 kwietnia 2010 r. doszło do przestępstwa. Dlaczego zatem jest ono wciąż zakładane? Po drugie – zdaniem specjalistów – na podstawie samej tylko sekcji zwłok ustalenie okoliczności katastrofy jest raczej niemożliwe[4]. Po trzecie, poza względami czysto politycznymi, według dużej części opinii publicznej nie ma podstaw do kwestionowania wcześniejszych ustaleń prokuratury i komisji Jerzego Millera. Na marginesie warto zauważyć, iż podawanie w wątpliwość prac tej komisji bezpowrotnie niszczy delikatną tkankę społecznego zaufania. W sytuacji kiedy premiera Tuska oskarża się nie o błąd, lecz o działania sprzeczne z polską racją stanu, trudno dziwić się wysuwanym przez część antypisowskiej opinii publicznej podejrzeniom, iż ekshumacji dokonuje się jedynie po to, by spreparować dowody świadczące o zamachu[5]. „Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”, mówi Pismo.

Wiele wskazuje na to, że najważniejszym skutkiem ekshumacji będzie skompletowana i uzupełniona dokumentacja. „To bardzo niewiele, jak na tak drastyczny (…) akt – mówi (w »Tygodniku Powszechnym«) Małgorzata Rybicka, wdowa po Aramie Rybickim. – To szaleństwo, żeby teraz badać, które narządy po kolei były miażdżone. Jak dokładnie wyglądał proces umierania”.

Otwarcie grobów wydaje się niektórym konieczne również ze względu na ostateczną identyfikację ofiar. Jak bowiem przypomina prokuratura, w przypadku aż sześciu z dziewięciu osób, które ekshumowano w latach 2011–2012, doszło do pomyłek i zamiany ciał. To argument szczególnie istotny dla rodzin popierających decyzję prokuratury. Dobrze pokazują to słowa Marty Merty, wdowy po Tomaszu Mercie: „Zachodzi bardzo poważne domniemanie, że wdowa po (…) [chodzi tu o konkretną osobę protestującą przeciwko ekshumacji – przypis mój] niekoniecznie chroni w tym swoim grobie akurat swojego męża. Bardzo możliwe, że chroni mojego. A do tego nie ma prawa. Jeżeli Tomek spoczywa w cudzym grobie, to ja nie uszanuję żadnego oporu przed otwieraniem grobu. Tomek ma wrócić do naszego rodzinnego grobu, i tyle” (wypowiedź dla RMF FM). To rzeczywiście niebagatelny argument, można jednak zapytać: czy nie wystarczyłoby dokonać ekshumacji jedynie tych osób, których rodziny mają wątpliwości co do ich tożsamości – i wyraźnie o taką weryfikację proszą?

Niektórzy, domagając się otwarcia grobów, deklarują chęć zapewnienia swym bliskim naprawdę godnego pochówku. Tak twierdzi np. Piotr Walentynowicz, wnuk Anny (ekshumowanej w 2012 r.), który mówi, że w Rosji dochodziło do bezczeszczenia zwłok: „Gasili niedopałki papierosów w ciałach naszych bliskich. Te ciała potem zaszywali wraz z gałęziami, z niedopałkami papierosów. Teraz, po tych ekshumacjach, ciała (…) zostały obmyte i oczyszczone (…)” (wypowiedź dla TV Republika). Trudno z tym polemizować.

Źle się stało, że trumien nie otwarto w roku 2010, tuż po ich przywiezieniu do Polski. Dziś, po tylu latach, na oczyszczenie ciał może być już za późno.

 

*

Konflikt między Antygoną i Kreonem rozgrywał się, jak pamiętamy, głównie na płaszczyźnie moralno-religijnej. Znamy już chłodną (i w przekonaniu Kreona racjonalną) argumentację ludzi władzy. Przyjrzyjmy się zatem racjom moralnym przyświecającym stronie określonej tu mianem Antygony. Za jej przedstawicielkę można uznać cytowaną już wcześniej Małgorzatę Rybicką, autorkę listu otwartego do rzecznika praw obywatelskich. Podnosi ona argument, iż „przymusowa ekshumacja to naruszenie tabu obowiązującego w naszej kulturze [a] dotyczącego szacunku dla ciał zmarłych”.

O tym szacunku jako fundamencie cywilizacji pisał w XVIII w. włoski filozof Giambattista Vico: „Wszystkie narody (…) grzebią swoich zmarłych. (…) Konieczne jest [zatem], aby wszystkie narody zrozumiały, że jeśli wszędzie cywilizacja rozpoczęła się od tych (…) zwyczajów, to należy przestrzegać ich jak najskrupulatniej, aby świat nie popadł w stan zwierzęcy i nie stał się ponownie wielką puszczą”[6].

Decyzja prokuratury – stwierdzają sprzeciwiający się ekshumacji członkowie rodzin ofiar katastrofy – świadczy też o beztroskim potraktowaniu ich uczuć. A oni nie chcą po raz drugi przeżywać smoleńskiej traumy.

Protestują przeciwko otwieraniu dopiero co zasklepiających się ran. Opierają się, stając wobec perspektywy ponownego przeżywania żałoby.

Tymczasem, zdaniem psychologów i antropologów kultury, żałoba nie może trwać w nieskończoność. Musi się kiedyś skończyć, co nie oznacza, rzecz jasna, zapomnienia o zmarłym. Przymus ekshumacji (zaledwie sześć–siedem lat po śmierci) stanowi zakłócenie naturalnego procesu żałoby. Jest – przynajmniej wobec rodzin, które się na to nie godzą – okrucieństwem.

Oriana Fallaci pisała kiedyś o ludziach, którzy chcieliby sprawić, by „zmarli stawali się mniej zmarłymi”[7]. Pewnie to nadinterpretacja, nie mogę jednak uwolnić się od myśli, że niektórzy zwolennicy ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej (być może nawet nie do końca świadomie) robią wszystko, ażeby ich zmarli ciągle „żyli” w przestrzeni publicznej. I żeby zawsze trwała po nich żałoba.

 

*

W ostatnich latach wiele mówiło się w Polsce o klauzuli sumienia; debatowano o niej głównie w odniesieniu do kwestii aborcji. Dziś szacunku dla swoich sumień domagają się niektóre rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Czy wolno ten ich głos zlekceważyć?

Dlaczego sumienie lekarza odmawiającego wykonania zgodnej z prawem aborcji (a nawet poinformowania, gdzie aborcję można przeprowadzić) miałoby być ważniejsze od sumienia żony, dla której ekshumacja ciała męża − w jej przekonaniu niekonieczna – jest równoznaczna z jego profanacją?[8] „Apelujemy do hierarchów Kościołów[9], których kapłani odprowadzali naszych Ukochanych na cmentarze: brońcie Ich grobów przed zbezczeszczeniem!” – napisali w liście otwartym do prezydenta RP przedstawiciele 17 rodzin.

W tej sytuacji Kościół rzymskokatolicki w Polsce nie mógł dłużej milczeć. 28 października 2016 r. głos w tej sprawie zabrał rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik: „Współczujemy wszystkim rodzinom, które straciły swoich bliskich pod Smoleńskiem i dla których ekshumacja jest doświadczeniem traumatycznym i nie do przyjęcia. Ich głos powinien być wzięty pod uwagę”. Niestety, reszta oświadczenia jest już mniej klarowna i odwołuje się do argumentacji nazwanej w tym tekście racjami Kreona. Ostatecznie nie do końca wiadomo, czy katolicki episkopat jako całość jest za czy przeciw przymusowym ekshumacjom. Dla jednych to dowód „salomonowej mądrości” biskupów, dla drugich – unikanie zajęcia wyraźnego (a w domyśle: niewygodnego) stanowiska w tej konkretnej sprawie.

W tym kontekście niezwykle ważna wydaje mi się wypowiedź katolickiego etyka ks. Alfreda Wierzbickiego: „Należy zawsze bronić ludzkiego sumienia, jego suwerenności i nietykalności. Żadna władza nie może w nie ingerować. (…) Nigdy nie można dochodzić do prawdy za cenę deptania czyjejś godności. Z prostej przyczyny: nawet kiedy założymy, że cel jest dobry, nie może być osiągany wszelkimi środkami. A zwłaszcza metodą administracyjnej przemocy” (wywiad dla „Gazety Wyborczej”).

*

Oto rada ludzi mądrych: ekshumować ciała jedynie tych ofiar, których rodziny wyrażą na to zgodę; w każdym innym wypadku uszanować uczucia tych, którzy temu aktowi się przeciwstawiają, i zrezygnować wobec nich z użycia siły.

Jak wiadomo, bohater Antygony król Teb Kreon zrewidował w końcu swe stanowisko i odwołał surowy wyrok. Niestety, opamiętanie przyszło o wiele za późno.

Szkoda, że polski Kreon, póki był jeszcze na to czas, nie posłuchał jakiegoś Tyrezjasza[10] i nie pojął, że: „mąż, co zbłądził, nie jest pozbawiony / Czci i rozwagi, jeżeli wśród nieszczęść / Szuka lekarstwa i nie trwa w uporze. / Upór jest zawsze nie rozumu znakiem” (tłum. Kazimierz Morawski).

Rozwiązanie sporu o ekshumacje było na wyciągnięcie ręki. Wystarczył jeden gest…

_

[1] S. Stabryła, Sofokles, w: Ajschylos, Sofokles, Eurypides, Antologia tragedii greckiej, tłum. S. Srebrny, K. Morawski, J. Łanowski, wybrał i oprac. S. Stabryła, Kraków 1975.

[2] Ten – na pierwszy rzut oka klarowny – podział komplikuje fakt, że część rodzin popierających decyzję Prokuratury również odwołuje się do godności i praw człowieka, a zatem do argumentów Antygony.

[3] Argumentację Prokuratury Krajowej podaję za stroną internetową: www.pk.gov.pl. Argumenty rodzin przytaczam za mediami i źródłami dostępnymi w Internecie.

[4] Zob. wypowiedź Moniki Całkiewicz, profesor prawa karnego: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/ekspertka-niemozliwe-ustalenie-okolicznosci-katastrofy-tylko-napodstawie-badania/qxhhk7 (dostęp: 25 listopada 2016).

[5] Taką sugestię wysunęła niedawno np. Agnieszka Holland (w rozmowie z „Newsweekiem”).

[6] G. Vico, Nauka nowa. Cyt. za: J. Leociak, Doświadczenia graniczne. Studia o dwudziestowiecznych formach reprezentacji, Warszawa 2009.

[7] Cyt. za: H. Grynberg, Prawda nieartystyczna, Wołowiec 2013.

[8] Na istnienie analogii pomiędzy klauzulą sumienia a sprzeciwem wobec ekshumacji zwrócił moją uwagę ks. Alfred Wierzbicki: „Nie mówię, że tutaj ma zastosowanie klauzula sumienia, ale to jest podobny przypadek” (wypowiedź dla TVN24).

[9] Na szczególną uwagę zasługuje tu stanowisko Cerkwi prawosławnej, dla której ekshumacja zwłok abp. Mirona nie jest możliwa ze względów religijnych.

[10] Nawiasem mówiąc: żałuję, że tej roli nie zechciał wziąć na siebie polski Kościół.

 

 

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata