70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

il. Patrycja Podkościelny

Wielka cisza

„Postanowiłam od dziś nie wstawać z łóżka, już tak zdechnę” – od czasu do czasu powtarzam sobie te słowa Zofii Stryjeńskiej.

Pierwsza myśl w półśnie: umarłam. Słyszę dzwony kościelne. Wszędzie dzwony kościelne.

Pstryk.

Już jasno. Musi być około ósmej. W telewizji – msza święta. To sąsiadka naprzeciwko ogląda transmisję. Wzrusza mnie, kiedy widzę, jak siedzi na stołeczku przy oknie, dzierga na drutach i ogląda wieści z Watykanu.

Pstryk.

W studiu, to chyba jakaś telewizja śniadaniowa, siedzą dwie panie, obok trener osobisty. Toczy się dyskusja, jak rok temu, jak dwa lata temu, jak kilka lat temu, o tym, że zbliża się wiosna i trzeba zrzucić kilka kilogramów. Nic z tego, nie dziś.

Pstryk.

Polityka. Brexit. Strajk nauczycieli. O kobietach bez kobiet. O dzieciach bez dzieci. Przypominają mi się memy Marty Frej.

Pstryk.

Głos Krystyny Czubówny przenosi mnie do lasów bagiennych: „Wokół wyniesionych ponad lustro wody pni drzew powstają porośnięte roślinnością bagienną kępy. (…) Niedostępny las wygląd swój zawdzięcza specyficznym stosunkom wodnym”.

Pstryk.

Zwariowałam. Naprawdę siedzę przed telewizorem i patrzę, jak inni oglądają telewizję i to komentują?

Pstryk.

Ktoś przyniósł do lombardu detonator dynamitu z XIX w. Ktoś inny wstążkę z kampanii Lincolna z roku 1860 (dostał 1250 dolarów). Wiem już, że buty sportowe Air Jordany 1990 mają języki ze specjalnego materiału, który odbija światło.

Pstryk.

Sto dolarów. Dwieście. Tysiąc pięćset. To chyba jakaś licytacja.

Pstryk.

„Bóbr. Waga dorosłego osobnika dochodzi nawet do 29 kilogramów. A długość ciała do stu dziesięciu centymetrów. Bobry są zwierzętami silnie terytorialnymi i potrafią dostosować zamieszkiwane środowisko do własnych potrzeb” – Krystyna Czubówna jest jednak niezawodna.

Odnajduję cechy wspólne z bobrem.

Pstryk.

Zaczynam się wkręcać. Już zdążyłam się zdenerwować. Córka okazała się matką. Matka kochanką. Ojciec bratem. Wszędzie jakieś „ukryte prawdy”. Dość.

Pstryk.

Wielka cisza. Kartuzy, zakon o najbardziej surowej regule w Kościele katolickim. Czarna plansza z cytatem.

„A oto Pan przechodził.
Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem;  ale Pan nie był w wichurze.
A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi.
Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu.
A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu” (1 Krl 19, 11–13).

Starszy mnich szyje sutannę. Guziki, miara krawiecka, dłoń. Piękna, sucha, żylasta, o długich palcach, kroi płótno. Samotność na trzech poziomach: odizolowanie od świata, życie we własnej celi i samotność duchowa, czyli „samotność serca”. Zakonnicy opuszczają klasztor raz w tygodniu w czasie spaceru, trwa ponad cztery godziny, mogą rozmawiać ze sobą. Żeby, jak czytam na stronie internetowej zakonu, poznać się bliżej, „wzmocnić wzajemne przywiązanie, ożywić jedność serc oraz zapewnić sobie odpowiedni relaks fizyczny”. Dwa razy w roku, w czasie nazywanym przez nich okresem „kontemplacji”, mogą odwiedzać ich członkowie rodziny. Słychać śpiewy gregoriańskie. Ręce strzygą włosy, kroją chleb, warzywa. Myją naczynia. Karmią koty. Przesuwają palcem wzdłuż wersów. Mnisi w ciszy czytają księgi.

Pstryk.

„Najbardziej charakterystycznymi śladami funkcjonowania bobrów są budowane przez nie tamy i żeremia. Dzięki tamom zwiększają obszar swego działania oraz zabezpieczają dostęp do nowych żerowisk”.

Pstryk.

Licytacje.

Pstryk.

Gotowanie.


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter