70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. CBS Photo Archive/Getty

Algorytmy życia wewnętrznego

Ewolucyjne podobieństwa między ludźmi a innymi zwierzętami nie zachodzą wyłącznie „od szyi w dół”; uwzględniają także umysły, a w ich ramach – emocje.

Jeszcze pół wieku temu mocno ugruntowany był w świecie nauki sceptycyzm w stosunku do badań dotyczących emocji zwierząt innych niż ludzie. Naszych bliższych i dalszych ewolucyjnych krewnych wciąż postrzegano wtedy jako do pewnego stopnia maszyny bezrozumnie reagujące na bodźce na podstawie trwale „wdrukowanych” w ich biologię instynktów – niezmiennych, użytecznych z punktu widzenia ich przetrwania wzorców zachowań specyficznych dla gatunku. Taka mechanistyczna perspektywa wykluczała istnienie wewnętrznego życia zwierząt, którego postulowanie uważano za „błąd” antropomorfizacji – nienaukowe przypisywanie zwierzętom cech ludzkich.

Dziś samo pytanie o to, czy zwierzęta odczuwają emocje, jest już nieaktualne.

Według amerykańskiego etologa Marca Bekoffa, autora licznych prac o zwierzęcej emocjonalności, odpowiedź na nie (twierdząca) powinna być oczywista dla wszystkich, a ciężar dowodu spoczywa teraz na tych, którzy nadal twierdzą, że jest inaczej[1]. Ciekawsze pytania dotyczą współcześnie ewolucji i funkcji emocji w królestwie zwierząt. A nasze „kłopoty” z antropomorfizacją zaczynają wykraczać poza biologię, wskutek upowszechniania się humanoidalnych robotów społecznych, z ich algorytmicznymi „emocjami”.

 

Oswajanie zwierzęcego umysłu

W XVII w. René Descartes rzekomo stanowczo twierdził[2], iż uczucia i pragnienia cechują wyłącznie ludzi, a inne zwierzęta są automatami. Według niego kopany pies nie czuje nic – wprawdzie wzdryga się wtedy i wyje, ale robi to po prostu mechanicznie.

Na tak samo zdecydowane, lecz przeciwne stanowisko musieliśmy czekać do wieku XIX. Miejsce w świecie zwierząt dla emocji równie prawdziwych jak ludzkie znalazł dopiero Charles Darwin, który poświęcił im w 1872 r. osobną książkę: O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt. Położył on szczególny nacisk na ideę ciągłości ewolucyjnej, zgodnie z którą różnice między gatunkami – więc również między tym, co ludzkie, a tym, co zwierzęce – są różnicami stopnia, a nie rodzaju. Ciągłość ta dotyczyła według niego nie tylko anatomii, budowy serca, nerek czy innych „szeregowych” narządów, lecz także mózgów oraz wynikających z ich aktywności zdolności poznawczych i emocjonalnych. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata