70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Algorytmy głodu

Wielki Głód był zamachem na naturalny porządek świata, strzałem wymierzonym w konserwatywną świadomość ekologiczną, która nigdy nie wątpiła w cykle przyrodnicze. To realizacja szatańskiego pomysłu.

Urszula Pieczek: Pamięć o Wielkim Głodzie na Ukrainie to przede wszystkim narracja tkana z mikrohistorii i rodzinnych opowieści, które składają się na historię powszechną reprezentującą doświadczenie narodowe.

Oksana Zabużko: W przekazach i podaniach tkwi specyfika tej tragedii. Pamięć o Wielkim Głodzie została mi przekazana bezpośrednio przez mamę, która była jego świadkiem. Niedaleko domu jej rodziców znajdował się dworzec. Jesienią 1932 r., kiedy rozpoczynał się Hołodomor, mój dziadek wyjechał z całym rodzinnym majątkiem na dachu pociągu do moskiewskich torgsinów (opisanych przez Bułkahowa sklepów walutowych z ZSRR, w których kosztowności i złoto można było wymienić na towary konsumpcyjne). Zabrał ze sobą babcine wiano: dwie unikatowe kolie różowych pereł oraz angielski kostium, który dostała od swojego ojca. O innych kosztownościach nie wiem – babcia opowiadała o drogich jej kobiecych błyskotkach. Dziadek wymienił majątek na worek mąki, dwie torby sucharów i gruźlicę… Zmarł na suchoty krótko po powrocie. Paradoksalnie, wyszło mu to na dobre – przez to, że był jednym z założycieli i pracowników organizacji pomagającej sierotom, których rodzice zmarli wskutek Wielkiego Głodu, prawdopodobnie zostałby aresztowany i wywieziony w głąb ZSRR (taki los spotkał jego kolegów). Dziadek zmarł w swojej pościeli i przynajmniej wiadomo, gdzie został pochowany. Z kolei generacja moich rodziców to pokolenie, które nie dojadało. Ja reprezentuję pokolenie, które nie doświadczyło głodu – przeciwnie – mnie przekarmiano, napychano jedzeniem. To reakcja obronna, ale też swego rodzaju pamięć o głodzie.

Dziś – w dobie wojny informacyjnej – społeczeństwo ukraińskie bardzo łatwo deszyfruje pewne gesty. Proszę zwrócić uwagę na wydarzenia z 31 sierpnia br. – podczas konferencji prasowej zastępca ministra finansów został obrzucony tortem przez studenta w geście przeciwko likwidacji stypendiów socjalnych. Od razu ludzie zaczęli się burzyć, że skoro jest biedny, to dlaczego rzuca jedzeniem. Przed końcem dnia było wiadomo, że został on wynajęty przez służby rosyjskie (wcześniej widziano go np. w Charkowie podczas szturmu na radę miejską). Dla Ukraińca taki gest (obrzucenie kogoś tortem, jedzeniem w ogóle) jest obcy, nieprzystający, niewspółmierny z naszą wrażliwością. Niby żyjemy w epoce globalizacji, hollywoodzkich produkcji, ale w ukraińskiej tradycji nie istnieją food fights. W tym, że nawet w trzecim czy czwartym pokoleniu uznajemy je za bluźnierstwo, ujawnia się zbiorowe nieświadome.

 

A może oburza marnowanie jedzenia?

Food fights to gest z innego porządku niż ukraiński. Wielki Głód jest mocno wdrukowany w pamięć autochtonów, ich potomków – tej pamięci nie trzeba deklarować, ona funkcjonuje, dzięki niej można się łatwo zorientować, kto jest stąd, a kto się tu osiedlił. Demografia się zmieniła – przecież Hołodomor był częścią demograficznej polityki stalinowskiego imperium. Najwyraźniej widać to na Doniecczyznie, gdzie masowo przywożono ludność z Rosji.

W zbiorowej podświadomości Ukraińców pozostał jednak olbrzymi szacunek przede wszystkim do chleba. Dotąd traktuję go na poły mistycznie – nie potrafię suchego chleba wyrzucić do śmieci, myślę o tym, jak przywrócić go do łańcucha pokarmowego planety.

Kiedy próbuję to racjonalizować, wypowiadać na głos, słyszę, że brzmi to głupio, ale nie potrafię tego w żaden sposób zmienić. To z jednej strony opowieść o zbiorowej podświadomości, a z drugiej, chęć podkreślenia, że doświadczenie Wielkiego Głodu na Ukrainie otwiera olbrzymie pole badań nad traumą milczenia.

 

Dlaczego?

Związek Radziecki próbował wymazać pamięć o tragedii: przez co najmniej dwa pokolenia był to temat zakazany. Jeszcze w latach 70. nawet na uniwersytecie nie można było o tym rozmawiać. I choć pod koniec lat 80. Wypowiedzieliśmy traumę, poczuliśmy rewolucyjny charakter wyzwolonego słowa, to przeżywcy, świadkowie Wielkiego Głodu praktycznie do śmierci bali się o tym mówić – jeśli przez 60–70 lat znajdowali się pod presją, to woleli umrzeć, nie wypowiedziawszy na ten temat słowa, niż się wystawić, przełamać blokadę. Podobne badania przeprowadzano na pewno w kontekście Holokaustu, z tą różnicą jednak, że po zakończeniu II wojny światowej Zagłada „wyszła na jaw”, można było o niej mówić, istniała w świadomości. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter