70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta

Prawo i praworządność

Nasza Konstytucja do czasu protestów z 2017 r. traktowana była jako dokument niespecjalnie ważny. Dopiero niedawno zyskała znaczenie symbolu i stała się punktem odniesienia dla obywateli. Być może więc te ostatnie lata to początek procesu budowania patriotyzmu konstytucyjnego.

Dominika Kozłowska: Co to jest praworządność?

Adam Bodnar: Prawo jest zawsze pisane, podczas gdy praworządność to często niepisana kultura zachowania. Rządy prawa opierają się na połączeniu tych dwóch elementów.

To przypomina reguły gry w piłkę nożną. Spisane zasady określają, gdzie jest bramka, ilu na boisku może być zawodników, jaka jest rola sędziego i co to jest spalony. Do tego jednak dochodzi kultura fair play. Zakłada one określone zachowania, które opierają się na szacunku dla drużyny przeciwnika. Zwycięstwo nie zawsze jest najważniejsze, bo w pewnych sytuacjach należy np. oddać piłkę przeciwnikowi, chociaż nie jest to nigdzie powiedziane wprost. Nie wykorzystujemy też sytuacji niefortunnego potknięcia przeciwnika, aby zdobyć przewagę. Oczywiście można reguły fair play naruszać dla doraźnych korzyści. I tak się niestety czasami dzieje. Wierzymy jednak, że długoterminowo opłacają się szacunek i takie zachowanie, którego oczekujemy w zamian.

Podobnie jest z praworządnością, bo w państwie prawa kluczowe jest nie tylko przestrzeganie zapisanych reguł, ale także respektowanie wartości związanych ze sposobem podejmowania decyzji przez władzę. Ważne, aby brać pod uwagę różnorodne poglądy obywateli, myśleć o konsekwencjach proponowanych rozwiązań, odpowiednio je uzasadniać i zachęcać do ich przyjęcia. Najprostszy przykład: jeżeli mamy przewidziane trzy czytania ustawy w Sejmie, nie chodzi tylko o to, aby je technicznie przejść. Cel jest zgoła odmienny: ten sposób pracy ma służyć pogłębieniu refleksji nad stanowionym prawem. Dzięki kolejnym czytaniom i towarzyszącym im dyskusjom zwiększamy szanse na wychwycenie różnych błędów oraz stwarzamy przestrzeń dla uwzględnienia odmiennych opinii. Wszystko po to, aby powstał maksymalnie dobry akt prawny. Z punku widzenia czysto legalistycznego, jeśli tylko przejdziemy przez wszystkie trzy czytania, nie doszło do złamania prawa. Natomiast z punktu widzenia kultury praworządności, jeżeli zrobimy to bezrefleksyjnie, naruszamy ważne reguły.

 

Dlaczego praworządność powinna być ważna dla obywatela?

Jest gwarancją, że państwo będzie postępowało zgodnie z określonymi zasadami: obywatel nie będzie zaskakiwany regulacjami, będzie mógł wyrazić swój pogląd na temat planowanych zmian i odpowiednio się do nich przygotować. Daje ponadto pewność, że decyzje będą opierały się na obiektywnych, a nie arbitralnych kryteriach. W praktyce oznacza to, że w sytuacji sporu z państwem obywatel będzie miał prawo do odwołania i faktycznego wykorzystania całej drogi odwoławczej, a decyzje podejmowane w jego sprawie opierać się będą na prawie, a nie opinii urzędnika lub polityka.

Stajemy się dziś coraz bardziej świadomi, że możemy wchodzić w rozmaite interakcje z władzą. A ta ma nieraz interes, aby daną sprawę rozpatrzyć na swoją korzyść, np. przedstawić demonstrujących jako awanturników, którzy pogłębiają nienawiść w społeczeństwie.

Inny, bliższy życiu przykład to sytuacja, gdy obywatel wchodzi w konflikt z Narodowym Funduszem Zdrowia, który odmawia finansowania określonego leczenia. W takich sytuacjach możliwość dochodzenia swoich praw przed bezstronnym sądem jest sprawą bardzo istotną. Również biznes jest zależny od praworządności. Jeżeli państwo wykorzystuje biznes do realizacji celów politycznych, sfera dominium zaczyna się coraz bardziej krzyżować ze sferą imperium. W ostatnich dniach toczyła się debata na temat wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie sfer ochronnych wokół lotnisk. Chodzi o stworzenie mechanizmu odszkodowawczego dla osób, które mieszkają w okolicach krakowskich Balic, warszawskiego Okęcia czy lotniska Ławica w Poznaniu. Tutaj państwo występuje nie tylko w roli tego, kto ustala prawo, ale również tego, kto w osobie ministra infrastruktury jest inwestorem. Interes mieszkańców jest spychany na drugi plan, bo państwo jako inwestor nie chce dopłacać do tych przedsięwzięć.

Prowadziłem kiedyś szkolenia dla adwokatów z Ukrainy. Mówiłem im, że mamy w Polsce przepis o odpowiedzialności odszkodowawczej państwa za szkodę spowodowaną działaniami organów władzy publicznej. Na tej podstawie sądy w Polsce, kiedy państwo zrobi coś złego, zasądzają odszkodowanie na rzecz obywatela. Ukraińscy adwokaci patrzyli na mnie ze zdziwieniem i pytali, jak to możliwe, że sądy zasądzają na rzecz obywatela. U nas, argumentowali, sądy są częścią władzy państwowej i nie będą działały przeciwko państwu. Dziś widzimy, jak niewiele trzeba, aby wypaczyć ten mechanizm. Wystarczy powiedzieć sędziom: musicie brać odpowiedzialność za kondycję finansów publicznych. Musicie zdawać sobie sprawę, że każda wasza decyzja rodzi konsekwencje dla budżetu.

 

Powiedział Pan, że praworządność opiera się na regułach, które najczęściej nie są spisane, lecz składają się na wspólną kulturę działania. Czy Pana zdaniem w ciągu ostatnich 30 lat wykształciły się w Polsce zasady, które można uznać za elementy powszechnego konsensusu?

Miałem przekonanie, że wypracowaliśmy pryncypia, które są powszechnie uznane. Okres testowania tych reguł pokazał jednak, że można je naruszyć bez poważniejszych konsekwencji. I co więcej, że społeczne protesty, które mogłyby być skuteczną przeciwwagą dla takich naruszeń, są niewystarczające. Podważanie zasad praworządności nie wymagało też specjalnego wysiłku ze strony władz. Najbardziej symbolicznym tego przykładem było niepublikowanie przez premier Beatę Szydło wyroków Trybunału Konstytucyjnego. W 1997 r., kiedy przyjęliśmy nową Konstytucję, nikt nie brał pod uwagę, że czynność prezesa Rady Ministrów może mieć charakter inny niż czysto techniczny, że może on występować w roli cenzora i samowolnie decydować, które wyroki Trybunału zostaną opublikowane, a które nie. Podobnie nikt nie przewidział, że marszałek Sejmu może ograniczać wystąpienia poselskie do 30 sek. Wydawało się, że swoboda debaty sejmowej należy do elementów polskiej kultury prawnej. — pełna wersja tekstu dostępna jest w drukowanych i elektronicznych wydaniach Miesięcznika Znak


 
 

Zapisz się
do newslettera
a otrzymasz:

● 35% rabatu na dowolny numer miesięcznika
● informacja o promocjach, wydarzenich i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter