70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Życie intelektualne na walizkach

Redaktorzy pracy przyjęli perspektywę „materializmu biograficznego”, co ma oznaczać odejście od typowej dla nowoczesności koncentracji na wybitnych postaciach oraz od solipsystycznego ujęcia podmiotu autorskiego.

Tom Migracje modernizmu pod redakcją Tomasza Majewskiego, Agnieszki Rejniak-Majewskiej i Wiktora Marca obejmuje wybór zjawisk na mapie intelektualnej minionego wieku. Zestawienia tego dokonano, by na przykładzie twórców, których losy rzuciły poza rodzimy kontekst, wykazać, że myślenie kształtuje się w zależności od umiejscowienia, co zostawia na nim ślady przypadkowości. Migracje… pokazują to wyjątkowo wyraziście.

Poszczególne teksty opowiadają przede wszystkich o próbach przeszczepiania teorii, ich modyfikacjach i wyłanianiu się nowych paradygmatów. Jednak czynią to inaczej niż tradycyjna historia idei, która zazwyczaj pomija wymiar kontyngencji. Podręcznikowy wykład zaznajamia z teoriami już gotowymi, tymczasem Migracje… koncentrują się na współbieżności myślenia z trajektoriami biograficznymi. Dzięki temu możemy zerknąć za kulisy powstawania pozycji dziś już kanonicznych – takich jak Erotyzm Georges’a Bataille’a albo Dialektyka oświecenia Theodora Adorno i Maxa Horkheimera. Widząc je in progress, odbiera się im być może nieco splendoru, ale obdarza za to fascynującą aurą właściwą rzeczom kruchym, w których znać jeszcze niepewność twórcy odnośnie do ich formy finalnej.

Za kulisami kanonu

Spora część tekstów zbioru nawiązuje do wielkiego exodusu Żydów europejskich ratujących się ucieczką przed hitleryzmem. To właśnie ta fala migracji wydźwignęła amerykańskie uniwersytety z podrzędnej kondycji, zapewniając im dzisiejszy prestiż. Na wygnaniu w Stanach Zjednoczonych znaleźli się m.in. przedstawiciele szkoły frankfurckiej. Tekst Michaela Weingrada pokazuje, jak Horkheimer z Adornem początkowo próbowali wybadać możliwości ewakuacji Instytutu Badań Społecznych z Frankfurtu do Francji, wykorzystując obecność w Paryżu Waltera Benjamina, który utrzymywał w tym czasie kontakty z kręgiem Bataille’a. Z kolei Martin Jay sprawozdaje losy frankfurtczyków już po emigracji do Ameryki, gdzie niemal bezskutecznie starali się o szersze uznanie. Dziś uważana za niezwykle wpływową szkoła frankfurcka widziana od strony zmagań z burzliwą historią, modami intelektualnymi oraz barierą językową (to Adorno szczególnie obstawał przy pisaniu po niemiecku nawet zagranicą, obawiając się utraty medium odpowiedniego do precyzyjnego formułowania myśli krytycznej) przedstawia się mniej imponująco. W liście do Leo Löwenthala z 1943 r. Horkheimer pisał: „poza trójką czy czwórką z nas są też z pewnością inne serca i mózgi, które czują podobnie do naszych, ale my ich nie widzimy, a być może i one nie mają możliwości wyrażenia siebie” (s. 183). Migracje… z powodzeniem akcentują rolę zmiennych koniunktur w procesie budowania całych formacji intelektualnych, wskazując na punkty nieciągłości i niepowodzeń. Zaletą książki jest wykazanie wagi tekstów pomniejszych, różnych wersji jednego dzieła oraz wykładów i dyskusji. Krytyczny potencjał anegdoty wykorzystuje Tomasz Majewski w tekście Frankfurt pisze dla Hollywood, który ukazuje Adorna i Horkheimera w zaskakującej roli twórców scenariusza filmowego pisanego, co ciekawe, w tym samym czasie co Dialektyka oświecenia, czyli dzieło zawierające m.in. krytykę „przemysłu kulturowego”. Majewski nie sugeruje jednoznacznej odpowiedzi, ale widać wyraźnie, że pesymizm frankfurtczyków odnośnie do kultury masowej mógł być związany z ich negatywnym doświadczeniem jednorazowego eksperymentu z branżą fillmową czy raczej prezeń potwierdzony. Podobne dylematy bierze na warsztat Monika Wąsik pisząca o amerykańskim okresie Bertolta Brechta, jego niezgodzie i pogardzie wobec tamtejszego stylu życia. Lewicowy radykalizm pisarza doznał czołowego zderzenia z pewnym rodzajem spełnionej utopii, co uwydatniło śmiesznostki i słabości obu członów porównania. W drugim tekście o Brechcie, autorstwa Ehrharda Bahra, została prześledzona metamorfoza dzieła o Galileuszu, jego trzy wersje, poprawiane zgodnie z nowymi przemyśleniami na temat roli nauki.

Dramatyczne losy uciekinierów wojennych materializują się w tekście Agaty Zysiak Marsylia 1940–1941: Varian Fry na europejskiej wyprzedaży umysłów. Dowiadujemy się z niego szczegółów działalności Fry’a, który na zlecenie amerykańskiego Emergency Rescue Committee organizował – w większości nielegalnie, nie wahając się nawet prosić o pomoc mafii – ewakuację europejskich intelektualistów i artystów, głównie Żydów i antynazistów. Zysiak detalicznie opisuje na czym polegały działania ekipy Fry’a, z jak wielkim ryzykiem się wiązały oraz jak trudno było otrzymać dokumenty będące warunkiem wyjazdu. Dopiero stopniowe odsłonięcie tych wszystkich powiązań daje wyobrażenie o grozie ówczesnej codzienności. Z tekstu dowiemy się np., jakim cudem na listę Fry’a trafiła Hannah Arendt z mężem – cudem, ponieważ wówczas nie należeli oni do żadnych elit, a tylko do elit ograniczała się misja ERC. Poznamy też bohaterski wyczyn Lisy i Hansa Fittko, którzy choć jako Żydzi ryzykowali życiem, pozostając w Europie, zamiast pospiesznie ją opuścić, zdecydowali się na organizację przerzutu ludzi przez Pireneje, zatrudniając się na przygranicznej plantacji.

Materializm biograficzny

Nie mogę napisać o wszystkich pozostałych tekstach, ograniczę się więc do ich wymienienia, by oddać różnorodność podejmowanych zjawisk. Zatem w tomie znajdziemy ponadto artykuły Agnieszki Rejniak- -Majewskiej o losach architektury Bauhausu, Marty Madejskiej o wschodnioeuropejskim jazzie, Marty Królikowskiej o azjatyckich diasporach w USA, Magdaleny Nowickiej o Edwardzie Saidzie oraz Wiktora Marca o Alfredzie Schützu, a na tym nie koniec. Jako że migrujące wspólnoty to signum temporis XX stulecia, tom z konieczności opiera się na wyborze, niemniej tworzy spójną, wielotematyczną kompozycję, której zawartość odpowiada zamierzeniom. Redaktorzy pracy przyjęli perspektywę „materializmu biograficznego”, co ma oznaczać odejście od typowej dla nowoczesności koncentracji na wybitnych postaciach oraz od solipsystycznego ujęcia podmiotu autorskiego. Uzasadnienie tej zmiany optyki znajdziemy w rozbudowanym wstępie do zbioru, gdzie mowa o tym, że „nauka jest przedsięwzięciem zbiorowym. Autorzy nie są samotnymi myślicielami, ale w swojej pracy mobilizują różne zasoby – autorytety, odsyłacze tekstowe, myśli innych badaczy, zasoby materialne instytucji. Są zatem raczej węzłami w obrębie sieci niż samotnymi indywiduami” (s. 52). Materializm biograficzny – jak deklarują redaktorzy tomu – nie zmierza do „uprzedmiotowienia dyskursu intelektualnego”, nie polega na prostym biografizmie, ale na „rekonstrukcji materialnych relacji umożliwiających tworzenie wiedzy w warunkach wzmożonej kontyngencji” (s. 54).

I rzeczywiście, czytanie Migracji modernizmu nie zostawia wrażenia nieuprawnionej redukcji twórczości do wypadków losowych. Perspektywa materializmu biograficznego nie jest też atakiem na „autora”, ale na rozpatrywanie go w izolacji. Jednak jeśli „nowoczesne myślenie zawsze okazuje się powiązane z terytorium, jego horyzont zmienia się przede wszystkim topograficznie” (s. 9), dopiero następnie pojęciowo czy kategorialnie, to wynikałoby z tego, że przynajmniej w przypadku niektórych, silnych podmiotów, pierwotne inspiracje nie słabną pod wpływem zmiany okoliczności życiowych, ale poszukują jedynie odmiennych środków wyrazu. Jako przykład można potraktować casus Ernesta Gellnera (s. 25), który dopiero w ostatnim dziele pokusił się o harmonizację rozproszonych wątków swoich wcześniejszych prac, kładąc w ten sposób autorską sygnaturę – na znak koherencji poszukiwań.

Biorąc pod uwagę to zastrzeżenie, materializm biograficzny wydaje się obiecującą perspektywą teoretyczną. Dzięki naciskowi na swój komponent „biograficzny” co prawda ruguje oparty na kulcie geniuszy indywidualizm klasycznego humanizmu, ale zarazem chroni immanentystyczne teorie sieci przed popadnięciem w cynizm funkcjonalizmu. Prawdą materializmu nie może być przecież opis stanu faktycznego, uświadomienie sobie koniecznej zależności – o ile respektujemy unikatowość oporu wytwarzanego przez podmioty.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata