70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Oddajmy Kościół również kobietom!

Czy nierówność płci w kontekście religii – niewymienność zadań społecznych i ról religijnych kobiet i mężczyzn – jest niezmienną cechą Kościoła? Czy feminizm i katolicyzm dadzą się w polskiej rzeczywistości pogodzić?

Wyjaśnijmy na wstępie: Kościół w Polsce feminizm zna i przyjmuje. Pod warunkiem że chodzi o tzw. nowy feminizm zrodzony pod wpływem Jana Pawła II. Problem w tym, czy propozycję tę można w ogóle uznać za feministyczną. Feminizm jest ruchem oddolnym, spontanicznym, rozwijanym wbrew zastanym hierarchiom i tworzonym przede wszystkim przez kobiety. „Nowy feminizm” stanowi odpowiedź odgórną, instytucjonalną, poddaną rygorom ortodoksyjnej poprawności i formułowaną przez mężczyzn, także wtedy, gdy jest twórczo rozwijany przez kobiety.

Ponadto feminizm jako zjawisko intelektualne idzie zazwyczaj w parze z inicjatywami społecznymi mającymi na celu zmiany na poziomie struktur i społecznych praktyk. Tymczasem nawet ustrojowy przełom w Polsce nie ułatwił zadania przekucia przełomowych zmian, jakie przyniósł II Sobór Watykański w odniesieniu do tzw. kwestii kobiecej i nauczania o równości płci, na praktyczne zasady działania. Wprawdzie Sobór otworzył przed kobietami możliwość studiowania teologii na wydziałach katolickich, ale wystarczą palce jednej ręki, aby policzyć, ilu mamy w Polsce świeckich teologów i teolożek. Wśród kobiet na pierwszy plan wysuwa się Elżbieta Adamiak. Z młodszego pokolenia o trudach stawiania pierwszych kroków na tym polu mogłaby sporo opowiedzieć Zuzanna Radzik, która w Krytyce Politycznej wydała właśnie książkę o Kościele kobiet. A przecież wystarczy spojrzeć chociażby na mniejszościową w Polsce wspólnotę ewangelicko-augsburską, by zobaczyć, jak wiele kobiety mogą wnieść do intelektualnego i społecznego dorobku Kościoła, nie tylko w odniesieniu do wychowania dzieci i inicjatyw charytatywnych. Trzeba tylko faktycznie otworzyć przed nimi takie możliwości!

Zmiana i backlash

Okres Soboru zbiegł się w czasie z drugą falą feminizmu, która zmienia sposób postrzegania rzeczywistości także u wielu kobiet, działaczek organizacji katolickich, a nawet członkiń zgromadzeń zakonnych szczególnie w Stanach Zjednoczonych. To sprawiło, że na fali soborowych zmian z ust reformatorsko nastawionych katolików zaczęły padać pytania o faktyczną przebudowę głębokich struktur kościelnych instytucji i urzędów: zmian w obszarze władzy, większego otwarcia na kolegialność, udziału osób świeckich w kościelnych urzędach, w tym przemyślenia kwestii urzędowego kapłaństwa kobiet. Wydaje się, że to właśnie ten ostatni postulat wywołał największe poruszenie. Chcąc zahamować wzbierające coraz silniej fale, Kongregacja Nauki Wiary najpierw ogłosiła w 1976 r. Deklarację „Inter insigniores” o dopuszczeniu kobiet do kapłaństwa urzędowego, a następnie w pierwszej połowie lat 90., czyli w kolejnym okresie wzmożenia dyskusji, podtrzymała wcześniejsze orzeczenia, próbując tym samym zamknąć dalsze spory.

W świetle teorii społecznych reakcję instytucjonalnego Kościoła interpretować można jako backlash – by odwołać się do słynnego terminu zaproponowanego przez Susan Faludi – konserwatywny zwrot w reakcji na reformistyczne inicjatywy. Reakcja ta nie dziwiłaby, gdyby chrześcijański feminizm ograniczał się jedynie do najbardziej radykalnych odmian, świadomie wykraczających poza granice chrześcijańskiej ortodoksji i patrzących na płeć wyłącznie przez pryzmat antagonizmu Zrozumiałe, że stały się one poważnym wyzwaniem dla instytucjonalnego Kościoła. Jednak te nurty, mimo że dość często i chętnie przywoływane w polskich debatach, nie wyczerpują spektrum możliwych postaw. Skoncentrowanie się na zjawiskach najbardziej radykalnych pozwala zręcznie ominąć sedno problemu, czyli pytanie o równość i władzę w Kościele. Wszak chrześcijański feminizm to także, a może przede wszystkim, nurty rozwijane w ramach ortodoksji, których celem jest oczyszczanie religii z płciowych stereotypów, przejawów seksizmu i androcentryzmu oraz dążenie do faktycznej równości kobiet i mężczyzn. Dlaczego także i te próby spotykają się z nieufnością ze strony Kościoła instytucjonalnego?

Kościół potrzebuje feminizmu

Podkreślmy wyraźnie: Jan Paweł II w ślad za nauczaniem II Soboru Watykańskiego wielokrotnie i zdecydowanie opowiadał się przeciwko dyskryminacji kobiet, również dyskryminacji we wspólnotach religijnych. Jednocześnie stał na stanowisku, że walka z dyskryminacją nie może prowadzić do „maskulinizacji kobiety”: „W imię wyzwolenia się od »panowania« mężczyzny, kobieta nie może dążyć do tego, by – wbrew swojej kobiecej »oryginalności « – przyswajać sobie męskie atrybuty” – akcentuje w Mulieris dignitatem. Stanowisko to niekoniecznie musi oznaczać prosty biologizm, choć faktycznie niemal całkowicie ignoruje ono wpływ kultury i środowiska na formowanie się ról społecznych kobiet i mężczyzn. Esencjonalizm interpretowany jest przede wszystkim w kontekście woli Boga, który stwarzając człowieka jako kobietę i mężczyznę, powierzył im odmienne zadania. To tłumaczy komplementarność i niewymierność ról płciowych. Sęk w tym, że sprowadzenie zjawiska dyskryminacji jedynie do poziomu jednostkowego zła i grzechów konkretnych ludzi zatrzymuje nas na poziomie walki z objawami, nie dając szans na skuteczne wyeliminowanie źródeł problemu. A te mają także wymiar strukturalny: dotyczą m.in. sposobu sprawowania władzy w Kościele oraz prawa dostępu do powiązanych z władzą urzędów.

Dlaczego więc, mimo upływu kolejnych dekad przynoszących potężne zmiany społeczne, w ślad za słusznym postulatem Jana Pawła II nie poszła refleksja nad strukturalnymi źródłami dyskryminacji, również dyskryminacji w Kościele? Dlaczego polski Kościół, tak silnie czerpiący z dorobku papieża w podejściu do kwestii kobiecej, nie spróbował podjąć debaty na ten temat, chociażby przy okazji ratyfikacji konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej? Przecież dokument koncentruje się właśnie na pytaniach o strukturalne podłoże problemu dyskryminacji ze względu na płeć.

Na szczęście powyższe wątki – wydźwięk oficjalnych orzeczeń Kościoła, zwłaszcza Jana Pawła II, i ich wpływ na świadomość katolickich liderów w Polsce coraz częściej stają się przedmiotem poważnych badań i debat. Szczególnie ciekawy jest tu zróżnicowany głos kobiet. Wśród badaczek i teoretyczek katolickiego feminizmu, poza wspomnianymi już Elżbietą Adamiak i Zuzanną Radzik, warto zwrócić uwagę także na Anetę Gawkowką, Justynę Melanowską, Annę Szwed czy Katarzynę Leszczyńską, by wymienić tylko niektóre badaczki przyglądające się sytuacji kobiet w Kościele z różnych perspektyw naukowych.

Podczas tegorocznego II Małopolskiego Kongresu Kobiet panel dotyczący chrześcijańskiego feminizmu przyciągnął tłumy. Katolickie kobiety są niezależne, wykształcone i coraz częściej chcą w Kościele mówić własnym językiem. Część z nich z trudem odnajduje się we wspólnocie, w której w ich imieniu wypowiadają się przede wszystkim mężczyźni. Jednak w kobiecych środowiskach słyszalne są wyraźne głosy. Pora, by wybrzmiały także i w Kościele instytucjonalnym. „Trzeba stworzyć mocne lobby kobiet chrześcijańskich” – mówił w wywiadzie dla KAI biskup płocki Piotr Libera. Oby za tym odważnym stwierdzeniem poszły dalsze zmiany. Wszak prawo i obyczaj postępują za życiem. Nigdy odwrotnie – jak mawia jedna z katolickich feministek.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata