70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Izrael: drzewo oliwne

Czym jest nowa katolicka teologia judaizmu? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, czytając soborową deklarację Nostra aetate i analizując konsekwencje, jakie jej treść niesie dla teologii i naszego stosunku do Żydów i judaizmu.

Na czym polega głęboka więź łącząca chrześcijaństwo z judaizmem i sprawiająca, że „religia żydowska nie jest dla naszej religii »zewnętrzna«, lecz w pewien sposób »wewnętrzna«” (Jan Paweł II)? Już w latach 30. XX w. rozmyślał nad tym papież Pius XI, który mówił, że my, chrześcijanie, „duchowo jesteśmy Semitami”. Myśl tę podjęli i uzasadnili autorzy soborowej deklaracji Nostra aetate: „Kościół Chrystusowy uznaje, że początki jego wiary i wybrania (…) znajdują się już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków. Wyznaje, że wszyscy wierzący w Chrystusa, synowie Abrahama w porządku wiary, objęci są powołaniem tego patriarchy (…). Dlatego Kościół nie może zapomnieć, że poprzez ten lud, z którym Bóg w swoim niewysłowionym miłosierdziu zechciał zawrzeć dawne Przymierze, otrzymał Objawienie Starego Testamentu (…)”.

Będąc wyznawcami Jezusa, poczuwamy się zatem do bycia dziećmi Abrahama „z wiary” (por. Ga 3, 7), współuczestnikami Bożego wyzwolenia i współdziedzicami Przymierza. I – inaczej niż starożytny teolog Marcjon (II w.) – wiemy, że nie sposób zrozumieć chrześcijaństwa bez Pierwszego (Starego) Testamentu. Oczywiście czytamy go trochę inaczej niż Żydzi, czynimy to bowiem w świetle przyjścia Chrystusa i dokonanego przezeń odkupienia, co sprawia, że na obie części Pisma patrzymy poprzez pryzmat takich kategorii, jak obietnica i spełnienie. Niemniej, powiadają dokumenty Kościoła, to „nie powinno [nas] prowadzić do zapominania, że Stary Testament zachowuje swoją własną wartość Objawienia (…)” (Żydzi i judaizm w głoszeniu słowa Bożego i katechezie Kościoła katolickiego, 1985). I w innym miejscu: „Stary Testament i oparta na nim tradycja żydowska nie powinny być przeciwstawiane Nowemu w taki sposób, by zdawały się one proponować religię samej tylko sprawiedliwości, obawy i legalizmu, bez odwołania do miłości Boga i bliźniego” (Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzania w życie deklaracji soborowej „Nostra aetate” nr 4, 1974).

Nam, chrześcijanom, łatwo – zbyt łatwo – przychodzi patrzeć na judaizm jako na religię dawno już przebrzmiałą i bezpłodną. Taką, której sens wyczerpał się w byciu jedynie zapowiedzią czegoś o wiele doskonalszego. Tak właśnie − jako miniony etap Bożego planu zbawienia – przez wiele stuleci przedstawiała religię żydowską teologia katolicka. Ten punkt widzenia zmienił dopiero II Sobór Watykański. W dokumencie ogłoszonym w połowie lat 80. (Żydzi i judaizm…) znaleźć można ciekawą interpretację wypełnienia starotestamentalnych obietnic przez wcielenie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Zdaniem autorów tego tekstu analogiczna relacja zachodzi w odniesieniu do Kościoła, który „już został urzeczywistniony w Chrystusie, niemniej [wciąż] oczekuje swej ostatecznej doskonałości (…). Fakt, że Ciało Chrystusa dąży j e s z c z e do swej miary wielkości doskonałej [tzn. do eschatologicznej pełni], w niczym nie umniejsza wartości bycia chrześcijaninem” już tu, na ziemi (wtrącenia i podkreślenia moje – J.P.). I podobnie: powołanie patriarchów, wyjście z Egiptu i inne wydarzenia, opisane w Pierwszym Testamencie, „nie tracą swego znaczenia i wartości w planie Bożym z uwagi na to, że są jednocześnie [jego] pośrednimi etapami”. Dlatego właśnie zamiast o Starym wielu teologów mówi o Pierwszym Testamencie (albo jeszcze trafniej: o Pierwszym Przymierzu). Unikają w ten sposób budowania mylnego wrażenia, że treści w nim zawarte należą do chrześcijańskiej prehistorii i nie mają nic wspólnego z teraźniejszością.

Banałem jest stwierdzenie, iż Pierwszy Testament to zbiór pism żydowskich. Jednak nie wszyscy chrześcijanie równie chętnie przystaliby na to, by mianem żydowskiego obdarzyć również Testament Nowy. A przecież Żydem, synem Żydówki Marii (Miriam), jest Jezus (Jeszua), zaś Ewangelie pełne są przykładów ukazujących Jego związki z judaizmem. I tak: Jezus zachowywał Prawo, posługiwał się metodami nauczania analogicznymi do metod współczesnych Mu rabinów i − wbrew obiegowym opiniom − podzielał wiele poglądów charakterystycznych dla stronnictwa faryzeuszy. Z ludu żydowskiego wywodzili się także „Apostołowie, fundamenty i filary Kościoła, oraz bardzo liczni pierwsi uczniowie, którzy głosili światu Ewangelię Chrystusa” (Nostra aetate).

Kwintesencją rozważań na temat teologii relacji chrześcijaństwo-żydowskich, przedstawionych w Nostra aetate i w późniejszych dokumentach, sygnowanych przez watykańską Komisję ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem, jest obraz drzewa oliwnego, zaczerpnięty z Listu do Rzymian (por. Rz 11, 17–24). W obrazie tym widzimy i korzeń, i gałęzie (niektóre z nich zostały odcięte), i „dziczkę oliwną” wszczepioną w szlachetny pień judaizmu. Korzeniem i pniem tego drzewa jest Izrael; dziczką − chrześcijanie włączeni w lud Izraela, ażeby „karmić się korzeniem dobrej oliwki”.

W tym miejscu pojawia się jedno z najważniejszych pytań dotyczących tego zagadnienia: kto jest „prawdziwym” Izraelem? Aż do Soboru katolikom (ale i wyznawcom innych nurtów chrześcijaństwa) zdawało się, że Kościół jako „nowy Izrael” zajął miejsce Izraela „dawnego”. Że przejął Boże obietnice i błogosławieństwo − i teraz to on jest ich jedynym spadkobiercą. Na tym „dogmacie” opierała się tzw. teologia zastępstwa. Uprawiając ją, nie zauważono jednak, że zawarte zostało w niej oskarżenie Boga o niewierność danemu słowu. A przecież w Piśmie św. liczne są dowody na to, że jest On prawdomówny, zaś Jego wierność „trwa na wieki”. „Czyż Bóg odrzucił lud swój?” – pyta w tym kontekście św. Paweł. I odpowiada: „Żadną miarą! (…) Nie odrzucił Bóg swego ludu, który wybrał przed wiekami” (Rz 11, 1–2).

Interesującej odpowiedzi na pytanie o to, co w odniesieniu do Izraela (tj. Żydów) oznacza nadawane Kościołowi określenie „nowy Izrael”, udzielił kiedyś o. Daniel Rufeisen, legendarny duszpasterz izraelskich chrześcijan posługujących się językiem hebrajskim. Jego zdaniem „Izrael się poszerzył, aby przyjąć do swego łona inne narody. W tym sensie Kościół byłby może Izraelem, ale nie nowym, lecz Izraelem poszerzonym”.

Dodajmy, że kiedy Apostoł mówi o Izraelu jako korzeniu i pniu drzewa oliwnego, nie ma na myśli jedynie ojców naszej wiary: Abrahama, Mojżesza, Eliasza i Jana Chrzciciela, ale i Żydów sobie współczesnych. Do nich bowiem – powiada – „należy przybrane synostwo i chwała, przymierze i nadanie Prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice” (Rz 9, 4). Zwracam uwagę na czas teraźniejszy! Pawłowi wtóruje posoborowy Kościół, kiedy stwierdza, że „Historia Izraela nie kończy się w roku 70. (…) On pozostaje narodem wybranym, »dobrą oliwką« (…)” (Żydzi i judaizm…).

Wracając do obrazu szlachetnej oliwki: otwarte pozostaje pytanie o „odcięte gałęzie”. Tradycja każe w nich widzieć Żydów, którzy „nie rozpoznali czasu nawiedzenia” i nie przyjęli Jezusa. Nie jest to jednak powód, byśmy mieli się ponad nich wywyższać i nimi gardzić. Św. Paweł nie pozostawia co do tego wątpliwości: nazywa gałęzie tego drzewa „świętymi” (por. Rz 11, 16) i ostrzega nas, chrześcijan: „Nie wynoś się ponad gałęzie. A jeżeli się wynosisz, pamiętaj, że nie ty podtrzymujesz korzeń, ale korzeń ciebie” (Rz 11, 18). Cdn.

.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter