70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Rekolekcje narodowe

Najwyższe wskaźniki antysemityzmu notuje się w województwach: podlaskim, lubelskim i podkarpackim, w których przed Zagładą społeczności żydowskie były najliczniejsze. W tych regionach wiara w mord rytualny jest najsilniejsza, a Żyd wciąż bywa postrzegany jako postać demoniczna.

Niepokoi żywotność legend o krwi – od XIX w. funkcjonujących w społecznej świadomości jako mordy rytualne. Wiele narracji o nieprawdziwych oskarżeniach kierowanych przez świat chrześcijański pod adresem Żydów ukształtowało się w średniowieczu. Należały do nich: porywanie chłopców dla chrześcijańskiej krwi, bezczeszczenie hostii, zatruwanie studni, pomaganie diabłu. Przez stulecia potwierdzały one wizerunek Żyda jako odwiecznego wroga. Tyle tylko że to Żydzi padali jego ofiarą: torturowani i brutalnie mordowani przez chrześcijan. Wartość mobilizacyjną mitu o krwi potwierdziły stosunkowo niedawne – biorąc pod uwagę średniowieczny rodowód legendy – powojenne pogromy w Polsce, jak np. w Kielcach w 1946 r.

Trwanie wiary w legendy o krwi nieczęsto i niechętnie poddajemy publicznej dyskusji. Tym bardziej zaskakuje krytyczne podjęcie tematu przez Zygmunta Miłoszewskiego w kryminale Ziarno prawdy. Tę właśnie drugą część cyklu o prokuratorze Teodorze Szackim niedawno przeniósł na duży ekran Borys Lankosz. Gdy śledztwo w sprawie morderstwa w Sandomierzu coraz ściślej zaczyna łączyć się z legendą, Szacki początkowo nie wierzy w trwałość mitu: „Mord rytualny to bajka. (…). I każdy wie, że to bajka, którą się opowiadało dzieciom, żeby były grzeczne, bo inaczej przyjdzie zły Żyd i je zje” (s. 71). Szybko zdaje sobie jednak sprawę, jak niewiele trzeba, by zbudzić demony przeszłości, zwłaszcza że w Sandomierzu oparcie dla wiary w mordy stanowią obrazy: ogromnych rozmiarów płótno z cyklu Męczeństwo Sandomierzan umieszczone w katedrze oraz mniejsze w kościele św. Pawła.

Po raz pierwszy do publicznej rozmowy o obecności przedstawień mordu rytualnego w przestrzeniach sakralnych wezwał ks. Stanisław Musiał. W tekście z 2000 r. pt. Droga krzyżowa Żydów sandomierskich pisał: „te obrazy, w tym miejscu, zawsze uwłaczać będą naszej ludzkiej godności”. I zaproponował utworzenie w Sandomierzu muzeum antysemityzmu. Choć jego propozycję poparło wielu mieszkańców, nie spotkała się ona ze zrozumieniem ani ze strony lokalnego kościoła, ani tamtejszych władz.

Tak, to antysemityzm

Wprawdzie dyskusji o żywotności wiary w rytualne mordy nie towarzyszyły tak wielkie emocje jak późniejszej debacie o Jedwabnem, ale argumenty padły podobne. Jak choćby ten, że gdyby o tych problemach milczeć, odeszłyby w społeczną niepamięć. Taki sposób myślenia dobrze ilustruje zarzut, że rozmowa o nieprawdziwości legend o krwi włącza je do społecznej świadomości i wzmacnia ich żywotność. Podobne rozumowanie ujawnia się w dyskusji o antysemityzmie Polaków – niektórzy przekonują, że przyczynia się ona jedynie do wzrostu antysemickich postaw. Czy zatem nazywając antysemityzm, stwarzamy go? Przeczy temu społeczna rzeczywistość, np. nieanonimowo dokonywane wpisy w serwisach społecznościowych i portalach internetowych. Autor jednej z recenzji ekranizacji Ziarna prawdy pisze: „Najlepszym fragmentem filmu jest animowana czołówka ukazująca mordy rytualne dokonywane przez Żydów w Sandomierzu. Szybko jednak okazuje się, że zamiast horroru widzowie mają do czynienia z politycznie poprawnym kryminałem, filmem pełnym antypolskich kłamliwych stereotypów”. Jak określić tę opinię inaczej niż jako wiarę w średniowieczny przesąd i „polski antysemityzm wyssany z mlekiem matki”? Zbyt długo milczeliśmy o niechęci wobec Żydów i jej konsekwencjach. Nazwanie problemu nie powołuje go do życia, staje się natomiast niezbędne dla jego uświadomienia i pracy nad jego konsekwencjami.

Jak wielką żywotność mają legendy, pokazuje również to, że niektórzy badacze antysemickiej literatury zostawiają uchylone drzwi dla domniemania, że „coś było na rzeczy”. Joanna Tokarska-Bakir w Legendach o krwi. Antropologii przesądu określa ten mechanizm właśnie jako „ziarno prawdy”. Podkreśla, że studiowanie znaczenia legend może służyć jedynie zrozumieniu mentalności chrześcijan. Podobnie wizerunek „Żyda – wroga odwiecznego” ujawnia prawdę tylko o tych, którzy się nim posługują. Gdy czytamy obszerne fragmenty wywiadów zebranych w Sandomierzu w 2005 r. przez zespół Tokarskiej-Bakir, mamy szansę przekonać się, że: „pamięć o domniemanych mordach rytualnych w Sandomierzu i okolicach jest zakorzeniona w wielopokoleniowym przekazie rodzinnym, konfesyjnym i towarzyskim. Ksiądz Stanisław Musiał odsłonił ją tylko, nie zainicjował” (s. 396).

Tradycja nienawiści

Legendy o krwi ukazują wizerunek Żydów jako odpowiedzialnych za śmierć Chrystusa, zaprzysięgłych wrogów chrześcijan, spiskujących przeciwko nim. Do takiego wyobrażenia sprowadza się antysemityzm religijny, określany też jako antyjudaizm, od którego Kościół oficjalnie odżegnał się niedawno – bo dopiero w II poł. XX w. Wiara w żydowski spisek łączy się z antysemityzmem nowoczesnym, czyli przekonaniem, że Żydzi mają zbyt duży wpływ w sferach gospodarki, polityki i kultury – jednym słowem: rządzą światem. Co ważne, czynią to niejawnie. Trwa oczywiście dyskusja, czy wyróżniać poszczególne typy antysemityzmu, czy wystarczy jedna kategoria na określenie niechęci do Żydów oraz który z typów przyczynił się w największym stopniu do Zagłady. Wiele wskazuje, że w antyjudaizmie i późniejszym chronologicznie antysemityzmie nowoczesnym należy widzieć kontynuację tradycji postrzegania Żydów jako wrogów. Widoczne stają się wówczas ich wzajemne odniesienia, niekiedy nawet splot kryjących się za nimi wyobrażeń obserwowany np. w powojennej Polsce.

Antysemityzm religijny nie zrodził idei zagłady Żydów. Jednak jak słusznie zauważył ks. Stanisław Musiał: „(…) nieobecność takiego postulatu nie zwalnia nas z odpowiedzialności za Szoah: zdarzało się bowiem, że głosiliśmy nienawiść do Żydów, a nasza nienawiść została przyjęta przez innych, którzy nie mieli żadnych skrupułów religijnych. Dzisiaj, po Szoah, powinniśmy stać się mądrzejsi i wiedzieć, że każde słowo i gest nienawiści bywają podobne do grudki śniegu w górach, która może wywołać lawinę. Takie słowo, wypowiedziane w I albo X w. po Chrystusie, może »zadziałać« nawet po stuleciach i spowodować śmiercionośną »lawinę«”. Antyjudaizm przygotował jednak podłoże pod Zagładę. Miał wpływ na kształtowanie w lokalnych społecznościach okupowanych przez hitlerowców terenów negatywnych postaw wobec Żydów, zarówno w czasie wojny, jak i po jej zakończeniu. Instytut Pamięci Narodowej ustalił, że w dawnym województwie łomżyńskim w czasie wojny Polacy wystąpili przeciwko społeczności żydowskiej w ponad 20 miejscowościach (Bielsk Podlaski, Choroszcz, Czyżew, Goniądz, Grajewo, Jasionówka, Jedwabne, Kleszczele, Knyszyn, Kolno, Kuźnica, Narewka, Piątnica, Radziłów, Rajgród, Sokoły, Stawiski, Suchowola, Szczuczyn, Trzciane, Tykocin, Wasilków, Wąsocz, Wizna). Wpływ antyjudaistycznych przekonań był wyraźny także i po okupacji: wszystkim powojennym pogromom w Polsce towarzyszyła pogłoska o porwaniu na macę „polskiego dziecka”. Co robimy z tą wiedzą? Kim są najważniejsi aktorzy, pomagający uporać się z trudną przeszłością? Czy wśród nich znajdują się przedstawiciele lokalnych kościołów?

Gdy okazało się, że nie ma zgody na zdjęcie sandomierskich obrazów i przeniesienie ich do muzeum, pozostało opatrzyć je odpowiednim podpisem. Jedna z nadesłanych wówczas propozycji brzmiała: „Kościół sandomierski wyraża żal i skruchę z powodu cierpień i śmierci zadanych Żydom sandomierskim z winy Kościoła wskutek fałszywych oskarżeń o mordy rytualne. Kościół sandomierski składa hołd żydowskim męczennikom Sandomierza – świadkom Boga naszych ojców w wierze”. Tę wersję komentarza odrzucił ówczesny biskup sandomierski prof. nauk teologicznych Wacław Świerzawski. Zastanawia, którą część napisu uznał za nieprawdziwą. Dlaczego ze strony lokalnego duchowieństwa nie padły propozycje wyznania win i prośby o przebaczenie? Czasami odpowiedź bywa prosta: najpierw trzeba tę winę uznać za własną.

Żyd, wróg Polaka-katolika

Gdy na problem spojrzymy z perspektywy figury Polaka-katolika, dostrzeżemy, że postawy antysemityzmu religijnego i nowoczesnego przenikają się. Polak-katolik często przedstawia się jako jedna ze stron w dialogu chrześcijańsko-judaistycznym. Przykładem może być spór o obecność symboliki religijnej na terenie byłego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau, który toczył się przez wiele lat. Postulaty strony żydowskiej, aby miejsce to uczynić wolnym od symboli religijnych, były zręcznie przeformułowane jako wymierzone przeciwko polskiemu narodowi. Jak zauważył ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel: „»konflikt katolicko-żydowski« (…) – na naszym rodzimym podwórku »narodził się« i mógł wzrastać w postaci ostrego konfliktu polsko- -żydowskiego, dokładniej: między Kościołem polskim a światem żydowskim. A stało się tak dlatego, ponieważ sprzeciw świata żydowskiego na ulokowanie klasztoru w pomieszczeniach Starego Teatru potraktowano w Polsce jako walkę z katolickim narodem”.

Joanna Tokarska-Bakir zwraca uwagę, że w XX-wiecznych narracjach o krwi terminologię religijną – określenia takie jak „dzieci chrześcijańskie” lub „katolickie” zastąpiono narodową: porywano i mordowano „dzieci polskie” – stanowiące „synekdochę Ciała Narodowego” (Okrzyki pogromowe. Szkice z antropologii historycznej Polski lat 1939–1946, s. 125–129). Choć figura Polaka-katolika wyraźnie traci dziś sympatię polskiego społeczeństwa, wraca do łask wielu, gdy pojawia się jakakolwiek wzmianka o negatywnych postawach Polaków wobec Żydów. Splot elementu narodowego i religijnego widać również w określeniu „relacje polsko- -żydowskie”. Historyk dziejów wschodnioeuropejskich Żydów Antony Polonsky przekonuje o jego historycznej adekwatności – w przedwojennej Polsce przeważyła etniczna koncepcja narodu polskiego, w której nie było miejsca dla Żydów i dlatego pewna ich część przestała się o zaproszenie do owego narodu starać. Wyrażenie to jednak również i dziś wyłącza Żydów poza nawias „polskości”. Może zatem warto poszukać określeń, które oddałyby wielość koncepcji tożsamościowych i wizji narodu, istniejących jeszcze przed wojną?

Tu i ówdzie można usłyszeć, że polskie społeczeństwo zmęczyło się biciem we własne piersi. Fakt – w Polsce ukształtował się krytyczny dyskurs o trudnej przeszłości. Mamy wiele festiwali kultury żydowskiej. Coraz więcej miast i miasteczek upamiętnia lokalne społeczności żydowskie. Tylko że sama ich obecność nie świadczy o głębokim przeoraniu świadomości większości społeczeństwa – zaczynając od przyznania, że z antysemityzmem mamy w Polsce problem. Nie chodzi o to, by umniejszać wysiłki tych, którzy odważnie i bez kompleksów podchodzą do grupowych przewinień. Raczej o to, by się owymi wysiłkami nie zasłaniać, podczas gdy samemu się tej winy nie uznaje. Na poziomie społecznym milczenie na temat trudnych relacji przybiera różne formy. Czasami pokrywa się je wieloma słowami. Niejednokrotnie stoi za tym świadomie podjęta decyzja – np. próba uniknięcia konfliktu społecznego bądź chęć skierowania komunikatu do jak najszerszej publiczności. W przypadku rozmów o trudnej przeszłości to droga donikąd. W wielu miejscowościach publicznie upamiętnia się dziś żydowskie społeczności, nie wspominając ani słowem, o czym przez lata opowiadało się (i wciąż opowiada) w domu lub między sąsiadami – kto wydał Żydów ukrywających się w pobliskim lesie, kto zabił siekierą powracającego po wojnie Abrama, i o tym, że to w sumie dobrze, że Polska „nie jest tak zażydzona jak przed wojną”. Kto odważy się przerwać zmowę milczenia? Czy to możliwe, by ci, którzy o trudnych tematach potrafią mówić w uczciwy sposób, zaczęli kiedyś stanowić większość? To jedno z najciekawszych dziś pytań.

Problemy te znajdują się w centrum rozważań mojego projektu doktorskiego, w którym analizuję fenomen upamiętniania społeczności żydowskich w małych miejscowościach. Zastanawiam się w nim, w jakich warunkach społecznych owe inicjatywy prowadzą do procesu przepracowania pamięci, a w jakich – do jej nadużycia. Wyjaśniam to, realizując trzy studia przypadków działań upamiętniających: w Bobowej, Dąbrowie Tarnowskiej i Rymanowie. Wnioski opieram na analizie materiałów uzyskanych z danych zastanych oraz badań jakościowych. Na te ostatnie składają się pogłębione wywiady indywidualne i zogniskowane wywiady grupowe z przedstawicielami liderów, zwykłych mieszkańców reprezentujących różne pokolenia, w tym młodzież szkolną, członków społeczności żydowskiej, ekspertów; trzecim elementem jest obserwacja. W badaniu przyjmuję perspektywę teorii pamięci zbiorowej. Nie miejsce tutaj, by przedstawiać szczegółowo ich wyniki i wnioski, nie jest to tematem tego artykułu. Wykorzystam jednak te konkretne przykłady, by zilustrować zarysowane w pierwszej części problemy.

To, co ukryte

W małopolskiej Dąbrowie Tarnowskiej z pomocą unijnych funduszy miasto kilka lat temu odrestaurowało synagogę. Z ruin przeobraziła się w Ośrodek Spotkania Kultur. Zorganizowana w tych wnętrzach wystawa wiele mówi o Polaku-katoliku, który upamiętnia Żydów. Paradoksalnie, robi, co może, by ich w historii miasta ukryć. Ekspozycja łączy zatem najróżniejsze wątki: dzieje probostw dąbrowskich, zdjęcia drużyn sokolich, szczątki halifaksa śpieszącego w 1944 r. na pomoc walczącym powstańcom, zalipiańskie wzornictwo. Wspólna historia rysuje się sielankowo. Za pomocą wystawy Polak-katolik opowiada: „Powiśle Dąbrowskie było miejscem tolerancji i wolności religijnej. Od XVI w. na tym terenie współistniały obok siebie dwa wielkie systemy religijne: chrześcijaństwo oraz judaizm. Obraz Boga wytworzony przez święte księgi: Tanach (Biblia hebrajska) i Pismo Święte (Stary i Nowy Testament), nie był zarzewiem konfliktu, wręcz przeciwnie, swobodnego rozwoju, koegzystencji i życia”. Dowiemy się, że tradycja ta przełożyła się na postawy w czasie wojny: „W ciągu zaledwie kilku tygodni 1942 r. za pomoc w ukrywaniu Żydów rozstrzelano w Dąbrowie i okolicy 62 osoby. Wojna światowa wystawiła na próbę relacje polsko-żydowskie, relację sąsiad Polak – sąsiad Żyd. Swoją postawą wielu mieszkańców Dąbrowy i okolic pokazało jednak niezłomność pewnych zasad i utrwaliło jeszcze mocniej związek pomiędzy obiema kulturami, które przynależały do siebie terytorialnie od tak długiego czasu”.

Część z nas kojarzy Dąbrowę Tarnowską z inną historią. Jan Grabowski opisał wstrząsające zjawisko Judenjagd – „polowania na Żydów”, po 1942 r. szukających schronienia na terenie powiatu dąbrowskiego. Urządzane przez niejednokrotnie kilkudziesięcioosobowe grupy mieszkańców „obławy” kończyły się zwykle mordem. O niechlubnym dla Powiśla Dąbrowskiego fakcie można przeczytać na jednej z wystawowych plansz: „Przez kilka dni Niemcy, angażując lokalnych pomocników, przeszukiwali zabudowania i urządzali »polowania« na ukrywających się Żydów”. Trzeba zatem znać kod, by odczytać historie, które się za tym kryją. Negatywny wydźwięk informacji zostaje zrównoważony przez cytowany powyżej fragment o udzielanej pomocy. Co więcej, wzmianka o obławach pojawiła się po interwencji osoby, która doradzała podczas tworzenia treści wystawy pod kątem przedstawienia żydowskiej historii i kultury.

Mimo zabiegów ukrycia żydowskości synagogi dla wielu pozostaje ona wciąż niechcianym dziedzictwem. Już w czasie prac nad koncepcją wystawienniczą dał się wyraźnie odczuć brak zrozumienia dla innej wrażliwości. Zwróciła uwagę na ten fakt osoba, z którą konsultowano kształt wystawy. Niektórzy radni zaangażowani w prace z ramienia urzędu miasta nie kryli niechęci. Natychmiast zaniechano np. realizacji projektu włączenia do wystawy fotografii współczesnych dąbrowian, bo „córka nie będzie wisieć w żydowskiej synagodze”. W inicjatywę upamiętnienia nie angażuje się miejscowy kościół. Poza uroczystością otwarcia odremontowanej bożnicy miejscowi księża nie odwiedzają dawnej synagogi. Proboszcz parafii Matki Bożej Szkaplerznej nie chciał ze mną rozmawiać na temat żydowskiego dziedzictwa.

Brakiem szacunku dla innej wrażliwości wykazały się lokalne władze, gdy dwa lata temu zaprosiły Teatr Nie Teraz. W przestrzeni synagogi zespół wystawił Dzień gniewu Romana Brandstaettera – tarnowskiego Żyda, który przeszedł na katolicyzm dwa lata po wojnie, wielokrotnie podkreślając, że nie porzucił żydowskiej tradycji. Członkowie teatru prezentują swoją działalność w katalogu tegoż przedstawienia: „W pracach teatralnych TNT istotną rolę odgrywa odwołanie się do tradycji narodowych i katolickich, a więc tych, które definiują cywilizację europejską”. O powodach wystawienia sztuki piszą tak: „Praca nad tekstem urodzonego w Tarnowie Żyda, polskiego patrioty i katolika, znawcy Biblii, pisarza i człowieka teatru, zderzyła nas z wyjątkową wiedzą o czasach »drugiej Apokalipsy« i z wyjątkową tejże wiedzy dramaturgiczną metaforą. Uświadomiła nam prawdę dzisiaj zapoznaną o tym, że ten, kto nie jest z Chrystusem, jest z szatanem. A odwołując się do treści Dnia gniewu, należy ufać stwierdzeniu, że »wiara czyni cuda«, ale też pamiętać, że chodzi o wiarę w Chrystusa cierpiącego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego”. Trudno o bardziej wyłączający dyskurs i o lepszy przykład chrystianizacji Zagłady. Zresztą katalog ten bardzo dobrze nadaje się jako tekst źródłowy do analizy lęków i kompleksów Polaka-katolika, które ujawniają się podczas podejmowania w Polsce problematyki Zagłady. Na przykład gdy twórcy teatru wyznają: „Pojawił się gniew – efekt terroru poprawności politycznej, która rujnuje prawdę historyczną, ale również efekt uświadomienia sobie antypolskich konsekwencji coraz częstszego upubliczniania haniebnych przesłań o »polskich obozach koncentracyjnych« czy o »wyssanym z mlekiem matki antysemityzmie«”.

Trudno w tym miejscu opisać w całej złożoności fenomen upamiętniania Żydów. Wielu dąbrowianom nie odpowiada ten narodowo-religijny kostium. Chcę natomiast zwrócić uwagę na brak świadomości, często też woli ze strony lokalnych elit politycznych i duchownych, by przyznać, że część mieszkańców wciąż postrzega Żydów jako obcych. Przypominanie ich obecności w lokalnej przestrzeni prowadzi niejednokrotnie do niewygodnych pytań o los żydowskich mieszkańców, postawy wobec mordowanych sąsiadów, opuszczone przez nich domy. Możliwe, że dzieje się tak również dlatego, że przedstawiciele lokalnych elit często podzielają antyżydowskie uprzedzenia. Przekazywano je w tych miejscach przez dziesiątki lat. Nie widzi się zatem potrzeby, by podjąć ten temat np. podczas warsztatów edukacyjnych – próbować zmienić coś w społecznej świadomości. Stąd wielu uważa, że informacje na temat historii i kultury żydowskiej najlepiej czerpać z zaufanych, bo swoich, źródeł: lokalnych kronik, wspomnień, opowiadań babć i dziadków. Tylko że te były konstruowane z perspektywy dystansu kulturowego.

„Jak u Pana Boga za piecem”

Do małopolskiej Bobowej często przyjeżdżają chasydzi. Odwiedzają grób cadyka na tamtejszym kirkucie. Modlą się w położonej blisko rynku, przy ul. Żydowskiej, drewnianej synagodze, odnowionej staraniem wspólnoty bobowskich chasydów z nowojorskiego Williamsburga. Gdy wjeżdża się do miasteczka, przybyszy wita znak, na którym oprócz nazwy miasta widnieją dwa obrazki: bożnicy i koronki klockowej.

Przedstawicielka lokalnej elity, do której wielu mieszkańców kieruje zainteresowanych bobowskimi Żydami, powtarza przy różnych okazjach, że Żydom było tutaj „jak u Pana Boga za piecem”, a „Bobowa jako miasto powinna dostać medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Obrazu całości dopełnia napis na kamieniu, który radni postawili na bobowskim rynku w 2009 r., aby uczcić przywrócenie praw miejskich: „miejscowości słynącej z tolerancji i bogatej tradycji”. Co ciekawe, na stronie internetowej parafii pw. Wszystkich Świętych znajduje się zakładka „Judaica” – krótki zarys dziejów bobowskich Żydów wraz ze zdjęciami miejscowej bożnicy i kirkutu. W czasie krótkiej rozmowy tutejszy proboszcz kilkakrotnie zapewnia, że mieszkańcy „nie są wrogo usposobieni, nie ma animozji, ludzie starsi żyją wspomnieniami”. Przyznaje, że uczestniczył w uroczystości otwarcia synagogi w 2005 r. Tyle że później ktoś zadzwonił z zapytaniem, „jak mógł brać w czymś takim udział”. „Skoro Jan Paweł II mógł być w synagodze, to dlaczego nie mogłem ja” – kwituje proboszcz.

Tutaj na pierwszy rzut oka temat żydowski wydaje się odczarowany – przyjeżdżają chasydzi, w spocie promującym gminę kilka minut poświęca się żydowskiemu dziedzictwu, miasto organizuje Dni Bobowej z Kulturą Żydowską, w gotyckim kościółku św. Zofii tarnowski Teatr im. Ludwika Solskiego wystawia Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall. W wywiadzie burmistrz zapewnia, że nie ma potrzeby, by konsultować wiedzę o historii i kulturze tutejszych Żydów z ekspertami, samymi zainteresowanymi, edukatorami. Nie widzi sensu podejmowania tematu antysemityzmu, zorganizowania na ten temat zajęć lub warsztatów, z których mogliby skorzystać mieszkańcy miasteczka. Zasłania się tolerancją, wielokulturowością itd. W ten sposób lokalna wspólnota nie dostaje szansy, by zrewidować własne stereotypy i uprzedzenia wpisane w lokalne dziedzictwo, przekazywane w kronikach, pamiętnikach i we wspomnieniach mieszkańców. Do zniekształconego wizerunku odwołują się również działania upamiętniające. Na przykład w zakładce „Judaica”, ktoś podjął decyzję, by w kilkudziesięciu wierszach notatki zawrzeć informację: „Niechęć do Żydów wywołał pożar w Bobowej w 1889 r., bowiem jego wybuch, a także opieszałość w jego gaszeniu, przypisywano Żydom”. Wina społeczności żydowskiej została utrwalona w pamięci mieszkańców – co pokazują nie tylko wywiady, które sama przeprowadziłam, ale również zapisy rozmów realizowanych w Bobowej pod koniec lat 80. przez pracowników Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Co więcej, w zebranych przez badaczy materiałach znalazły się też wypisy z księgi parafialnej. W związku z pożarem można w niej wyczytać: „Podczas pożaru Bobowej bożnica ocalała i z tego powodu Żydzi nieraz chełpili się tym, iż ich Bóg łaskawszy, bo kościół się spalił”.

Dużym zaskoczeniem okazała się żywotność legend o krwi w pamięci niektórych najstarszych mieszkańców Bobowej. Kobieta, która urodziła się w 1937 r., przyznała, że najwięcej dowiedziała się o Żydach od babki i matki, m.in., że: „Maca to była ich tako… postne te, te placki takie, jak my robimy, takie jak na makaron, tylko z ten… że tylko była woda, mąka i nie wiadomo jak, ale tam musiało być na… jestem nagrano, bo ja nie wiem, żeby mnie pani nie pociągła do jakiej odpowiedzialności… Musi być trochę naszej krwi. Oni byli smoki i wiem, w których chałupach takie robili. Oni umieli porwać. Zginął człowiek i już. A dawniej nie było takiej kary jak dzisiaj. A dzisiaj ludzie nie giną?” – zawiesza głos. Jeszcze kilkakrotnie w czasie naszego spotkania powróci do legend o krwi. Opowie, do czego była potrzebna, jak ją uzyskiwano; przywoła też świadectwo kobiety, która uciekła z piwnic jednego ze sklepów znajdujących się przy rynku, by następnie opowiedzieć historię matce mojej rozmówczyni, by ta z kolei przekazała to lokalne dziedzictwo dalej. Oczywiście o tym, że w macy znajduje się katolicka krew, mówili według kobiety sami Żydzi. Opowieść można uznać zatem za klasykę gatunku. Nie wszyscy rozmówcy podzielają, rzecz jasna, wiarę w legendy o krwi. Zastanawia jednak jej ciągła obecność. Gdy badana zaprowadziła mnie do innych mieszkańców i gdy opowiadała o macy w krwi, obecny tam 48-letni mężczyzna przyznał, że o wszystkim wie od swoich nieżyjących wujków.

O tym, że dyskusja lub warsztaty mogłyby stać się szansą na zmianę tych wyobrażeń, przekonuje również wypowiedź kobiety urodzonej przed wojną, w czasie rozmowy wykazującej wyraźnie współczującą postawę wobec żydowskiej tragedii (zresztą rzadką w takich rozmowach). Pod koniec spotkania rozmówczyni wyznała: „Taki facet tu mieszkał, taki wysoki, taki wyszkolony, to nam tak mówił: nie żałujcie ich, bo mówi, jakby oni byli nie poszli, by nie zniszczyli ich, to by was byli wykończyli Żydzi. Że to już było w planie, że Polacy zginą z rąk Żydów. No, ale tutaj ludziom nic nie robili… no nie wiem dlaczego, czy to coś mieli w religii takie coś napisane, ja nie wiem, nie wiem”.

Ksiądz rozmawia z rabinem

Postawą wobec pamięci o lokalnych Żydach wyróżnia się proboszcz parafii św. Wawrzyńca w podkarpackim Rymanowie. Choć dłuższą chwilę trzeba go przekonywać, że rozmowa z nim na ten temat ma sens. Od kilku lat grupa związanych z Rymanowem ludzi przygotowuje w sierpniu Dni Pamięci o Żydowskiej Społeczności Rymanowa. Nad ich realizacją czuwają i biorą w nich udział również potomkowie rymanowskich Żydów. Nieraz się zdarzało, że na Dni przyjeżdżali dawni żydowscy sąsiedzi. Z czasem zaczął w nich uczestniczyć burmistrz – nowy, bo poprzedni nie chciał „z parchami siedzieć przy jednym stole”. Tutejszy proboszcz za każdym razem zachęcał parafian, by przyszli i czegoś się dowiedzieli o przeszłości miejscowości, w której żyją. W przedsionku rymanowskiego kościoła wisiał plakat promujący Dni Pamięci. Wielu mieszkańców przyznaje, iż widać, że miejscowy proboszcz interesuje się tą tematyką: oprowadza Żydów odwiedzających miasteczko, nieraz prosi mieszkańców o zgodę na odwiedziny w jednym z dawnych żydowskich domów. Niektórzy rozmówcy, otrzymując zapewnienie, że nie zdradzi się księdzu źródła informacji, dodają, że proboszcz ma z Żydami dobre kontakty: rozmawia przez telefon z rabinem.

Podczas Dni Pamięci ksiądz bierze udział w modlitwie ekumenicznej odmawianej na tutejszym kirkucie. Co więcej, w ubiegłym roku w kościelnym przedsionku organizatorzy Dni odsłonili pamiątkową tablicę: „Ś.P. Maria Bolanowska i Syn Piotr / Rozstrzelani przez hitlerowców w sierpniu 1943 r. za ukrywanie Żyda Ajzyka Bobika / »Nie ma większej miłości jak oddać życie za przyjaciół swoich«”. Niestety, brakuje tam informacji, że Ajzyk również zginął. O historii ratowania ksiądz opowiedział w jednym z kazań. W rozmowie przyznał, że pomnik miał stanąć już lata temu na prośbę jednego z ocalałych rymanowskich Żydów. Gdy nie udało się go postawić pod krzyżem na tamtejszym cmentarzu jeńców radzieckich, gdzie najprawdopodobniej zostali pochowani zamordowani, proboszcz usłyszał, że bardzo go zawiódł. Ten rymanowski Żyd nie dożył momentu, gdy jego prośba została spełniona. Pytany o postawy mieszkańców wobec Dni Pamięci, stwierdził, że na 2 tys. parafian tematyką tą interesuje się może 200. Dlatego, jak tłumaczy, nie może zaniedbać pozostałych, których ten temat nie ciekawi. To nie znaczy, że należy przestać organizować takie uroczystości – żydowska przeszłość stanowi „część naszej historii, naszego dziedzictwa, w ten sposób upamiętniamy naszą przeszłość”. Przyznaje jednak, że nie porusza już tego tematu z parafianami tak często jak kiedyś – więcej osób już nie przekona.

W uścisku przeszłości

Mimo tej rzadko spotykanej postawy wydaje się, że proboszcz ma świadomość granic, których lepiej nie przekraczać, jeśli chodzi o tematykę lokalnych Żydów. Dzieje się tak z powodów, które są wspólne dla wszystkich miejscowości zamieszkiwanych niegdyś przez liczne społeczności żydowskie. W takich miejscach „trudne pytania w dialogu polsko-żydowskim” nabierają realnych kształtów – twarzy i nazwisk, konkretnych historii, materialnych przedmiotów, murów lub kawałka ziemi. W tych przestrzeniach społecznych konsekwencje masowych zbrodni II wojny światowej są wciąż żywe. Wielokrotnie pisano o nierównym statusie ofiar tej wojny, o skutkach przebywania blisko Zagłady i towarzyszących temu postawach (również niesienia pomocy Żydom) oraz o tym, że ci, którzy pozostali w tych przestrzeniach, zajęli miejsce po żydowskich mieszkańcach – zarówno w sensie materialnym, jak i pozycji w hierarchii społecznej. W powojennych opowieściach o Żydach bardzo często przekazywano sobie wizerunek symbolicznego obcego, który służył usprawiedliwieniu tego, co się wydarzyło. Jeden z moich rozmówców, mieszkaniec Bobowej, przyznał, że po wojnie ci, którzy interesowali się żydowskimi domami lub ziemią, ustalali między sobą, jaki los spotkał ich poprzednich właścicieli (wówczas w lokalnej pamięci utrwaliły się również morderstwa, których dokonali członkowie własnej grupy) – chcieli wiedzieć, jakie są szanse, że poprzedni mieszkańcy kiedyś wrócą.

Warto przytoczyć ustalenia reprezentatywnych badań ilościowych nad antysemityzmem w Polsce, które w 2010 r. zrealizował Marek Kucia. Z opinią: „Wprawdzie Holokaust – zagłada Żydów – to wielka zbrodnia, ale dobrze się stało, że w jej wyniku w Polsce prawie w ogóle nie ma Żydów” – zgodziło się 20% badanych. Mierzącemu w tym samym badaniu poziom antysemityzmu religijnego stwierdzeniu: „Żydzi mają tyle kłopotów, ponieważ Bóg ukarał ich za ukrzyżowanie Chrystusa” – przyznało rację 16% respondentów. Analizy pokazują, że przytoczone poglądy są silnie ze sobą związane. Powyższe badania, jak również sondaże przeprowadzone przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW i prace zespołu działającego pod kierunkiem Ireneusza Krzemińskiego wskazują, że najwyższe wskaźniki antysemityzmu notuje się w województwach: podlaskim, lubelskim i podkarpackim, w których przed Zagładą społeczności żydowskie były najliczniejsze. W tych regionach wiara w mord rytualny jest najsilniejsza (M. Bilewicz, A. Haska, Wiara w mord rytualny we współczesnej Polsce), a Żyd wciąż bywa postrzegany jako postać demoniczna.

To, co powoli zmienia się w dawnych żydowskich miasteczkach, to wzrastająca liczba osób decydujących się przełamać status quo. Sama ich obecność niekoniecznie gwarantuje sukces w pracy nad trudną pamięcią. Siła oddziaływania ich postaw na innych mieszkańców zależy od wielu czynników – od typu zasobów (kulturowych, ekonomicznych, politycznych, społecznych), które mają do swojej dyspozycji, liczby podobnych im jednostek, uwarunkowań strukturalnych, np. tego, co dzieje się z pamięcią na poziomie ogólnopaństwowym.

Ks. Musiał pisał jakiś czas temu: „Kościół po wojnie nie pomógł tym ludziom znaleźć spokoju z sobą samymi, z innymi i z Bogiem. Nie przeprowadzono żadnych »rekolekcji narodowych«. Czas najwyższy nadrobić te poważne zaszłości moralne. Choćby tylko dla garstki jeszcze żyjących osób, obciążonych ciężką winą przeciwko Żydom”. Dziś to wezwanie pozostaje wciąż aktualne. Tylko czy księża będą gotowi, by najpierw zmierzyć się z bagażem pamięci miejsc, z których pochodzą?

.

Badania, na które autorka powołuje się w tekście, zostały zrealizowane w ramach projektu: Upamiętnianie społeczności żydowskich we współczesnej Polsce jako przejaw kulturowej traumy sfinansowanego ze środków Narodowego Centrum Nauki przyznanych na podstawie decyzji nr DEC-2013/09/N/HS6/00422

.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata