70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Przemoc bez ideologicznego uzasadnienia

Neitzel i Welzer ukazują masowe zbrodnie jako akt, który nie potrzebuje ideologicznego uzasadnienia. Nazizm w Wehrmachcie nie zakorzenił się bowiem zbyt mocno. Wiara w jego ideały nie była konieczna dla dokonywania zbiorowych egzekucji na ludności żydowskiej i słowiańskiej.

Geneza książki Sönke Neitzela oraz Haralda Welzera wiąże się z odkryciem odtajnionych w połowie lat 90. podsłuchów niemieckich i włoskich żołnierzy. Jeńcy nie wiedzieli, że ich rozmowy są rejestrowane przez Brytyjczyków, stąd wyjątkowa ranga i znaczenie tego typu dokumentów w porównaniu z protokołami przesłuchań. Oficerowie i podoficerowie Wehrmachtu rozmawiają bez świadomości, że kiedykolwiek ich opinie będą wykorzystane jako „dowód w sprawie”. Na gorąco, hic et nunc, komentują zdarzenia wojenne – bez pewności, jak zakończy się wywołany przez Hitlera konflikt światowy.

W warstwie metodologicznej i interpretacyjnej Żołnierzy widać wyraźny wpływ Welzera – przedstawiciela psychologii społecznej. To prężny nurt w refleksji nad Holokaustem. Dały mu początek klasyczne prace i doświadczenia Stanleya Milgrama oraz Philipa Zimbardo (szczegółowo omówione w Efekcie Lucyfera). Milgramowi, Zimbardo i ich następcom bliskie jest przeświadczenie, że nasze czyny i zachowania w znaczącym stopniu określa sytuacja społeczna. „W rzeczywistości ludzie postępują tak, jak wydaje im się, że inni tego od nich oczekują (…)” – czytamy w Żołnierzach (s. 13). Neitzel i Welzer próbują połączyć perspektywę socjologiczną i psychologiczną, posługując się kategorią systemu odniesienia (a więc zespołu nakazów i zakazów oraz procedur interpretacyjnych). Aby zrozumieć, dlaczego zwyczajni ludzie decydują się w określonych warunkach zabić czy zgwałcić, należy przejść od wniosków i potępiających sądów moralnych do sfery genezy ludzkich zachowań. W przypadku hitleryzmu chodzi o przestrzeń społeczno-historyczną konstruowaną przez reżim oraz szczególną sytuację w obrębie trwania reżimu, jaką jest wojna. Idzie zatem o analizę bagażu kulturowego żołnierzy, jakim dysponowali w momencie przystąpienia III Rzeszy do wojny. Rekonstruując jego zawartość, unikniemy błędu anachronizmu wiodącego do żonglowania niewiele wyjaśniającymi pojęciami okrucieństwa i sadyzmu. Unikniemy również „słusznego oburzenia” pozwalającego zachować dobre mniemanie o własnej kondycji moralnej, trwałych zasadach, których nic nie byłoby w stanie podważyć.

Zwyczajni Niemcy

Najobszerniejszy, kluczowy rozdział monografii Neitzela i Welzera porządkuje wypowiedzi żołnierzy w trzech wymiarach: walki, zabijania i umierania. Są to zasadnicze aspekty „wojennej przygody”. W ramach tej przygody, której niebezpieczeństwo i brawura stanowią niezbędny komponent, najważniejszy okazuje się efekt: zestrzelenie, zatopienie, zabicie. Mord niespodziewanie nabiera charakteru „sportowej rywalizacji”, której sensem staje się ustawiczne poprawianie „wyników” (przydaje to chwały i splendoru zwycięzcy). W takich kategoriach widzi wojnę podporucznik Pohl, pilot Luftwaffe. Ze swojego samolotu „poluje na ludzi i zabija ich z góry”. Nie kierują nim powody ideologiczne. „Jest mu wszystko jedno, kogo trafi, ważne jest tylko to, żeby trafić. To sprawia mu po prostu frajdę, a to uczucie nie potrzebuje żadnego motywu” (s. 99). Chodzi o to, aby dopaść – jak na polowaniu – możliwie największą liczbę ofiar („trofeów”). Okrucieństwo i zbrodnia wciągają, a przemoc staje się z czasem punktem odniesienia dla samej siebie.

Obszerna monografia Neitzela i Welzera odsyła do dwóch innych publikacji. Pierwszą są Sprawcy Welzera. W swej poprzedniej książce niemiecki psycholog społeczny dobitnie podkreślał istnienie osobnej moralności – „moralności zbrodni”. Najkrócej mówiąc: chodzi o to, że każdy mord dokonuje się w granicach pewnego „kodeksu etycznego”, który sprawca (sprawcy) przyjmuje za obowiązujący i legitymizujący zbrodnię. W jego ramach mord nie jest już mordem, ale obowiązkiem. Neitzel i Welzer ukazują masowe zbrodnie jako akt, który nie potrzebuje ideologicznego uzasadnienia. Nazizm w Wehrmachcie nie zakorzenił się bowiem zbyt mocno. Wiara w jego ideały nie była konieczna dla dokonywania zbiorowych egzekucji na ludności żydowskiej i słowiańskiej.

Drugą znaczącą rozprawą dla Żołnierzy są Gorliwi kaci Hitlera. Tak jak Daniel J. Goldhagen, Neitzel i Welzer widzą w sprawcach „zwyczajnych Niemców” – nie demonicznych osobników, psychopatów i fanatyków. Analogicznie też – bez złudzeń – postrzegają olbrzymie poparcie obywateli III Rzeszy dla reżimu (inaczej jednak niż Goldhagen, nie przeceniają wpływu eliminacyjnego antysemityzmu). Według nich entuzjazm dla polityki Hitlera wynikał nie tyle z terroru, zastraszenia, ale przede wszystkim z resentymentu, poczucia wielkości, urażonej dumy narodowej, przekonania o własnej wyjątkowości – a niekiedy ze zwykłego konformizmu.

„Zwyczajność zbrodni” jest kategorią, która najmocniej wiąże Neitzela i Welzera z koncepcjami Goldhagena, ile i najbardziej przeraża w ich monografii. W jednej z opowieści słyszymy o oddziale Waffen SS likwidującym Żydów i zapraszającym świadków zdarzenia do „wspólnego strzelania”. Przykład ten „pokazuje, jak oczywista była to czynność i w jak niewielkim stopniu [sprawcy] obawiali się (…), że oferta tego rodzaju spotka się ze zdziwieniem albo wręcz z odrzuceniem” (s. 214). Była to więc równie powszechna praktyka jak wycieczki gapiów przybywających na miejsce kaźni. Neitzel i Welzer podsumowują: „A to oznacza, że masowe egzekucje nie były czymś wykraczającym poza system odniesienia żołnierzy ani czymś zasadniczo sprzecznym z ich światopoglądem” (s. 214). Masowy mord w stanie wojny uznawali oni za rzecz naturalną i oczywistą. Sprzeciw wobec tego typu działań armii czy Waffen SS był znikomy.

Wiara w Führera

Neitzel i Welzer intrygująco omawiają kwestię nazywaną niekiedy „fatalnym zauroczeniem”. Podnoszony przez innych badaczy wpływ hipnotycznego wzroku Führera, który miał obezwładniać każdego, kto zetknął się z dyktatorem, nabiera w prezentowanej monografii innego znaczenia. Dyktator – tak jak nazizm – pozwalał obywatelom III Rzeszy wierzyć we własną niepowtarzalność, usprawiedliwiającą wszelką zbrodnię. Był to układ naczyń połączonych. „Dlatego wiara w Führera utrzymywała się nawet wówczas, gdy znikała nadzieja na zwycięstwo”. To jednak tylko jeden element układanki. „Tę samą zasadę dialektyczną samowzmacniającego się przekonania o własnej wartości można było zaobserwować także u Adolfa Hitlera, który zapewne wraz z kolejnymi sukcesami był coraz bardziej przekonany, że jest wybrańcem zesłanym »przez Opatrzność«, aby uczynić z Niemiec mocarstwo światowe” (s. 304–305).

Przyznanie przed samym sobą, iż zaufało się złemu Führerowi, „oznaczałoby natychmiastowe odwartościowanie samego siebie” (s. 304). Nawet wtedy gdy klęska rysowała się coraz wyraźniej na horyzoncie, większość żołnierzy i kadry dowódczej nie pozwalała powiedzieć o wodzu nic złego. Szukała winnych w jego otoczeniu. Mimo to istniała granica szaleństwa – inna w przypadku Wehrmachtu, inna w oddziałach Waffen SS. Te ostatnie były niezwykle bitne. Zapewne też dlatego tak niewielu żołnierzy Waffen SS dostało się do niewoli (oczywiście nie należy też zapominać, że w ich przypadku armia brytyjska i amerykańska stosowały taktykę „niebrania jeńców”). Neitzel i Welzer burzą jednak mit o zwycięskim SS, podkreślając, iż bardzo często w działaniach tych jednostek więcej było straceńczej nonszalancji niż sukcesów militarnych. Brawura na polu walki niejednokrotnie maskowała zaś braki w wyszkoleniu i taktycznych umiejętnościach.

Dowódcy Wehrmachtu unikali dalszego prowadzenia walki, gdy śmierć żołnierzy przeradzała się w zbiorowe samobójstwo, bez szansy na wygraną. Znamienne jednak, że Hitler i najwyższe dowództwo Wehrmachtu konsekwentnie sprzeciwiali się atakom samobójczym. W porównaniu z armią japońską zdarzały się one niezwykle rzadko. Jak to przekonująco udowodniła Ruth Benedict w pracy Chryzantema i miecz, japońscy żołnierze mieli odmienne od zachodniej cywilizacji wyobrażenia na temat wojny i honoru: „Przez cały czas trwania wojny w armii japońskiej nie było jednostek sanitarno-ratowniczych, które znosiłyby rannych z pola walki i udzielały pierwszej pomocy. (…) Nie dbano o dostawy materiałów sanitarnych i medycznych, a w nagłych wypadkach chorych po prostu zabijano”. To porównanie nie ma na celu umniejszania odwagi żołnierzy niemieckich, ale raczej – jak wspomniano – wskazanie na cywilizacyjną odmienność Wschodu i Zachodu. Odwaga, posłuszeństwo i wypełnianie rozkazów stanowiły bowiem w Wehrmachcie zespół oczywistych wartości (sytemu odniesienia), który nie podlegał dyskusji. Kult rozkazu i posłuszeństwo były mocno zakotwiczone w systemie odniesień.

Wojenni „rzemieślnicy”

Zrekapitulujmy wnioski: w zachowaniach członków Wehrmachtu kluczowe znaczenie miał wojskowy system odniesień. Uwewnętrzniony kanon żołnierskich wartości nakazywał oceniać przez ich pryzmat siebie, swoich kolegów i przełożonych. To grupa – jej oczekiwania zwerbalizowane i niezwerbalizowane, pozostające w planie symbolicznym – decydowała o postawie jednostki. O wiele mniejszy wpływ na decyzje podoficerów i oficerów miała ideologia, wiek, wykształcenie czy pozycja w wojskowej hierarchii. Wspomniane czynniki nie były bez znaczenia, ale stopień ich oddziaływania był znikomy. Różnice w tym względzie widać jedynie między Wehrmachtem a Waffen SS, gdzie ideologia, wykształcenie czy szarża mocniej modyfikowały postawy esesmanów. Fanatyzm SS zbliżał się niekiedy do fanatyzmu armii japońskiej.

W czasie wojny żołnierze przeistaczali się w „rzemieślników”, dla których hardość i brutalność wobec jeńców czy partyzantów (posunięta do mordu) oznaczała profesjonalne wykonanie przydzielonej im pracy. Zidentyfikowanie osoby (osób) jako przeciwnika (przeciwników) usprawiedliwiało użycie wobec niej (nich) przemocy we wszelkich odmianach. Przemoc (łącznie ze zbrodnią) stanowiła znaną i jedyną adekwatną reakcję w wojskowym systemie odniesień. Zabijanie jeńców racjonalizowano trudnościami z transportem, aprowizacją, potencjalnym niebezpieczeństwem z ich strony. Nasze moralne oburzenie w takich momentach jest jedynie dowodem nieznajomości istoty rzeczy. Wojna i żołnierze produkują śmierć, trupy oraz cierpienie. „Żołnierze zabijają, bo takie jest ich zadanie” (s. 477).

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata