70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Krzysztof Pomian i materialistyczna historia czasu

Zgodnie z narracją, którą proponuje Pomian, nowoczesna architektura czasu została zdeterminowana przez XIV-wieczny wynalazek mechanicznego zegara oraz dokonującą się za jego sprawą rewolucję handlową i przemysłową

 .

Wydany przez słowo / obraz terytoria 30 lat po francuskim oryginale Porządek czasu Krzysztofa Pomiana jest jedną z najciekawszych książek powstałych w ramach Warszawskiej Szkoły Historyków Idei. Autor pisze ją, będąc od kilkunastu lat poza Warszawą (w efekcie wydarzeń marcowych Pomian emigruje w 1972 r. do Paryża), książka ukazuje się po francusku i we francuskim wydawnictwie (w prestiżowej serii Gallimarda redagowanej przez Pomiana wspólnie z Pierre’em Norą), jednakże zarówno jej temat, jak i przyjęta metodologia pozostają wierne ramom teoretycznym przyjmowanym przez warszawskich historyków idei. W tym sensie książka rozwija projekt rozpoczęty jeszcze w Polsce pracami: Przeszłość jako przedmiot wiedzy (złożona do druku w 1967 r., ale w wyniku wydarzeń marcowych zablokowana, wydana w 1992 r.), poświęcona wczesnej nowożytności oraz kształtowanym wówczas w różny sposób pytaniom o czas i historię, oraz Przeszłość jako przedmiot wiary (1968) próbująca odpowiedzieć na podobne kwestie w odniesieniu do średniowiecza.

Chronozofie

Porządek czasu jest w tym kontekście pisany z dużo większym rozmachem. Pomian, nie przyjmując z góry określonych ram czasowych, porusza się od Platona przez Woltera i Kanta po Einsteina i Braudela, analizuje wynalazek mechanicznego zegara, by chwilę potem przyglądać się czasowemu porządkowi wyznaczanemu przez liturgię czy teorię względności. Taki zasób problemów, autorów i dyscyplin może rodzić w pierwszej chwili wrażenie, że mamy do czynienia z autoreferencyjnym popisem erudycji. Choć wielość tematów i dyscyplin z pewnością nie ułatwia lektury, to zaproponowana przez polskiego filozofa siatka pojęciowa nie tylko umożliwia poruszanie się po tak trudnym obszarze, ale z powodzeniem uzasadnia konieczność analizy dokonującej się jednocześnie na polach tak wielu dziedzin.

Głównym przedmiotem książki jest więc historia czasu, i to rozumiana zarówno na poziomie materialnych przemian (tego, co organizuje społeczne pojęcie czasu: czy będą to cykle przyrodnicze, porządek modlitw czy mechanicznie mierzony czas pracy), jak i na poziomie filozofii czasu, a więc jego ujęć ściśle teoretycznych (jak u Arystotelesa, Kanta czy Heideggera). Zanim jednak polski filozof przystąpi do analizy tak rozumianej (zarówno materialistycznej, jak i ideowej) historii, całą pierwszą część książki poświęca czterem rodzajom rozumienia czasu, które nazywa chronozofiami. Tym, co miałoby wyróżniać chronozofie, byłaby możliwość nie tylko rozumienia czasu jako ciągu zdarzeń, ale ujęcia jakiejś logiki zmiany, a tym samym pomyślenia możliwej przyszłości.

Przyszłość nie może być przedmiotem ani chronometrii (odpowiedzialnej za układanie czasu w cykle ciągle takich samych godzin, dni tygodnia czy miesięcy), ani chronologii (mającej za zadanie ułożenie współrzędnych historycznych umożliwiających odróżnienie wydarzeń, które zgodnie z prawami chronometrii mogą wydarzyć się tego samego dnia tygodnia i miesiąca, lecz w różnych latach), nie jest też bezpośrednim przedmiotem chronografii (której paradygmatem jest zawsze osadzona w przeszłości kronika). Przyszłość staje się wobec tego przedmiotem dopiero chronozofii, która próbując zrozumieć zmianę, ujmuje ją raz w kategorii zdarzenia, innym razem długiego trwania, raz udowadniając nieuchronność przyszłych wydarzeń, innym jedynie szkicując wyłaniające się tendencje. Wszystkie chronozofie mają jednak ambicję „uchwycenia od razu całego przebiegu takiej czy innej trajektorii, historii, stawania się lub czasu, a nie jakiegoś wycinka, choćby i długiego” (s. 9). Tak rozumiane chronozofie ujmowały wobec tego czas na cztery różne sposoby: albo jako stojący w miejscu (wpisując go w statyczne struktury), albo jako nieciągły (ujmując go z perspektyw następujących po sobie epok) czy cykliczny (oparty na powtórzeniach), albo linearny (układany w ciąg progresywnych lub regresywnych zdarzeń). Oczywiście wymienione tutaj typy z jednej strony ulegały hybrydyzacji, łącząc się w różnych konfiguracjach, z drugiej – generowały także spory wewnętrzne (jak np. o to, czy linearnie rozwijająca się historia zmierza ku lepszemu, czy zwiastuje nadchodzącą katastrofę). Sam autor Porządku czasu sytuuje się poza tymi dyskusjami, w znacznej mierze ograniczając się do ich zrekonstruowania, choć wiadomo skądinąd, że najistotniejszym metodologicznym punktem odniesienia dla polskiego historyka był zawsze strukturalizm.

Architektura czasu

Wpływ ten widać wyraźnie nie tylko w innych historycznych książkach Pomiana, ale przede wszystkim w porywającej drugiej części Porządku czasu, której głównym przedmiotem jest rekonstruowana ze strukturalistycznym zacięciem materialistyczna historia czasu. (Rozdział ten mimo kilku dekad od wydania książki wcale nie stracił na aktualności, stanowiąc punkt wyjścia większości współczesnych analiz dotyczących historii czasu). Nie bez powodu technicznym terminem organizującym organizację z całej tej części będzie „architektura czasowa”, mająca z jednej strony zdać sprawę z nakładanych na siebie warstw różnych czasów (indywidualnych, zbiorowych, fizycznych itd.), z drugiej – z uwikłania czasu w zmiany społeczne, ekonomiczne czy technologiczne. Zgodnie z tą perspektywą, wydarzeniem mającym organizować nowoczesny porządek czasu był wynalazek zegara mechanicznego i dokonująca się wraz z nim rewolucja przemysłowa. Choć autor Zbieraczy i osobliwości zaczyna od zrekonstruowania przednowoczesnych wizji architektury czasowej Platona, Arystotelesa, Augustyna czy Tomasza, to bardzo szybko okazuje się, że głównym przedmiotem zainteresowania będzie specyficzna nowoczesna architektura, w której pojawia się – i to od razu z hegemonicznym roszczeniem – ilościowy czas (zegarów) mający od tego momentu wchodzić w skomplikowane relacje z jakościowym czasem historii, psychologii czy polityki.

Zgodnie z narracją, którą proponuje Pomian, nowoczesna architektura czasu została zdeterminowana przez XIV-wieczny wynalazek mechanicznego zegara i dokonującą się za jego sprawą rewolucję handlową i przemysłową. W ramach tego strukturalistycznego schematu zegar nie mógł odgrywać roli abstrakcyjnego odkrycia technicznego, ale był połączony w sieci instytucji, relacji, a także walk, które ukształtowały jego sposób funkcjonowania i wpływ, jaki wywarł na nowoczesne rozumienie czasu. Wyłonienie się w późnym średniowieczu czasu opartego na jego mechanicznym pomiarze było więc pierwotnie związane z kwestią pieniądza i kredytu. To dopiero pieniądz – którego rola od XII w. gwałtownie wzrasta – przyczynił się do „osłabienia świata bezpośredniości, spotkań twarzą w twarz, a przez to do zmiany postaw względem czasu. Jest on bowiem jedynym czynnikiem zdolnym zmieniać jakościowe w ilościowe, opatrując każdy przedmiot i każde trwanie liczbą mającą wyrażać ich wartość, czyli cenę” (s. 250). Jak wiemy, zgodnie z obowiązującą w średniowieczu doktryną zakazane było – konieczne do rozwoju handlu – pożyczanie pieniędzy na procent. Ograniczenie to było konsekwencją tezy, zgodnie z którą czas w całości należał do Boga, dlatego nikt z wyjątkiem instytucji reprezentującej Boga na ziemi (czyli Kościoła) nie miał prawa do udzielania kredytów, czyli handlowania czasem1. Koniec średniowiecza był zatem także końcem kościelnego monopolu w kwestii posiadania czasu. Charakterystyczne, że pojawiające się od XIV w. miejskie zegary (wyznaczające już nie czas liturgii, ale czas handlu) najczęściej instalowane były na wieżach kościelnych stanowiących widoczny znak odchodzącej epoki2. Dokładny pomiar czasu był więc podstawą efektywnie prowadzonego handlu, za sprawą postępującej mechanizacji pomiaru czas stał się wartością podobną do pieniądza, którą można kupować, sprzedawać, i przede wszystkim: którą należy oszczędzać (poprzez coraz szybszy obieg informacji czy dostawę towarów).

Wówczas także czas staje się polem wyzysku i bezpośredniej walki klasowej o czas pracy. Pomian doskonale zdaje sprawę z tego, że ten nowy protokapitalistyczny porządek był jak najdalszy od liberalnej fantazji o kapitalizmie wyłaniającym się ze spontanicznych relacji wolnorynkowych, ale był naznaczony przemocą, mającą „za pomocą drakońskich regulaminów, zwolnień z pracy, kar finansowych i premii, gróźb i moralnych pouczeń, wpoić wieśniakom i niezależnym rzemieślnikom, przekształcanym w robotników, nową postawę wobec czasu. Uczono ich przychodzenia do fabryki o dokładnej godzinie wskazywanej przez zegar oraz nieprzerywania i niekończenia pracy, zanim zostanie ogłoszona przerwa lub koniec dnia pracy” (s. 258). Pamiętając, że rewersem tego nowego reżimu czasowego było wywłaszczanie z ziemi i pośrednie lub bezpośrednie (policyjne) zmuszanie do pracy w fabryce, trudno myśleć o tej nowej architektonice czasowej poza kontekstem walk społecznych, z jakich się ona wyłoniła.

„Wedle wskazówek zdrowego sensu”

Rozprzestrzenianie się tak rozumianego czasu ilościowego dokonało się więc we wszystkich dziedzinach życia, także tych związanych z uprawianiem nauki czy filozofii. Jak pokazuje Pomian, w nowożytności nie było istotnej teorii czasu, która nie odnosiłaby się do tej zasadniczej zmiany. Choć trudno się z tym nie zgodzić, to narracja, zgodnie z którą aż do końca XIX w. i pojawienia się teorii Husserla, Bergsona czy Heideggera nie istniała krytyka architektury czasowej zdominowanej przez łatwo policzalny czas zegarów mechanicznych, wydaje się sporym uproszczeniem.

Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że ślepą plamką tej wyrafinowanej konstrukcji teoretycznej jest walka, która nie odbywa się w ramach pewnego już ustanowionego reżimu czasowego (np. o skrócenie lub wydłużenie dnia roboczego), ale opiera się na jego całościowej kontestacji. Jeśli przyjrzeć się temu, jak wygląda sytuacja w – uznanym przez Pomiana za najważniejszy w dziejach czasu – wieku XIV, to zobaczymy nie tylko zachwyconego nowym technologicznym gadżetem Karola V, ale także ruchy społeczne, których opór był wymierzony we wszelkie zewnętrzne instancje koordynujące. Obiektem ataków tych ruchów skupionych wokół radykalnych franciszkanów, herezji antynomistycznych, niektórych ruchów millenarystycznych był więc w takiej samej mierze czas liturgii (dla którego laboratorium stanowił średniowieczny klasztor), jak i czas zegarów mechanicznych. Jeden z refleksów tej krytyki zostaje znakomicie uchwycony przez Rabelais’ego w jego opisach nowego antynomistycznego klasztoru zakładanego przez Gargantuę, w którym odwrotnie niż „w zwykłych zakonach [gdzie] wszystko jest wymierzone, wyliczone i uregulowane wedle godzin, uchwalono, iż tam nie będzie zegara ani żadnej klepsydry, jeno wszystkiego dopełniać się będzie wedle potrzeby a sposobności. (…) Bowi em (…) n i e masz pod s ł o ńcem wi ększe j s t raty cz asu niż l i czyć godziny. Cóż stąd dobrego się zyskuje? Toć czyste szaleństwo jest kierować się wedle bicia dzwonów, a nie wedle wskazówek zdrowego sensu i pojęcia” 3.

Jeśli potraktować ten fragment poważnie, tzn. pomyśleć o nim jako o momencie pewnej nowożytnej architektury czasowej, której filozoficznymi sojusznikami będą takie postaci europejskiej filozofii jak Machiavelli, Spinoza czy Marks, to każe on zaproponowaną przez Pomiana konstrukcję przemyśleć na nowo. Wówczas ustanawiane odgórnie instancje koordynujące nie mogą stanowić elementów abstrakcyjnego rozwoju, ale powinny być postrzegane jako momenty walki, w której wprowadzenie nowego porządku czasowego odbywa się zawsze jako reakcja na przestrzenie autonomicznego życia organizowanego nie wedle zegarów i dzwonów, „ale wskazówek zdrowego sensu i pojęcia”. Choć momentem krytyki tych instytucji może być tak strzelanie do zegarów, jak i palenie klasztorów, to wydaje się, że jej stawką nie jest całkowite odrzucenie zegara ani nawet życia religijnego, ale podporządkowanie ich funkcjom demokratycznego życia społecznego.

Z tej perspektywy opisywane pod koniec książki Pomiana akty krytyki nowoczesnej architektury czasowej (Bergsona, Husserla i Heideggera), niejednokrotnie wyrażające podobne intuicje co ta opisana przez Rabelais’ego, są jedynie odpryskami starcia, z którego narodziła się nowoczesność z jej głównym wynalazkiem, jakim szybko miał się okazać mechaniczny zegar.

.

1 J. Le Goff, Sakiewka i życie – gospodarka i religia w średniowieczu, tłum. H. Zaremska, Warszawa 1995.

2 Tenże, Czas Kościoła i czas kupca, tłum. A. Frybes, w: Czas w kulturze, red. A. Zajączkowski, Warszawa 1988, s. 344.

3 F. Rabelais, Gargantua i Pantagruel, tłum. T. Boy-Żeleński, Warszawa 1988, t. 1, s. 114 (podkr. własne).

.

Michał Pospiszyl – filozof, kulturoznawca, zajmuje się marksizmem oraz podziemnymi nurtami późnego średniowiecza i wczesnej nowożytności. Aktualnie pisze książkę o materializmie historycznym Waltera Benjamina

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter