70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

„Święta wojna”

Syjonizm potrzebował bohaterów grających z gwiazdą Dawida na piersi. Innym środowiskom sportowe sukcesy nie były aż tak potrzebne. Mecze Makkabi, którym towarzyszyły narodowe symbole i spójna ideologia dla Żydów, stanowiły istotne narzędzie celebrowania narodowej tożsamości.

W pierwszej połowie XX w. Żydzi pokochali piłkę nożną, która w całej Europie stawała się wówczas najchętniej uprawianą i oglądaną dyscypliną sportu. Była znakiem nowych czasów: odpowiedzią na procesy urbanizacji i industrializacji oraz wyznacznikiem wspólnotowych tożsamości klasowych, terytorialnych lub narodowych.

Na ziemiach polskich życie sportowe rozwijało się najdynamiczniej na terenie zaboru austriackiego, którego mieszkańcy cieszyli się zdecydowanie większymi swobodami niż obywatele zaborów pruskiego i rosyjskiego. Nieprzypadkowo zatem to właśnie w Galicji powstały pierwsze zorganizowane kluby piłkarskie, włącznie z najstarszymi, istniejącymi do dziś – Wisłą i Cracovią1. Z liberalnych uprawnień mogli korzystać także przedstawiciele mniejszości, w tym przede wszystkim Żydzi, którzy licznie zamieszkiwali przedwojenny Kraków.

Czym była dla nich piłka nożna? Na to pytanie odpowiedzieć można na wiele sposobów – językiem wielkich idei i społecznych przemian, można też inaczej: z perspektywy ludzi i ich pasji. Jedną z nich jest opowieść o Romanie Wohlfeilerze – znanym piłkarzu Makkabi i pierwszym żydowskim zawodniku w historii krakowskiej Wisły.

„Muskularny Judaizm”

Wielu Żydów wierzyło, że sukcesy na polu sportowym pomogą zwalczyć w Polsce antysemityzm. Przekonanie to stało się popularne zwłaszcza w kręgach rodzącego się na przełomie XIX i XX w. syjonizmu – ruchu społeczno- -politycznego, który dążył do odtworzenia żydowskiego państwa na terenie starożytnego Izraela. W sierpniu 1898 r., w czasie II Kongresu Syjonistycznego w Bazylei, Max Nordau – jeden z twórców ideologii – przedstawił koncepcję „muskularnego judaizmu”. Sport miał zahartować ciała i umysły Żydów, wzmocnić narodową dumę, a zwycięstwa zapewnić szacunek gojów. „Muskularny judaizm” miał być drogą do stworzenia silnego narodu, zdolnego do udźwignięcia ciężaru budowy wymarzonego państwa w przyszłości2.

W tym czasie mieszkańcy różnych europejskich krajów wstępowali do pierwszych sportowych organizacji. Niektóre z klubów miały charakter elitarny, inne były otwarte dla przedstawicieli mniejszości. Do tych drugich chętnie przystępowali Żydzi. Nie zawsze jednak witani z sympatią, zaczęli zakładać własne sportowe kluby i stowarzyszenia3.

Wbrew stereotypom, Żydzi okazali się równie utalentowanymi sportowcami co przedstawiciele innych narodów, a ich wkład w rozwój polskiego sportu jest bezsprzeczny. Znamienny przykład stanowią dzieje reprezentacji Polski w piłce nożnej. Autorem pierwszej bramki dla biało-czerwonych był Józef Klotz – obrońca krakowskiej Jutrzenki. Żydem był też pierwszy pechowy strzelec samobójczego gola – architekt z zawodu – Ludwik Gintel, przez większość kariery reprezentujący barwy Cracovii4. Jedną z większych gwiazd drużyny narodowej w międzywojniu był z kolei Leon Sperling. Pisano o nim: „maleńki lewoskrzydłowy Sperling, wołany »Muniu«, umiejący tak sprytnie wymanewrować dryblingiem przeciwników, że cała widownia rechotała ze śmiechu”5. Pierwszym trenerem naszej reprezentacji narodowej był także Żyd – Józef Lustgarten – wieloletni piłkarz i działacz Cracovii, pomysłodawca nazwy klubu i szanowany piłkarski sędzia.

Piłka nożna stała się najważniejszym sportem dla propagatorów koncepcji „muskularnego judaizmu”. Jako aktywność nieelitarna, tania i łatwo dostępna doskonale spełniała główną ideę Maxa Nordau, czyli zainteresowania jak największej liczby młodych ludzi (także tych ze środowisk robotniczych i konserwatywnych) aktywnością fizyczną. Dawała także możliwość zbicia kapitału politycznego różnym środowiskom i wzmocnienia więzi wewnątrz określonych grup. Było to nie bez znaczenia w kontekście silnego upartyjnienia rzeczywistości społeczno- politycznej międzywojennego Krakowa.

„Victoria”

Zanim jednak młodzi ludzie trafili do profesjonalnych klubów sportowych, nie potrzebowali organizacyjnego wsparcia, bramek ani nawet prawdziwej piłki. Kopali bowiem „szmaciankę”. Do rozegrania meczu wystarczało ciasne podwórko. Na jednym z nich na krakowskim Kazimierzu przygodę z piłką zaczął Roman Wohlfeiler.

„Urodziłam się w rodzinie żydowskiej – tradycyjnej i zarazem postępowej”6 – tak w książce Aleksandra Skotnickiego opowieść o swojej rodzinie zaczyna Eugenia Manor, siostra Romana Wohlfeilera, dziś 88-letnia mieszkanka Beer Szewy. Jej brat przyszedł na świat w 1918 r. Do wybuchu wojny Wohlfeilerowie byli poważaną i dobrze sytuowaną rodziną. Chaja Helena i Kalaman Wohlfeiler przez cały okres dwudziestolecia między-wojennego prowadzili sklep owocowo-warzywny, który znajdował się przy ul. Starowiślnej 18. Mieszkanie Wohlfeilerów mieściło się zaś w centrum miasta – na Zyblikiewicza 15. Ojciec rodzeństwa trudnił się także malowaniem szyldów pismem gotyckim. Społeczność żydowska znała go jako kantora i dyrygenta w Synagodze Wysokiej.

Dla Romana od dziecka najważniejsza była jednak piłka. Na Kazimierzu przy ul. Sebastiana 32 mieszkał jego bezdzietny wujek. Romek odwiedzał go niemal codziennie – wspomina Józef Bosak, obecnie 94-letni mieszkaniec Tel Awiwu, członek znanej przed wojną rodziny żydowskiej, z której okupację przeżyło zaledwie kilka osób. Bosak doskonale pamięta podwórko. Od strony Starowiślnej było zarośnięte trawą, z każdej strony otaczał je niewysoki murek, a na nim widniał napis „Victoria” – nazwa klubu. „W klubie było ośmiu, może dziesięciu chłopców, głównie z Sebastiana i Berka Joselewicza, ale też ze Starowiślnej. Głównie żydowscy chłopcy, ale grało z nami też dwóch może trzech Polaków”. Poza piłką – która była kłopotliwa dla mieszkających na parterze lokatorów kamienicy – bawili się też w Indian. „Na murku siedział »chief«, każdy miał swój przydomek np. »Bawole Czoło«, »Chytry Lis«, »Dzika Pantera«, robiliśmy wszystko, co wyczytaliśmy u Karola Maya”7 – wspomina.

Wejście na stadion było stosunkowo dużym wydatkiem, dlatego trzeba było szukać sposobów na ominięcie kas biletowych. Józef Bosak opowiada: „Chodziliśmy też na mecze. Najpierw na Olszę. Żeby coś zobaczyć, siedzieliśmy na wałach. Nie było żadnego problemu, by mecz obejrzeć za darmo. Co do Makkabi, to był taki drewniany parkan. Wydłubywaliśmy »kozikiem« dziurę na mniej więcej 2 cm i tak się oglądało. Na Wisłę chodziliśmy latem. Dookoła stadionu rosły drzewa, na które się wspinaliśmy. Byliśmy wtedy pędrakami, więc nieraz się zdarzało, że przyszedł ktoś silniejszy i nas z tych dobrych miejsc zrzucał. A na Cracovii nie dało się nic wykombinować, więc kiedy przechodził ktoś dorosły, to się prosiło: »Panie, weź mnie«. To byli często murarze, którzy przychodzili na stadion po niedzielnej modlitwie. Oni do bileciarza mrugali i mówili z uśmiechem »To mój syn«. Jak tylko przeszliśmy przez bramę, to prędko biegliśmy zająć miejsce na górze stadionu”.

Zanim spełniły się marzenia o wielkiej karierze, Romek wraz z kolegami rozgrywali mecze pod szyldem „Victorii”. Grali z drużynami z innych ulic. Swój skład miała Brzozowa, Berka Joselewicza i Miodowa. Mecze rozgrywano „na tzw. czarnym polu, po drugiej stronie Starowiślnej, za wałami kolejowymi, pomiędzy murem cmentarnym a parkanem Olszy” – opowiada Bosak. Bramki robiono z dwóch kamieni lub szkolnych tornistrów, które należały do „zalabistów”. „Labas to była szkoła i ci, którzy zamiast iść do szkoły, szli z teczkami grać w piłkę, to byli zalabiści. Miałem jednego kolegę, któremu ukradli raz teczkę z bramki, nie wiem, co on powiedział w domu” – śmieje się.

„Zalabistą” był Roman Wohlfeiler. Jego ojciec nieraz chodził do szkoły tłumaczyć zaległości syna w nauce. „W głowie miał tylko sport. Często uciekał ze szkoły na boisko Makkabi lub pograć w ping-ponga do klubu Hakoah, na róg Sebastiana i Miodowej” – opowiada Eugenia Manor. Dodaje, że Roman nieraz usłyszał w domu, że sport to nie przyszłość, że najważniejsze jest wykształcenie. Kalaman Wohlfeiler chciał przekonać syna do muzyki i kazał mu grać na skrzypcach. „Poddał się, gdy ten pięć razy z rzędu złamał smyczek”8 – ze śmiechem przytacza rodzinną anegdotę córka Romana Mira Sagi.

Podobne dylematy były z pewnością udziałem wielu żydowskich rodzin. W kręgach ortodoksyjnych wykształcono bowiem specyficzny model kulturowy mężczyzny. Żyd swój wolny czas miał spędzać na studiowaniu Tory i Talmudu. Za bezbożne uchodziło wszystko, co mogło go od tego oderwać. Rodzina Wohlfeilerów nie przynależała do społeczności ortodoksyjnej, pielęgnowała jednak żydowską tradycję. Pamięta to Yehuda Maimon, dziś 90-letni mieszkaniec Tel Awiwu, który jako dziecko chodził do tej samej synagogi co Wohlfeilerowie. Ich rodziny były blisko zaprzyjaźnione. „Poza rodziną całe życie kręciło się wokół synagogi. W sobotę modliliśmy się rano i wieczorem. W przerwach był jakiś mały posiłek, wódeczka, po prostu towarzyskie spotkanie w gronie przyjaciół. Romek był bardzo daleki od pobożności, chodził dla ojca. Do pewnego momentu regularnie, potem zaczął się bojkot, mecze grano przecież głównie w soboty”9.

Futbol a polityka

W dwudziestoleciu międzywojennym społeczność żydowską Krakowa charakteryzowało niezwykłe zróżnicowanie. Pełne podziałów było zwłaszcza życie polityczne. „Walki toczyły się między fanatycznymi w swej zawziętości klerykalnymi chasydami (dziś powiedzielibyśmy: fundamentalistami), syjonistami, asymilantami, komunistami, socjalistami, socjalistycznymi syjonistami i syjonistycznymi socjalistami, a nawet syjonistycznymi komunistami, liczba kombinacji była niezmierna” – wspomina Henryk Vogler w książce Wyznanie mojżeszowe. Wspomnienia z utraconego czasu (s. 15). Owa różnorodność odbijała się także w świecie futbolu, czyniąc z niego trafną metaforę antagonizmów dzielących żydowską mniejszość. Przed wojną w rozgrywkach Polskiego Związku Piłki Nożnej zagrało w sumie ok. 20 żydowskich drużyn z Krakowa10. Żydowskie kluby związane były z różnymi środowiskami, stało za nimi różne społeczno-ekonomiczne zaplecze. Większość z nich znajdowała się w trudnym położeniu. Niektóre nie posiadały nawet własnego boiska, rozgrywając mecze na obiekcie Olszy.

„No to chodźmy, panowie, na tę świętą wojnę” – rzucił raz, przed derbowym meczem z Wisłą, obrońca Cracovii Ludwik Gintel. Od lat 20. ubiegłego stulecia określenie to funkcjonuje do dziś. Mało kto pamięta, że historia „świętej wojny” jest dłuższa, a jej pierwotny kontekst zupełnie inny od współczesnego. Dotyczył on rywalizacji dwóch drużyn żydowskich – Jutrzenki i Makkabi11. „Rety Kasza olaboga, / gdzie tu ręka gdzie tu noga, / gdy Jutrzenka gra z Makkabi, / Żydek Żydka srogo dłabi”12 – rymowano ponoć, gdy zespoły stawały naprzeciw siebie. Oba kluby prezentowały wysoki i wyrównany poziom, grały w Klasie A – najwyższej lidze okręgowej. Nie to było jednak główną przyczyną animozji. Te miały zdecydowanie bardziej społeczno- -polityczny niż sportowy charakter.

Założone w 1909 r. Makkabi było instytucją syjonistyczną. Zawodnicy klubu ubierali się w biało-niebieskie barwy narodowe, ich herb dumnie ozdabiała gwiazda Dawida. Nazwa nawiązywała natomiast do wodzów bohaterskich powstańców, którzy walczyli przeciwko starożytnym Grekom i Rzymianom. Boisko stanowiło jedno z ważniejszych ośrodków żydowskiego życia. „W święta państwowe i żydowskie święto Lag Be’Omer (w 18. dniu miesiąca Iyar) orkiestra hebrajskiego gimnazjum (…), poprzedzona biało-niebieskim sztandarem, szła pochodem na boisko, gdzie odbywały się popisy gimnastyczne i zawody sportowe uczniów i uczennic” – opisuje w książce Co o mnie i o Tobie Polsko… Rafael F. Sharf (s. 240).

Z kolei w gronie założycieli Jutrzenki (powstała rok po Makkabi) znalazła się głównie młodzież pochodzenia robotniczego i zwolennicy asymilacji. W późniejszych latach w klubie doszło do głosu stronnictwo polityczne Bund – żydowska socjalistyczna, antysyjonistyczna partia polityczna, istniejąca w latach 1897‒1948 na terenie różnych państw europejskich. Boisko Jutrzenki znajdowało się tuż przy Błoniach Krakowskich (w okolicach dzisiejszego stadionu Wisły). Efektowny jak na tamte czasy obiekt mógł pomieścić 4 tys. widzów. Stadion Makkabi znajdował się natomiast przy brzegu Wisły, na granicy dzielnicy żydowskiej przy ul. Koletek i Dietla (dzisiejszy Klub Sportowy Nadwiślan). Klub był dobrze prosperującą organizacją. Przedstawiciele najbogatszej warstwy żydowskiej społeczności – lekarze, prawnicy, przedsiębiorcy – hojnie zasilali jego kasę.

Podziały były na tyle znaczące, że Makkabi i Jutrzenka nie miały oporów, by w walce przeciwko sobie zawierać sojusze z polskimi drużynami. Jutrzenka sympatyzowała z Cracovią. Przed wojną Cracovia, jako klub demokratyczny, nie stawiała nowym członkom barier natury narodowościowej, religijnej ani klasowej. Z tego powodu cieszyła się popularnością głównie w środowiskach lewicowych i wśród przedstawicieli mniejszości. „Zrozumiałe, że wśród dzieciarni i młodzieży żydowskiej, a także – jeżeli chodzi o starszych – mniej lub bardziej lewicujących, Cracovia cieszyła się specjalną sympatią jako klub, który przyjmował w swoje szeregi każdego chętnego, bez żadnych ograniczeń wyznaniowych czy narodowościowych”13 – opisywał Henryk Vogler. Inaczej było w Wiśle, do której w latach międzywojennych przynależeć mogli tylko Polacy. To właśnie z tamtych czasów pochodzi opinia – do dziś wykrzykiwana na stadionie Wisły i „zdobiąca” mury osiedlowych bloków – że Cracovia to klub żydowski.

W dwudziestoleciu międzywojennym stosunki pomiędzy klubami charakteryzowała większa złożoność. Nie do końca można mówić o prostym podziale na wspierającą Żydów Cracovię i wrogo nastawioną Wisłę. Gdy na jednym z walnych zebrań Krakowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej (KOZPN) Jutrzenka została zaatakowana wnioskiem o usunięcie ze związku, pomogły jej właśnie „Pasy”. Antagonistą Jutrzenki był klub Makkabi, który intensywnie wspierała Wisła – stosująca wobec Żydów zasadę numerus nullus14. „Biała Gwiazda” pomagała temu klubowi także w inny sposób – w latach 30. wydzierżawiła mu plac pod budowę kortów tenisowych. Drużyny o profilu narodowym w pewnym sensie się wspierały, sprzymierzając się przeciwko klubom o bardziej lewicowym nastawieniu. Z perspektywy piłki nożnej można było więc zobaczyć, że nierzadko większe antagonizmy istniały wewnątrz grup narodowościowych niż pomiędzy nimi.

Roman Wohlfeiler bardzo chciał zagrać w barwach Wisły. „Był taki piłkarz, lewoskrzydłowy, nazywał się Wohlfeiler. Zawsze nam powtarzał, że jego największym marzeniem jest chociaż raz zagrać w barwach Wisły” – wspominał na łamach magazynu „Piłka Nożna” w 1990 r., Władysław Giergiel – wielka gwiazda Wisły15. Z powodu polityki klubu perspektywa zamiany symbolu gwiazdy Dawida na białą gwiazdę wydawała się wówczas niemożliwa.

Potęga Makkabi

Od lat 30. Makkabi było jedyną znaczącą drużyną żydowską. Syn założyciela klubu dr Szlomo Leser16 uważa, że miało to związek z pozycją zwolenników żydowskiej asymilacji – silni w latach 20., w następnej dekadzie zaczęli tracić na znaczeniu. Proces ten znalazł odzwierciedlenie na boisku. „Polacy nie chcieli Żydów i w tej sytuacji musiała przeważyć kwestia narodowa. Jutrzenka stawała się coraz bardziej żydowska. Co się stało z tym lewicowym podejściem? Kto zastąpił asymilatorów? Syjoniści nie mogli, więc wkroczył Bund. Bund wykończył Jutrzenkę, nie był bowiem zainteresowany sportem, tylko propagowaniem idei przy pomocy sportu”17 – uważa Leser. Zupełnie inaczej ułożyły się losy Makkabi. Klub rósł w siłę przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego, propagując wśród krakowskich Żydów koncepcję „muskularnego judaizmu”. Według Lesera w szczytowym okresie swojej działalności organizacja zrzeszała ok. 2 tys. członków trenujących 18 różnych dyscyplin sportu.

Nie przez przypadek Yehuda Maimon wspomina Romana Wohlfeilera jako „bohatera synagogi”. Podobnych słów używa Nachum Manor – szwagier piłkarza urodzony w 1923 r., członek inteligenckiej rodziny krakowskiej, z której okupację przeżył tylko on – „Bardzo ważne były zwycięstwa Makkabi i dlatego Romek był tak wielkim idolem. On tam jest dzisiaj między bogami na Olimpie. Sportowcy walczyli o godność swojego narodu”18. Oglądanie meczów było ważnym elementem społecznej rzeczywistości, cotygodniowym towarzyskim zwyczajem.

Z okazji 30-lecia klubu założyciel Makkabi Henryk Leser pisał na łamach „Nowego Dziennika”: „Makkabi to nie tylko regeneracja fizyczna żydostwa, to również aktywna postawa psychiczna i moralna wobec wszelkich problemów życia żydowskiego, to akumulator pozytywnej i konstruktywnej energii mas żydowskich tak w stosunku do państwa polskiego jak i narodu żydowskiego. Tę energię i postawę, która łamie pesymizm i rezygnację bolesnej teraźniejszości, a wskrzesza optymizm i nadzieję lepszego świetlanego jutra, należy gromadzić i budzić. Makkabi to walka z pasywizmem i szkoła aktywizmu żydowskiego, to kadra naszej samopomocy, to planowa podbudowa nowej rzeczywistości żydowskiej”19. Syjonizm potrzebował bohaterów grających z gwiazdą Dawida na piersi. Innym środowiskom sportowe sukcesy nie były aż tak potrzebne. Mecze Makkabi, którym towarzyszyły narodowe symbole i spójna ideologia dla Żydów, stanowiły istotne narzędzie celebrowania narodowej tożsamości. Tę ostatnią mniejszość podtrzymywała pomimo braku struktur państwowych. W tym kontekście używa się terminu „wspólnoty wyobrażonej”20. Łatwo bowiem wyobrazić sobie naród i się z nim identyfikować, gdy ogląda się sportowców walczących na boisku. Ponadto mecze zapewniają emocje i możliwość zademonstrowania przewagi nad uprzywilejowaną, a nierzadko także wrogo nastawioną większością. Sukces jedenastki z murawy staje się zwycięstwem całej zbiorowości.

Gdy Roman Wohlfeiler stał się znanym w Krakowie piłkarzem, ojca rozpierała duma. Eugenia Manor wspomina, jak Kalaman Wohlfeiler rzucał synowi w przerwie meczu czekoladki i mandarynki. Kolekcjonował wycinki z gazet. Być może ostatnie dotyczyły meczu z 10 lipca 1939 r., kiedy Makkabi wygrała wyjazdowy mecz w Chełmku – ostatni w sezonie (i prawdopodobnie w historii klubu), decydujący o utrzymaniu się w lidze. Radość ze zwycięstwa przyćmił pomeczowy epizod, z perspektywy późniejszych wydarzeń jakże znamienny. „Nowy Dziennik” relacjonował: „Niestety po meczu gdy drużyna Makkabi wyszła poza boisko, została napadnięta i dotkliwie pobita przez część publiczności. Kilku graczy Makkabi doznało dotkliwych kontuzji, tak że po przybyciu do Krakowa musiano ich skierować pod opiekę lekarską”21. W tej samej relacji można przeczytać, że po dłuższej przerwie do składu Makkabi powrócił grający na pozycji obrońcy Sonnenschein. Postać, która okaże się kluczowa w dalszych losach Wohlfeilera.

Piłka ocala

Wojna przerwała oficjalne rozgrywki piłkarskie. Trwały za wschodnią granicą, we Lwowie lub w Wilnie. Nieformalne mecze o mistrzostwo miasta organizowano m.in. w Krakowie, ale już bez udziału Żydów. Wojna zdziesiątkowała żydowską sportową społeczność międzywojnia. Przeżyć udało się nielicznym – Ludwikowi Gintelowi – autorowi słynnego określenia „święta wojna”. Ocalał też Roman Wohlfeiler.

Wraz z nadejściem wojny Roman Wohlfeiler skończył 21 lat. Razem z kolegami z boiska zdecydował się wówczas na wyjazd do Lwowa, gdzie miał nadzieję doczekać końca dramatycznych wydarzeń. Tam grał w piłkę w jednym z miejscowych klubów. Do rodziny wrócił, gdy wybuchła wojna niemiecko-radziecka.

„Z tą jego piłką były same kłopoty, ale być może uratowała nam wszystkim życie” – stwierdziła Eugenia Manor w wywiadzie dla Muzeum Historycznego Miasta Krakowa w 2012 r. Gdy Roman wrócił do Krakowa, cała rodzina była już w getcie. On bez papierów i pracy nie miał na teren getta wstępu, w praktyce oznaczało to oczywiście wyrok śmierci. Wtedy na drodze Eugenii i Chai Wohlfeiler pojawił się przyjaciel Romana z boiska – Sonnenschein, który sprawował w getcie funkcję żydowskiego policjanta. Przypadkowe spotkanie zaowocowało obietnicą pomocy. „Stał się cud, Sonnenschein znalazł Romkowi pracę u Oskara Schindlera w fabryce naczyń emaliowych. Romek stał się jednym z pierwszych, którzy codziennie wychodzili z getta na ul. Lipową”. Roman namówił Schindlera, by dał pracę w „Emalii” także jego bliskim. „Schindler przyrzekł Romkowi, że nas wszystkich sprowadzi, od pierwszej chwili bardzo go lubił, bo sam był sportowcem, jego manią były auta wyścigowe” – wspomina Eugenia Manor.

„Kiedykolwiek Oskar Schindler przechodził koło naszej grupy, zawsze pytał nas o wyżywienie, stan zdrowia, ciepłe ubrania itd. Jednego niedzielnego popołudnia dał nam nawet piłkę nożną i pozwolił rozegrać mecz” – opowiadał w książce Aleksandra Skotnickiego Oskar Schindler w oczach uratowanych przez siebie krakowskich Żydów Henry Wiener. Co to „niedzielne popołudnie” znaczyło dla Romana Wohlfeilera – chłopaka, który od małego biegał za piłką na podwórkach i klepiskach? Który był gwiazdą wielkiego klubu, a wojna przerwała mu – w najlepszym wieku – możliwość kontynuowania kariery? Eugenia Manor twierdzi, że mecz musiał odbyć się pomiędzy barakami, na placu raportowym. Osobiście go nie widziała. Pamięta, że brat żył piłką nawet w najcięższych chwilach. Pozwalało mu to przetrwać, dzięki niej czuł się wolnym człowiekiem.

Po wojnie Roman Wohlfeiler wrócił do piłki, jednak nie kontynuował kariery na najwyższym poziomie. Zdołał spełnić jednak swoje chłopięce marzenie i zagrał w krakowskiej Wiśle. Z białą gwiazdą na piersi występował do 1951 r. (głównie w drużynie rezerw). Został pierwszym żydowskim zawodnikiem w historii klubu. Kilkadziesiąt lat później dołączyli do niego kolejni – Maor Melikson i Dawid Biton.

„Jeśli jest sport, to jest życie”

W 1951 r. Roman Wohlfeiler wyjechał do Izraela. Od roku mieszkała tam już jego siostra i matka. Ojciec nie przeżył wojny. Roman prosto ze statku płynącego z Europy trafił na stadion Hapoelu Hajfa. „Nie znał języka. Był singlem. Umiał za to grać w piłkę” – wspomina jego córka Mira. Dzięki piłce szybko odnalazł się w nowym kraju i mógł utrzymać rodzinę. Po pewnym czasie przeniósł się z Hapoelu Hajfa do Makkabi. Najstarszy klub tej organizacji powstał w 1906 r. na terenie dzisiejszego Tel Awiwu (miasto założono w 1909 r.). Żydowscy osadnicy w Palestynie czynnie realizowali idee syjonizmu, m.in. koncepcję „muskularnego judaizmu”. Socjaliści, zjednoczeni pod szyldem Histadrut – Powszechnej Federacji Robotników w Ziemi Izraela – powołali związek Hapoel. Sportowe kluby o tej samej nazwie zrzeszały robotników. Początkowo apolityczne Makkabi zbliżyło się z czasem do obozu „obywatelskiego” – politycznego przedstawicielstwa mieszczaństwa. Wywodząca się z tego ostatniego środowiska politycznego młodzieżowa organizacja rewizjonistów Włodzimierza Żabotyńskiego, będąca skrajnie prawicowym odłamem syjonizmu, powołała związek sportowy Beitar22. Zacięta rywalizacja między kojarzonym z prawicą Makkabi, lewicowym Hapoel i między Beitar trwa w Izraelu do dziś. Najwięcej kontrowersji budzi obecnie Beitar Jerozolima – nacjonalistyczny i znany z antyislamskich ekscesów swoich fanów.

Jutrzenka i Makkabi należałyby dziś do najstarszych klubów piłkarskich w Polsce. Współcześnie zestawienie słów „Żydzi” i „piłka nożna” kojarzy się krakowianom głównie ze słynną „świętą wojną”, która w przewrotny i karykaturalny sposób przypomina o obecności Żydów w piłkarskiej przeszłości miasta. W Krakowie podejmuje się inicjatywy, które nawiązują do historii przedwojennego miasta. W ubiegłym roku powstał Żydowski Klub Sportowy (ŻKS). W lipcu 2014 r. po raz pierwszy od przeszło 70 lat odbył się mecz piłkarski z udziałem dwóch żydowskich drużyn. Makkabi Warszawa wygrało z ŻKS-em 5:3. O wynikach zespołów nie informowała prasa sportowa, gdyż rozgrywki miały charakter amatorski. Drużyny różnią się od swoich historycznych poprzedniczek. Zawodnicy niekoniecznie są narodowości żydowskiej, większość stanowią pasjonaci, członkowie organizacji promujących kulturę żydowską w Polsce. „To prawdziwy znak odnowienia żydowskiego życia w Polsce”23 – powiedział naczelny rabin Polski Michael Schudrich, który niespodziewanie pojawił się w upalne lipcowe popołudnie na stadionie Nadwiślana Kraków, czyli dokładnie w miejscu gdzie niegdyś krakowskie Makkabi podejmowało swoich rywali. Pomysłodawca ŻKS i organizator meczu Jakub Czupryński w podniosłych słowach komentował wydarzenie na łamach „Gazety Wyborczej”: „Jeśli jest sport, to jest życie”24.

1 Oba powstały latem 1906 r. w środowisku studenckim. Nieco wcześniej została założona Cracovia, cyt. za: J. Kukulski, Pierwsze mecze, pierwsze bramki…, Kraków 1988.

2 F. Foer, Jak futbol wyjaśnia świat, czyli nieprawdopodobna teoria globalizacji, tłum. A. Czarnecka, Lublin 2006.

3 K. Śmiechowski, Powstanie i rozwój struktur sportu żydowskiego na ziemiach polskich (1896‒1939), w: Machabeusze Sportu. Sport żydowski w Krakowie, Kraków 2012.

4 J. Otałęga, Za lotem piłki: Pasiaki, Wiślacy, Garbarze, Lwowiacy, Ślązacy, Tarnoviacy i inni, Kraków 2003.

5 H. Vogler, Wyznanie mojżeszowe. Wspomnienia z utraconego czasu, Warszawa 1994, s. 16.

6 A.B. Skotnicki, Oskar Schindler w oczach uratowanych przez siebie krakowskich Żydów, Kraków 2007, s. 131.

7 Wypowiedzi Józefa Bosaka pochodzą z wywiadu telefonicznego przeprowadzonego 16 lutego 2013 r. przez Przemysława Wilczyńskiego i wykorzystanego w tekście Przemysława i Bogny Wilczyńskich, Skrzydłowy z pędem do życia, „Tygodnik Powszechny” 2013, nr 24. Część wypowiedzi pochodzi również z wywiadu przeprowadzonego 9 maja 2013 r. przez autorkę w Izraelu.

8 Wypowiedź z wywiadu przeprowadzonego 13 maja 2013 r. w Izraelu.

9 Wypowiedzi Yehudy Maimona pochodzą z wywiadu, który autorka zrobiła 15 maja 2013 r. w Izraelu.

10 A. Halambiec, Sekcje piłkarskie żydowskich klubów sportowych w Krakowie, w: Machabeusze Sportu. Sport żydowski w Krakowie, dz. cyt., s. 140.

11 M. Belda, Najwybitniejsi sportowcy żydowscy w nieżydowskich klubach sportowych, w: Machabeusze sportu. Sport żydowski w Krakowie, dz. cyt., s. 122.

12 J. Otałęga, Za lotem piłki…, dz.. cyt., s. 75.

13 H. Vogler, Wyznanie mojżeszowe…, dz. cyt., s. 11.

14 M. Rympel, Słowo o Żydach krakowskich w okresie międzywojennym (1918‒1939), w: Kopiec wspomnień , red. J. Gintel, Kraków 1964, s. 583.

15 Opłacało się być piłkarzem, http://wislalive.pl/sylwetka/wladyslaw_ giergiel__oplacalo_sie_byc_pilkarzem-483/ (dostęp: 18 października 2014).

16 Shlomo Leser jest historykiem, autorem wielu publikacji na temat żydowskiego sportu w międzywojennym Krakowie.

17 Wypowiedź pochodzi z wywiadu z 13 maja 2013 r., który odbył się w Izraelu.

18 Wypowiedź pochodzi z wywiadu z 7 maja 2013 r., przeprowadzonego w Izraelu.

19 „Nowy Dziennik” 1939, nr 171, s. 10.

20 B. Anderson, Wspólnoty wyobrażone. Rozważania o źródłach i rozprzestrzenianiu się nacjonalizmu, tłum. S. Amsterdamski, Kraków 1997.

21 „Nowy Dziennik”, 1939, nr 187, s. 9.

22 H. Kaufman, Y. Galily, Sports, Zionist Ideology and the State of Israel, „Sport in Society” 2009, nr 10.

23 Pierwszy taki mecz po 70 latach. ŻKS – Makkabi, http://krakow. gazeta.pl/krakow/1,44425,16281065,Pierwszy_taki_mecz___ po_70_latach__ZKS___Makabi.html (dostęp: 23 października 2014).

24 Tamże.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata