70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

CYKL: Teologia – po co to komu? Część 3: Tylko Biblia?

Czynników sprzyjających zmianie słów Jezusa, a nawet włożeniu w Jego usta zdań, których nigdy nie wypowiedział, było całkiem sporo.

Ci, którym na sercu leży ewangelizacja, łatwo mogą dojść do wniosku, że przeszkadza w niej teologia. Piotr Żyłka, współtwórca m.in. portalu ewangelizacyjnego faceBóg, pisze: „Warto przyglądać się i analizować pomysły, portale i serwisy, które przyciągają tysiące internautów, i wykorzystywać sprawdzone idee i projekty do naszych celów. (…) Zastanówmy się, jak my możemy tę przestrzeń wykorzystać, by wejść w nią z przesłaniem Ewangelii. Jest to możliwe, o czym dobitnie świadczy profil Jesus Daily na Facebooku, który »polubiło« ponad 12 milionów ludzi. Polubiło, bo zamiast teologii, są tam publikowane proste myśli i słowa z Biblii” (1).

Na dodatek badania naukowe nad Pismem Świętym pokazują, że interpretacja wydarzeń biblijnych przedstawiana przez Kościół wcale nie musi być słuszna. Np. przekonanie Kościoła, że wspomniani w Biblii bracia i siostry Jezusa (2) to nie rodzeństwo, ale Jego krewni, podważane jest przez naukowców nie tylko innych wyznań albo niewierzących, ale również katolickich (3). Czy zatem racja teologiczna, że dziewictwo Maryi wymaga, aby również po urodzeniu Jezusa pozostała ona dziewicą, nie przeważa nad racją biblijną i w istocie jej nie zniekształca? Może więc dotarcie do sedna biblijnego przesłania wymaga odrzucenia założeń teologicznych i traktowania Pisma Świętego jako jedynego źródła prawdy Bożej? Może teologia jest wręcz szkodliwa dla naszej wiary, bo zniekształca przekaz biblijny, do którego mielibyśmy dostęp, gdybyśmy ją odrzucili?

Rozmowa papieża Franciszka z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu na temat języka, jakim mówił Jezus, pokazuje, że sprawa nie jest taka prosta. Na stwierdzenie premiera, że był to hebrajski, papież odpowiedział, że aramejski, z czym Netanjahu się zgodził, ale podkreślał, że Jezus znał również hebrajski. Uczeni są przekonani, że i papież, i premier mieli rację: aramejski był językiem codziennych kontaktów, a hebrajski – tekstów religijnych. Ale „czy to ważne, jakim językiem mówił Pan Jezus?” (4) – można zapytać za pewną internautką. Tak, jeśli weźmie się pod uwagę to, że Nowy Testament został napisany po grecku (greka koine). Na dodatek Jean Carmignac głosił – w sposób odosobniony, co nie oznacza, że zupełnie bez racji – że Ewangelia Marka (podobnie jak Mateusza i częściowo Łukasza) została przetłumaczona z hebrajskiego (lub z aramejskiego). Jeśli nawet Carmignac idzie zbyt daleko, to z kolei Maurice Casey wykazał, że istniały wcześniej spisane w języku aramejskim teksty, które po przetłumaczeniu zostały włączone do Ewangelii. W Ewangelii Marka odkrył cztery takie miejsca: 2, 23–3, 6; 9, 11–13; 10, 35–45; 14, 12–26.

Jakie to może mieć znaczenie, pokazują przykłady zaczerpnięte z prac Carmignaca i Caseya, dotyczące Ewangelii Marka.

Otóż w Mk 9, 49 ze zdziwieniem czytamy o soleniu ogniem. Zdaniem Carmignaca mamy tu do czynienia z semityzmem tłumaczeniowym, który bierze się z tego, że jedno słowo, mając wiele znaczeń, mogło zostać różnie przetłumaczone przez ewangelistów. W hebrajskim istnieją dwa rdzenie mâlah, z których jeden znaczy „solić”, a drugi „ulotnić się”. Jeśli przyjmie się ten drugi rdzeń, to sens zdania jest taki: wszystko w ogniu się ulotni. Błąd tłumacza polega na tym, że nie dostrzegł gry autora na dwóch rdzeniach semantycznych w kontekście słów „dobra jest sól”. Uznał, że dwa razy chodzi o jeden i ten sam. Mateusz (5, 13) i Łukasz (14, 34) starają się ten trudny fragment ominąć (5).

Taka interpretacja każe zadać ciekawe pytanie, czy „wszystko”, co ma się ulotnić w ogniu, to właśnie to oko i ręka będące powodem grzechu. Może nie chodzi o żadną wyszukaną metaforę, ale wskazanie, że to, co prowadzi do grzechu, zostanie ostatecznie zniszczone?

Casey z kolei po odczytaniu Mk 9, 11–13 (kwestia przyjścia Eliasza) zgodnie ze zrekonstruowanym aramejskim pierwowzorem zauważył, że w tym fragmencie aramejskie wyrażenie „syn człowieczy” użyte zostało w znaczeniu człowiek, ludzkość. Błędnie je przetłumaczono i odniesiono do Chrystusa. To sprawiło, że w końcowym zdaniu otrzymujemy odwołanie do proroctwa o śmierci Jana Chrzciciela, którego nie ma ani w tekstach biblijnych, ani w literaturze pozabiblijnej, bo nigdzie nie napotykamy tekstów o cierpiącym Eliaszu. Jezus wyrażenie „syn człowieczy” odniósł do Jana Chrzciciela i innych cierpiących ludzi, a nie tylko do siebie (6).

To tylko dwa spośród licznych przykładów prawdopodobnych „przekłamań” wynikających z samego tłumaczenia. Nic więc dziwnego, że internauta Tomek stwierdza (w odniesieniu do tłumaczenia greckiego słowa nepioi): „Przecież, jeżeli zważyć, ile tutaj kłopotów translacyjnych czeka na przekład tej wypowiedzi, i jeżeli przypomnieć, że pomylono się przy tłumaczeniu z jednego języka na drugi, to można po prostu przyznać wprost, że cała ta treść mogła być równie dobrze wyssana z palca i Jezus mógł nigdy czegoś podobnego nie wypowiedzieć publicznie” (7).

Do podobnych wniosków dochodzą również bibliści, chociaż raczej nie na podstawie błędów w tłumaczeniu. Czynników sprzyjających zmianie słów Jezusa, a nawet włożeniu w Jego usta zdań, których nigdy nie wypowiedział, było całkiem sporo: przechowywanie nauczania najpierw w przekazie ustnym, interpretacja wynikająca z przełożenia słowa mówionego na tekst, błędy w tłumaczeniu, błędy kopistów, koncepcje literacko-teologiczne autorów i redaktorów ewangelii…

Jednak czy w tej sytuacji teologia nie prowadzi do jeszcze większego zamieszania i niepewności? Warto uświadomić sobie, że jakkolwiek blisko śmierci Jezusa udałoby się nam przesunąć spisanie ewangelii, a przynajmniej jej fragmentów8, to i tak pozostaje przynajmniej kilkuletni okres, gdy przeważał przekaz ustny. A przecież wtedy dokonało się to, co najistotniejsze: uczniowie odkryli w zasadniczej mierze, kim był ich Mistrz. W tym właśnie czasie starali się zrozumieć swoje spotkanie z Jezusem oraz odpowiedzieć na pytanie, kim On był, a wyrazem tego jest np. wczesnochrześcijański hymn chrystologiczny z Flp 2, 6–11. Jednym słowem, tworzyli teologię, poszukiwali zrozumienia swojej wiary. Ba, to zrozumienie odcisnęło też swoje piętno na ewangeliach, które nie są jedynie biografiami Jezusa, ale również dziełami literackimi z określonym przesłaniem teologicznym: Mateusz prezentuje Jezusa jako Mesjasza, który powołuje do życia nowy lud Boży – Kościół; Marek wiedzie nas od objawienia, kim jest Jezus, przez wyznanie Jego mesjańskiego posłannictwa, aż do ukazania Jego synostwa Bożego; Łukasz pokazuje, że czas Izraela jest zapowiedzią, a czas Jezusa i Kościoła jej realizacją; Jan natomiast stworzył swoistą apologię Jezusa, uwydatnił relację między Ojcem i Synem. Dlatego ks. Józef Kozyra tak streszcza przekonanie współczesnych biblistów na temat ewangelii: „są one dziełami o charakterze teologicznym, posiadającymi elementy biografii starożytnych”9. Biblia jest więc owocem teologii, która wraz ze zrodzeniem tego owocu nie przestała się rozwijać i rodzić kolejnych owoców, np. w postaci nicejsko-konstantynopolitańskiego wyznania wiary. To dzięki teologii możemy ufać, że przesłanie Jezusa nie zostało wyssane z palca, chociaż słowa zapisane w Nowym Testamencie nie muszą brzmieć tak, jak wypowiedział je Jezus.

Oczekiwanie, że dzięki pozbyciu się teologii odkryjemy w Biblii innego czy prawdziwszego Jezusa niż ten w obrazie przekazywanym nam przez Kościół, nie ma wielkiego sensu. Biblia i teologia są bowiem ze sobą nierozerwalnie związane.

1 Zob. http://www.www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/ art,650,facebog-bo-bog-jest-wszedzie.html (dostęp: 22 października 2014).

2 Por.: Mt 12, 46–47; Mt 13, 54–55; Mk 3, 31; Mk 6, 3; Łk 8, 19–20; J 2, 12; J 7, 3. 5. 10; Dz 1, 14; Ga 1, 19; 1 Kor 9, 5.

3 J.P. Meier, A Marginal Jew: Rethinking the Historical Jesus, t. 1, The Roots of the Problem and the Person, New York1991.

4 Zob. https://www.facebook.com/wojciech.wegrzyniak1/ posts/10201902009943783 (dostęp: 22 października 2014).

5 J. Carmignac, Początki Ewangelii synoptycznych, tłum. W. Rapak, Kraków Mogilany 2009, s. 58.

6 M. Casey, Aramic Sources of Mark`s Gospel, Cambridge University Press 1998, s. 121 n.

7 Cyt. za: http://teologia.deon.pl/gnoza-najbardziej-wplywowaherezja- w-chrzescijanstwie/#comment-1691 (dostęp: 22 października 2014).

8 Mt zazwyczaj datuje się na rok ok. 80 n.e., Mk przed 70, a Łk po 70 n.e.; Carmignac Mk datował nawet na 42 lub 45 r. n.e., a Łk i Mt między 50 a 53 r. n.e.; M. Casey datę dokumentu aramejskiego, z którego korzystał kompilator Mk, określa na lata 27–40 n.e.

9 J. Kozyra, Charakter teologiczny i biograficzny ewangelii jako gatunku literackiego, „Śląskie Studia Historyczno-Teologiczne” 1999, nr 32, s. 58.

.

Robert M. Rynkowski – dr teologii. Autor artykułów i recenzji o tematyce teologicznej oraz książki Każdy jest teologiem. Nieakademicki wstęp do teologii. Twórca bloga teologicznego „Kleofas”

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata