70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zmarnowane obiady

Wyrzucone na śmietnik jedzenie generuje zwiększoną konsumpcję, która wpływa na podwyżkę cen żywności, a im wyższe ceny jedzenia na sklepowych półkach, tym mniej ludzi stać na zakup pełnowartościowych produktów. To właśnie sprawia, że co roku z pomocy banków żywności korzysta coraz więcej osób – ostatnie aktualne statystyki, pochodzące z 2011 r., informują o 70 tys. ton żywności przekazanej 1,7 mln ludzi.

W bieżącym roku powstało kilkanaście nowych formatów telewizyjnych, a drugie tyle doczekało się kontynuacji. Każda stacja telewizyjna oferuje swoim telewidzom programy, w których można zobaczyć zmagania profesjonalnych kucharzy lub amatorów, kursy gotowania od podstaw lub zaawansowane, albo wreszcie te poświęcone konkretnym dziedzinom sztuki kulinarnej, czyli np. przygotowywaniu zup, wystawnych obiadów czy eleganckich deserów. Moda na kulinaria dotarła też do kiosków i księgarni, z których powoli znikają tradycyjne tytuły, a zamiast nich pojawiają się pozycje pełne najmodniejszych przepisów i z rozmachem przygotowanych sesji zdjęciowych. Nie mniej zaostrzają nam również apetyt blogerki oraz blogerzy, prowadzący w polskiej sieci już ponad 5 tys. blogów kulinarnych, na których opublikowali łącznie ponad 500 tys. przepisów, a największe z nich przyciągają nawet milion użytkowników miesięcznie.

Czy wraz ze wzrostem zainteresowania sztuką kulinarną zwiększa się jednak również poziom wiedzy na temat gospodarowania żywnością? Niestety, chociaż gotowanie powoli staje się nowym sportem narodowym, to nie poświęcamy równej uwagi racjonalnemu gospodarowaniu produktami w naszych lodówkach. Według raportu FAO przeprowadzonego w 2013 r. na świecie zmarnowało się 1,3 mld żywności. Dla porównania: całkowita produkcja rolna wyniosła wówczas 6 mld ton. W samych krajach Unii Europejskiej marnuje się 89 mln ton żywności, natomiast według badań Eurostatu w samej tylko Polsce niszczy się prawie 9 mln ton żywności, czyli o 3 mln ton więcej niż kilka lat temu…

Przeterminowane zakupy

Do wyrzucania żywności przyznało się w 2013 r. 39% Polek i Polaków, czyli o 9% więcej niż w roku poprzednim. Dlaczego zdarza się nam wyrzucać jedzenie? Z badań Millward Brown przeprowadzonych na zlecenie polskich banków żywności wynika, że najczęstszymi powodami są: przegapienie terminu przydatności do spożycia, przygotowywanie zbyt dużych porcji, zakup złego jakościowo produktu lub nieodpowiednie przechowywanie. Nie bez wpływu jest też brak pomysłów na wykorzystanie konkretnych produktów oraz brak listy zakupów podczas sprawunków i w efekcie kupowanie zbyt dużej ilości jedzenia. Najczęściej w śmietniku lądują wędliny, pieczywo, warzywa i owoce oraz nabiał. Niestety, chociaż tak wiele żywności jest wyrzucanej, tylko co 10 Polka i Polak uważają, że marnowanie jedzenia jest ważnym problemem społecznym, a jedynie co trzeci z nas zna programy i kampanie edukacyjne informujące o tym, żeby nie marnować jedzenia.

Bagatelizowanie tej kwestii wynika prawdopodobnie z faktu, że wciąż nie zdajemy sobie sprawy, jakie skutki dla środowiska i ekonomii pociągają za sobą tysiące ton wyrzucanej żywności. Produkty spożywcze, które lądują w śmietnikach, to nie tylko zmarnowana żywność, ale też energia stracona na produkcję i transport oraz surowce wykorzystane na opakowania. Wyrzucając żywność, marnujemy więc energię oraz wodę, a także przyczyniamy się do zwiększania emisji odpadów przemysłowych.

Koszty marnowania

Tak energochłonne gospodarowanie żywnością przyspiesza niekorzystne zmiany klimatyczne, bo jak przypominają polskie banki żywności, aż 20% emitowanych gazów cieplarnianych jest wynikiem produkcji, przetwarzania lub transportu żywności, a metan pochodzący z gnijącej żywności jest o wiele groźniejszym gazem dla środowiska niż dwutlenek węgla.

Najbardziej obciążająca dla ekosystemu jest produkcja mięsa oraz nabiału, ponieważ zanim gotowy produkt w postaci wędlin lub serów trafi na sklepowe półki, trzeba najpierw wyprodukować paszę dla zwierząt, następnie je wykarmić i utrzymać w dobrym zdrowiu, a dopiero na sam koniec otrzymane produkty przetworzyć na gotowe do spożycia artykuły spożywcze. Aby wyprodukować kilogram wołowiny, potrzebne jest w przybliżeniu ponad 5 ton wody, 12 kg zboża i soi oraz ogromna ilość paliwa, służącego do napędzania rolniczych maszyn oraz do utrzymania rzeźni i przetwórni mięsnych. Dla porównania, aby wyprodukować 1 kg pszenicy wystarczy 190 l wody, znacznie mniejsze jest też w tym przypadku łączne zużycie paliw kopalnych.

Marnowanie żywności niesie też za sobą poważne skutki społeczne i ekonomiczne. Jak wynika z badań zrealizowanych przez CBOS w roku ubiegłym, wyrzucanie jedzenia najczęściej przytrafia się młodym, dobrze wykształconym ludziom z dużych miast. Im wyższe są ich zarobki, tym częściej marnują kupioną żywność, przyczyniając się jednocześnie do rozwarstwienia społecznego: wyrzucone na śmietnik jedzenie generuje zwiększoną konsumpcję, która wpływa na podwyżkę cen żywności, a im wyższe ceny jedzenia na sklepowych półkach, tym mniej ludzi stać na zakup pełnowartościowych produktów. To właśnie sprawia, że co roku z pomocy banków żywności korzysta coraz więcej osób – ostatnie statystyki, pochodzące z 2011 r., informują o 70 tys. ton żywności przekazanej 1,7 mln ludzi.

Kuchenny recykling

Marnowaniu żywności można zaradzić, poświęcając większą uwagę gospodarowaniu żywnością we własnym domu. Porady na ten temat można znaleźć w licznych przewodnikach przygotowanych przez banki żywności oraz na stronie kampanii Nie marnuj jedzenia. Wyrzuć do śmieci stare przyzwyczajenia (www.niemarnuje.pl). Dobrze jest zacząć od planowania posiłków i kupowania tylko tych produktów, których potrzebujemy do ich przygotowania. Aby nie przynosić do domu większej ilości, niż początkowo planowaliśmy, warto też zawsze wychodzić do sklepu z gotową listą zakupów oraz sprawdzać daty przydatności do spożycia wszystkich produktów, które wkładamy do koszyka. Unikniemy w ten sposób przykrej niespodzianki i wyrzucania nieotwartych jeszcze artykułów. Co jakiś czas należy też sprawdzić daty produktów, które już wylądowały w naszej spiżarni, i w pierwszej kolejności skonsumować te, których termin przydatności do spożycia niedługo mija.

Co jednak zrobić z warzywami i owocami, które już nie są pierwszej świeżości? Warto przypomnieć sobie to, jak gotowały nasze mamy lub babcie. Takie produkty nadają się jeszcze do przygotowania zup, a w szczególności wywarów i rosołów. Jeśli jednak na ich ugotowanie miałoby zabraknąć czasu, to zawsze można je zamrozić i spożytkować w następnych tygodniach lub miesiącach. Grzyby, warzywa i owoce można też ususzyć, a następnie wykorzystać do przygotowania kompotów, zup lub deserów. Zwiędnięte natki i zioła można przerobić na pesto – wystarczy utrzeć je z ulubionymi orzechami oraz chlustem oliwy. Tak przygotowane, przeczekać może ono w lodówce dobrych kilka tygodni. Nawet skórki i obierki mogą dostać w kuchni drugą szansę, ponieważ świetnie nadają się jako baza do warzywnych bulionów. Obierki z marchwi, selera lub pietruszki wystarczy krótko podsmażyć, a następnie zalać wodą ze szczyptą soli i gotować pod przykryciem przez godzinę. Jeśli zamiast zupy przyszłaby ochota na domowe chipsy, to obierki z warzyw należy odpowiednio natrzeć olejem z ziołami i upiec w rozgrzanym piekarniku, co zajmie nie więcej niż 10 minut. Dodatkowo warszawska restauratorka Marta Gessler dostarcza świetnego pomysłu na wykorzystanie obierek jabłek. Radzi, aby je zamrozić, a następnie w wolne popołudnie zmiksować na jabłkowy sorbet. Nawet delikatne skórki od pomidorów mogą wziąć udział w kuchennym recyklingu, bo zgodnie z jej wskazówką wystarczy je ususzyć i zemleć w młynku, aby otrzymać domową przyprawę do zupy pomidorowej.

Dobre praktyki

Podobnych pomysłów na wykorzystanie resztek z naszych stołów jest bardzo wiele. Szczególnie często piszą o nich Jan i Jakub Kuroniowie, chętnie dzielący się pomysłami na ekonomiczne i ekologiczne gotowanie, podczas którego nic nie ląduje w koszu. W prosty i przystępny sposób przypominają oni o domowej bułce tartej, radzą, aby z wczorajszego chleba przygotować tosty lub grzanki, a z ziemniaków pozostałych z obiadu zrobić kluski śląśląskie lub kopytka. Na pomoc przychodzi też Grzegorz Łapanowski, który przypomina, aby zastanowić się nad ilością planowanych porcji obiadowych, bo gotując 12 różnych potraw na świąteczny stół, możemy zaplanować ich niewielkie porcje, a wszyscy domownicy i tak będą syci.

Jednak prawdziwymi mistrzyniami w przetwarzaniu żywności były nasze babki i prababki. Nie wspominam męskich przodków, ponieważ w czasach, które mam na myśli, parafrazując Marię Disslową, rządy w gospodarstwie domowym niepodzielnie sprawowały kobiety, które do perfekcji opanowały sztukę pasteryzacji, tyndalizacji, solenia, kiszenia i peklowania. Dlatego szukając pomysłów na zabezpieczanie produktów, o które się obawiamy, możemy wrócić do korzeni i sięgnąć do starych książkek kulinarnych takich autorek, jak wspomniana już wcześniej Maria Disslowa, Lucyna Ćwierczakiewiczowa lub Maria Ochorowicz-Monatowa. Te matrony polskiej sztuki kulinarnej poświęcały równie wielką uwagę przechowywaniu żywności, co samym przepisom i recepturom. W obliczu klęski marnotrawstwa przypomnienie sobie ich lekcji może okazać się niezwykle potrzebne.

Nie stać nas na marnowanie

Coraz chętniej gotujemy i coraz więcej żywności wyrzucamy, podczas gdy w Polsce wiele osób wciąż żyje w sferze ubóstwa. Według danych GUS z roku 2013 ponad 20% mieszkańcow naszego kraju doznaje ubóstwa, a szczególnie trudna sytuacja panuje wśród rodzin i dzieci żyjących na wsi. Najbardziej zagrożone niedostatkiem są dzieci – tegoroczne badania mówią nawet o 160 tys. niedożywionych dzieci w wieku 7–12 lat. Najwięcej głodnych dzieci chodzi do szkół w województwach warmińsko- -mazurskim oraz kujawsko-pomorskim, w lepszej sytuacji są dzieci w województwach śląskim i małopolskim. Nie zmienia to jednak faktu, że w skali całego kraju co trzecie dziecko jest niedożywione. W obliczu takich statystyk pytanie o moralne pozwolenie na marnowanie jedzenia staje się jeszcze bardziej aktualne.

***

Lekką ręką wyrzucamy nawet najdroższe produkty, które tak jak mięso i nabiał najbardziej obciążają środowisko. Nie mamy świadomości, jak wielka jest skala tego zjawiska, i nie zdajemy sobie sprawy, jak ogromne pociąga to za sobą skutki ekonomiczne i społeczne. Czy można jakoś zmniejszyć ilość wyrzucanego jedzenia, zwłaszcza w okresie świątecznym, kiedy marnujemy go najwięcej? Wystarczą małe i proste kroki. Oprócz tych już wymienionych można zwyczajnie zabierać ze sobą do pracy przygotowane z własnych zapasów sałatki i kanapki jako drugie śniadanie. Dzięki tak błahym praktykom co roku można byłoby uratować, jak się szacuje, nawet 2 mln ton zmarnowanego jedzenia. Naprawdę warto spróbować.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter