70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ojciec Krąpiec a SB: nie rzucajmy kamieniem

Wielka odmowa Dariusza Rosiaka w fascynujący sposób opowiada o trzech biografiach równoległych: wybitnego filozofa i twórcy potęgi dawnego KUL-u o. Mieczysława Alberta Krąpca; ówczesnego studenta tej uczelni, opozycjonisty, twórcy pisma „Spotkania” Janusza Krupskiego; oraz Eugeniusza Kotowskiego – muzealnika, który został funkcjonariuszem SB zajmującym się Kościołem katolickim.

Uwaga czytelników kieruje się przede wszystkim w stronę o. Krąpca. „Niech będzie – nie nazwę Mieczysława Krąpca agentem SB – pisze Rosiak. – Tylko jak w takim razie go nazwać?” Przyjrzyjmy się faktom. Co – na podstawie książki – wiemy? Jako osoba rozpracowywana, filozof został zarejestrowany przez SB w 1956 r., drugi raz jako ksiądz za pomocą TEOK – teczki, jaką zakładano każdemu katolickiemu księdzu i która została zniszczona w 1989 r., i po raz trzeci jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa. Kluczową „rejestracją” jest wypis z dziennika archiwalnego MSW sugerujący, że Mieczysław Albert Krąpiec został zarejestrowany 21 lutego 1964 r. jako TW o pseudonimie „Józef”. Filozof był więc rozpracowywany przez SB od lat 50., materiały te – według dokumentacji SB – zniszczono w roku 1967. Zastanawiać może fakt zniszczenia tych materiałów; czy zachował się protokół z podanymi powodami zniszczenia? Czy materiały te nie miały dla SB wartości? Czy podano jakieś powody?

Nie odnaleziono żadnego pisemnego zobowiązania do współpracy. Zresztą jak wiadomo, nawet ten, kto podpisał zobowiązanie, nie zawsze współpracę podejmował; jeśli podjął, często ją zrywał lub symulował (z humorem pisał o tym w Pięknych dwudziestoletnich Hłasko). Oczywiście są przypadki aktywnej, szkodliwej i świadomej współpracy bez zobowiązań, pokwitowań… Każdy przypadek jest osobny.

Sam zapis TW nie przesądza o charakterze związków ze służbami. Sytuacja dotycząca o. Krąpca wydaje się tego modelowym przykładem. Na podstawie cytowanych w książce materiałów nie możemy jednoznacznie stwierdzić, jakie były relacje między o. Krąpcem – identyfikowanym w dokumentach SB jako TW „Józef” – a funkcjonariuszem, późniejszym generałem, przedstawianym jako jego „oficer prowadzący”.

Wątpliwości

Czy o. Krąpiec był „Józefem”? A nawet jeśli tak – co to oznacza? Kontekst do tego pytania buduje przytaczana przez Dariusza Rosiaka opinia innego z bohaterów książki, Janusza Krupskiego, przedstawiająca jego wizję lustracji (szkoda, że niezrealizowaną!). Ten represjonowany opozycjonista, wywieziony przez esbeków do lasu i oblany żrącą substancją (do dziś nie wiadomo, czy to była próba zabójstwa czy rodzaj zastraszenia), „był zdecydowanym zwolennikiem lustracji, ale lustracji mądrej. Uważał, że każda indywidualna historia jest inna, agent agentowi nierówny, bardzo trzeba uważać z osądzaniem kogokolwiek, bo można wyrządzić człowiekowi wielką krzywdę”, jak mówiła Rosiakowi żona opozycjonisty. Na samego Krupskiego „szukano kwitów”, chcąc utrącić jego kandydaturę na prezesa IPN.

W przypadku o. Krąpca nasuwa się wiele pytań. Czy zachowały się raporty TW „Józefa”? Jeśli tak, to czy były pisane odręcznie albo choćby odręcznie podpisane? Czy były to jedynie materiały, w których powoływano się na informacje od TW „Józefa”? Jeśli zaś tak, to czy istnieją inne źródła potwierdzające ich wiarygodność? (Zdarzało się przecież, że funkcjonariusze konfabulowali rzekome zeznania czy wyznania swoich rozmówców). Czy zachowała się teczka personalna – czy jedynie materiały rozsiane w różnych miejscach? Skąd pewność, że materiał podpisany „Józef” związany jest z osobą, którą zapisano (czy za jej zgodą?) jako TW „Józef”? (To dość popularne imię…)

Czy pojawia się w ogóle określenie TW „Józef” – czy „źródło” „Józef”? TW oznaczało meldunki świadomego współpracownika – źródło często było nieświadome lub miało zupełnie inny charakter. Źródłem mogły być zapisy z podsłuchu mieszkaniowego (zarówno na KUL-u, jak i w klasztorze podsłuch był zamontowany), podsłuchu telefonicznego czy rozmów, które o. Krąpiec musiał prowadzić z bezpieką z tytułu swojej funkcji. Zdarzały się przecież przypadki maskowania charakteru źródła, którym był podsłuch w sposób sugerujący, że dane pochodziły od „osobowego źródła informacji”.

Czy „współpraca” była rzeczywiście „tajna”? Czy Krąpiec nie mówił o tych spotkaniach? Czy była to „współpraca świadoma”? Czy nie było tak, że o. Krąpiec spotykał się z wysokim funkcjonariuszem SB, później nawet generałem – właśnie z racji swoich obowiązków, jako rektor uniwersytetu, który chciał coś uzyskać? MSW było jednym z ośrodków władzy. Skoro Krąpiec rozmawiał z Andrzejem Werblanem, swoim dawnym szkolnym kolegą, który stał się wysokim aparatczykiem w KC PZPR, nadzorującym naukę – mógł w podobny sposób patrzeć na rozmowy z funkcjonariuszami MSW. Przypomnijmy scenę z jednego z filmów o Janie Pawle II, który miał „paktować” o uzyskanie części budynku seminarium duchownego w Krakowie. Przypomnijmy rozmowy redaktorów „Tygodnika Powszechnego”. Czy to była współpraca – czy raczej coś, co rozumiano jako politykę? O. Krąpiec czuł się odpowiedzialny za KUL, którego potęgę stworzył. Katolicki Uniwersytet Lubelski nie utrwalał systemu PRL, lecz poszerzał sfery wolności, wykuwane m.in. przez wieloletniego rektora (który np. w sposób kompromisowy uzyskał anulowanie wielomilionowych długów KUL-u wobec państwa).

Cienka czerwona linia

W moim przekonaniu na podstawie książki Dariusza Rosiaka, bez znajomości innych materiałów, nie można nazwać o. Krąpca agentem. Aby przedstawić charakter jego relacji z SB, potrzebna jest większa liczba faktów; być może zdarzało mu się przekraczanie granic, być może SB wykorzystywała informacje, zdające się Krąpcowi mało istotnymi, w sposób, którego sobie nie wyobrażał (np. zastraszając kogoś wiedzą na jego temat).

Nie ma dowodów, są sygnały i poszlaki; czy o. Krąpiec przekroczył linię między rozmowami a „świadomą” współpracą? Czy dostarczał SB wiedzę o słabościach swoich współbraci? (Ten wątek pojawia się w książce). Czy robił to świadomie, czy po prostu pozwalał sobie na zbyt wiele szczerości? Czy te rozmowy wykraczały poza kontakty wynikające z jego rektorskich funkcji, czy wychodziły poza „polityczne” ramy roboczego ustalania spraw z reprezentantem jednej z grup władzy w PRL? Czy scenariusze tych rozmów o. Krąpiec ustalał z prymasem Wyszyńskim? Na przeszłość warto patrzeć bez pospiesznych ocen, starając się zrozumieć, zbierając fakty, tworząc kontekst.

O. Krąpiec umożliwił KUL-owi wyjście poza lokalne i religijne getto, budował jego potęgę w latach 70.; KUL stał się wówczas przechowalnią dla wielu opozycjonistów, znaleźli się tu ludzie usuwani z innych uczelni, także ludzie lewicy. To w tym czasie wykłady na KUL-u prowadził Władysław Bartoszewski; studiowali m.in. Seweryn Blumsztajn, córka Jana Józefa Lipskiego… Postępowanie rektora tej enklawy między Łabą i Kamczatką musiało więc być wypadkową dążenia do kompromisu z władzą, przy zachowaniu niezależności. Lata 1970–1983, kadencje Krąpca jako rektora KUL-u, to ciągłe testowanie cienkiej czerwonej linii. Może nie budował barykad, ale dawał przestrzeń na ich budowę.

Wielka odmowa to świetny reportaż, zbierający relacje, rysujący panoramę losów kilkunastu osób. Przewodnikiem autora – którego reportażysta w widoczny sposób polubił – jest były muzealnik i późniejszy funkcjonariusz SB Eugeniusz Kotowski; Rosiak odwołuje się jednak do wielu innych źródeł, do osób znających Janusza Krupskiego, do współbraci o. Krąpca. Reportaż ma trójdzielną strukturę – historia o. Krąpca opisana jest obok losów Krupskiego i Kotowskiego, które zostały w książce przywołane nieprzypadkowo. Autor przybliża atmosferę czasów, próbuje zrozumieć przyczyny konkretnych wyborów. Nie znajdziemy tu jednak odpowiedzi na wyżej postawione pytania. Warto powstrzymać się od pochopnych ocen. O. Dostatni, zauważając, że filozof być może nieświadomie przekroczył granicę, został ograny, wskazuje: „jeśli ktoś chce bronić tezy, że o. Krąpiec był agentem, to może to robić, tylko jeśli dotrze do sprawozdań, które Krąpiec jako rektor KUL-u dostarczał prymasowi Wyszyńskiemu”. Były to raporty ustne. Czy możemy wykluczyć możliwość, że strategie rozmów z SB były w jakimś stopniu uzgadniane z prymasem? Może odpowiedź znajdziemy w nieznanej dotąd części notatek kard. Wyszyńskiego?

Książka Dariusza Rosiaka zasługuje na ciekawą, pogłębioną, merytoryczną dyskusję. Warto, żeby więcej o sprawie powiedział o. Puciłowski, mający wgląd w dokumentację [o. Puciłowski przewodniczył zakonnej Komisji ds. Zbadania Zakresu i Sposobu Infiltracji przez Służby Specjalne Polskiej Prowincji Dominikanów w latach 1945–1989 – przyp. red.].

***

Kończąc ostatni rozdział poświęcony o. Krąpcu, Dariusz Rosiak słusznie napisał o trudności, jaka może się wiązać z zachowaniem granic: „nikt z nas nie umie wychylić się w przyszłość, a potem to, co kiedyś miało być zaledwie planem, próbnym testem, opowieścią do uzupełnienia przypisami, okazuje się życiem. Innego nie ma i nie będzie. Nie da się go odwołać”.

Motto do Wielkiej odmowy pochodzi z wiersza Kawafisa: „Dla niektórych ludzi przychodzi taka godzina, / Kiedy muszą powiedzieć wielkie Tak / albo wielkie Nie”. Sądzę, że jeżeli nawet w tym konkretnym przypadku okaże się, że słabości czy grzechy dadzą się udokumentować, i działanie o. Krąpca „na całe życie go grzebie” – to trzeba nam takiego sposobu czytania przeszłości, jakie reprezentuje Dariusz Rosiak, który usiłuje zrozumieć, wystrzegając się pospiesznej oceny. Wątpliwości zaś trzeba rozstrzygać na korzyść podejrzanego.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter