70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Cóż po Brzozowskim w czasie marnym?

Brzozowski w swojej twórczości z całą siłą stawia problem, który jest nader aktualny: jak zrozumieć obce myśli, jak wejść w ich przestrzeń kulturową, by nie stać się równocześnie zakładnikiem cudzych intelektualnych dokonań i doświadczeń.

Swoją erudycyjną, obszerną pracą o Stanisławie Brzozowskim Andrzej Mencwel stara się przenieść go w naszą współczesność. Historyk kultury snuje równocześnie refleksję o zmianach, jakie przyniósł XX w. polskiej rzeczywistości ideowej, społecznej, ekonomicznej, politycznej. Piszę o „naszej współczesności”, bo początek XXI w. chyba wciąż jest bardziej długim cieniem poprzedniego stulecia niż czasem obleczonym własną treścią. Szczególnie tutaj, w Europie Środkowo- -Wschodniej, żyjemy na gruzach zrealizowanej utopii, dość niezbornie próbując na nowo odczytać i opisać własną tożsamość cywilizacyjną. Mencwel przekonuje, że autor Płomieni właśnie jako nasz współczesny może nam pomóc określić się w tyglu świata. Ale czy faktycznie dla (tego) myśliciela jest dziś w Polsce miejsce?

Istotnym bohaterem zbiorowym książki Stanisław Brzozowski. Postawa krytyczna. Wiek XX jest rodzima inteligencja jako grupa społeczna aktywnie współtworząca polskie transformacje jeszcze w czasach rozbiorowych. Inteligent, z sarkazmem opisany przez Gałczyńskiego („Boczną uliczką, zaułkiem krętym / idzie pod wiatr ten polski święty / z fortepianem Szopena”), zgubił się niemal na dobre gdzieś w początkach III Rzeczypospolitej. I tu pojawia się problem ze „współczesnością Brzozowskiego”. Czy on, jeden z najbardziej znaczących ludzi inteligencji, faktycznie ma swoje miejsce w naszych realiach, chyba programowo antyinteligenckich i antyintelektualnych? Czy „(od)czytanie Brzozowskiego” ma jakiekolwiek znaczenie w świecie skrótów myślowych (im mniej znaków, tym lepiej) i władzy emotikonów nad publicznymi dyskusjami? Nie tylko dla celów publicystycznych wydobędę najbardziej pesymistyczny ton. Parafrazując Hölderlina: cóż po myślicielu w czasie marnym?

Przetworzenie polskości

W początkach XX w. nie było jeszcze Polski jako państwa. Ale bardzo mocno jaśniała polskość, i to nie jako abstrakcja. Była to polskość polityczna (ruch ludowy, narodowy, socjalistyczny), społecznikowska (która łączyła kwestie patriotyczne z gospodarczą pracą u podstaw) i kulturowa (z bardzo silną podziemną oświatą). Stąd istotne elementy biografii Brzozowskiego przenikają się w książce Mencwela właśnie z ukazaniem przemian polskości. Nie bez wpływu był tutaj czynnik globalny, czyli zwycięski pochód kapitalizmu przez dzieje i kontynenty. A równocześnie: konflikt świata kapitału ze światem pracy, czyli powstawanie nowoczesnego ruchu robotniczego, związków zawodowych i lewicowych partii politycznych.

W obecnym rozumieniu polskości powiązanej z patriotyzmem (szczególnie w wydaniu prawicowym) dominuje nieraz swoista ahistoryczność, niezobowiązujące oderwanie od materii dziejów na rzecz pięknych abstrakcji. Wynika to także z tego, że z dzisiejszej rodzimej kultury silnie nasyconej konserwatywnym liberalizmem wyrugowano niemal wszystko, co wiązało się z analizami rzeczywistości kojarzonymi choćby z marksizmem. Tymczasem to właśnie najbardziej materialne czynniki społeczno-gospodarcze i technologiczne decydowały o „przetworzeniu polskości”.

Jeszcze ostatnie dekady XIX w. determinowały powyżej naszkicowany proces. Przyspieszona industrializacja i urbanizacja stworzyły pierwsze w naszej historii miejskie aglomeracje i wielkie fabryki, w których z ognia i ze krwi robiono złoto (to parafraza Broniewskiego). Do języka, który zwyczajowo określa granice i treść świata, wchodzą nowe pojęcia, nasycające sobą uniwersum kultury i codzienny byt milionów ludzi. Nie byłoby Ziemi obiecanej Władysława Reymonta w naszej kulturze i podręcznikach, gdyby nie te przemiany. Nie byłoby literackiego dramatu starego Borowieckiego i realnej tragedii życiowej Brzozowskiego, gdyby nie te metamorfozy polskości. Bo byt określa nie tylko świadomość, ale i ludzki los.

Nie bez powodu Mencwel szkicuje obraz przemian: „Odwieczna w Polsce struktura stanowa, która odcisnęła się w językowych liczmanach »szlachty« i »ludu«, przekształca się w strukturę klasową – jej bieguny zaczynają stanowić »burżuazja« i »proletariat«, szukające dopiero miejsca w języku. (…) Pomiędzy tymi biegunami społecznymi coraz bardziej eksponowane i ekspansywne miejsce zajmuje specyficzny w krajach zapóźnionych »stan trzeci«, jakim jest »inteligencja«. (…) Zyskuje ona samowiedzę swojej przywódczej misji, realizowanej poprzez służbę »ludowi«, »proletariatowi«, »narodowi«”.

Istotne są także kwestie emancypacyjne, w tym edukacja kobiet, w której w granicach zaboru rosyjskiego wielką rolę odgrywał Uniwersytet Latający, tak szczegółowo opisany na kartach Rodowodów niepokornych Bohdana Cywińskiego. Upowszechniała się też oświata na wsi, co czyniło chłopstwo coraz częściej podmiotem własnej egzystencji społecznej i wprowadzało tę warstwę w krwiobieg kultury narodowej. Niebagatelnym zjawiskiem był wzrost znaczenia prasy, z którego to narzędzia będą masowo korzystać przez dekady nowe siły polityczne, wiążąc na dobre i złe nieraz najambitniejszą nawet publicystykę z własnym przekazem programowym i interesami skonfliktowanych stronnictw. Wreszcie z czasów minionych wyłania się coraz bardziej świeckie społeczeństwo, w którym katolicyzm znajdzie się pod niebywałym w poprzednich stuleciach osądem nowego aktora dziejów: laickiej opinii publicznej. Jak zauważa Mencwel: dynamiczne wzory kultury, społeczne habitusy, modele tożsamości oraz „typy ideogenetyczne” będą powodowały „przesuwanie się całego społeczeństwa od więzi pierwotnych do funkcjonalnych, od sakralnych do cywilnych, od etnicznych do politycznych, od wspólnotowych do stowarzyszeniowych”. I stanie się wiek XX.

Samotność i oklaski

W to wszystko włączony był swoim życiem osobistym i publicznym oraz biografią intelektualną Stanisław Brzozowski. Charakterystyczne dla niego, tak bardzo widoczne w Ideach, odczytywanie zachodnich myśli będzie szło w parze z krytyczną, ale też afirmatywną refleksją nad polskością i katolicyzmem. I skaże go niemal na samotność (mimo wielu oklasków), która niczego mu nie ułatwi, gdy osaczą go skorpiony. Tu jednak warto zaakcentować, że namysł nad filozofami, teologami, pisarzami innych kultur nie był dla niego bezrefleksyjnym przyjęciem intelektualnego naśladownictwa. To właśnie on jest tym myślicielem, który bodaj najostrzej porusza kwestię różnicy między wtórnością i zapożyczeniem a „wybiciem się na niepodległość myśli”.

Brzozowski w swojej twórczości z całą siłą stawia problem, który jest nader aktualny: jak zrozumieć obce myśli, jak wejść w ich przestrzeń kulturową, by nie stać się równocześnie zakładnikiem cudzych intelektualnych dokonań i doświadczeń. A to oznacza jeszcze więcej: próbę budowania własnej tożsamości cywilizacyjnej w jej suwerenności kulturowej i materialnej, ale bez strachu przed uniwersalizmem, bez intelektualnego czy społecznego / etnicznego szowinizmu.

Jak ujmował to myśliciel na kartach Studiów o strukturze duszy kulturalnej z 1908 r.: „Problem polega nie tylko na tym, aby zachować wiarę w Polskę, ale by stworzyć Polskę jako realną moc dziejową. (…) Rodzi się właśnie typ Polaka zdolnego żyć na najwyższym poziomie, stworzonym przez europejską kulturę. Powstawanie tego typu, jego walka, dojrzewanie, przekształcanie polskiej kultury w organ jego panowania nad światem i własnego samorządu – oto droga, po której musi iść myśl polska”. Taką szansę dawał nam XX w., bodaj najpełniej w czasach II Rzeczypospolitej. Choć właśnie losy autora powyżej zacytowanych zdań ukazują, jak szalenie okazało się to trudne.

Tu wprost musi pojawić się wątek najtrudniejszy, choć dobrze przecież znany: „sprawa Brzozowskiego”. Na początku XX stulecia jest ona gorzką zapowiedzią tego, co nieco później zdolne były uczynić nowoczesne partie, ideologie i środki przekazu ze swoimi faktycznymi współtwórcami, czyli inteligentami. Jeśli rzeczywiście inteligencja jako grupa społeczna i formacja kulturowa była w naszym zakątku Europy i na rozległych przestrzeniach Rosji siewcą nowoczesności, to nie będzie przesadą stwierdzić, że z wysianego nieraz w ciężkim trudzie ziarna wyrośli jej kaci, mordercy i panowie. Naprawdę wymownym symbolem przyszłych nagonek na intelektualistów / inteligentów, dokonywanych przez systemy totalitarne, jest niszczenie Brzozowskiego jako rzekomego agenta carskiej Ochrany zarówno na łamach prasy esdeckiej (powiązanej z Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy), endeckiej (Stronnictwa Narodowo- Demokratycznego) i socjalistycznej (związanej zarówno z Polską Partią Socjalistyczną, jak i galicyjską Polską Partią Socjalno-Demokratyczną).

Dziedzictwo „Polski zdziecinniałej”

Wiek XX, którego potencjał kulturowy, technologiczny i emancypacyjny Brzozowski widział jako ogromną szansę dla nowoczesnej polskości, przyniósł także polityczne procesy wieńczone wyrokami śmierci, symbolizujące barbarzyństwo cywilizowanej nowoczesności. I trudno ustrzec się gorzkiej myśli, że historia okrutnie zadrwiła z bardzo wielu kart zapisanych przez myśliciela. Ale gdy umierał w 1911 r., stulecie było wciąż jeszcze perspektywą, krajobrazem do namalowania. Mogło dać Polsce „szklane domy” zamiast wytoczonych z architektoniczną, funkcjonalną precyzją hitlerowskich obozów zagłady i długich dekad „nowoczesności trochę na niby”.

Trzeba zauważyć jeszcze jedną kwestię, która – owszem – przenosi nas w przestrzeń dyskusyjną poznawczo, bo w realia historii alternatywnej. Otóż jeśli przyjąć, że XX w. mógł być nieco przychylniejszy dla Polski / polskości, gdybyśmy zachowali własny suwerenny byt państwowy i społeczny w formie II Rzeczypospolitej, to sytuacja Brzozowskiego (i jego recepcja) nie byłyby najpewniej wiele łatwiejsze. Można o tym wnioskować właśnie na podstawie jego twórczości i jej krytyk. Ale także z faktu, że tak często idealizowana dziś II RP była wciąż państwem głęboko archaicznym, z przenikającymi się nieraz tragicznie sferami zapóźnienia cywilizacyjnego i nędzy wsi i miasteczek oraz etnicznych antagonizmów i wąskimi strefami luksusu i gospodarczej modernizacji.

Bo choć nowoczesność już się tworzyła, to popańszczyźniany świat wciąż unosił się ciężkimi mgłami nad obszarem tamtej Polski. Jak głębokie było to zapóźnienie, świadczy fakt z pozoru banalny, a sięgający naszych czasów: modernizacja rodzimej wsi – i to do elementarnych standardów: asfaltowa droga, elektryfikacja, kanalizacja – wciąż się dokonuje. A pod pewnymi względami znów dokonuje się regres, jeśli weźmiemy pod uwagę powszechny zanik transportu publicznego na dzisiejszej prowincji i dość częste zamykanie szkół na terenach wiejskich.

Brzozowski dnia niepodległości nie doczekał. Ale czy to nie jemu zawdzięczamy najmocniejsze krytyki „białych dworków” i sentymentalnych, pofeudalnych złudzeń utrwalonych w obyczaju i kulturze jako sienkiewiczowszczyzna? I równocześnie to on krytykował ślepe zapatrzenia w hasła i idee przychodzące „stamtąd”, ze świata Zachodu, który i dziś bywa często uznawany za „wzorcowy” właśnie przez współczesnych prowincjuszy silących się na nowoczesność.

Widział u swoich rodaków głębokie pokłady intelektualnej apatii i „zgodliwości” w imię „narodowego byle-trwania” i bezpieczną stadność polityczno-światopoglądowych koterii. Jego reakcje na to były harde. Znamienne są zdania z artykułu Faryzeuszom: „Zbyt łatwo się ze wszystkim godzimy, nad wszystkim przechodzimy do porządku dziennego. Pisać trzeba krwią, trucizną, żółcią, na co kogo stać, byle nie limfą”. I mniej metaforycznie: „Napaścią nazywana jest u nas każda dobitna i wyraźna ocena czyjejkolwiek działalności”. Takie było smutne dziedzictwo „Polski zdziecinniałej”, która z jednej strony traktowała idee jako nie do końca zobowiązujące zabawy treścią, bez zakotwiczenia w nich, a z drugiej, cechowała się „rezygnacją z rzeczywistości”, czyli świadomym przyzwoleniem na brak zrozumienia tego, co się dzieje w bycie materialnym i kulturowym transformującej się polskości.

Rzecz jasna, Brzozowski przerysowywał, czego pouczającym świadectwem jest przecież kulturotwórcza praca, która przeniosła polskość od rozbiorów do niepodległości. Ale to przecież właśnie „postawa krytyczna”, którą afirmował, była jednym z istotniejszych czynników „transformujących polskość”. Bo przecież zarówno PPS-owski „Robotnik”, jak i Myśli nowoczesnego Polaka Romana Dmowskiego, a także galicyjska działalność radykała społecznego ks. Stanisława Stojałowskiego były w swoim czasie świadectwem kontestacji rodzimego status quo i katalizatorami przemian, które tak irytowały „Milusińskich” przyzwyczajonych do zapyziałego bycia-u-siebie.

Nadzieja wbrew nadziei

Nie może tu zabraknąć jeszcze jednego wątku, związanego z odniesieniem myśliciela do chrześcijaństwa. Jego odczytanie modernizmu katolickiego, fascynacja kard. Newmanem, której świadectwem było tłumaczenie dzieła An Essay in Aid of a Grammar of Assent (Przyświadczenia wiary, dziś lepiej znanego polskiemu czytelnikowi jako Logika wiary), temat jego przedśmiertnego zbliżenia do katolicyzmu są oczywistościami w depozycie naszej kultury nie tylko religijnej. Ale jest tu też miejsce na polemiki, które więcej mówią o polemistach niż o myślicielu: Brzozowski „religijny” służy niekiedy do szachowania Brzozowskiego „marksisty” (i odwrotnie).

Nic też dziwnego, że wydany w 2012 r. wybór poświęconej mu eseistyki (sięgający aż do początków XX w.) nosi tytuł: Jest Bóg, żyje prawda. Ta antologia to zresztą także część starego (i fałszywego) sporu o to, czyj jest myśliciel: lewicy czy prawicy. A tom zaopatrzono w mocne stwierdzenie: „Stanisław Brzozowski – patron polskiej lewicy – nieznajomość katolicyzmu nazywa barbarzyństwem. Ignorancję w sprawach Kościoła – przyczyną niezrozumienia polskiej kultury. Wskazuje na dyskryminację wielu znakomitych autorów ze względu na ich wiarę. Głosi pochwałę narodu i silnej Polski”.

Trzeba tu zatem zacytować Mencwela, by wyraźnie wskazać na źródła antagonizmu w tej materii: „Tym, co odkrywa [Brzozowski] dla siebie w Kościele i co go zdecydowanie pociąga, jest uniwersalizm Kościoła, a nie jego etniczny partykularyzm. Katolikos w znaczeniu pierwotnym, czyli ogólnoludzka powszechność, a nie narodowa szczególność, zwłaszcza w wersji »Polaka-katolika «, rozpracowanej krytycznie w Polsce zdziecinniałej i nie tylko w niej”. Ale jest jeszcze jedna perspektywa, rzadko ukazywana, która każe szukać dla Brzozowskiego miejsca w szerokim nurcie polskiego chrześcijańskiego socjalizmu. Otóż myśliciel okazał się następcą, jeśli nie wprost, to poprzez uniwersum kulturowe tych nurtów i postaci, które odmalował Damian Kalbarczyk w zapoznanej niestety pracy z początku lat 80. XX w.: Wskrzesić Polskę. Zbawić świat. Antologia polskiej chrześcijańskiej myśli społeczno-radykalnej 1831–1864. Pracę tę niejednokrotnie cytował w swoich kazaniach błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko. To asocjacje, ale także one stanowią istotną część polskości, sięgającej po horyzonty przeszłości i przyszłości.

Cóż po myślicielu w czasie marnym? To pytanie w gruncie rzeczy wiąże się i z czasami współczesnymi dla Brzozowskiego, także w kontekście nagonki, jakiej doznał, nie tylko z naszą epoką. Bo przecież trudno uznać go dziś za postać często przywoływaną, choć problematy, jakie stawiał wobec przeobrażeń polskości, możemy wciąż aktualizować. Owszem, proletariat ustąpił miejsca prekariatowi, ale i to jest świadectwem, że wielkie transformacje nowoczesności i polskości wciąż trwają. Podobnie wciąż aktualne są spory o katolicyzm i w jego łonie. I wreszcie wielopłaszczyznowa książka Andrzeja Mencwela uświadamia, że o Brzozowskim nie da się zapomnieć. Jest jedną z tych figur kultury umysłowej polskości zanurzonej w uniwersalizmie, których nie sposób przeoczyć, także wbrew otaczającej nas płyciźnie nowoczesności, wykorzystującej nierzadko własne instrumentarium cywilizacyjne i intelektualny dorobek ku pożytkom bez-myśli. A może właśnie ten kontrast i częsty niedosyt, jakie budzą dzisiejsze publiczne dyskusje, odsyłają do myśliciela. Autor Legendy Młodej Polski, tak jak i poświęcona mu praca warszawskiego historyka kultury, stanowi istotną część naszej dzisiejszej nadziei wbrew nadziei.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter