70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

Świętowanie pączkuje oceanem prezentów, ale wcześniej czy później dotrze ono do kolędy i gwiazdy nad stajenką. Ta zaś pojawia się w każdym skrawku świata, zawsze bliska miejscu, w którym powstała, nawet jeśli w żaden sposób nie przypomina stajenki z Betlejem.

26 października 2014, niedziela

W niedzielne południe przynosimy dziecko do chrztu. Gdy patrzę na to wielkie święto z odległości czwartego pokolenia, przejmuje mnie uczucie, które jest i życzeniem, i znakiem zapytania: co mały człowiek, wchodzący dopiero w życie, pocznie ze światem, który mu zostawiamy i w którym już teraz pojawiają się coraz trudniejsze wyzwania? Wszystko, co w liturgii chrztu jest obietnicą pomocy z góry, także tej zawartej w potencjale osoby ludzkiej, staje się pociechą i nadzieją, które zabieram do domu, wyciszonego i samotnego.

28 października 2014, wtorek

Kalendarzowo jestem jeszcze w przededniu Dni Zadusznych. Zaraz po nich wybuchnie jednak zapowiedź najbardziej radosnych świąt, i to dwoma nurtami, na pozór coraz bardziej od siebie oddalonymi. Kościół będzie przedstawiał w liturgii apokaliptyczne perspektywy końca historii, by potem otworzyć się na czekanie adwentowe. Cudowny hymn Rorate coeli należy do najpiękniejszych znaków liturgii Adwentu, bo równym zachwytem napełniają zarówno jego tekst, jak muzyka. Kolejne strofy są jak wędrowanie z nocy, w której światełko ledwo migocze, po noc z Gwiazdą Betlejemską, która rozbłyśnie za cztery niedziele. W tym samym czasie dokoła nas będzie już trwał zgiełk choinkowej barwności i zagęszczenia znaków radości natychmiastowej. Niektórzy biadają, że to komercjalizacja świąt i sponiewieranie prawdziwej odświętności: choinka strojona w listopadzie, bombki i światła na każdym drzewku od początku grudnia, wysyp Mikołajów tonących w prezentach. Tymczasem, nie spiesząc się z wyrazami zgorszenia, można się tym zgiełkiem ucieszyć: przecież to radość z realizowania obietnicy danej człowiekowi przebija spod świadomości nawet tych ludzi, którzy o Bożym Narodzeniu nigdy nie słyszeli. Świętowanie pączkuje oceanem prezentów, ale wcześniej czy później dotrze ono do kolędy i gwiazdy nad stajenką. Ta zaś pojawia się w każdym skrawku świata, zawsze bliska miejscu, w którym powstała, nawet jeśli w żaden sposób nie przypomina stajenki z Betlejem. W fakcie, że jest inna pod każdą szerokością geograficzną, wyraża się powszechność Bożego Narodzenia, podarowanego każdemu miejscu świata i każdemu człowiekowi z osobna. To nie przestaje cieszyć.

31 października 2014, piątek

Ponad rok temu przeczytałam książkę Brygidy Grysiak Wybrałam życie (Znak 2012). To przejmujące historie kobiet, które wbrew najbardziej niesprzyjającym warunkom ocaliły życie własnych dzieci. W trakcie lektury żałowałam, że autorka, a może i jej bohaterki nie wybrały słów, które jeszcze trafniej oddałyby wartość ich decyzji. Chodzi mi o słowa „wybrałam macierzyństwo”, bo dopiero wtedy dziecko naprawdę zostaje ocalone. Człowiek przychodzący na świat, nie mając oparcia w istnieniu związku osób, które dały mu życie, jest ograbiany w sposób nie do naprawienia. Nie da się tego całkowicie zrekompensować, ale częściowo udaje się to właśnie dzięki temu najpiękniejszemu świętu grudniowemu.

To zastanawiające, że w ewangeliach Narodzony nie zwraca się do Maryi: „Matko”, tylko „Niewiasto” (zdaniem biblistów był to zwrot używany na porządku dziennym). Ale to macierzyństwo, którego wzór ustanowił Ukrzyżowany, zwracając się do towarzyszącego mu w godzinie śmierci ucznia, potwierdzone zostało imieniem „Matka”. Jest to najbardziej powszechne i niewzruszone realizowanie się tego macierzyństwa po dziś dzień i na pewno do końca wieków. Gdziekolwiek zaistniało chrześcijaństwo, pojawiał się kult Maryi jako matki, co potwierdzają wszystkie twory ducha ludzkiego, a także słowa czci, zachwytu i oddania, aż po wiarę, której nikomu innemu się nie powierza, tylko Jej jednej, jak pisał Jan Lechoń. Kolęda, która sytuuje Matkę Nowonarodzonego w każdym miejscu i sytuacji (aż po tę, kiedy Bogarodzica miała zapomnieć o pieluszce i koszulce dla Syna), jest tylko jednym z setek tysięcy przykładów, jak bardzo to oddanie jest dla ludzi oczywiste i niezbędne. Dlatego – choć to temat na osobną, bardzo poważną refleksję – powinniśmy strzec dotychczasowej kultury macierzyństwa i ojcostwa – fundamentu naszej tożsamości chrześcijańskiej. Kościół oczekuje od nas jeszcze więcej, stawiając nam – co jest naprawdę trudnym egzaminem – Świętą Rodzinę jako wzór dla naszej własnej. Bez zastanawiania się, jak mało ewangelie opowiadają nam o Matce i Opiekunie Chrystusa. Nie potrafimy nawet powiedzieć, czy kiedy ta Rodzina została osierocona, budziła zdumienie, czy może nie wyróżniała się spośród innych. Tak sobie myślę, że Maryja już w żłóbku rozważała tajemnicę swojego macierzyństwa, a od spotkania z Symeonem tajemnicę miecza, który ją czeka. Tym niemniej wolno nam wziąć ze stajenki tyle radości, ile tylko będziemy umieli znaleźć. Na pewno nie ma żadnej kłódki, która potrafiłaby ją przed nami zamknąć. I to jest nie tyle przykład, ile spełnienie obietnicy, czyli – chyba tak wolno to nazwać – potwierdzenie nadziei, dla której znaleźliśmy się na świecie.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter