70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W odpowiedzi na tekst Łukasza Garbala

Dlaczego obrońcy o. Krąpca, a więc i Łukasz Garbal, nie potrafią oddzielić jego niekwestionowanego autorytetu jako wybitnego uczonego od bycia – delikatnie mówiąc – człowiekiem uległym wobec władz policyjnych PRL?

O intencji obrony pamięci o. Alberta Mieczysława Krąpca OP, zawartej w tekście dr. Łukasza Garbala Ojciec Krąpiec a SB: nie rzucajmy kamieniem, można myśleć tylko z najwyższym szacunkiem: absolwent KUL żarliwie broni pamięci wybitnego uczonego, byłego rektora uczelni. Od razu przy tym należy stwierdzić, że nad całością tekstu zaważyły pytania autora o to, „czy zachował się protokół z podanymi powodami zniszczenia” materiałów dotyczących TW „Józefa”. I dalej: „Czy materiały te nie miały dla SB wartości? Czy podano jakieś powody?”. Są to pytania – delikatnie mówiąc – naiwne!

Odnosząc się do całości recenzji Garbala, z całą też stanowczością stwierdzam (opierając się na penetracji kserokopii ok. 200 opasłych teczek przekazanych naszemu zakonowi przez Instytut Pamięci Narodowej), że o. Krąpiec był świadomym informatorem, a więc TW, służb specjalnych PRL! Rzeczywiście brak jest w zasobach archiwalnych zobowiązania o. Krąpca do współpracy, trudno też określić jej początki. Na uwagę zasługuje dokument służb specjalnych pt. Plany rozpracowania zakonu dominikańskiego z 25 marca 1960 r., według którego SB miała wówczas w zakonie czterech informatorów; byli nimi: „Józef”, „Popiel”, „Ubogi”, „Raj”.

Ustalenia Komisji Komisja ds. Zbadania Zakresu i Sposobu Infiltracji przez Służby Specjalne Polskiej Prowincji Dominikanów w latach 1945–1989 zidentyfikowała 19 dokumentów świadczących o współpracy TW „Józefa” ze służbami, co oczywiście nie oznacza, że nie ma ich więcej! Nie wydaje się, by omówienie w tym miejscu wszystkich było zasadne, dlatego zwrócę uwagę na – moim zdaniem – najważniejsze.

Pierwszy znany Komisji dokument to Doniesienie z dnia 26 sierpnia 1957, spisane ze słów informatora – TW „Józefa”, które przyjął Konrad Straszewski z Departamentu III Wydziału V (tj. zwalczania przestępstw kryminalnych o podłożu politycznym), późniejszy generał dywizji MO i wiceminister spraw wewnętrznych PRL, stały rozmówca „Józefa” i jedyny, z którym z czasem dominikanin był na „ty”. Dokument odzwierciedla zainteresowanie Straszewskiego o. Janem Janczakiem – zaufanym kard. Wyszyńskiego; o. Krzysztofem Kasznicą – współpracującym z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Znakiem”, oraz o. Pawłem Kielarem – twórcą duszpasterstwa akademickiego w lecie na Wiktorówkach i zalążków tego samego duszpasterstwa przy bazylice św. Trójcy w Krakowie. Zbyteczne byłoby dodawać, że Straszewski otrzymał od TW wyczerpujące informacje!

Ważny jest też inny zapis esbecki z 6 października 1962 r., na podstawie którego można się dowiedzieć, że „Józef” proponuje połączenie KUL i warszawskiej Akademii Teologii Katolickiej, przy czym ta jedyna wtedy uczelnia katolicka winna być w całości finansowana przez państwo. Uwaga, że kard. Wyszyński chce „zrobić z uczelni [chodzi o KUL] szkółkę propagandy katolickiej”, nie musi być cytatem słów „Józefa”, jedynie zawiera jego sugestie wobec władz. Ubocznym tematem donosu TW była informacja przekazana Straszewskiemu, że o. Kielar na Rusinowej Polanie kontaktuje się z osobami z Czechosłowacji nielegalnie przekraczającymi granicę. Zarówno ujawnienie nielegalnego wedle ówczesnych „praw” duszpasterstwa, jak i – zwłaszcza! – kontaktów z obywatelami czechosłowackimi mogło zaszkodzić i zaszkodziło o. Kielarowi, o czym TW doskonale wiedział! W tym zapisie zawarte jest też żądanie władz, by zwolnić z KUL ks. Józefa Majkę – za głoszenie wrogich poglądów politycznych. I rzeczywiście: ks. Majka niedługo po tej rozmowie musiał opuścić Lublin i został rektorem wyższego seminarium duchownego we Wrocławiu. Inne żądania władz – oczywiście spełnione – to zatrzymanie na KUL, wbrew kard. Wyszyńskiemu, ks. Mieczysława Żywczyńskiego, historyka Kościoła, bardzo wobec komunistów uległego.

„Józef” poinformował też Straszewskiego o sytuacji zakonu w Polsce, gdy kard. Wyszyński mianował (!) prowincjałem o. Jana Janczaka (w latach 1962–1966). Faktycznie, wedle praw zakonnych do czegoś podobnego nie powinno było dojść, ale prymas kierował się dobrem dominikanów polskich, by – pod naciskiem władz – nie wybrali prowincjałem kogoś uległego wobec komunistów. W sytuacji gdy prawa zakonne zostały naruszone, generał dominikanów skierował – nieoficjalnie – do Polski o. M. Goberta, celem dokonania wizytacji. Czy o takich wewnętrznych sprawach musiał „Józef” informować Straszewskiego?

Z kolei w lecie lub wczesną jesienią 1965 r. „Józef” przekazał Straszewskiemu zestaw 15 punktów pt. Niezgodność przepisów konstytucji dominikańskich i prawa państwowego. Chodziło głównie o kwestie ubóstwa zakonnego, np. konieczność oddawania przełożonym zarobionych pieniędzy czy niemożność żądania zapłaty za wykonywaną pracę. W odpowiedzi Straszewski pisał: „Przez wiele dni czytałem »konstytucje zakonne«, by móc zobaczyć je w świetle, o którym mówiłeś. Co mogłem, zrobiłem i załączam”. Brak dalszych informacji odnoszących się do ostatnich słów: co Straszewski zrobił i co załączył… Ponadto z kontekstu dokumentu nie wynika, czy Straszewski prosił „Józefa” o taki zestaw, czy też była to inicjatywa własna TW. Tak czy inaczej, opracowanie to trzeba nazwać zjawiskiem szkodliwym i niegodziwym!

Kolejna niegodziwość, oględnie mówiąc, wynika z zapisu Straszewskiego, dokonanego na podstawie rozmowy z TW „Józefem” (5 maja 1970), gdy ten jasno sugerował, by władze państwowe nie zgodziły się na utworzenie w Krakowie uczelni katolickiej, o co usilnie zabiegał kard. Karol Wojtyła.

Do powyższych uwag, opartych na kilku tylko dokumentach wytworzonych przez SB, można i trzeba jeszcze dodać bardzo istotne dla określenia roli i znaczenia TW „Józefa” w życiu PRL pytanie. Czy aby „Józef” (filozof), współautor Memoriału o niektórych aspektach kultu maryjnego w Polsce z roku 1963, powstałego na życzenie towarzysza Zenona Kliszki i kolportowanego na złość polskim biskupom wśród ojców soborowych, o czym pisze Ewa Czaczkowska w obu wydaniach (2009, 2013) swego wspaniałego dzieła Kardynał Wyszyński – to nie o. Krąpiec? Pytanie jest na miejscu, zważywszy choćby na powyższe wywody, z których jednoznacznie wynika zachowanie o. Krąpca wobec władz PRL, a ściśle mówiąc – SB, ale także z tego powodu, że inni autorzy – „Kwieciński” i „Lucjan” – byli wówczas dominikanami (z czasem opuścili zakon).

***

Na koniec jeszcze jedno zasadnicze pytanie: dlaczego obrońcy o. Krąpca, a więc i Łukasz Garbal, nie potrafią oddzielić jego niekwestionowanego autorytetu jako wybitnego uczonego od bycia – delikatnie mówiąc – człowiekiem uległym wobec władz policyjnych PRL? Przecież nikt nie kwestionuje wielkości naukowej Martina Heideggera ani noblistów – fizyków Philippa Lenarda i Johannesa Starka – członków NSDAP, którzy pragnęli stworzyć „niemiecka fizykę” i piętnowali „wymysł żydowski”, czyli teorię względności Alberta Einsteina. Historia, ta dalsza i bliższa, uczy, że moralność, poglądy polityczne i nauka nie zawsze są na jednym, nieskazitelnym poziomie.

Za ilustrację mogą tu służyć słowa TW „Raja” z 13 marca 1962 r. („zasłużonego” m.in. przy śledzeniu biskupa gdańskiego Karola Marii Spletta, który po uwolnieniu w 1956 r. z więzienia został internowany w dominikańskim klasztorze w Borku Starym): „W Lublinie o. Albert Krąpiec, gdy wdział na siebie łańcuch dziekański Uniwersytetu, to prymas powiedział do niego, by i duszę swoją ozdobił przede wszystkim”.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata