70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pancerny Kardynał a upadek Kościoła w Irlandii

Poza wąskim gronem lojalnych lub – w zależności od punktu widzenia – intelektualnie wyrobionych zwolenników światowa pozycja Benedykta XVI jako teologa nie mogła, niestety, w Irlandii zrównoważyć ogólnie negatywnego wizerunku papieża, który miał być w ten sposób postrzegany już do końca pontyfikatu.

Stosunkowo niedługi pontyfikat Benedykta XVI (19 kwietnia 2005 r.–28 lutego 2013 r.) zbiegł się w czasie z bezprecedensowym kryzysem reputacji Kościoła katolickiego w Irlandii. Próba znalezienia bezpośredniego związku między postępującym osłabieniem pozycji Kościoła a posługą apostolską papieża byłaby jednak dużym uproszczeniem. Problemy irlandzkiego katolicyzmu wyszły na jaw po bardzo długim okresie ich utajenia. Niewykluczone, że Benedykt XVI po prostu nie miał szczęścia, gdyż objął Tron Piotrowy w chwili, gdy dalsze negowanie istniejących od dawna poważnych, nieuniknionych i wciąż nierozwiązanych bolączek irlandzkiego katolicyzmu okazało się już niemożliwe.

W odróżnieniu od papieża Franciszka, który w momencie decyzji konklawe był w Irlandii osobą raczej mało znaną, Benedykt XVI nie miał zapewnionej podobnej anonimowości. Jeżeli niewiedza jest błogosławieństwem, to można powiedzieć, że początek pontyfikatu Benedykta nie stanowił pasma błogosławieństw. Jako wieloletni współpracownik Jana Pawła II, Joseph Ratzinger był już wówczas postacią rozpoznawaną przez katolików na całym świecie, a ciążąca na nim opinia nieustępliwego cerbera katolickiej ortodoksji w niemieckim stylu niekorzystnie kontrastowała z charyzmą polskiego papieża. Jan Paweł II cieszył się dużą popularnością, był towarzyski, lubił sport i otwarte przestrzenie; Josepha Ratzingera postrzegano jako papieża pełnego rezerwy, zagłębionego w książkach i zaciekle broniącego teologicznej poprawności. Stąd też szereg niepochlebnych przydomków, jakie nadawały mu media. Okrzyknięto go „rottweilerem Pana Boga”, potem obwołano „Pancernym Kardynałem”. Pamiętano, że Jan Paweł II podczas II wojny światowej wiele wycierpiał pod nazistowską okupacją Polski. Krótkotrwały, powierzchowny i nieunikniony związek nastoletniego jeszcze wówczas Josepha Ratzingera z nazistowską machiną wojenną przywoływano tymczasem – moim zdaniem niesprawiedliwie – aby nowego papieża niejako mimochodem przedstawić w niekorzystnym świetle na tle powszechnie lubianego poprzednika.

W Irlandii międzynarodowy wymiar postaci Josepha Ratzingera nie miał początkowo znaczącego wpływu na postrzeganie papieża Benedykta XVI. Irlandia, a dokładniej: Republika Irlandii (sześć hrabstw północnych wyspy tworzy Irlandię Północną, która stanowi część Zjednoczonego Królestwa), pozostała podczas II wojny światowej krajem neutralnym i liczne okropieństwa konfliktu zbrojnego nie odcisnęły się tutaj w narodowej pamięci z taką siłą jak w innych częściach Europy i globu. Dlatego też w pierwszych irlandzkich reakcjach na wybór Ratzingera wspomnienia tego mało znaczącego epizodu służby w armii niemieckiej stanowiły czynnik marginalny. Co równie istotne, wielkiej wagi dla miejscowych katolików nie miała również reputacja papieża jako teologa, nigdy bowiem nie zachęcano tutaj – może i słusznie – do traktowania teologii nazbyt poważnie.

Jednak w świecie akademickim opinia ta zataczała już wtedy szerokie kręgi. Na długo przed objęciem stanowiska prefekta Kongregacji Nauki Wiary i niezależnie od sprawowanej funkcji Joseph Ratzinger był już poważanym teologiem uniwersyteckim o ustalonej reputacji, sięgającej daleko poza ojczyste Niemcy. Rola, jaką odegrał w pracach Soboru Watykańskiego II, a następnie nagłośniona w mediach refleksja nad niemiecką teologią sprawiły, że stał się w swojej dyscyplinie postacią powszechnie znaną i cenioną. Ponieważ jednak – jak wcześniej wspomniałem – irlandzki katolicyzm nigdy nie miał istotnej tradycji teologicznej, ta mocna strona papieża, uznawana dziś nawet przez część irlandzkiej inteligencji wrogiej dawnemu katolicyzmowi, stanowiła z punktu widzenia oceny pontyfikatu Benedykta XVI kwestię drugorzędną.

Poza wąskim gronem lojalnych lub – w zależności od punktu widzenia – intelektualnie wyrobionych zwolenników światowa pozycja Benedykta XVI jako teologa nie mogła, niestety, w Irlandii zrównoważyć ogólnie negatywnego wizerunku papieża, który miał być w ten sposób postrzegany już do końca pontyfikatu. I chociaż nigdy otwarcie nie dyskutowano o konkretnych faktach z jego przeszłości ani o pewnych poglądach teologicznych, w opinii publicznej Benedykt już na zawsze pozostał człowiekiem pełnym rezerwy i niezłomnym konserwatystą. Nawet uznanie doniosłej roli Kolumbana, irlandzkiego świętego wczesnego średniowiecza, któremu papież poświęcił jedną z audiencji generalnych (11 czerwca 2008 r.), przeszło na rodzimej wyspie bohatera katechezy bez większego echa. Podobnie było z często wyrażaną przez Benedykta obawą o „chrześcijańskie korzenie Europy”, którym, w mniemaniu papieża, w coraz większym stopniu groziło zapomnienie.

W irlandzkim katolicyzmie teologia nigdy nie stanowiła istotnej siły, z dużą powagą natomiast podchodzono zawsze do wymiaru politycznego religii. Bacznie przyglądano się nie tylko temu, jak Kościół zarządza swoją polityką wewnętrzną, lecz również temu, jak wpływa na świecką rzeczywistość. To właśnie ten wymiar pontyfikatu Benedykta XVI w odniesieniu do Irlandii będzie zasadniczym tematem niniejszego artykułu.

Aby dokonać choćby wstępnej oceny politycznego znaczenia posługi Benedykta, należy najpierw zarysować szereg problemów, które w momencie jego wyboru już od lat trapiły irlandzki Kościół i które miały go ostatecznie pogrążyć w religijnym grzęzawisku, jakim jest współczesny irlandzki katolicyzm.

Wybór Josepha Ratzingera na papieża w 2005 r. przypadł na okres pogłębiającego się, graniczącego wręcz z paniką zamętu w irlandzkim Kościele. Niezwykle udana historyczna wizyta Jana Pawła II w 1979 r., podczas której popularnego papieża pielgrzyma witały w Irlandii rzesze wiernych, stanowiła jednocześnie początek końca nieomal niepodzielnej władzy, jaką na wyspie sprawował Kościół katolicki. Nagłośniony przez media w latach 90. skandal z udziałem powszechnie znanego i lubianego biskupa, który okazał się ojcem zamieszkałego w USA nastoletniego chłopca, dodatkowo osłabił emocjonalne przywiązanie, jakim Kościół cieszył się wśród dużej części Irlandczyków w ciągu stuleci angielskiej (czyli protestanckiej) dominacji na wyspie.

Bardziej zgubne w skutkach było to, że w 1999 r. rząd Irlandii, w odpowiedzi na narastającą presję opinii publicznej, która domagała się śledztwa dotyczącego oskarżeń o poważne nadużycia w irlandzkich instytucjach, zainicjował dochodzenie w sprawie sięgających aż 63 lata wstecz przypadków molestowania dzieci. Ten społeczny nacisk był w dużej mierze dziełem dziennikarzy. To oni jako pierwsi wsłuchali się w skargi ofiar nadużyć, których dopuszczono się w instytucjach kościelnych i państwowych, podczas gdy czynniki oficjalne od lat lekceważyły te doniesienia lub przymykały na nie oko. Rozpoczęte w 1999 r. dochodzenie prowadziła Komisja Śledcza ds. Molestowania Dzieci (Commission to Inquire into Child Abuse – CICA), potocznie zwana – od imienia sędziego Seána Ryana, który jej w późniejszym okresie przewodniczył – Komisją Ryana. Ustalenia komisji opublikowano w 2009 r., znane są obecnie jako Raport Ryana. W dochodzeniu skupiono się na przypadkach molestowania dzieci, do jakich doszło w tzw. szkołach wychowawczo-zawodowych. Takich placówek było w całym kraju 60 i oficjalnie prowadził je Kościół katolicki, choć finansowało Ministerstwo Oświaty, na którym – przynajmniej teoretycznie – spoczywał również obowiązek ich nadzorowania.

Jeszcze przed publikacją raportu Komisji Ryana szereg rażących i najwyraźniej bezkarnych nadużyć księży ujawniło zlecone przez rząd dochodzenie w diecezji Ferns na południowym wschodzie kraju. Ustalenia śledztwa upubliczniono już w październiku 2005 r.

Zawartość długo oczekiwanego Raportu Ryana, który ukazał się wreszcie w maju 2009 r., okazała się – zgodnie z przewidywaniami – nie mniej ponura. Dokument stanowił w istocie długą litanię haniebnych przypadków molestowania fizycznego, seksualnego i emocjonalnego, jakich dopuszczono się na bezbronnych dzieciach powierzonych „opiece” państwa i Kościoła. Nie dość, że odrażające było samo molestowanie, to odkryto również, że przez wiele dziesięcioleci nie zrobiono absolutnie nic, aby je powstrzymać i wyjaśnić zajścia. Stanowiło to ze strony państwa i Kościoła jaskrawe sprzeniewierzenie się obowiązkom, jakie ciążyły na nich wobec Ogólne poczucie, że Benedykt XVI to wycofany, bujający w obłokach uczony, a nie zaprawiony w bojach w świeckiej i kościelnej rzeczywistości polityk może jednak kryć w sobie ziarno prawdy powierzonych ich opiece osób – akt nadużycia władzy o rozmiarach przyprawiających wręcz o mdłości. Chociaż nie mówiono o tym głośno, szczególnie drażniącą kwestią raportu, który ujawnił, jak w rzeczywistości przez wiele lat wyglądało życie w niepodległej Irlandii dla wielu jej obywateli, było to, że chodziło o nikczemność rodzimego chowu. Nie dało się więc zrzucić winy na Brytyjczyków, których w stuleciach poprzedzających niepodległość (tj. przed rokiem 1922) często czyniono kozłem ofiarnym obwinianym za wszelkie lokalne bolączki.

Kilka miesięcy po publikacji Raportu Ryana irlandzką opinią publiczną wstrząsnęły kolejne szokujące doniesienia; w listopadzie 2009 r. ukazał się bowiem Raport Murphy, nazwany tak od nazwiska sędzi przewodniczącej dochodzeniu. Raport dotyczył kolejnego śledztwa w sprawie zarzutów molestowania dzieci przez duchownych, w tym przez księdza, który przyznał, że wykorzystał ponad 100 podopiecznych, i przez innego duchownego, dopuszczającego się podobnych nadużyć średnio dwa razy w miesiącu przez ćwierć wieku – i to w samej archidiecezji dublińskiej, największej liczebnie katolickiej diecezji kraju. Również ta publikacja ukazywała przygnębiające zaniedbania władz archidiecezji przez kilka dziesięcioleci niereagujących odpowiednio na te zarzuty.

Po publikacji raportu z Ferns w 2005 r., ale jeszcze przed poznaniem doniesienia raportów Ryana i Murphy, w Irlandii wybuchł inny skandal. W 2008 r. ujawniono, że John Magee – biskup diecezji Cloyne w hrabstwie Cork i sekretarz trzech papieży – przez lata nie tylko opieszale zabierał się za śledztwa w sprawie oskarżeń o molestowanie kierowanych pod adresem duchownych swojej diecezji, ale wręcz jawnie lekceważył wytyczne i procedury, jakie z myślą o podobnych przypadkach uchwalono na konferencji episkopatu Irlandii w 1996 r. Komisji Śledczej ds. Archidiecezji Dublińskiej po zakończeniu prac w stolicy powierzono zatem zadanie przyjrzenia się sytuacji w Cloyne. Raport z tego dochodzenia ujrzał światło dzienne w 2011 r. i znany jest pod nazwą Raportu z Cloyne.

Reakcję papieża na sytuację nabrzmiałą w związku z administracyjnymi uchybieniami bp. Magee dość powszechnie uznano w Irlandii za bojaźliwą. W marcu 2009 r. Benedykt XVI wyznaczył dla diecezji apostolskiego administratora, ale Magee utrzymał tytuł biskupa Cloyne; ze stanowiska zrezygnował dobrowolnie dopiero rok później. Po publikacji raportów Ryana i Murphy w maju 2009 r. niezbędny stał się jednak bardziej zdecydowany gest. Już w czerwcu papież przeprowadził z dwoma irlandzkimi prymasami, kard. Seánem Bradym z Armagh oraz arcybiskupem Dublina Diarmuidem Martinem, wstępne rozmowy o ustaleniach Raportu Ryana, a w styczniu 2010 r. oficjalnie wezwał biskupów Irlandii do Rzymu. Celem spotkania, które odbyło się w lutym, miało być omówienie coraz bardziej kłopotliwego położenia Kościoła katolickiego w Irlandii. Rozmowy skoncentrowały się jednak nie tyle na potwierdzonych już wówczas przypadkach seksualnego, fizycznego i emocjonalnego molestowania, jakiego lokalni duchowni dopuścili się na bezbronnych dzieciach i dorosłych, ile na całkowitej niedostateczności starań podejmowanych przez osoby, w których rękach spoczywała władza i które zobowiązane były zaradzić tej katastrofalnej sytuacji.

Sposób, w jaki biskupi traktowali przestępczy i wstrząsający proceder molestowania seksualnego przez duchownych, był szeroko postrzegany jako konsekwentne próby tuszowania zajść. Niespełna miesiąc po watykańskim spotkaniu papieża i jego doradców z biskupami, w marcu 2010 r., Benedykt XVI ogłosił list duszpasterski do irlandzkich katolików. Miał on być odpowiedzią na kryzys zaufania dotykający Kościół w wyniku zasmucających i haniebnych doniesień o wieloletnich uchybieniach jego hierarchów w kraju. W liście papież przeprosił ofiary molestowania i potępił przypadki stwierdzonych nadużyć jako „grzeszne i zbrodnicze”. Przyznał również, że reakcja irlandzkich władz kościelnych obarczona była „poważnymi błędami”. Padły następujące słowa: „Miały miejsce poważne błędy osądu i niewydolność zwierzchników Kościoła”.

W Irlandii – i nie tylko – dominowało jednak poczucie, że postawa Benedykta to w pewnym sensie próba szukania kozła ofiarnego. W liście duszpasterskim ostatecznie nie dopuszczono nawet, żeby jakiekolwiek błędy popełniono w samym Rzymie – że niewłaściwy mógł być sposób, w jaki władza zwierzchnia reagowała na nadużycia w parafiach i innych prowadzonych przez Kościół instytucjach na świecie, a szczególnie w Irlandii. Z drugiej strony oczywiście, biorąc pod uwagę irlandzką skłonność do przypisywania winy za historyczne bolączki innym, a szczególnie Anglikom, nie jest wcale wykluczone, że również w kraju silne było pragnienie znalezienia w Watykanie wygodnego kozła ofiarnego, odpowiedzialnego za lokalne problemy.

Kolejną próbą zaradzenia niepokojom w irlandzkim Kościele była ogłoszona pod koniec maja 2010 r. wizytacja apostolska. Wizytację Benedykt zapowiedział już wstępnie w liście duszpasterskim; jak zastrzegał, miała mieć „charakter duszpasterski” i „wesprzeć lokalny Kościół na drodze odnowy”. Odbyła się rok później, a raport w formie streszczenia ukazał się w marcu 2012 r. I znowu, zgodnie z przewidywaniami, zamieszanie wokół wizytacji odebrano w dużej mierze jako kolejną próbę mydlenia oczu wiernym przez Watykan, za przynajmniej milczącym przyzwoleniem samego papieża Benedykta. Papieskie słowa o odnowie powszechnie odbierano jako nieszczere. Sugerowano nawet, że niechęć Kościoła do przyjęcia pełnej odpowiedzialności za umyślne przypadki zatajania przestępstw seksualnych wynika z lęku przed procesem sądowym i pozwami o odszkodowania.

W rzeczywistości jedyną namacalną konsekwencją wizytacji wydała się dymisja wykładowców Kolegium Irlandzkiego w Rzymie. Oficjalnie zmiana personelu kolegium nie miała oczywiście z wizytacją apostolską żadnego związku. Znowu jednak dominowało poczucie, że po prostu poświęcono płotki, aby pokazać, iż Watykan poważnie myśli o wspieraniu odnowy irlandzkiego Kościoła. Jak było w istocie, nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy. Słusznie czy niesłusznie, podobnie jak w wielu innych kwestiach dotyczących pontyfikatu Benedykta, i w tym przypadku w irlandzkiej opinii publicznej utrwaliło się przekonanie, że tajne przedsięwzięcia i brak jawności stanowią cechy endemiczne Kościoła oraz jego podstawowy modus operandi. Najcięższe podejrzenie musiało nieuchronnie paść na samego papieża Benedykta, najważniejszą wówczas postać Watykanu.

Dopiero publikacja Raportu z Cloyne w 2011 r. stała się katalizatorem jednego z najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń w najnowszej historii obustronnych relacji z Watykanem. Podczas przemówienia w irlandzkim parlamencie (Dáil) 20 lipca 2011 r. premier kraju (Taoiseach) Enda Kenny z pasją zaatakował Watykan, a zatem i papieża Benedykta, zarzucając mu współudział w pożałowania godnym ciągu przypadków molestowania seksualnego i obarczając go winą za całkowity brak odpowiednich działań ze strony władz kościelnych najwyższej instancji w odpowiedzi na te zbrodnie. Słowa premiera wycelowane były bezpośrednio w międzynarodowy system instytucji Kościoła katolickiego. Kenny wypomniał „dysfunkcje, oderwanie od rzeczywistości i elitaryzm, które po dziś dzień dominują w kulturze Watykanu”, i oskarżał Stolicę Piotrową o spoglądanie „na dowody poniżenia i zdrady (…) świdrującym wzrokiem znawcy prawa kanonicznego”. W dramatycznych słowach, które dla wielu obserwatorów stanowiły zapowiedź przyszłych wydarzeń, premier stwierdził, że „historyczny związek między Kościołem a państwem nigdy już nie będzie w Irlandii taki sam. Dokonane na dzieciach gwałty i tortury były bagatelizowane lub zamiatane pod dywan, żeby utrzymać prymat instytucji, zabezpieczyć jej władzę, status i reputację”1.

Jeszcze przed upływem miesiąca od tego zaskakująco emocjonalnego i otwartego wystąpienia premiera Stolica Apostolska odwołała z Irlandii swojego oficjalnego przedstawiciela. W listopadzie 2011 r. rząd Irlandii obwieścił, że zamyka ambasadę w Watykanie, choć nie zrywa całkowicie stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską. Posunięcie uzasadniono względami oszczędnościowymi; powszechne było jednak poczucie, że to tylko część prawdy. Decyzja premiera stanowiła dowód – jeśli taki w ogóle był potrzebny – że irlandzka polityka może być uprawiana w równie zawiłym, bizantyjskim stylu jak – co się czasem słyszy – polityka Watykanu.

Napięcie między premierem Irlandii a papieżem Benedyktem zdaniem niektórych sięgnęło zenitu we wrześniu 2012 r., podczas spotkania z przywódcami krajów Unii Europejskiej w Castel Gandolfo. Gdy przemawiał papież, Endę Kenny’ego przyłapano na zabawie telefonem komórkowym. Jedni uznali, że był to celowy afront pod adresem Benedykta XVI, inni – że rażąco nieeleganckie zachowanie premiera było próbą przypodobania się coraz bardziej antyklerykalnie nastawionej opinii publicznej w kraju.

Próba obarczenia Benedykta winą za pogorszenie się stosunków między Watykanem a Irlandią stanowiłaby oczywiście spore uproszczenie; jak wspomniałem wcześniej, problemy i napięcia między państwem a Kościołem zauważalne były w kraju, jeszcze zanim Ratzinger zasiadł na papieskim tronie. Ogólne poczucie, że Benedykt XVI to wycofany, bujający w obłokach uczony, a nie zaprawiony w bojach w świeckiej i kościelnej rzeczywistości polityk może jednak kryć w sobie ziarno prawdy. Niedawna spektakularna utrata kontroli nad bezpośrednim otoczeniem tuż przed abdykacją może wskazywać, że papieżowi od zawsze brakowało kluczowych umiejętności niezbędnych każdemu władcy czy przywódcy.

Benedykt stał się w Irlandii szczególnie niepopularny, a jego pozycja wyjątkowo trudna w wyniku przekonania, że niekiedy działał z pobudek ideologicznych i że w odpowiedzi na konkretne problemy brakowało mu wyczucia równowagi i proporcji. W szczególnie czuły punkt wielu Irlandczyków uderzyło uciszenie przez Watykan (przypuszczalnie za zgodą papieża) cieszących się dużym poważaniem irlandzkich duchownych i pisarzy, którzy ośmielili się zadawać niewygodne pytania dotyczące kontrowersyjnych kwestii, takich jak – by wymienić tylko kilka z nich – tradycyjne nauczanie Kościoła na temat kapłaństwa kobiet, antykoncepcji czy homoseksualizmu. Z drugiej strony nastąpił – prawdopodobnie również za aprobatą papieża Benedykta – zwrot w wielkodusznym geście pojednawczym w stronę nurtów o charakterze bardziej konserwatywnym, a niekiedy wręcz schizmatyckim. Podjęto np. nadzwyczajne starania, aby odzyskać dla Kościoła katolickiego członków odszczepieńczego Bractwa Świętego Piusa X, założonego przez francuskiego abp. Lefebvre’a, a także zjednać znanego z negowania Holokaustu bp. Richarda Williamsona. Jednocześnie bez chwili wahania odrzucono protesty grupy irlandzkich duchownych przeciwko nowemu angielskiemu przekładowi Mszału rzymskiego, który uznali oni za niepotrzebnie pompatyczny. Przekład miał zastąpić wcześniej przygotowane nowe tłumaczenie mszału, które już prawie ukończono i ku któremu skłaniało się wielu komentatorów. Po raz kolejny papież Benedykt został uznany za upartego i nieustępliwego, a w kwestii liturgii zawsze bardziej ochoczo – jeśli można tak to ująć – przechylającego się na stronę prawą niż lewą.

Niestety, w oczach opinii publicznej skandal wokół nadużyć – by powrócić do tego przykrego aspektu współczesnej historii irlandzkiego Kościoła – położył się cieniem na prawie całym pontyfikacie Benedykta XVI. Jego posługa zbiegła się w czasie z publikacją najbardziej obciążających Kościół raportów, a próby naprawienia tej tragicznej sytuacji w opinii wielu były niewystarczające i podjęte zbyt późno. Dlatego też w komentarzu po abdykacji Benedykta XVI przemawiający w imieniu oficjalnej grupy wsparcia dla ofiar molestowania John Kelly oświadczył: „Papież miał niepowtarzalną okazję, by w końcu zająć się ciągnącą się przez wiele lat kwestią nadużyć w Kościele; obiecywał wiele, a nie zrobił nic”2.

Patrząc na to z szerszej perspektywy, można powiedzieć, że napięcie w Kościele katolickim narastało już od czasów reformacji, a proces ten nasilił się wraz z nadejściem epoki oświecenia. Od końca średniowiecza Kościół znalazł się – lub tak mu się zdawało – w stanie oblężenia; nie zaskakuje zatem to, że stopniowo zaczął umacniać się w postawie fundamentalnej nieufności wobec „świata”. Nieufność ta zrodziła kulturę lęku i utajenia. Nie można przecież pozwolić, by „wróg” poznał nasze prawdziwe myśli. To mogłoby skazać Kościół na zagładę, a obawa przed zniszczeniem i rozłamem stanowi w dzisiejszym katolicyzmie czynnik o wyjątkowej sile. Na przełomie XX i XXI w. kryzys modernistyczny jeszcze bardziej uwydatnił niezdolność współczesnego Kościoła do radzenia sobie z pytaniami intelektualnymi i duchowymi w sposób równie duchowy i intelektualny. Pytających nadal uciszano siłą.

Można przyjąć, że za katolicką odpowiedzią na kryzys związany ze skandalami seksualnymi stał właśnie podobnego rodzaju instynkt obronny. Oficjalna reakcja sprowadzała się do próby zatajenia wydarzeń, a jej bezpośrednią przyczyną był lęk przed osłabieniem czy wręcz zagładą Kościoła wywołaną przez skutki problemu, którego istnieniu przecież nie dało się zaprzeczyć. Taka postawa uznawana jest za niezbędną do utrzymania władzy i kontroli. Zagrożone instytucje odruchowo bronią się przed siłą, z jaką jawność podważa struktury, których na płaszczyźnie czysto intelektualnej nie sposób obronić. Benedykt XVI znalazł się w samym oku cyklonu; nie można go winić za to, że nie udało mu się uciszyć burzy. Był bez wątpienia papieżem od wielu stuleci najbardziej uczonym, a w każdym razie – z akademickiego punktu widzenia – najwybitniejszym. Żeby jednak znaleźć sposób na przetrwanie i kontynuowanie misji Kościoła katolickiego w świecie, który coraz bardziej sceptycznie traktuje samo prawo tej instytucji do istnienia, trzeba czegoś więcej niż akademicki sznyt. Doświadczenie papieża Benedykta w Irlandii przynajmniej na pewnym poziomie doskonale ilustruje ten bezlitosny dylemat.

.

Tłumaczyła Urszula Jachimczak

.

1 Sexual abuse in Cloyne diocese, hasło w: Wikipedia, http:// en.wikipedia.org/wiki/Sexual_abuse_in_Cloyne_diocese (dostęp: 1 września 2014).

2 Pope Benedict XVI resigns: Irish abuse victims welcome resignation, „The Telegraph”, http://www.telegraph.co.uk/news/religion/thepope/ 9862704/Pope-Benedict-XVI-resigns-Irish-abuse-victimswelcome- resignation.html (dostęp: 1 września 2014).

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata