70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Czy wystawa zdała egzamin?

Nie oczekuję, by równoważyć postawy pozytywne negatywnymi bądź na odwrót. Nie odbieram prawa do wyboru aspektu historii, na którym skupia się uwaga edukatora, kuratora bądź autora książki. Przekonuję, że historie ratowania są częścią historii Zagłady.

Bardzo dziękuję Łukaszowi Tomaszowi Sroce, że odniósł się krytycznie do tez mojego tekstu i włączył się do dyskusji o pamięci o polskich Sprawiedliwych. Daje mi to okazję, by rozwinąć argumentację oraz wyraźniej przedstawić moje stanowisko. Zacznę od przypomnienia, że w artykule Prawo do Sprawiedliwych zastanawiałam się, w jaki sposób pamiętamy w Polsce o tych, którzy ratowali Żydów w czasie wojny. Wymagało to ode mnie rozważenia wielu innych pytań – m.in., jak definiujemy udzielanie pomocy Żydom, w jaki sposób mówią o tych historiach ratujący, jak je opowiadają ratowani, co wiemy z badań naukowych oraz w jaki sposób te czyny upamiętniamy, np., w jaki sposób ich historie prezentujemy na wystawie w muzeum. Przyglądam się tej pamięci od powojnia, by pokazać zachodzące w niej przemiany, odnosząc się przy tym do szerszego kontekstu pamięci o Zagładzie, w szczególności do tych narracji, które dotyczą postaw nie-Żydów wobec tej tragedii.

W tekście przywołuję wystawę o krakowskich Sprawiedliwych oraz towarzyszącą jej debatę – oba wydarzenia zorganizowane w Fabryce Emalii Oskara Schindlera, oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. W związku z moją krytyką przedstawionej w nich narracji o Sprawiedliwych Sroka zarzuca mi, że moje oczekiwania wobec obu wydarzeń „są bezzasadne”, a ich krytyka wynika „z generalnego niezrozumienia”. Przypomnę, że w przypadku debaty moje wątpliwości budził tytuł oraz tezy, które podczas niej padły. Argumentowałam, że dyskutujący sprowadzili postawy wobec Żydów w czasie wojny do historii niesienia im pomocy. Zauważyłam, że skoncentrowanie się jedynie na pozytywnych postawach ma bardzo długą historię w polskiej pamięci o Zagładzie oraz że po debacie o Jedwabnem stanowi kontrapunkt do rozliczeń z trudną historią. W tezie, z którą szczególnie się nie zgodziłam, którą przytoczę za moim tekstem, podkreśla się, „że uczyć powinniśmy głównie o pozytywnych postawach w historii, bo to one zasługują na pamięć następnych pokoleń”. Sroka zarzuca mi, że od twórców koncepcji obu wydarzeń wymagam przedstawienia syntezy wydarzeń, które miały miejsce w Krakowie w czasie II wojny światowej, i zachowuję się podobnie jak krytycy Grossa, oskarżający go o jednostronność, z tego względu, że skupił się tylko na postawach negatywnych, nie wspominając nic o ratowaniu Żydów oraz o grożącej za to karze śmierci. Moje uwagi można by, zdaniem historyka, zrównać z postulatem, by pisząc o krakowskich świętych, zawsze pamiętać o rzezimieszkach i ludziach marginesu.

Odniosę się do zarzutów historyka, zaczynając od tytułu debaty. Przypomnę, że debatę zorganizowano przy okazji wystawy czasowej Krakowscy Sprawiedliwi. Motywy, postawy, przesłanie. Zostawmy wpierw tytuł w brzmieniu, które przywołuje historyk, mianowicie: Czy Kraków zdał egzamin?. Uważam, że chcąc rzetelnie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba wziąć pod uwagę postawy zarówno pozytywne, jak i negatywne – odnieść je do siebie oraz do ówczesnego kontekstu. Nie postąpiono w ten sposób. Wydano werdykt – „Kraków zdał egzamin” – opierając się tylko na historiach udzielania pomocy. Uważam moją krytykę tym bardziej za słuszną, gdy zacytujemy cały tytuł debaty, który brzmiał: Czy Kraków zdał egzamin? Postawy krakowian w latach 1939‒1945. A sam autor przecież przyznaje w polemice: „Jeśli debata w MHK zostałaby opatrzona tytułem: Postawy krakowian w czasie II wojny światowej, to uwagi Duch-Dyngosz znalazłyby uzasadnienie”.

Wątpliwości budzi postawiony w tytule debaty problem – Czy Kraków zdał egzamin?. Zastanawiam się, z jakich danych musielibyśmy skorzystać i jakie kryteria oceny przyjąć, by móc odpowiedzieć na postawione w ten sposób pytanie. Moim zdaniem trudności zaczęłyby się na etapie wskazania postaw, które chcielibyśmy poddać analizie. Obok ratujących i szmalcowników, używając sformułowania historyka, należałoby wziąć pod uwagę również tych, którzy z różnych względów nie zrobili nic, by przeciwdziałać tragedii. Dodatkowo w każdej z tych kategorii musielibyśmy wyróżnić podkategorie oraz wziąć pod uwagę fakt, że postawy zmieniały się w czasie – mam na myśli sytuacje, w których np. ratujący stawali się sprawcami bądź szmalcownicy pomagającymi. Po uporaniu się z szacunkami dotyczącymi liczebności poszczególnych postaw należałoby następnie przyjąć kryterium, według którego moglibyśmy wskazać, że przy tylu przypadkach ratowania, tylu postawach negatywnych oraz tylu ofiarach możemy na postawiony problem odpowiedzieć twierdząco. Wątpliwość moją budzi również to, czy np. przy 2 tys. ratujących, 1,5 tys. szmalcownikach i 25 tys. ofiarach ludobójstwa mamy prawo w ogóle zastanawiać się, czy grupa, będącą świadkiem tragedii, zdała egzamin. Czy mierząc się z Zagładą, można odpowiedzieć na to pytanie twierdząco? Co mówi o nas laurka, którą sami sobie wystawiamy?

W tekście Prawo do Sprawiedliwych nie piszę w żadnym miejscu, że tylko negatywne postawy zasługują na naszą pamięć, na miejsce w podręcznikach szkolnych. Nie oczekuję, by równoważyć postawy pozytywne negatywnymi bądź na odwrót. Nie odbieram prawa do wyboru aspektu historii, na którym skupia się uwaga edukatora, kuratora bądź autora książki. Przekonuję, że historie ratowania są częścią historii Zagłady. Szansą, by na przykładzie konkretnych opowieści pokazać np. w podręczniku bądź na wystawie, jak trudny był to czas. Uważam, że nie zrozumiemy dziś fenomenu udzielania pomocy i związanych z nim niebezpieczeństw zarówno dla ukrywających, jak i ukrywanych (zbyt często o nich zapominamy), bez ukazania negatywnych postaw polskiego społeczeństwa. Ci, którzy skupiają uwagę na Sprawiedliwych, odwołują się zresztą do kontekstu – informując, że za udzielenie jakiejkolwiek pomocy Żydom w okupowanej Polsce groziła kara śmierci – ale przecież wiemy, że jest to jedynie jego część. Niezbywalnym elementem historii ratowania jest strach przed „swoimi” – szmalcownikami i sąsiadami, przechodniami, sprzedawczynią w sklepie, „polującymi” na Żydów, kimś z rodziny. Sroka dwukrotnie, podczas debaty i w polemice podkreślił, że w czasie PRL-u ze względu na politykę komunistycznych rządów nie mówiło się o Sprawiedliwych w przestrzeni publicznej. W moim tekście przywołałam obszerny artykuł Dariusza Libionki, który pokazuje, że było odwrotnie – pisząc o postawach polskiego społeczeństwa, najczęściej przedstawiano przypadki ratowania, budując mylne przekonanie, że była to powszechna charakterystyka naszego narodu. Dopowiedziałabym natomiast, że o ratowaniu nie chcieli mówić sami ratujący – nawet po wojnie i nawet swoim najbliższym. W wielu przypadkach jest tak do dziś. Co ciekawe, by milczeć na ten temat, wybrali również ich potomkowie. Jak to się dzieje, że w ich przypadku uratowanie czyjegoś życia nie stało się powodem do dumy? Nie zrozumiemy ich motywów bez uwzględnienia negatywnych postaw w polskim społeczeństwie w czasie wojny. Powody milczenia mogą być szokujące. Prowadzę badania socjologiczne, w których przyglądam się pamięci o społecznościach żydowskich w małych miejscowościach. Rozmawiam m.in. z potomkami ratujących. Część z nich czuje, że to, co zrobili ich rodzice bądź dziadkowie, nie jest akceptowane w lokalnej społeczności. Zapytani o powody, odpowiadają m.in. o przekonaniu niektórych sąsiadów, że dzięki udzielonej pomocy ich rodziny się wzbogaciły. Niedawno usłyszałam o sytuacji, w której uratowani dochodzą praw do ziemi swoich rodzin, a winą za to obarcza się właśnie ratujących. Podkreślę raz jeszcze, że to jest także część historii ratowania Żydów w Polsce. Jej pominięcie jest wyborem, i to nie podyktowanym brakiem miejsca na planszy wystawowej.

Na koniec przypomnę, że w tekście Prawo do Sprawiedliwych opisałam dwa wydarzenia organizowane przez MHK, dlatego że ukazują jedną z narracji pamięci o Sprawiedliwych w Polsce, a szerzej: narracji o postawach wobec Zagłady. Podkreślę, że wizja przeszłości zarówno przedstawianej w edukacji narodowej, jak i na wystawach w muzeach nie jest niewinna i niepolityczna. Nie była taka i tym razem.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter