70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Europejskie Centrum Solidarności otwarte!

W fakcie, że zdecydowano się otworzyć i udostępnić nie w pełni ukończone dzieło, zawiera się niemały ładunek symboliczny: oto Solidarność jest projektem zawsze niedokończonym, zawsze domagającym się doskonalenia, Solidarność – by sparafrazować słowa Karola Wojtyły – stale trzeba zdobywać, nigdy nie można jej posiadać.

Przed laty jeden z francuskich korespondentów prasy katolickiej napisał, że czas pierwszej Solidarności, słynne szesnaście miesięcy, był czymś analogicznym do przemienienia Chrystusa na górze Tabor. Chrystus objawił zdumionym oczom Europy to, co w nich najlepsze, potencjał i siłę tkwiącą w dobru, zdolnym zwyciężać zło bez przemocy. Nie sądzę, by ten dziennikarz znał idee i teksty polskiego mesjanizmu. Wpisał się jednak w mesjanistyczny paradygmat, bowiem podobnie jak wielu innym obserwatorom, rewolucja Solidarności wydawała mu się czymś tak niezwykłym, że nie znajdował dla niej języka opisu w konwencjonalnych formułach publicystycznych, socjologicznych czy politologicznych, i uderzył w najwyższe tony.

Statek w doku

Przemienienie wszelako trwało tylko przez chwilę, pozostawiło uczniów pogrążonych w tęsknocie („Panie, dobrze nam tu być”) i pragnących wznieść namiot, czyli zbudować świątynię dla Chrystusa, Eliasza i Mojżesza.

Pierwsza Solidarność także trwała krótko. Po mrocznym okresie stanu wojennego, istnienia w podziemiu, wydała niezwykły owoc, jakim były ustalenia Okrągłego Stołu i ostatecznie wolna III Rzeczpospolita. A jednak długo nie mogła doczekać się swojej „świątyni” – miejsca, które upamiętnia wydarzenie założycielskie i jest źródłem nieustającego promieniowania siły oraz inspiracji, zawartych w tym wydarzeniu. Ale stało się: 30 i 31 sierpnia 2014 r. odbyła się uroczystość otwarcia Europejskiego Centrum Solidarności tam, gdzie wszystko się zaczęło, w Gdańsku, na terenie stoczni.

Pomnikowi stoczniowców poległych w 1970 r. przybyło niezwykłe tło: ogromna bryła rdzawej blachy, niczym kadłub oczekującego na remont statku, przepruta szczelinami okien – każe myśleć o rzeczy wielkiej, ciężkiej, stalowej i niezniszczalnej, a zarazem o czymś, co wkrótce wyruszy w dalszą drogę. O czymś, co jak statek oczekujący w doku remontowym jest jeszcze nieskończone, nad czym wciąż trzeba pracować. Czyste, nietknięte rdzą sylwetki trzech krzyży na pierwszym planie, a w głębi rdzawokrwawa blacha ścian gmachu niosą mocne przesłanie. Monumentalizm, prostota i symbolika tej budowli, dzieła gdańskich architektów z firmy Fort, którzy wygrali międzynarodowy konkurs w 2007 r., robią wielkie wrażenie, wzmocnione przez wielopoziomowe kaskady i fontanny otaczające elewację. Wnętrze otwiera się na ogromny hol, ogród zimowy, pełen zieleni i światła, w mocnym kontraście z surową bryłą i materią fasad. Na parterze znajduje się ponadto wspaniale wyposażone audytorium będące zarazem salą kinową i inne, mniejsze sale konferencyjne i wystawowe, jeszcze nie do końca zagospodarowane. Jednak sercem Centrum jest wystawa stała opowiadająca dzieje Solidarności od jej preambuły w postaci polskich zrywów wolnościowych do Okrągłego Stołu, wyborów z czerwca 1989 r. i powstania rządu Tadeusza Mazowieckiego. Na tej nowoczesnej ekspozycji znajdują się liczne autentyczne przedmioty – jak wózek elektryczny, z którego przemawiał Wałęsa, suwnica obsługiwana przez Annę Walentynowicz, gabinet Jacka Kuronia czy wyłamane przez czołgi bramy jednej z kopalń, a obok tego liczne zdjęcia, ikony symbolizujące w plastycznym skrócie kluczowe wydarzenia i multimedia, pozwalające poszerzać i pogłębiać zakres informacji niemal w nieskończoność. Interaktywne elementy wystawy nie ograniczają się do multimediów: na jednej ze ścian znajduje się ogromny napis „Solidarność” złożony z setek małych czerwonych i białych karteczek, które można zdejmować po to, by na nich zapisać swoje przesłanie, wrażenia z wystawy czy jakąś inspirację, jaką ona przyniosła. Jestem przekonany, że ta wystawa długo będzie kształtować wyobrażenia Polaków, zwłaszcza młodszych pokoleń, do których przede wszystkim jest adresowana, o najnowszej historii Polski – i będzie to robić skutecznie, dzięki przemyślanemu układowi, jakości wyrazu plastycznego i sile przekonywania zawartej w autentycznych obiektach.

Poza wystawą i audytoriami Centrum zawiera bibliotekę, mediatekę, archiwa, będzie się w nim mieścić także biuro Lecha Wałęsy. Wiele elementów pozostaje jeszcze niedokończonych, zarówno na wystawie, jak i w obrębie pozostałych instytucji Centrum. Jednakże w fakcie, że zdecydowano się otworzyć i udostępnić nie w pełni ukończone dzieło, zawiera się też niemały ładunek symboliczny: oto Solidarność jest projektem zawsze niedokończonym, zawsze domagającym się doskonalenia, pracy nad nią, Solidarność – by sparafrazować słowa Karola Wojtyły – stale trzeba zdobywać, nigdy nie można jej posiadać.

Oblicza Solidarności

Dwudniowa uroczystość otwarcia Centrum obfitowała w chwile emocjonujące i takie, które dawały do myślenia. Lech Wałęsa podkreślał rolę sił duchowych w polskich przemianach, skutki wyboru Karola Wojtyły na papieża, dzięki czemu szeregi wolnych związków z dziesięciu osób wzrosły szybko do dziesięciu milionów członków Solidarności. Wzywał do tworzenia programów, które posłużą i Polsce, i światu. „A jeśli to się wam uda – zakończył żartem w swoim stylu – to ja dostanę odznaczenie”. Prof. Gesine Schwann, znawczyni twórczości Leszka Kołakowskiego, wieloletnia rektor Uniwersytetu Europejskiego Viadrina i kandydatka w niemieckich wyborach prezydenckich, w inauguracyjnym wykładzie wygłoszonym płynną polszczyzną przypominała polskie sukcesy i polski udział w budowaniu wspólnej Europy. Odwoływała się do ks. Tischnera i do idei czynnego dobra, którego źródłem jest autentyczne spotkanie. Podkreślała, że konkurencja ekonomiczna między przedsiębiorstwami europejskimi nie może przenosić się na konkurencję pomiędzy państwami, jeśli chcemy, żeby Europa mówiła coraz bardziej jednym głosem; na koniec pokazała pokrewieństwo pomiędzy programowym dokumentem pontyfikatu papieża Franciszka, adhortacją Evangelii Gaudium, a ideami Solidarności.

Solidarność to także wdzięczność dla tych, którzy ją wspierali czy propagowali jej idee, często ponosząc wielkie ryzyko i osobiste koszta – stąd Medale Wdzięczności, które Centrum rękami Lecha Wałęsy, prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i dyrektora Centrum Basila Kerskiego wręczyło zasłużonym osobom z Niemiec, Węgier, Czech, Bułgarii, Finlandii, Francji, Stanów Zjednoczonych. Wdzięczność objęła także ludzi, dzięki którym w grudniu 1980 r. odsłonięto pomnik poległych w 1970 r. stoczniowców, będący dziś jedną z najważniejszych ikon Gdańska. Autorzy koncepcji, inżynierowie, technicy, budowniczowie otrzymali odznaczenia z rąk minister kultury w Sali Jana Pawła II, której okno otwiera się na trzy zwieńczone kotwicami krzyże. Przypomniano udział artystów w dziele odsłonięcia pomnika: Andrzej Wajda mówił o tym, jak Krzysztof Penderecki bez wahania zdecydował się ofiarować na ten cel swój wspaniały utwór Lacrimosa, wykonany po raz pierwszy u stóp pomnika. Krystyna Zachwatowicz opowiedziała o Miłoszu, który zgodził się na wyjęcie fragmentu swego wiersza Który skrzywdziłeś i doskonale rozumiał, w imię jakiej idei postanowiono zrezygnować z groźnie brzmiącej kody tego utworu. Na koniec Daniel Olbrychski odczytał Psalm 11, ten sam, którym otwierał pamiętny apel poległych w 1980 r.

Inne oblicze Solidarności pokazała Janina Ochojska, opowiadając o swoim życiu, o pomocy, jaką otrzymała od ludzi, i o tej, której udziela na miarę możliwości swojej fundacji. W żywym panelu o dziedzictwie idei Solidarności śmiałą tezę przedstawił Ireneusz Krzemiński, mówiąc o jej decydującym wpływie na Gorbaczowa i na jego politykę pierestrojki i głasnosti, która ostatecznie przyniosła skutki dalece wykraczające poza cele zamierzone przez I sekretarza KPZS. Sławomir Magala mówił o twórczym posiewie Solidarności w innych krajach, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej, a Ivan Krastev porównywał ruch Solidarności z obecnymi ruchami protestu, które wszakże – w przeciwieństwie do Solidarności – do protestu się ograniczają, odmawiając współtworzenia jakichkolwiek programów.

Pierwszy dzień zakończył się premierą filmu Aram Krzysztofa Talczewskiego, zbudowanego z rekonstrukcji filmowych, zdjęć i dokumentów quasi-autobiografii Arkadiusza Rybickiego, wybitnego przedstawiciela gdańskiej opozycji z Ruchu Młodej Polski, później samorządowca, posła i sekretarza stanu, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Ten paradokument, stanowiący portret najlepszej cząstki pokolenia i obraz ważnego wycinka polskiej historii, należy do nielicznych dzieł sztuki, które przekonująco, bez żadnej emocjonalnej ani politycznej nachalności przekazują żywy obraz czasu, możliwy do przyswojenia i zrozumienia przez młodych. „Tato, czy to było naprawdę?” – spytała po projekcji dziesięcioletnia córka jednego z gdańskich działaczy. Zaraz po filmie przyszła wiadomość o wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, przyjęta z entuzjazmem przez zebranych: kolejny historyczny i symboliczny akcent tego emocjonującego dnia.

Utrzymać jedność

Drugi dzień uroczystości rozpoczął się mszą w kościele św. Brygidy odprawioną przez abp. Sławoja Leszka Głodzia wśród licznej asysty i w obliczu lasu solidarnościowych sztandarów. Arcybiskup mocno podkreślał więź dzisiejszego Związku z pierwszą Solidarnością, ale też wskazywał na różnicę zadań, jakie organizacja ma do wykonania dzisiaj, w sytuacji gdy „chwała Bogu jesteśmy członkami Unii Europejskiej”. Uroczystego i oficjalnego otwarcia ECS dokonał prezydent Bronisław Komorowski, który posadził Dąb Wolności na placu przy słynnej sali BHP. Przemówienie prezydenta usiłowała zakłócić grupa wykrzykująca obelżywe hasła, jednak bez skutku. A sam prezydent skomentował to w ten sposób, że oto w postaci swobody wyrażania poglądów mamy dowód na zrealizowaną wolność, o którą przecież walczyliśmy. Ponownie w budynku ECS przemawiał Lech Wałęsa i szefowie wszystkich instytucji założycielskich ECS, tzn. MKiDN, miasta Gdańska, samorządu wojewódzkiego, NZSS „Solidarność” i Fundacji Centrum Solidarności. Mimo świątecznego nastroju nie obyło się bez polemik: Lech Wałęsa piętnował nienawistne okrzyki podczas przemówienia prezydenta Komorowskiego, powtarzał swoją dawną tezę, że należało zakończyć działalność Solidarności po odzyskaniu niepodległości i odpolitycznić związki zawodowe, Piotr Duda wytykał Wałęsie, że chciał zwinąć sztandary Solidarności, a Bronisławowi Komorowskiemu – że w przeciwieństwie do Joachima Gaucka nie docenił lekcji Powstania Warszawskiego dla Solidarności, Basil Kerski zaś przekonująco bronił prezydenta przed tymi krytykami. Ta wymiana zdań pokazuje, że wśród instytucji założycielskich Centrum nie będzie zapewne panować nienaruszona harmonia i na szefostwie tej instytucji spoczywać będą nie tylko zadania programowe, lecz także poniekąd polityczne – polegające na utrzymaniu dobrego współdziałania wszystkich jej „udziałowców”.

Jak wiadomo, najlepszym sposobem utrzymania jedności jest trafne wskazanie celów i pozyskanie środków do ich realizacji. ECS w postaci gmachu zyskało fantastyczną bazę materialną do realizacji swojej misji, która brzmi następująco: „

Chcemy przyczynić się do tego, aby ideały ruchu Solidarność – demokracja, społeczeństwo otwarte i solidarne, kultura dialogu – zachowały swoją atrakcyjność i aktualność.

Chcemy zachować w pamięci Polaków i Europejczyków doświadczenie Solidarności jako pokojowej europejskiej rewolucji, aby we wspólnocie europejskich demokracji Solidarność była ważną częścią mitu założycielskiego Europy.

Chcemy, aby Solidarność była źródłem inspiracji i nadziei dla tych, którzy nie żyją w społeczeństwach otwartych i demokratycznych”.

Należy teraz życzyć Basilowi Kerskiemu i całemu zespołowi, żeby to wspaniałe miejsce, ten gmach, rzeczywiście pulsował życiem i promieniował myślą. Jeśli tak się stanie, to pojęcie i praktyka Solidarności, kluczowe nie tylko dla naszej historii, ale dla naszego polskiego i europejskiego „teraz”, będą wytwarzać nowe, bogate zasoby, będą zyskiwać wciąż nowe formy, zachowując swą istotną, źródłową treść i sens.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata