70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Spóźniona sprawiedliwość?

W ocenie ekspertów zajmujących się problemem pedofilii w Polsce wchodzimy w etap jawnego problemu społecznego. Mimo iż wciąż spotkać się można z sytuacjami, w których oskarżenia padające pod adresem kapłanów lub ich przełożonych odbierane są jako atak na Kościół, zaprzeczenie oraz niewiedza na temat skutków czynów pedofilnych będą się zdarzać coraz rzadziej.

Msza św. na rozpoczęcie roku szkolnego w jednym z krakowskich kościołów. Pani katechetka, miła i zapewne oddana swej pracy osoba, przygotowuje dzieci do liturgii: „Za chwilę rozpocznie się msza i wejdzie Pan Jezus w osobie księdza”.

***

Eksperci zajmujący się pomocą osobom skrzywdzonym przez duchownych podkreślają, że skutki czynów pedofilnych dokonanych przez ludzi Kościoła są porównywalne jedynie z sytuacją, w której dziecko zostało wykorzystane przez najbliższych: ojca lub matkę. Co więcej, skoro zła dokonał kapłan lub zakonnik, a lokalna społeczność oraz bezpośredni przełożeni sprawcy nie reagowali na nie w sposób stanowczy, w konsekwencji tej zbrodni załamaniu ulega także relacja z Bogiem i zaufanie do wspólnoty. Dlatego tak wiele osób skrzywdzonych odchodzi z Kościoła.

Nawet gdyby nadchodzące lata przyniosły jakąś wiedzę na temat skali zjawiska i okazałaby się ona mniejsza niż w innych krajach, nie wpłynęłoby to w istotnym stopniu na fakt, iż Kościół w Polsce ma z pedofilią problem. Dopiero ostatnie dwa lata – publikacja książki Ekke Overbeeka Lękajcie się, która zbiegła się w czasie z przygotowaniem przez Konferencję Episkopatu Polski wytycznych odnośnie do postępowania w przypadkach pedofilii wśród duchownych – przyniosły nieco większą społeczną świadomość problemu, a i tak osoby skrzywdzone wciąż nie poczuły się w Polsce na tyle pewnie, by zacząć ujawniać swoje historie.

Kościół w Polsce staje się jednak coraz bardziej świadomy, że jeżeli to nie on wyzwoli falę zgłoszeń, uczynią to media lub same ofiary. Wszystkie zaangażowane w ten temat podmioty – osoby w Kościele zajmujące się opracowaniem i wdrożeniem wytycznych, liderzy organizacji reprezentujących ofiary i dziennikarze – zadają dziś sobie to samo pytanie: kiedy nadejdzie kolejna fala i jakie wywoła skutki? Doświadczenia krajów, które szczyt zgłoszeń mają już za sobą, pokazują, że skrzywdzeni zaczynają wychodzić z cienia wtedy, gdy czują, że nie są sami. Monika Sajkowska z Fundacji Dzieci Niczyje podczas konferencji Jak rozumieć i odpowiedzieć na wykorzystywanie seksualne małoletnich w Kościele, którą w czerwcu 2014 r. zorganizowało Centrum Ochrony Dziecka, podkreślała, że problem pedofilii w Kościele w Polsce wkracza dopiero w fazę instytucjonalizacji. Oznacza to, że Kościół w Polsce ma już za sobą czas zaprzeczania i gniewu na innych, ale czeka go jeszcze – najprawdopodobniej – faza konfrontacji z osobami, które odważą się wyjść z cienia.

Wydaje się, że ryzyko, iż przełożeni kościelni zamkną się na problem w przekonaniu, że jest to kolejny atak na Kościół, jest dziś znacznie mniejsze niż kilka lat temu, kiedy wiara w to, iż jeżeli coś jest nienazwane, nie istnieje, była dość silna. Ostatnie dwa lata to czas dojrzewania świadomości, że nienazwanie zła pedofilii po imieniu i brak zdecydowanej reakcji sieje zgorszenie, również wśród członków Kościoła. Uznanie tego faktu to pierwszy krok do akceptacji istnienia problemu. Potwierdzeniem tej tezy może być m.in. zdecydowana reakcja abp. Henryka Hosera na skargę, którą wniosła osoba pokrzywdzona przeciwko znanemu i cenionemu proboszczowi, pełniącemu również funkcję eksperta w jednej z komisji episkopatu i wykładowcy w seminarium, pomimo iż, jak powiedział „Rzeczpospolitej” jeden z kapłanów diecezji warszawsko-praskiej, ksiądz „podobno miał jakieś układy i bano się go ruszyć”. Tym razem głos ofiary nie został zlekceważony. W zderzeniu ze sprawą z Tarchomina, toczącą się w tej samej diecezji, kiedy to ks. Grzegorz K., który zarzuty molestowania seksualnego usłyszał w 2011 r. i nie został odwołany z funkcji proboszcza aż przez pół roku od usłyszenia wyroku w marcu 2013, różnica jest jaskrawa.

Jawny problem społeczny

Każdy problem społeczny ma wymiar obiektywny, na który składa się rzeczywista skala i intensywność zjawiska naruszającego uznane wartości, oraz subiektywny, tzn. uznanie danego zjawiska za problem przez opinię publiczną. W zależności od tego, z jakimi kombinacjami tych dwóch czynników mamy do czynienia, możemy mówić bądź to o ukrytym, bądź o fałszywym, bądź też o jawnym problemie społecznym. Wykorzystywanie nieletnich przez osoby duchowne z pewnością nie jest fałszywym problemem społecznym. W ostatnich dwóch dekadach blisko 30 duchownych zostało już w Polsce skazanych z art. 200 i 202 kk, dotyczących w polskim prawie przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Znane są również przypadki przedawnione, które dzięki temu, że zostały zgłoszone, doczekały się procesów kanonicznych, a duchownych krzywdzących dzieci wydalono ze stanu kapłańskiego.

W ocenie ekspertów zajmujących się problemem pedofilii w Polsce wchodzimy w etap jawnego problemu społecznego. Mimo iż wciąż spotkać się można z sytuacjami, w których oskarżenia padające pod adresem kapłanów lub ich przełożonych odbierane są jako atak na Kościół, zaprzeczenie oraz niewiedza na temat skutków czynów pedofilnych będą się zdarzać coraz rzadziej. Potwierdzają to m.in. badania przeprowadzone przez Fundację Dzieci Niczyje. Na pytanie o częstotliwość wykorzystywania seksualnego dzieci 4% respondentów odpowiedziało, że „zdarza się dziś coraz rzadziej”, 15%, że „pozostaje bez zmian”, 25% respondentów udzieliło zaś odpowiedzi „trudno powiedzieć”. Zdecydowana większość, bo aż 66%, odpowiedziała, że „wykorzystywanie seksualne dzieci zdarza się obecnie coraz częściej”. W roku 2002 średnia miesięczna liczba artykułów nt. wykorzystywania seksualnego dzieci wynosiła 92, w roku 2003 już 138, a w 2004 – 717. Ks. Józef Kloch, rzecznik prasowy KEP, w rozmowie z miesięcznikiem „Znak” przyznał: „Na ten temat nie milczą również gazety katolickie, Katolicka Agencja Informacyjna czy katolickie portale internetowe. Posądzanie dziennikarzy katolickich, że istnieje jakaś zmowa milczenia w odniesieniu do problemu pedofilii, jest kompletnie nieuzasadnione”. Tendencję tę potwierdzają również dane pochodzące z Komendy Głównej Policji z systemu Statystyki Przestępczości „Temida”. Dane te obejmują wszystkich pokrzywdzonych, a nie jedynie ofiary pedofilii klerykalnej. Pokazują one, że w latach 2000–2005 liczba małoletnich pokrzywdzonych z art. 200 i 202 kk wahała się między 1600 a 2000 osób rocznie. W roku 2006 liczba takich osób wyniosła już nieco ponad 4000, a w 2006 – ponad 8000! W kolejnych latach liczba ta wahała się na poziomie 5000‒60001 osób małoletnich rocznie. Według danych WHO 25% kobiet i 8% mężczyzn w Europie i USA doświadczyło w dzieciństwie wykorzystywania seksualnego.

Przejście od ukrytej do jawnej fazy problemu społecznego bywa bolesne. Procesowi temu towarzyszą zaprzeczenie mieszające się z niewiedzą i brakiem zrozumienia dla wagi sprawy. W Polsce, podobnie jak w tych krajach, które są na późniejszym niż my etapie instytucjonalizacji problemu, do jego ujawnienia przyczyniły się media, które zaczęły opisywać historie osób skrzywdzonych przez duchownych, a także organizacje pozarządowe, zajmujące się pomocą psychologiczną i edukacją społeczną oraz reprezentujące ofiary. Zbudowanie silnego grona apostołów – chodzi tu zarówno o dziennikarzy i redaktorów, jak i wspierających ich ekspertów – jest kluczowym czynnikiem pozwalającym przejść od etapu ujawniania do etapu legitymizacji a następnie – instytucjonalizacji problemu.

Liderzy zmian

Dla legitymizacji i instytucjonalizacji problemu kluczowym procesem jest wyłanianie się liderów zmiany. Kościół po raz pierwszy głośno powiedział: „Zero tolerancji dla pedofilów, pełna ochrona dla ofiar i ich najbliższych” podczas sesji Konferencji Episkopatu Polski, która odbyła się w marcu 2012 r., kiedy to biskupi przyjęli wspominane już wytyczne. Kolejnymi aktami dojrzewania świadomości zmiany w Kościele były: przygotowanie aneksów do wytycznych, regulujących kwestie związane z prewencją i formacją w seminariach, procedur kanonicznych postępowania w przypadku zgłoszenia i pomocy ofiarom oraz powołanie na pięcioletnią kadencję na stanowisko koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży o. Adama Żaka SJ, co miało miejsce w czerwcu 2013 r., podczas plenarnego zebrania Konferencji Episkopatu Polski. W sierpniu tego roku biskupi przyjęli pierwsze roczne sprawozdanie z działalności Centrum Ochrony Dziecka oraz podjęli decyzję o powołaniu czterech ośrodków zajmujących się przyjmowaniem zgłoszeń i pomocą ofiarom.

Najważniejszym z osiągnięć Centrum Ochrony Dziecka była organizacja międzynarodowej konferencji Jak rozumieć i odpowiedzieć na wykorzystywanie seksualne małoletnich w Kościele, która odbyła się w czerwcu 2014 r. – dokładnie w rok od powołania o. Żaka na stanowisko koordynatora. Konferencja pozwoliła ocenić liczbę i stopień determinacji liderów zaangażowanych w zmianę w Kościele. Jednocześnie pokazała, że Kościół w Polsce wciąż nie podjął dialogu z ofiarami. Niezależnie od racji uzasadniających decyzję o niezaproszeniu fundacji reprezentującej niektóre z ofiar ich nieobecność była wymowna szczególnie podczas liturgii pokutnej – centralnego wydarzenia konferencji. Chociaż w oficjalnym programie przewidziano miejsce na wypowiedź osoby skrzywdzonej, wyznanie to nie stało się okazją do refleksji na temat tego, czego od Kościoła oczekują sami skrzywdzeni.

Podczas konferencji Zbigniew Nosowski powiedział, że mimo podejmowanych działań w Kościele istnieją poważne czynniki ryzyka, które mogą sprawić, że dobre inicjatywy zostaną przysłonięte przez niepowodzenia. Zaliczył do nich: pobłażliwość, pieniądze, przeszłość i PR. Zamiast czwartego „P” czyli PR-u, dodałabym obawy i oczekiwania pokrzywdzonych. I postawiłabym je na pierwszym miejscu. Biskupi zdają sobie sprawę z tego, że niezależnie od skali działań nie mają co liczyć na dobry PR ani pochwałę. Krzywda, którą wyrządzają duchowni, jest – by przywołać słowa papieża – „jak czarna msza”.

Ofiary w Polsce wciąż oczekują na oficjalne spotkanie z przedstawicielem episkopatu – przewodniczącym lub prymasem. Gdyby prośba o takie spotkanie padła ze strony biskupów, byłby to ważny i konkretny gest pokazujący, że Kościół chce słuchać pokrzywdzonych, a nie szukać rozwiązań ponad ich głowami. Na razie – jak zgodnie podkreślają moi rozmówcy, lider głównej organizacji reprezentujących osoby skrzywdzone Marek Lisiński oraz liderka inicjatywy Ocaleni i Polish Survivors Maria Mucha – ofiary nie mają nawet podstawowej wiedzy na temat wytycznych obowiązujących w Kościele i przysługujących im praw. O kolejnych działaniach biskupów, np. decyzji o powołaniu ośrodków, dowiadują się z mediów. Tymczasem uznanie przez koordynatora lub biskupów podmiotowości takich organizacji byłoby ważnym krokiem na rzecz legitymizacji problemu w wymiarze społecznym.

Powstanie w październiku 2013 r. Fundacji „Nie lękajcie się”, którą założyło trzech pokrzywdzonych: Marek Milewczyk, Marek Lisiński i Wojciech Pietrewicz, było jednym z najważniejszych wydarzeń ostatnich dwóch lat. Stało się to możliwe za sprawą pracy Ekke Overbeeka oraz zaangażowaniu Wincentego Szymańskiego, który z Kanady moderuje stronę http://ruchofiarksiezy.org/. I choć dzisiaj miejsce to nie należy do najaktywniejszych, dyskusje odbywające się na forum tej strony zmobilizowały ofiary pedofilii klerykalnej do zorganizowania ich pierwszego w Polsce zjazdu. Doświadczenia wyniesione m.in. z pracy w Fundacji zainspirowały do założenia w wakacje tego roku kolejnej organizacji – Ocalonych. Nazwa ta nawiązuje do innych podobnych podmiotów, np. amerykańskiego SNAP-u (the Survivors Network of those Abused by Priests) lub Survivors Voice. Angielski termin „survivor” tłumaczony na język polski jako „ocalony” jest pozytywnym terminem używanym przez niektórych pokrzywdzonych. Maria Mucha, obok Darii, Patrycji, Oskara i Stanisława jedna z liderek Ocalonych, podkreśla,że w Polsce jest miejsce dla wielu podmiotów. Może przełamanie monopolu Fundacji w zakresie reprezentowania ofiar ułatwi Kościołowi podjęcie z nimi dialogu?

Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która obok wspomnianej już Fundacji Dzieci Niczyje jest kolejnym ważnym punktem na mapie polskich NGO-sów zaangażowanych w działania na rzecz ofiar pedofilii klerykalnej, zwraca uwagę, że kolejnym ważnym krokiem w procesie instytucjonalizacji problemu będzie wejście do Polski SNAP-u. Ta obchodząca niedawno 25-lecie istnienia organizacja ma nie tylko ogromny kapitał wiedzy, doświadczenia i środków pieniężnych, ale i know how pozwalający skutecznie walczyć o prawa ocalonych. Polscy liderzy już dziś wspierani są przez SNAP. W sierpniu br. Maria Mucha i Marek Lisiński wzięli udział w dorocznej konferencji tej organizacji, która odbyła się w Chicago.

Polskie organizacje dystansują się od świata polityki i – w przeciwieństwie do amerykańskiego SNAP-u, który znany jest z ostrej antykościelnej retoryki – starają się zachować neutralność światopoglądową, choć nie unikają krytyki Kościoła. Liderzy zdają sobie jednak sprawę, że w szeregach ich organizacji są zarówno osoby niewierzące i niechętnie nastawione do Kościoła, jak ludzie, którzy chcą odbudowywać swoją więź z Kościołem instytucjonalnym. Ta zrozumiała różnorodność postaw bywa jednak trudna do przyjęcia dla ludzi Kościoła. Wsłuchując się w komentarze po wystąpieniu osoby pokrzywdzonej podczas konferencji Centrum Ochrony Dziecka, słyszałam także i głosy oburzenia z powodu ostrych słów skierowanych pod adresem Kościoła. Również bp Piotr Libera podkreślał, że nie zawsze udaje się nakłonić świadków bądź samych skrzywdzonych do składania zeznań w procesie kanonicznym. Powodem bywa niechęć do kościelnych instytucji. A bez takich zeznań proces nie może zakończyć się pomyślnie. Ocaleni i „Nie lękajcie się” mogłyby wspierać przebieg takich procesów. Już dziś organizacje te zachęcają pokrzywdzonych do zgłaszania spraw do kurii lub przełożonych zakonnych. Doceniają, że pod wpływem zmian wprowadzonych przez Watykan zbrodnie pedofilii są dziś karane surowo.

Czy możliwe jest wskazanie jakichś innych płaszczyzn porozumienia Kościoła i ofiar? Pytany o najważniejsze cele Centrum Ochrony Dziecka o. Adam Żak podkreśla, że jest nim tworzenie warunków do pomocy pokrzywdzonym, ich rodzinom i społecznościom. Dialog z pokrzywdzonymi to jeden ze środków do osiągnięcia tego celu. Trzeba jednak podkreślić, że Kościół w różnych krajach rozmawia ze zorganizowanymi grupami ofiar,często są one związane z jakimś konkretnym miejscem, instytucją kościelną, szkołą, internatem, klasztorem itp. To są rozmowy, które mogą się zarówno przyczynić do oczyszczenia konkretnych wspólnot, jak i pomóc w procesie uzdrowienia ofiar. Takie spotkania, np. biskupa z pokrzywdzonymi z danej parafii, wciąż nie są standardem postępowania. Wśród postulatów, które o. Adam Żak przedstawił podczas konferencji, znalazł się również i ten związany z wyznaczeniem członka KEP na delegata ds. wykorzystywania seksualnego. Liderzy Ocalonych podkreślają natomiast, że sprawą numer jeden jest określenie zasad pomocy ofiarom oraz wspierającym je grupom. Wydaje się zatem, że pole do dialogu jest jak najbardziej otwarte.

Pobłażliwość, przeszłość i pieniądze

Pewne kroki zostały ze strony Kościoła poczynione, co nie zmienia faktu, że należy uważnie przyjrzeć się problemom, na które wskazują skrzywdzeni przez duchownych. A zaliczyć można do nich: stygmatyzację ofiar i rozmywanie winy sprawców, brak powszechnie znanych i przestrzeganych wytycznych odnośnie do postępowania w przypadkach pedofilii, niejasne kryteria odpowiedzialności przełożonych kościelnych za zbrodnie dokonywane przez podlegających im duchownych, brak rozwiązań ułatwiających osobom skrzywdzonym zgłaszanie przypadków pedofilii – np. ogólnopolskiej infolinii dla ofiar, a nawet podstawowej informacji na stronach diecezji. Nawet jeżeli uwzględnimy fakt, iż Konferencja Episkopatu Polski podejmuje działania zmierzające do zmiany tego stanu rzeczy, zarówno tempo, jak i determinacja wszystkich podmiotów zaangażowanych w ich wdrażanie wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Na działania episkopatu cieniem kładą się niefortunne wypowiedzi, takie jak np. abp. Józefa Michalika podczas zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski w październiku 2013 r.: „Wielu molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe. Często wyzwala się ta niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo, i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”.

Problem pobłażliwości dotyczy zarówno przełożonych kościelnych, urzędników państwowych, jak i społeczeństwa. Rozmówcy, z którymi spotykałam się w trakcie zbierania materiałów do tego artykułu, podkreślali zgodnie, że poza zarzutami, które postawić można stronie kościelnej, równie poważne uwagi należy skierować pod adresem instytucji państwowych. Te ostatnie są wielkim nieobecnym w rozwiązywaniu tego problemu, podczas gdy w innych krajach, np. w Irlandii czy w Niemczech, instytucje państwowe pełniły kluczową funkcję agentów zmiany i legitymizacji problemu: powołując państwowe komisje zajmujące się zbadaniem i wyjaśnieniem przypadków z przeszłości, rozpoznaniem własnych zaniedbań w kwestii nadzoru placówek opiekuńczo- wychowawczych prowadzonych przez diecezje i zgromadzenia zakonne, wreszcie we wdrażaniu programów mających na celu tworzenie środowisk bezpiecznych dla dzieci. W Polsce partnerem i podmiotem inicjującym takie działania mógłby być rzecznik praw dziecka. Rząd ma także do dyspozycji specjalny organ, który odpowiada za instytucjonalną stronę dialogu państwo– Kościół, czyli Komisję Wspólną Rządu i Episkopatu Polski. Ważnym podmiotem jest także MEN i podległe mu kuratoria oświaty, które zgodnie z art. 89 ustawy z 7 września 1991 o systemie oświaty sprawują „nadzór nad szkołami i placówkami niepublicznymi”. W tak drastycznych przypadkach krzywd i trwających wiele lat patologii, jak miało to miejsce w Ośrodku Wychowawczym Sióstr Boromeuszek w Zabrzu, pojawiają się uzasadnione pytania, dlaczego kontrole – o ile były przeprowadzane – nie pozwoliły na wykrycie zła, które miało miejsce za murami placówki. Co więcej, odpowiedzialna za te zbrodnie s. Bernadetta z rąk radnych miejskich Zabrza w 2003 r. otrzymała Nagrodę św. Kamila za etyczne podejście do dzieci.

Ważną rolę w szybkim i przejrzystym wyjaśnianiu takich spraw odgrywa prokuratura. Jednak i tu pojawiają się decyzje, które budzą wątpliwości. W 2012 r. dyrektorka szkoły w Garbnie poinformowała policję, że z opowieści kilku uczennic wynika, że mogły być molestowane seksualnie przez ówczesnego proboszcza parafii. Prokuratura, zbyt pobłażliwie, stwierdziła brak znamion czynu zabronionego, mimo iż zeznania dziewczynek uznała za wiarygodne, a same czyny księdza – jak tłumaczył w programie TVN Uwaga Zbigniew Czerwiński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie – z moralnego punktu widzenia, co najmniej za naganne. Na szczęście omawianą sprawą zainteresowała się Prokuratura Generalna, która zleciła Prokuraturze Apelacyjnej z Białegostoku sprawdzenie, czy decyzja o umorzeniu sprawy była zasadna. Skoro jednak tak poważne znaki zapytania pojawiają się w sprawie dotyczącej czynów z nieodległej przeszłości, w której skargę wniosło ponad 10 dziewczynek, jakie szanse wyjaśnienia mają przypadki będące na granicy przedawnienia?

Kiedy mówimy o postępowaniu przełożonych kościelnych, problemu pobłażliwości nie można odrywać od kwestii przeszłości. Przed sądem w Kołobrzegu toczy się pierwszy w Polsce proces przeciwko diecezji wytoczony przez Marcina K. kurii koszalińsko-kołobrzeskiej. Ksiądz R., który dopuścił się wobec Marcina K. przestępstwa wykorzystania seksualnego, został skazany prawomocnym wyrokiem sądu na dwa lata więzienia, a następnie wydalony przez papieża Franciszka ze stanu kapłańskiego. Marcin K. chce obecnie dowieść przed sądem także tego, że przełożeni księdza R. wiedzieli o tym molestowaniu i nie reagowali. Podczas rozprawy we wrześniu 2014 r. przed sądem jako świadkowie zeznawali kard. Kazimierz Nycz oraz były metropolita wrocławski abp Marian Gołębiewski, którzy w przeszłości kierowali diecezją koszalińsko-kołobrzeską. O. Adam Żak, szef krakowskiego Centrum Ochrony Dziecka, poproszony o komentarz w tej sprawie, przyznał, iż „ofiary mają prawo do korzystania ze środków prawnych. Proces jest korzystny dla Kościoła, ponieważ wszyscy zyskają pewność prawa, co przyczyni się do silniejszej instytucjonalizacji problemu”. Sprawa jest precedensowa, dlatego na jej ostateczne rozstrzygnięcie przyjdzie zapewne poczekać kilka lat, zanim rzecz zostanie rozpoznana przez sądy wszystkich instancji, a sama kwestia odpowiedzialności odszkodowawczej Kościoła znajdzie jednoznaczne rozstrzygnięcie.

Niestety, przełożeni kościelni nie zawsze uczą się na błędach swoich kolegów. Obok przypadków właściwych, stanowczych reakcji, takich jak np. błyskawiczne działania podjęte przez salezjanów w czerwcu 2014 r. na informacje o nadużyciu popełnionym przez jednego z zakonników, wciąż spotykamy się z sytuacjami, w których nie możemy mieć pewności, że parafia jest środowiskiem bezpiecznym dla dziecka. Tak właśnie jest w omawianej już sprawie byłego proboszcza z Garbna. Na polecenie biskupa archidiecezji warmińskiej abp. Wojciecha Ziemby w okresie rozpoznawania sprawy przez prokuraturę proboszcz przez kilkanaście miesięcy przebywał w ośrodku rekolekcyjnym. Jednak po tym jak prokuratura w Kętrzynie sprawę umorzyła, arcybiskup przeniósł księdza do nowej parafii w okolicach Ostródy. Ponieważ do kurii nie została wniesiona oficjalna skarga, arcybiskup nie rozpoczął dochodzenia kościelnego. Nawet jeżeli takie działania są zgodne z literą oficjalnie przyjętych kościelnych wytycznych, nie współbrzmią z ich duchem, który wynika z zasady jednoznaczności i stanowczości w wyjaśnianiu wszelkich spraw dotyczących nadużyć seksualnych. Takie postępowanie prowadzi do rozmycia problemu i przyczynia się do szerzenia relatywizmu w kwestiach etyki i stosunku do ludzkiej seksualności, którą biskupi w swym nauczaniu skierowanym do osób świeckich tak bardzo piętnują.

„Bardzo poważnym niebezpieczeństwem dla Kościoła są przypadki z przeszłości, dokładniej mówiąc, ukrywane przypadki z przeszłości, a jeszcze dokładniej mówiąc: ukrywane przypadki z przeszłości, które nadal ktoś może próbować ukrywać” – napisał na swoim blogu Zbigniew Nosowski. Wydaje się jednak, że takie sytuacje będą miały miejsce coraz rzadziej czy to pod wpływem rosnącej presji mediów, czy organizacji reprezentujących ofiary, czy też wreszcie społeczności katolików.

Kiedy mowa o przeszłości, znacznie ważniejszym wyzwaniem jest brak wiedzy na temat skali zjawiska. „Wiemy niewiele – mówił o. Żak podczas omawianej już konferencji Centrum Ochrony Dziecka – ale ta niewiedza nie jest niewiedzą o pojedynczych faktach, lecz o skali zjawiska, czyli o liczbie sprawców oraz o ich profilu, o liczbie ofiar oraz ich doświadczeniach”. Jednocześnie o. Żak rozpoczął zbieranie danych na temat tego, co wiadomo przełożonym kościelnym o wykorzystywaniu seksualnym osób małoletnich w podległych im jednostkach kościelnych – diecezjach i prowincjach zakonnych. Badany okres obejmuje lata 1990–2013. W celu przebadania dwóch ostatnich dekad o. Żak rozesłał do przełożonych kościelnych ankietę. Z nadesłanych do tej pory danych wynika, że jej wynik może być mniej reprezentatywny dla lat 1990‒2001. Otóż dopiero od 2001 r. przełożeni kościelni są zobowiązani do informowania Stolicy Apostolskiej w przypadku prawdopodobnych oskarżeń. Jeśli zaś chodzi o okres PRL-u, można przypuszczać, że jest on nie do zbadania, ponieważ tworzenie i przechowywanie dokumentów było wówczas ryzykowne ze względu na próby rozpracowywania Kościoła przez bezpiekę. Hipotezę tę potwierdzają doświadczenia jezuitów: badanie archiwów zakonów działających w krajach byłego bloku wschodniego nie przyniosło tam żadnych rezultatów.

Kolejnym z czterech „P”, o których mówił przywoływany wcześniej Zbigniew Nosowski, są pieniądze. Na razie Kościół nie wydał na cel profilaktyki wobec pedofilii i zadośćuczynienia jej ofiarom znaczących środków. Centrum Ochrony Dziecka pracuje wolontariacko, co na dłuższą metę jest nie do przyjęcia. Telefony zaufania dla pokrzywdzonych, które powinny być jak najszybciej uruchomione, wymagają pracowników, i to profesjonalnie do tego przygotowanych. A takich jest w Polsce niewielu. Do tego ich praca musi być opłacana. Podobnie prowadzenie grup wsparcia dla osób skrzywdzonych – to zadanie dla specjalistów. Kluczowe jest zatem pytanie: czy będą pieniądze na tworzenie i działalność niezbędnych instytucji? Kto zapłaci za postulowane przez biskupów cztery ośrodki? Od tego, jakie środki zostaną przeznaczone na ich uruchomienie i jak będzie wyglądać funkcjonowanie, zależy zakres ich działalności. Czy będą to jedynie punkty kontaktowe czy też miejsca przygotowane do świadczenia pomocy ofiarom?

A co z kwestią odszkodowawczą? Być może najwłaściwszym gestem, dającym szansę uczynienia dużego kroku naprzód, byłaby wypłata odszkodowań wszystkim pokrzywdzonym. Być może gdyby episkopat Polski zdecydował się na gest podobny do tego, jaki wykonał episkopat niemiecki, który uruchomił telefon zaufania dla ofiar molestowań i podjął wypłatę odszkodowań w wysokości 5 tys. euro, ofiary skrzywdzone w minionych dekadach zdecydowałyby się wyjść z cienia.

To nas dotyczy

Bp Piotr Libera podczas nabożeństwa pokutnego powiedział: „wykorzystywanie i zaniedbywanie dzieci nas dotyczy! I wyznajemy to nie po to tylko, żeby odzyskać mityczną wiarygodność Kościoła! I nie po to, żeby zrobić unik przed kolejnym ciosem! Czynimy to, bo tak trzeba!”. Należy dodać, że słowa te wypowiedziała osoba, która z problemem mierzy się odważnie i jawnie: po swoim poprzedniku biskup zastał w diecezji kilka nierozwiązanych problemów. Dziś diecezja może być wzorcem dla innych. Jesienią 2007 r. biskup płocki powołał trzyosobowy zespół do rozpoznania oskarżeń wobec kilku duchownych, w skład którego wchodził psycholog z KUL-u i dwóch księży. Zespół co dwa – trzy miesiące składał biskupowi raporty z postępów w pracach. W efekcie do Kongregacji Nauki Wiary zostało skierowanych kilka spraw i nastąpiło rozpoczęcie procesów karno- -kanonicznych. Problem wykorzystywania dzieci dotyczył siedmiu kapłanów na 680 duchownych. Ostatnio pojawił się dodatkowo jeden nowy przypadek. W czerwcu 2013 r. biskup powołał sześcioosobowy zespół wsparcia, w skład którego wszedł psychoterapeuta, trzech seksuologów, psycholog i prawnik. W okólniku papierowym i elektronicznym przekazano prezbiterom wytyczne do postępowania. Powołany przez biskupa zespół przeprowadził również szkolenia dla różnych środowisk kościelnych: kapłanów i świeckich pracowników, np. katechetów.

Pomimo tych zmian zasady przejrzystości i stanowczości w reagowaniu na ujawniane przypadki pedofilii wśród duchownych wciąż zbyt wolno torują sobie drogę w polskim Kościele. A przecież biskupi zdają sobie sprawę, że – jak mówił na konferencji Centrum Ochrony Dziecka ks. dr Wojciech Rzeszowski, przewodniczący Konferencji Rektorów Seminariów Duchownych – Iustitia retardata est iustitia denegata („Spóźniona sprawiedliwość jest odmową sprawiedliwości”). Ile czasu potrzeba Kościołowi w Polsce, żeby zaczął znacznie skuteczniej walczyć z pedofilią?

Dziś wiemy, że czynnikiem sprzyjającym wykorzystywaniu dzieci w Kościele jest m.in. kultura klerykalna, która przyczynia się do sakralizacji osoby kapłana. Zagadnieniu temu poświęcone było wystąpienie Ewy Kusz podczas omawianej już konferencji. W jednym z dokumentów Konferencja Zakonników USA napisała: „Klerykalizm jest świadomym lub nieświadomym usiłowaniem promowania partykularnych interesów osób duchownych i chronieniem przywileju i władzy, jakie tradycyjnie były przyznawane stanowi duchownemu (…). Do głównych przejawów kultury klerykalnej należy autorytarny styl przewodzenia w posługiwaniu, sztywna hierarchiczna wizja świata oraz wirtualne utożsamienie świętości i dobra Kościoła ze stanem duchownym, a tym samym z osobą księdza”. Potrzebę przełamywania takich nawyków głosił też wielokrotnie papież Franciszek. „Zero tolerancji dla sprawców” – mówi dziś episkopat Polski i brak zgody na ochronę dobrego imienia instytucji kosztem troski pokrzywdzonych – należałoby dodać.

Kościół dostaje dziś misję, aby stać się obrońcą dziecka. O. Adam Żak podkreśla, że Ewangelia św. Mateusza zaczyna się od podobnego polecenia. Bóg mówi do Józefa „weź i chroń to dziecko, bo Herod ma złe zamiary” – wyjaśnia o. Żak. Ponieważ tej misji Kościół sam nie rozpoznał, Bóg podobnie jak w czasach niewoli babilońskiej posłużył się poganami, tak dziś posługuje się osobami spoza Kościoła. W ten sposób chce pomóc Kościołowi uświadomić sobie swoje zadanie i zerwać ze złem, które czyni.

.

1 Ostatnie dane pochodzą z 2010 r.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter