70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zostań teologiem

Być może niepotrzebne są wcale noce św. Bartłomieja, by spierać się o poznanie Boga, by mieć ciekawość spraw Bożych? Bardziej potrzebne jest przekonanie, że wiara to coś, czym człowiek nie zajmuje się jedynie od święta, a także odkrycie skarbów naszej myśli i naszej religii.

Zbigniew Mikołejko tak zdiagnozował wiarę Polaków: „Polski Bóg nie jest ani Bogiem teologów, ani filozofów, to abstrakcyjny nieporuszyciel świata. (…) My ponadto nie debatujemy, nie targamy się ze sobą w sprawach nieba, piekła, Boga, diabła, nie odważamy się na refleksję metafizyczną – to sprawa kapłanów i »uczonych w Piśmie«”1. Wskazał również przyczyny: „Nie spieraliśmy się o wiarę, nie umieraliśmy za nią w okresie kontrreformacji jak Francuzi czy Niemcy. (…) W tym samym czasie nasza średnio zamożna szlachta zamknęła się w białych ścianach polskich dworków, zasiadła pod lipami i zastygła intelektualnie. Słynna polska tolerancja polegała właściwie na obojętności” 2. Efektem tego jest słaba wiara. Z tą diagnozą trudno się nie zgodzić. Bodaj jedyną poważną debatą w polskiej teologii (czy również w polskim Kościele?) była dyskusja o nadziei powszechnego zbawienia.

Czy jednak tego rodzaju intelektualne rozbudzenie w dziedzinie wiary jest w ogóle potrzebne? Czy nie powoduje ono niebezpiecznych podziałów, powstawania herezji, czy nie prowadzi w gruncie rzeczy do zaniku wiary, o czym mogłyby świadczyć puste kościoły w państwach, które wydały tytanów teologii tej miary co Karl Rahner czy Henri de Lubac?

Teologowie bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, jak negatywne skutki może nieść intelektualny marazm w wierze. Ks. Ignacy Bokwa wskazuje, że współczesnemu ateizmowi misjonarskiemu, reprezentowanemu przez Richarda Dawkinsa czy Christophera Hitchensa, słusznie zarzuca się brak pogłębionej refleksji, posługiwanie się powierzchownymi i demagogicznymi argumentami. Trzeba jednak przy tym pamiętać, że ci autorzy nie polemizują z kimś pokroju Josepha Ratzingera (żeby zobaczyć różnicę, wystarczy posłuchać całkiem rzeczowej rozmowy Dawkinsa z o. George’em Coyne3). Ateizm misjonarski zwraca się do nastawionych antyintelektualnie amerykańskich fundamentalistów (50% Amerykanów odrzuca teorię ewolucji na rzecz fundamentalistycznego odczytania Biblii), ale ich argumentacja znajduje zwolenników także w Europie, o czym świadczą wielotysięczne nakłady ich książek. Dzieje się tak, gdyż dorośli katolicy dysponują przerażająco małą wiedzą teologiczną, nie wiedzą zatem, jak przed taką argumentacją się bronić4. Dlatego może ona łatwo zburzyć domek z kart ich wiary i teologowie na ogół są tego świadomi.

Nie dziwią więc stanowcze wypowiedzi ks. Roberta J. Woźniaka na temat roli teologii w życiu wiary: „Życie kościelne może bujnie kwitnąć jedynie tam, gdzie kwitnie i teologia. Więcej: nie można być chrześcijaninem bez podjęcia próby rozumienia: fideizm, zresztą podobnie jak racjonalizm, to dwie skrajne i szkodliwe interpretacje chrześcijaństwa, a nasze wspólnoty bazowe, parafie, niejednokrotnie wysychają z braku myśli i ducha”5.

Abstrakcyjnego nieporuszyciela świata bardzo łatwo utracić, może się bowiem okazać, że nie jest on do niczego potrzebny. Wystarczy parę demagogicznych chwytów Dawkinsa, by rozprawić się z opartym na takim wyobrażeniu Bogiem. Dużo mniejsza jest jego skuteczność w przypadku wiary opartej na skale myśli i ducha.

Skoro jednak nie walczyliśmy o wiarę z bronią w ręku i nie toczyliśmy wielkich debat teologicznych, to raczej nie ma szans, by to zmienić, żeby w ten sposób rozbudzić intelektualnie Polaków.

Tyle że nie wszędzie w Polsce, jeśli wierzyć urodzonemu w Warszawie żydowskiemu myślicielowi Abrahamowi J. Heschelowi, panował w kwestiach wiary zastój intelektualny. Tak opisywał on typowe żydowskie miasteczko w Europie Wschodniej: „Biedni Żydzi, których dzieci znały tylko smak »ziemniaków w niedzielę, ziemniaków w poniedziałek, ziemniaków we wtorek«, zasiadali tam jak intelektualni magnaci. Posiadali oni całe skarby myśli, bogactwo wiadomości, idei i powiedzeń wielu stuleci. Kiedy napotykano jakiś problem, od razu pojawiał się tłum ludzi, dzielących się opiniami, argumentami, cytatami. Ktoś stawiał pytanie na temat spornego fragmentu z dzieła Majmonidesa – i wielu rywalizowało ze sobą w próbach wyjaśnienia go, prześcigając się nawzajem w subtelności dialektycznych rozróżnień lub w cytowaniu nieoczywistych źródeł. Żołądki były puste, domy ogołocone, ale umysły przepełnione były bogactwem Tory”6.

Być może niepotrzebne są wcale noce św. Bartłomieja, by spierać się o poznanie Boga, by mieć ciekawość spraw Bożych? Bardziej potrzebne jest przekonanie, że wiara to coś, czym człowiek nie zajmuje się jedynie od święta, ale także odkrycie skarbów naszej myśli i naszej religii. Być może wówczas u cioci na imieninach, zamiast o życiu celebrytów, będziemy rozmawiali o unii hipostatycznej i prześcigali się w subtelności dialektycznych rozróżnień, nie zaś w sile wulgaryzmów.

Teologowie zdają sobie sprawę z potrzeby takich teologicznych dyskusji. Ks. Dariusz Kowalczyk stwierdza: „cieszyłbym się, gdyby teolodzy potrafili trafić ze swą teologią »pod strzechy« i wzbudzić dyskusje teologiczne wśród tzw. zwyczajnych ludzi”7. Gdyby tak się stało, mogłoby się zdarzyć to, o czym mówił Heschel: magidzi (niezawodowi kaznodzieje) „do nikogo nie zwracali się o dyplomy. Czuli się upoważnieni przez Boga, aby być kaznodziejami moralności”8.

Czy jednak pojawienie się takiego niedyplomowanego kaznodziei moralności nie jest groźne? Taka obawa nie jest obca uprawiającym scientia fidei: „Dostałem przesyłkę od jakiejś pani, która postanowiła podzielić się ze mną (i jeszcze z innymi) swoimi – nazwijmy to – refleksjami o Bogu. Napisała w liście dołączonym do książeczki: »(…) zdecydowałam się swoje przemyślenia dotyczące osoby Jezusa z Nazaretu wydać drukiem i rozesłać do osób, które, jak mi się wydaje, nie gorszy krytyka dogmatów (…)«. Że niby co? Nie, nie każdy może być teologiem. Niektórzy nawet nie powinni”9 – pisze ks. Andrzej Draguła.

To zależy, co się rozumie pod pojęciem teologii. Jeśli dziedzinę akademicką, i tylko ją, to oczywiście nieprofesjonalista ma tu małe szanse. Bez znajomości greki i bez odpowiedniego warsztatu naukowego nie przeanalizuje we właściwy sposób dzieł Grzegorza z Nyssy i nie odpowie na pytanie, dlaczego ten akurat Ojciec Kościoła mówił w swoich dziełach o potępieniu oraz o zbawieniu powszechnym jednocześnie. Co więcej, jeśli będzie chciał to zrobić, narazi się na śmieszność. Teologia to coś więcej niż analizowanie dzieł innych teologów. Teologia, która ma sens, musi bowiem mówić o spotkaniu z Bogiem, a w tym mówieniu powinien być obecny sam Bóg.

Wierzę, że do uprawiania takiej teologii każdy jest zdolny, a nawet powołany, a rozróżnienie na teologów profesjonalnych i nieprofesjonalnych powinno być raczej zastąpione rozróżnieniem na teologów dobrych i kiepskich. Wierzę, że każdy jest zaproszony do uprawiania teologii. Dobrej teologii…

1 Bóg z instrukcją obsługi „Użyj i wyrzuć”. Z Prof. Zbigniew Mikołejko rozmawia Aleksandra Klich, cyt. za: http://wyborcza. pl/1,76842,8863908,Bog_z_instrukcja_obslugi__Uzyj_i_wyrzuc_. html (dostęp: 20 maja 2014).

2 Tamże.

3 Zob. http://www.youtube.com/watch?feature=player_ embedded&v=Nhd09ATs8VQ (dostęp: 9 kwietnia 2014).

4 Por. Nowa fala ateizmu. Audycja z udziałem ks. prof. Ignacego Bokwy. Prowadzenie: Jan Pniewski, cyt. za: http://www.polskieradio. pl/37/227/Artykul/611755,Nowa-fala-ateizmu (dostęp: 20 maja 2014).

5 R.J. Woźniak, O społecznym zaangażowaniu teologii, cyt. za: http:// teologia.deon.pl/o-spolecznym-zaangazowaniu-teologii/ (dostęp: 20 maja 2014).

6 A.J. Heschel, Pańska jest ziemia, tłum. H. Halkowski, Kraków 2010, s. 51 n.

7 D. Kowalczyk, W poszukiwaniu teologii i teologów, „Znak” 2010, nr 666, s. 107.

8 A.J. Heschel, Pańska jest ziemia, dz. cyt., s. 43 n.

9 Cyt. za: https://www.facebook.com/a.dragula/ posts/638215022901532 (dostęp: 20 maja 2014)..

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata