70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zdumienie nad wielkością mrówki

W tym roku akademickim przygotowuję wykład monograficzny z psalmów. Tłumaczę i interpretuję, nie mając przy tym żadnych wyznaniowych wytycznych ani nie czytając poradnika w rodzaju: „Jak przekładać Biblię w katolicki sposób?”. Dlaczego nie zauważam wpływu konfesyjności na moją egzegetyczną pracę?

Ci, którzy wiążą konfesyjność z pracą translatorską, mogliby się zapewne podpisać pod opinią wyrażoną w jednej z internetowych dyskusji: „W języku polskim nie znajdziesz tzw. naukowego przekładu Biblii, który byłby ponad wyznaniowymi racjami. Otóż tłumacze wywodzą się najczęściej z kręgów wyznaniowych o ustalonych kryteriach doktrynalnych, a ponieważ każdy przekład jest swojego rodzaju interpretacją – chce ktoś tego czy nie – więc i końcowy rezultat translacji odzwierciedla określone poglądy tłumacza”1. Zdumienie. To słowo chyba najlepiej oddaje reakcję mojego umysłu, kiedy słyszę, że wiara ma wpływ na przekład Biblii. Zdumienie. Zaskoczenie. Niezrozumienie. A nawet irytacja.

Czytając to, przypominam sobie seminarium naukowe z o. Augustynem Jankowskim, redaktorem Biblii Tysiąclecia, i jego słowa o tym, że na poziomie tekstu biblijnego nie ma żadnej konfesyjności. Wracam też myślą do pięciu lat studiów w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie i trzech lat uwieńczonych doktoratem we Franciszkańskim Studium Biblijnym w Jerozolimie. Nie przypominam sobie, żeby wówczas jakikolwiek profesor stawiał tezę, jakoby przekładu nie dało się oddzielić od wiary.

To prawda, że w pierwszych tomach tzw. komentarzy KUL-owskich do Biblii w bibliografii umieszczano osobno komentarze katolickie i niekatolickie. Jednak podział taki nigdy nie dotyczył przekładów ani opracowań szczegółowych i został wycofany po kilkunastu latach. W najnowszych tomach trudno znaleźć informację, jakiej proweniencji są autorzy cytowanych opracowań. Podobnie ma się sprawa z opracowaniami obcojęzycznymi. Chociaż naukowo zajmuję się Biblią niecałe 15 lat i korzystam tylko z literatury włoskiej, angielskiej, niemieckiej i francuskiej, to zarówno na poziomie translatoryki, jak i egzegezy nie spotkałem opracowań konfesyjnych. Czasem wiedziałem, kim byli autorzy, albo dowiadywałem się, że dany biblista jest Żydem, katolikiem, protestantem albo byłym księdzem, ale nie zauważyłem, żeby miało to wpływ na treść opracowań.

Zdumienie rodzi się także wtedy, gdy myślę o własnej pracy doktorskiej. Analizowałem psalmy 14 i 53 z wielu, możliwie różnych perspektyw2. W rozdziale pierwszym mojej książki, w którym zostały przebadane manuskrypty hebrajskie, tłumaczenia starożytne, a także 50 współczesnych tłumaczeń, wskazuję, że nie ma żadnych podstaw do wiązania wiary z przekładami. Podobne wnioski wysnuwam w ostatnim rozdziale, w którym pokazuję, jak psalmy te interpretowano w tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej w ciągu 2 tys. lat. Okazało się, że odczytania są różnorodne, ale różnice wynikają nie tyle z przynależności religijnej, ile ze związku z określoną szkołą egzegetyczną. Ostatecznie dowodzę, że jedyna różnica między judaizmem i chrześcijaństwem polega na tym, iż niektórzy egzegeci chrześcijańscy uznali, że tekst mówi o Jezusie, którego to poglądu judaizm ani nie potwierdzał, ani nie komentował. Znowu występują tu różnice na tle komentarza, a nie przekładu. Co więcej, po skończeniu doktoratu jak nigdy wcześniej uświadomiłem sobie, że pracę tego typu równie dobrze mógłby napisać protestant, Żyd czy nawet ateista. Na takie opracowania wiara nie ma wpływu. Chyba że chodzi o wiarę w to, czy mają one jakikolwiek sens.

Staram się też uczciwie pytać siebie o obecną pracę i jej metodologię. I tu również rodzi się zdumienie. W tym roku akademickim przygotowuję wykład monograficzny z psalmów. W pierwszej fazie pracy porównuję tekst danego psalmu w językach hebrajskim, greckim, łacińskim, kilkunastu przekładach na język polski i na kilka języków obcych. Tłumaczę i interpretuję, nie mając przy tym żadnych wyznaniowych wytycznych ani nie czytając poradnika w rodzaju: „Jak przekładać Biblię w katolicki sposób?”. Dlaczego nie zauważam wpływu konfesyjności na moją egzegetyczną pracę? Tak jak pierwsi chrześcijanie, którzy dowodzili z hebrajskich pism, że Jezus jest Mesjaszem, albo przyjmowali przekład Starego Testamentu aleksandryjskich Żydów, jestem przekonany, że najistotniejsza kwestia to nie tekst ani przekład tekstu, tylko jego interpretacja.

Moje zdumienie rodzi się także z intuicji. Tej intuicji, która mówi, że tłumaczenie jest wyborem, ale wynikającym z różnorodności języków, a nie z różnorodności wyznań. Widząc greckie słowo prezbyteros, zastanawiam się, jaki wariant tłumaczenia będzie lepszy: „starszy”, „ważniejszy”, a może „prezbiter”? Nigdy jednak nie zgodziłbym się na ten ostatni tylko dlatego, że od jakiegoś czasu w Polsce mówi się o księżach „prezbiterzy”. Dlatego kiedy pojawił się przekład Ewangelii według św. Mateusza Antoniego Ożoga, moje zdumienie sięgnęło zenitu. Podtytuł brzmi bowiem: Świecki przekład filologiczny z języka greckiego i hebrajskiego3. Może to początek nowej ery w dziejach translatoryki? Za chwilę pojawi się przekład filologiczny celibatariusza, potem wegetarianina, a następnie tłumaczenie Biblii autorstwa matki dwojga dzieci.

Być może natrafiłem na nieodpowiednich ludzi. Być może sięgałem po trochę inne książki. Być może moja metodologia pracy jest ograniczona. Być może. Dlatego spróbuję przyjrzeć się tym miejscom Pisma, których tłumaczenia mogą być narażone na konfesyjne wpływy.

Translatorski świat różnorodności

Można przypuszczać, że obszarem, w którym konfesyjność będzie miała wielki wpływ na przekład, są imiona biblijne. Gdyby bowiem jakiś katolicki ksiądz opowiadał na kazaniu o Icchaku i wierze w Joszuę, zapewne wzbudziłby tym niemałe zdumienie, a może nawet wywołał oburzenie. I rzeczywiście, w najnowszym przekładzie Tory przygotowanym przez Fundację Ronalda S. Laudera4 postacie noszą imiona Jaakow, Noach, Awraham, Jicchak czy Josef. Kiedy jednak otworzymy przekład Cylkowa, to chociaż znajdziemy tam Icchaka, czytamy również o Mojżeszu, Abrahamie i Jakubie. Co więcej, sam Icchak w Księdze Psalmów pojawia się jako Izaak. A przecież Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, pisze w przedmowie: „Choć powstało kilka przekładów Tory dokonanych przez Żydów na język polski, zdecydowaliśmy o wyborze przekładu Izaaka Cylkowa, ponieważ jest to tłumaczenie najbliższe dosłowności języka hebrajskiego”5. W języku angielskim różnice znikają w sposób uderzający. The Jewish Bible (1985) oddaje imiona w taki sam sposób jak pozostałe znaczące tłumaczenia Biblii: Abraham, Isaac, Jacob, Joseph.

W rozmaity sposób zapisywane jest też samo imię Boga. Pobieżna lektura pozwala stwierdzić, że tłumaczenie „Jehowa” jest typowe dla przekładu świadków Jehowy (Przekład Nowego Świata, 2006)6. Jednak rów-nież w niektórych katolickich tłumaczeniach pozostawione zostało imię Jahwe. Tak jest w Biblii poznańskiej, u Stanisława Łacha (Księga Psalmów) czy w Bible de Jérusalem (Yahvé). Forma Jehowa jest też przecież mocno zakorzeniona w literaturze polskiej minionych stuleci, wystarczy wspomnieć Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego czy Sienkiewicza. Jedynie Żydzi konsekwentnie nie tłumaczą tetragramu, oddając go albo jako „Pan” (The Jewish Bible), albo jako „Bóg” (Pecaric) czy też jako „Wiekuisty” (Cylkow).

Frazą, której przekład może budzić spory, wydaje się ta z Księgi Izajasza 7, 14: „Oto panna pocznie i porodzi syna” (Biblia Tysiąclecia). Nie można jednak suponować, że przy tłumaczeniu tego zdania to chrześcijaństwo wpłynęło na stosowany czasem wybór słowa „dziewica”. To aleksandryjscy Żydzi jeszcze przed narodzeniem Chrystusa zdecydowali się na mający właśnie takie znaczenie przekład parthenos. Z kolei wiele katolickich i protestanckich tłumaczeń mówi o „pannie” (Biblia Tysiąclecia), „młodej kobiecie” (New American Bible, Bible de Jérusalem), ale też i o „dziewicy” (protestancka La Nuova Diodati czy New International Version).

W jeszcze większym stopniu konfesyjność mogłaby determinować przekład słów Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje” (M 26, 26; Biblia Tysiąclecia). To prawda, że w katolickiej Biblii Tysiąclecia „Ciało” zapisane jest wielką literą. Jednak mała litera pojawia się w innych katolickich przekładach: Biblii poznańskiej, Biblii warszawsko-praskiej, Biblii Paulistów, New American Bible, Bible de Jérusalem czy w tłumaczeniu Konferencji Episkopatu Włoch (CEI). Czy w takim razie przy drugim rodzaju zapisu należałoby mówić o braku wiary części katolików w Eucharystię?

Jako dosyć klasyczny motyw w tej dyskusji podaje się tłumaczenie greckiego ekklesia jako „Kościół” (u katolików) albo „zbór” (u protestantów). Bodajże najsłynniejszym przykładem użycia tego określenia są słowa Jezusa: „Ty jesteś Piotr [Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16, 18; Biblia Tysiąclecia). Jednak nawet wspomniane rozróżnienie nie jest oczywiste. W Przekładzie Nowego Świata świadków Jehowy ani razu nie zostało użyte słowo „Kościół”, pojawia się tylko „zbór”, ale już protestanckie tłumaczenie Biblii warszawskiej oddaje ekklesia jako „Kościół”. W angielskojęzycznych tłumaczeniach mamy church, we włoskich chiesa, w translacjach ekumenicznych również zdecydowano się na „Kościół” – tak stało się zarówno we francuskim Traduction Oecuménique de la Bible (Église), jak i w niemieckim Einheitsübersetzung (Kirche). Faktem jest jednak, że Luter używał wyrażenia Gemeinde i że w żadnym z wymienionych wyżej tłumaczeń starotestamentalne ekklesia nie zostało przełożone jako „Kościół”, ale zawsze jako „wspólnota” lub „zgromadzenie”7.

Najbardziej wyrazistym przykładem wpływu konfesyjności na tłumaczenie jest używanie imienia Boga „Jehowa” w Przekładzie Nowego Świata w ponad 200 miejscach Nowego Testamentu, tam gdzie w oryginale greckim znajduje się słowo Kyrios – Pan. Wydawcy świadomie wprowadzają taki wariant, wyjaśniając, że chodzi o te fragmenty, które są cytatami ze Starego Testamentu, a więc na pewno Jezus czy Jego uczniowie używali w nich imienia Bożego w takiej formie. Podobnie, kiedy tłumaczą Prolog Janowy i zapisują „Bóg” raz wielką, a raz małą literą, jako jedyni w translatorskim świecie dają odczuć wpływ teologii na przekład. Jeszcze bardziej skrajnym przykładem jest przekład amerykańskich baptystów walczących z piciem alkoholu. W A Purified Translation (2000) we wszelkich wzmiankach o winie nazwa trunku zastąpiona jest określeniem „sok z winogron”.

Uwagi o marginesie

Faktem jest, że czasem można zauważyć wpływ wyznania na przekład, ale jest to wpływ marginalny. Jeśli Biblia zawiera ponad 35 tys. wersetów, a dyskutujemy o zaledwie kilku z nich, to mamy do czynienia z marginesem. Skala zjawiska jest być może porównywalna do wpływu, jaki na przekład mają wykształcenie, płeć, pochodzenie czy charakter tłumacza. O wiele większy problem mamy z różnorodnością tekstu manuskryptów, czy np. pójść za manuskryptami, które przytaczają słowa Jezusa: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” (Łk 23, 34; Biblia Tysiąclecia), czy za tymi, które je opuszczają (jak np. Papirus Bodmera 75 z II/III w. czy Kodeks Watykański z IV w.). Pomimo tych trudności rzadko zdarza się kwestionować hebrajski Kodeks Leningradzki czy grecki tekst Nestle- -Alanda, które są podstawą większości współczesnych tłumaczeń. Jeżeli zbyt często dyskutujemy o tym, co jest marginalne, wprowadzamy zamęt i zniekształcamy właściwe proporcje problemów.

Tendencja do wiązania wyznania z treścią przekładów Pisma wydaje się jednak wymierająca. Publikacja kolejnych ekumenicznych tłumaczeń pokazuje, że na poziomie tekstu biblijnego nie powinniśmy mieć żadnych problemów z wypracowaniem wspólnych rozwiązań. Tak jak pierwsi chrześcijanie nie potrzebowali nowej, odmiennej Biblii, by uwierzyć w mesjańskość Jezusa, tak żadna konfesja nie potrzebuje własnego przekładu, by uzasadnić swoje credo. Co więcej, skoro chrześcijaństwo przejęło żydowskie tłumaczenie Starego Testamentu, można by zaryzykować stwierdzenie, że od czasów reformacji to nie pozytywne wyznanie wiary miało wpływ na przekład, ale negatywne nastawienie wobec konkretnych konfesji. Kiedy znikają animozje, odrębne tłumaczenia nie są już potrzebne. Poprawniej zatem byłoby mówić, że różnice przekładów istnieją nie tyle na poziomie konfesyjności, ile na poziomie uprzedzeń. Ja sam, jako ksiądz katolicki i biblista, nigdy nie sugerowałem nikomu, że tłumaczenia niekatolickie są gorsze.

Nie można też danego przekładu wiązać z określonym wyznaniem. To, że tłumacz jest katolikiem, nie znaczy, że tłumaczenie również jest katolickie – podobnie jak nie jest męskie, dlatego że tłumacz jest mężczyzną. To, że niektóre przekłady protestanckie rzeczywiście różnią się od katolickich, nie jest argumentem za tym, żeby używać sformułowania „tłumaczenie katolickie” albo „tłumaczenie protestanckie”. Analiza tłumaczeń w kilku językach i kilku denominacjach daje – moim zdaniem – solidne podstawy do stwierdzenia, że istniejące różnice wynikają nie tyle z konfesyjności, ile z przynależności do określonego języka i kultury. O wiele więcej różnic można znaleźć między katolickimi przekładami Biblii warszawsko-praskiej i Biblii Paulistów niż między katolicką Biblią Tysiąclecia a protestancką Biblią warszawską.

Podobnie jak nie jesteśmy w stanie wyeliminować wariantów tekstualnych w manuskryptach ani ocenzurować ewidentnych błędów interpretacyjnych, tak nie możemy zapobiec temu, że do końca świata będą publikowane tłumaczenia sprawiające wrażenie, jakby powstały pod wpływem określonej konfesji. Tego jednak, co wynika z natury ludzkiej wolności, nie można nazywać prawem związku między wyznaniem a przekładem. Jeśli takie prawo by istniało, wielu przełożyłoby słowa Jezusa jako „Na tej Opoce zbuduję mój Kościół Katolicki” (Mt 16,18) albo, przy nachyleniu protestanckim, „Bierzcie i jedziecie, to jest symbol mojego Ciała” (Mt 26,26).

.

1 http://biblia.webd.pl/forum/viewtopic.php?t=6339 (dostęp: 11 sierpnia 2014).

2 Por. W. Węgrzyniak, Lo stolto ateo. Studio dei Salmi 14 e 53 (pars disserationis), Jerozolima 2010.

3 A. Ożóg, Ewangelia według Mateusza, świecki przekład filologiczny z języka greckiego i hebrajskiego, Sandomierz 2013.

4 Por. Tora Pardes Lauder, red. i tłum. S. Pecaric, Kraków 2001–2006.

5 Zob. Tora. Pięcioksiąg Mojżesza, tłum. I. Cylkow, Warszawa 2009, s. 6.

6 Pismo Święte w Przekładzie Nowego Świata, Nadarzyn 2006.

7 Dla pełnego obrazu warto jednak wspomnieć, że bardzo często w polskich katolickich komentarzach do Nowego Testamentu pisano o chrześcijańskich gminach, a nie o wspólnotach, co zapewne było zwykłą kalką z niemieckich opracowań. Natomiast rosyjski Przekład Synodalny z XIX w., z którego korzystają zarówno prawosławni, jak i protestanci oraz katolicy, tłumaczy Церковь i nikomu nie wydaje się to konfesyjne. Tak samo, kiedy pojawia się określenie, że Jezus jest „Carem carów” (Ap 19, 16).

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata