70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Romantyczność, wojna i tryper

Autorefleksyjna opowieść Broniewskiego zawiera się między romantycznością, niewydarzoną jeszcze na ogół twórczością własną, bezpruderyjnie opisanym seksualnym spełnieniem, grozą i banałem wojny, wreszcie politycznością / ideowością.

Władysław Broniewski wrócił do łask wydawców i czytelników. W 2011 r. ukazała się jego biografia pióra Mariusza Urbanka. Rok później światło dzienne ujrzały niepublikowane dotąd fragmenty niedokończonego utworu prozą, wzbogacone o nieznane wcześniej czytelnikom listy, fragmenty dokumentów z czasów wojny polsko-bolszewickiej. Rzecz wydano pod tytułem Stanęła naga…. A w 2013 r. Dariusz Pachocki opublikował książkę Broniewski w potrzasku uczuć. Listy Władysława Broniewskiego i Ireny Helman, ukazującą romans żonatego poety z młodziutką studentką prawa. Intymne dokumenty dają dostęp nie tylko do przeżyć i perypetii dwojga kochanków. Poznajemy choćby wrażenia Broniewskiego z pobytu w Związku Radzieckim w 1934 r.

Wreszcie czytelnicy doczekali rarytasu, czyli pełnego wydania Pamiętnika z lat 1918–1922. Już tylko temu można by poświęcić obszerny artykuł. Bo przecież w Polsce Ludowej fragmenty memuarów poety ukazywały się w latach 1965–1967 na łamach „Polityki”, „Miesięcznika Literackiego” i „Poezji”. A w 1984 r. nakładem PIW wydano obszerne fragmenty Pamiętnika ze wstępem Feliksy Lichodziejewskiej, najwybitniejszej znawczyni życia i twórczości „rewolucyjnego poety”. Ale kwestie polityczne, ideologiczne, a także rodzinno-obyczajowe zdecydowały, że dozowano opinii publicznej historię (i myśli) poety.

Co do istoty samego Pamiętnika, to aktualne są słowa, jakie Lichodziejewska zapisała we wstępie do jego ocenzurowanej edycji: „to komentarz do ówczesnych wydarzeń, notatnik poetycki, dziennik lektur, a równocześnie journal intime, pisany szczerze, bez myśli o późniejszym rezonansie czytelniczym. (…) Nie ma w nim nawet tej odrobiny stylizacji i pozy, jaką można dostrzec w listach Broniewskiego do kolegów i koleżanek”. Rzeczywiście, pełna wersja pamiętnika ukazuje to bardzo mocno, wprost werystycznie.

Autorefleksyjna opowieść poety zawiera się między romantycznością, niewydarzoną jeszcze na ogół twórczością własną, bezpruderyjnie opisanym seksualnym spełnieniem, grozą i banałem wojny, wreszcie politycznością / ideowością. Potrzeba będzie kilka cytatów, by wyraźnie rzecz naświetlić. Najpierw romantyczność (sięgająca wprost do tradycji wieszczów), w której polskość i nieskalana kobiecość tworzą przedziwny, oszałamiający samego artystę i żołnierza likwor: „Dręczy mnie tęsknota do prawdziwej miłości, której nie znam. (…) Przez okno płynie do pokoju ostatni promień księżyca, podobny do tego, po którym duch Anhellego szedł do ojczyzny. I śni mi się w pokoju pełno narcyzów, że woń ich tak silna i słodka, że aż odurza. A ona wśród tych białych kwiatów idzie do mnie…”. A z drugiej strony: „Tryper się mnie trzyma uporczywie. Mam zamiar zabrać się do solidnego leczenia”. I jeszcze słowa zapisane po stosunku seksualnym z jedną z kochanek: „Tak jak przewidywałem, nie znalazłem post factum żadnych śladów wskazujących na to, żebym był pierwszym”.

Wszystko to dzieje się w wojennej scenerii: „człowiek samemu sobie wydaje się bardzo romantycznym, gdy prosto z uścisków kochanki pędzi na koniu gdzieś w ciemną noc”. Ale to tylko niewielka część żołnierskiej doli. Bo Broniewski bardzo często pisze o nudzie, obmierzłości wojaczki: walki z Ukraińcami, Litwinami, wreszcie wojna polsko-bolszewicka. Między akordami glorii i męstwa swój ciężki rytm stale wybija monotonia, poczucie zmęczenia, groteski i wreszcie niesprawiedliwości przemocy i zniszczenia, które najbardziej uderzają w najsłabszych, w cywilną ludność, w małomiasteczkowych Żydów, będących najłatwiejszym celem dla wszystkich stron konfliktów Interesujące, że literackimi echami pobrzmiewa tu wciąż I wojna światowa. Wartym uwagi świadectwem kształtowania się światopoglądu ideowego Broniewskiego są obszerne cytaty spisywane przez niego wprost na karty pamiętnika ze słynnej książki Ogień, pióra Henriego Barbusse’a. Ludzkie błoto w błocie ziemi upomina się o własne człowieczeństwo: „Ludzie zostali stworzeni, żeby być mężami, ojcami, słowem, ludźmi! – nie dzikimi zwierzętami, które ścigają się wzajem, mordują i sprowadzają na siebie zarazę”. Wojny nigdy już nie będzie, brzmi wielki i tragicznie niespełniony manifest pacyfizmu i egalitaryzmu: „w obliczu nieba nie będą się działy straszliwe rzeczy dokonywane przez trzydzieści milionów ludzi, którzy ich nie chcą”. Jednak Broniewski nie odwoływał się jedynie do literatury, opisując „inwentarz śmierci”: wyliczał kolegów i podwładnych, którym bomby oderwały ręce i głowy, ludzi wypatroszonych przez serie kulomiotów, poranionych przez własną artylerię, która w zamieszaniu bitwy pomyliła cele.

Ale nie stał się pacyfistą, choć stawał się lewicowym poetą. Wielokrotnie zapisywał, że jest ideowo nieopierzony, choć odczuwa coraz większy związek z ideami socjalistycznymi. Swoją tożsamość Polaka, lojalność wobec II Rzeczypospolitej budował na wierności wobec idei i ideałów Legionów Józefa Piłsudskiego. Równocześnie wyśmiewał zdobyte na Sowietach materiały propagandowe: dostrzegał niebotyczną różnicę między wspaniałością intelektualnych wizji roztaczanych przez Trockiego a broszurami pisanymi przez politruków.

Pamiętnik, choć tak bardzo osobisty, jest także świetnym archiwum historycznym. Talent do ujęcia konkretu, lapidarnego uchwycenia wydarzeń, miejsc czy stosunków międzyludzkich i społecznych w przyszłości zaowocuje najlepszymi społecznymi wierszami, takimi jak Ulica Miła. A przyszły liryk Broniewski? Już „prześwituje” z romantyczności przemieszanej z tryprem i błotem wojen.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter