70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Coraz bliżej albo coraz mniej

„Coraz mniej” – to jest normalne i tak to właśnie trzeba widzieć. Coraz mniej listów, nawet gdy są wyczekiwane jako odpowiedź na list wysłany. Coraz mniej telefonów, bo nawet sięgając po aparat, słyszy się jedynie zaproszenie do nagrania komunikatu. Coraz bardziej pusto.

21 sierpnia 2014, czwartek

Tego samego dnia dwa wydarzenia: przyjście na świat dziecka i pogrzeb żony przyjaciela. Zdawałoby się – sama sprzeczność. Wyczekiwane dziecko, któremu nie zagraża żadna choroba, to sama radość i nadzieja. Odejście starszej, schorowanej osoby to pustka po miejscu, które zajmowała. Tymczasem jest zupełnie inaczej – tak jakby w obu wydarzeniach, które dzieli zaledwie kilka godzin, było to samo, prawie nie do opisania, przeżycie istoty każdego z nas. Dziecko, które jest nie tylko odpowiedzią na nadzieje rodziców, ale wnosi jeszcze, rodząc się jako drugie, transmisję uczucia, które się nazywa braterstwo. Nieznane i niedostępne jedynakowi, mimo wszystkich wysiłków rodziców. Człowiek odchodzący nie tylko zostawia po sobie brak, pamięć i żal, ale otwiera nam oczy na to najważniejsze przejście – bo śmierć jest tak naprawdę przejściem – które będzie udziałem każdego z nas, a którego nie możemy przewidzieć ani sobie wyobrazić. Było to tym razem bardzo czytelne, także za sprawą liturgii odprawianej przy trumnie w mistycznym wnętrzu romańskich murów i modlitwy niezagubionej przez bylejakość. Kiedy wracam do domu, do końca dnia towarzyszy mi pospołu dziecko, którego jeszcze nie widziałam, i zmarła żona przyjaciela, tuż obok osieroconych, których uściskałam w kościele. I jest to przeżycie tak cenne, że można tylko dziękować za nie Panu Bogu i wszystkim, którzy mieli w tym udział.

22 sierpnia 2014, piątek

„Coraz mniej” – to jest normalne i tak to właśnie trzeba widzieć. Coraz mniej listów, nawet gdy są wyczekiwane jako odpowiedź na list wysłany. Coraz mniej telefonów, bo nawet sięgając po aparat, słyszy się jedynie zaproszenie do nagrania komunikatu. Coraz bardziej pusto. Bo chociaż ludzi dookoła coraz więcej, pośpiech daje o sobie znać nie tylko szybkimi krokami mijających nas szybko, często z komórką przy uchu, znanych i nieznanych sąsiadów, ale też w zniecierpliwieniu osób nieskorych do kontynuowania rozpoczętej rozmowy. Pośpiech jest po prostu nakazem rzeczywistości, która nas opływa. Nawet relaks rozrywki elektronicznej przerywany jest przymusową pauzą reklam lub konwencją, w której arcydzieło czytane przez znakomitego aktora dostaje na realizację 15 minut w niektóre dni tygodnia, a program trwający godzinę należy do wyjątków coraz rzadszych. Parafia ogłasza przerwę wakacyjną na odwiedzanie chorych, a zadaniem duszpasterskim staje się przede wszystkim przygotowanie zgromadzenia, masowego nabożeństwa lub rekolekcji, zamiast rozmowy o sprawach wiary z jedną przynudzającą seniorką czy seniorem. To wszystko jest normalne i tak powinno być oceniane, bez dramatycznego biadania i poczucia katastrofy. Znana kiedyś modlitwa św. Tomasza z Akwinu powinna wisieć w każdej poradni psychologicznej i w każdym domu rekolekcyjnym, bo jest idealnym kluczem do dobrego samopoczucia w starzeniu się, bez pokusy doznawanej niesprawiedliwie krzywdy: „Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty, Panie, wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół. (…) Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę Cię o większą pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi. Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić”. Uzdrawiająca jest zwłaszcza jej czarująca autoironia, za którą oczywiście stoi mądrość będąca przywilejem tylko najlepszych z nas, dana jednak na użytek wszystkich, którzy potrafią ją odczytać.

24 sierpnia 2014, niedziela

Papież Franciszek, wracając z czterodniowej pielgrzymki do Korei Południowej, podczas rozmowy z dziennikarzami w samolocie powiedział kilka zdań, które nie tylko mnie wydają się wstrząsające. Według Franciszka jego pontyfikat ma być najwyżej paroletni. Zdawałoby się, że cały Kościół będzie poruszony do głębi tym oświadczeniem i nie trafi ono w próżnię. Dlaczego te słowa padły? Czy papież przeczuwa koniec życia? Czy dostał komunikat lekarski o zagrażającej mu śmiertelnej chorobie? Może widzi swoją misję jako z jakiegoś powodu niemożliwą do dalszego sprawowania? A przecież w tej misji ciągle, przynajmniej w Polsce, łagodzonej i tak skąpo przekazywanej jest nadzieja Kościoła i świata – właśnie świata, bo od pierwszego dnia pontyfikatu tak to widzieliśmy, co potwierdzały reakcje z różnych kierunków geograficznych. Tymczasem dzisiaj, nawet w niedzielnym programie katolickim TVP 1, ten komunikat został zaledwie zaserwowany, bez najmniejszego komentarza. Dlatego noszę w sobie powyższe pytania razem z głębokim smutkiem towarzyszącym wieści o decyzji metropolity diecezji warszawsko-praskiej pozbawienia jednego z kapłanów prawa odprawiania mszy św. i spowiadania. Wciąż wracam myślą do ostatnich linijek powieści Georges’a Bernanosa Pamiętnik wiejskiego proboszcza: bohater książki umiera na raka w mieszkaniu dawnego przyjaciela, eks-księdza – jedynego, który może mu udzielić rozgrzeszenia, ponieważ wzywany kapłan kazał na siebie czekać. Ostatnie słowa umierającego to: „Cóż to szkodzi? Wszystko jest łaską”. Czy zasuspendowany ksiądz nie będzie mógł wyspowiadać grzesznika, który poprosi o to w obliczu sytuacji ekstremalnej? Czy nie zaczyna się nam zacierać horyzont wiary ludzi poszukujących, wątpiących, zagubionych?

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter