70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Utracone człowieczeństwo Feliksa Dzierżyńskiego

To postać pełna przedziwnych paradoksów. Wychowany w takich samych patriotycznych warunkach co Józef Piłsudski i wielu innych polskich bohaterów narodowych, mimo początkowej religijnej żarliwości zostaje „czerwonym” katem i mordercą.

Do historii Feliks Dzierżyński przeszedł jako ważna postać w zwycięskim bolszewickim marszu po władzę czy to podczas przewrotu październikowego, czy wojny domowej. Wykonał wręcz tytaniczną pracę, by „radziecki eksperyment” okrzepł i nie upadł. Słynny żelazny Feliks stał się nieodzowną częścią bolszewickiego systemu. Stworzył służby, które z czasem przeistoczyły się we wzór totalitarnej struktury społecznej, gdzie w zasadzie każdy mógł być inwigilowany i podejrzany. Każdy mógł trafić do więzienia lub zostać rozstrzelany.

Kim był legendarny i budzący grozę szef WCzK, jak wyglądała droga z podwileńskiego dworku do kremlowskiego gabinetu jednego z najbardziej zaufanych ludzi Włodzimierza Lenina? Zagadnienia te próbuje rozwikłać Sylwia Frołow, dziennikarka i reporterka związana z „Tygodnikiem Powszechnym”, autorka brawurowej książki Dzierżyński. Miłość i rewolucja. To pierwsza jego biografia w wolnej Polsce. Autorka zaznacza, że chciała ukazać pełną złożoność i niejednoznaczność opisywanej postaci, także jego „ludzką” twarz, osobistą uczciwość, którą zestawia z fanatyczną i zabójczą wiarą w budowę ziemskiego raju. Frołow umiejętnie porównuje temperament i niektóre cechy charakteru Dzierżyńskiego do Aloszy, bohatera Braci Karamazow, który od miłości do Jezusa i ludzkości miał przejść – w drugiej, nienapisanej przez Fiodora Dostojewskiego części powieści – na stronę radykalnego socjalizmu i carobójstwa. Ten klucz do odczytania zagadki Dzierżyńskiego wydaje się ciekawy i nowatorski, ale czy ukazuje całą złożoność jego osobowości? Pytanie to zresztą można zakroić szerzej. Kim byli i o co walczyli czołowi polscy komuniści z kręgu SDKPiL: Julian Marchlewski, Feliks Kon, Róża Luksemburg, Karol Radek, Józef Unszlicht czy Adolf Warski? Czy można im w jakiejkolwiek mierze oddać sprawiedliwość? Dlaczego – a musieli doskonale zdawać sobie z tego sprawę – ostatecznie działali na szkodę i zgubę swojego kraju? Czy Polska w ogóle była ich ojczyzną? Internacjonalizm to wykluczał, ale czy zawsze tak myśleli? Oczywiście w szeregu tych barwnych, ale i różnych osobowości najbardziej wyrazistą, bezkompromisową i żarliwą postacią był Feliks Dzierżyński. To on miał być przecież, po zwycięskiej dla bolszewików Bitwie Warszawskiej, pierwszym przywódcą Polskiej Republiki Radzieckiej.

Uduchowiony romantyk

Feliks Dzierżyński urodził się 11 września 1877 r. w Oziembłowie na Wileńszczyźnie (obecnie Dzierżynowo na Białorusi) w polskiej rodzinie szlacheckiej. Z ruchem socjaldemokratycznym związał się już w latach gimnazjalnych. Początkowo jednak jako żarliwie religijny chłopiec był jednym z założycieli uczniowskiego kółka pod wiele mówiącą nazwą Serce Jezusowe. W tamtym czasie młody Dzierżyński odznaczał się romantycznym usposobieniem. Idealną ilustracją jego stanu ducha było wydarzenie, gdy członkowie Serca Jezusowego, aby dać ujście swym mesjanistycznym fascynacjom, złożyli uroczystą przysięgę na Górze Giedymina, ślubując walkę z caratem o niepodległą Polskę. Jednak w 1894 r. następuje niespodziewana i gwałtowna zmiana. Ten sam młody Feliks, który jeszcze nie tak dawno głosił, że jeśli Boga nie ma, to on się zabije, teraz z równym zapałem mówił, że Stwórca nie istnieje. Co było tego przyczyną? Autorka nie podaje jednoznacznie rozstrzygających argumentów, a jedynie poszlaki. Być może mógł stracić wiarę pod wpływem śmierci matki, choć ta zmarła w 1896 r., a więc dwa lata po odrzuceniu religii przez Feliksa. Niemniej mógł już wcześniej miewać wątpliwości, chociażby pod wpływem rozmów z bardziej socjalistycznie usposobionymi i charyzmatycznymi kolegami, a tragedia rodzinna jedynie umocniła go w nowych przekonaniach.

Młody Feliks wpierw wiąże się z gimnazjalnymi kółkami socjalistycznymi, a następnie w 1895 r. zostaje członkiem Litewskiej Socjaldemokracji, która od 1900 r. przyjmie nazwę Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy. Kolejnym bezkompromisowym krokiem Dzierżyńskiego było porzucenie szkoły. Jak stwierdził potem: „rozwijać się można i pracując wśród robotników, a uniwersytet tylko odciąga od pracy ideowej i tworzy karierowiczów”. Ten początkowy etap biografii przyszłego twórcy WCzK Frołow podsumowała słowami: „Umarł Gustaw, narodził się Konrad, który szybko pozna smak więzienia, zsyłki, knuta i syberyjskiego chleba”. Oceniając początkową „karierę” buntowniczą Dzierżyńskiego, autorka nie uniknęła także pewnych ciągot w kierunku historii alternatywnej. Nie czynię jej z tego zarzutu, gdyż rozważania te pokazują, że być może to właśnie ten czas był dla przyszłego szefa radzieckiej bezpieki momentem przełomowym. Frołow stwierdza, że gdyby młody Feliks zatrzymał się na etapie kółka Serca Jezusowego, mógłby zostać księdzem, a kto wie, być może nawet świętym. Chciałoby się dodać dla większej pikanterii: najprawdopodobniej walczącym wtedy w obronie wiary z nihilistycznymi bolszewikami. Z kolei jeśliby Dzierżyński – kontynuuje wizję kontrfaktyczną Frołow – dłużej uznawał za autorytet socjalistyczno-patriotycznie nastawionego Romualda Maleckiego, być może zasiliłby szeregi PPS. Wtedy, znowuż puśćmy na chwilę wodze fantazji, mógłby wesprzeć, jako ideowy współtowarzysz, samego Józefa Piłsudskiego podczas rewolucji 1905 r. Organizacja bojowa PPS to przecież wymarzone miejsce, gdzie mógłby się realizować, a towarzysz Ziuk by temu na pewno przyklasnął. Niestety, żelazny Feliks na swoją zgubę wybrał drogę rewolucyjnego internacjonalizmu, na początku będąc pod silnym wpływem Alfonsa Morawskiego, następnie „esdeków” warszawskich, których poznał na przełomie 1895 i 1896 r. Kolejną osobą, która umocniła nową wiarę Feliksa, była Róża Luksemburg. To jej portret jako jedynej kobiety trzymał Dzierżyński w swoim gabinecie na Łubiance.

Książka nosi podtytuł Miłość i rewolucja. To wyraźna wskazówka, że ważnym segmentem pracy są wydobyte po raz pierwszy przez autorkę stosunkowo liczne (w porównaniu z innym czołowymi bolszewikami tego okresu) romanse i miłości Dzierżyńskiego. Obok wątków miłosnych wszystkie fragmenty tak pieczołowicie rekonstruowanego przez Frołow życia osobistego Dzierżyńskiego, jego relacji z ukochaną siostrą Aldoną, resztą rodziny, a później z żoną i synem – to najmocniejsze i chyba najbardziej nowatorskie fragmenty książki. Dzierżyński, co z powodzeniem udowadnia autorka, był bardzo uczuciowy. Wśród wielu pseudonimów z okresu carskiej konspiracji mówiono na niego także Apollo. Przez cały ten czas, mniej więcej do rewolucji lutowej, walczyły w nim dwa żywioły: potrzeba miłości do ukochanych w danym momencie kobiet i powinność wobec rewolucji w zażartej walce o „nowy wspaniały świat”, który z mozołem chciał budować. To wewnętrzne rozdarcie doskonale zostało oddane w książce Frołow. Dzierżyński kochał, i to z wzajemnością, kilka kobiet. Najbardziej burzliwa i dramatyczna miłość to ta do Sabiny Feinstein. Historia tego romansu skończyła się tragicznie. Siostra Sabiny Michalina była także bezgranicznie zakochana w Dzierżyńskim. Z powodu odrzucenia, zdając sobie sprawę z uczucia Feliksa do Sabiny, popełniła samobójstwo. W pożegnalnym liście do siostry pisała: „Nie męcz się. Żyj spokojnie, bo nie chcę, by myśl o mnie zatruwała (…) Zrób J. [Józefa – partyjny pseudonim Dzierżyńskiego – M.M.] szczęśliwym, bądź nią sama”. Dla zakochanej Sabiny był to potężny szok. Romans Feliksa Dzierżyńskiego i Sabiny Feinstein nie przetrwał. Ostatecznie wichry namiętności i historii kierują go w stronę Zofii Muszkat. Tak jak Dzierżyński była działaczką partyjną. Przyszły żelazny Feliks widział w niej partnera i powiernika, ale czy ją kochał? Autorka uważa, że Zofia Muszkat zapewniła mu to, o czym marzył, gdy wybrał ostatecznie rewolucję i komunizm, czyli przyjaźń i bezgraniczne wsparcie w walce, a to w zupełności zaspokajało jego potrzeby.

Uczciwość z krwią na rękach

Sylwia Frołow wyraźnie podzieliła książkę na dwie części: polską i rosyjską. Opisywane wydarzenia z pierwszego okresu życia Dzierżyńskiego chyba tylko u zajadłych antykomunistów mogą nie wzbudzić choćby odrobiny sympatii. Tę cześć czyta się chwilami jak dobrze napisaną, wartką powieść. Narosłe stereotypy z czasów PRL-u w zderzeniu z człowiekiem z krwi i kości, który od „życia chce czegoś więcej”, sprawiają, że poznajemy postać nietuzinkową i jakże inną od utrwalonego wcześniej wizerunku krwawego potwora. Obserwujemy pierwsze miłości, żądze, żale. Więziony i przebywający na zesłaniach Dzierżyński (łącznie 11 lat życia!) budzi litość i szacunek. Jawi się jako człowiek prawy. Świadomie zostaje robotnikiem, by lepiej zrozumieć ich niedolę, pomaga współwięźniom, dzieli się jedzeniem, urządza głodówki protestacyjne. Ta część książki Frołow, rzetelnie ukazująca ten okres życia Dzierżyńskiego, nie powinna budzić kontrowersji. Nieco inaczej rzecz się ma z okresem rosyjskim. Mam wrażenie, że autorka nieświadomie wiele kantów tu wygładza. Nie chodzi o to, by demonizować Dzierżyńskiego, lecz raczej pokazać, iż mimo wewnętrznej uczciwości z każdym dniem swej działalności w Rosji Radzieckiej bezpowrotnie tracił swe człowieczeństwo, swą młodzieńczą niewinność. Z każdym dniem coraz mniej było w nim idealisty, coraz więcej za to bezwzględnego praktyka. Liczba ofiar, jakie miał na sumieniu, jest ogromna, choć prawdą jest, że nie są to miliony, lecz tysiące. Jego win nie mogą zmazać ani jednostkowe dobre uczynki w postaci wypuszczonych z więzienia (jak podaje autorka, była w tej grupie niemała grupa Polaków), ani jego działalność na rzecz „bezprizornych”, pozbawionych opieki bezdomnych dzieci. Nie neguję tego, iż w swoim rozumieniu Dzierżyński pozostał człowiekiem moralnym. Jednak ilość krwi przelanej, za którą był odpowiedzialny, sprawiła, że utracił swoje człowieczeństwo i został katem. Oczywiście nie był potworem ani zwyrodnialcem, jak opisywali niektórzy biografowie, budując jego czarną legendę. Dzierżyński nie może jednak uchodzić za postać czystą, zaakceptował on bowiem bolszewicką logikę z całym bogactwem inwentarza. Autorka to przyznaje, lecz odnoszę wrażenie, że czynni to dość niejednoznacznie, czemu m.in. służą porównania do znacznie okrutniejszych i bezideowych następców szefa WCzK, Jagody, Jeżowa czy Berii. To prawda, że stalinowski terror końca lat 30. był okrutniejszy i został przeprowadzony na znacznie szerszą skalę. Niemniej w książce zabrakło mi jednego choćby zdania, w którym autorka w kategoryczny sposób stwierdzałaby, że dobrymi ludźmi nie są tacy jak Dzierżyński, którzy za górnolotne, utopijne cele gotowi są umierać, ale także zabijać. Sylwia Frołow, nawiązując do Dostojewskiego, zastanawia się na kartach książki, czy żelazny Feliks byłby zdolny podłożyć ogień pod stos Chrystusa. Problem w tym, że Dzierżyński podkładał ten ogień wielokrotnie. Czy to godząc się na czerwony terror, czy uczestnicząc w pierwszych pokazowych procesach eserowców, czy też domagając się znacznego rozszerzenia uprawnień swych służb, wreszcie biorąc czynny udział w wojnie z Polską, wiedząc (również z punktu widzenia marksistowskiej teorii), że konflikt ten był problematyczny. A przecież jeszcze należałoby wziąć pod uwagę liczbę ofiar i gwałtów, jakie miały miejsce podczas konfliktu. Dzierżyńskiego jednak to nie interesowało, coraz bardziej oddawał się myśleniu, że „cel uświęca środki”.

Mefistofeles Lenin

Autorka twierdzi, że główną przyczyną, dla której Dzierżyński stał się „krwawym apostołem”, była jego szczera fascynacja i zupełne oddanie się woli Lenina. W tym miejscu należy dostrzec generalnie dość dużą u Dzierżyńskiego podatność na wpływy silniejszych od siebie politycznych osobowości. Na początku byli to Malecki i Morawski, potem Róża Luksemburg, wreszcie Lenin i w jakimś sensie, po śmierci wodza bolszewików, także Stalin. Posłuszny, lojalny i niezadający zbyt wielu pytań, za to zawsze, aż do skrajnych granic wytrzymałości fizycznej, pracowity i oddany sprawie. „Zespalał się z nią” – jak celnie zauważył Lew Trocki. Zarazem nie był postacią formatu twórcy Armii Czerwonej czy Róży Luksemburg, jak również Stalina, który choć maskował swoje opinie, już na początku lat 20. był wytrawnym politycznym graczem. Dzierżyński natomiast na własne życzenie został pistoletem rewolucji. Mikołaj Bierdiajew, którego zresztą wypuścił po jednym z przesłuchań, tak mówił na jego temat: „Wywarł na mnie wrażenie człowieka w pełni przekonanego co do swoich poglądów i szczerego. Myślę, że nie był złym człowiekiem i nawet ze swej natury nie był okrutny. Był fanatykiem. Sprawiał wrażenie człowieka opętanego. Było w nim coś straszliwego. Był Polakiem, i to subtelnym. W przeszłości chciał zostać mnichem katolickim i swoją fanatyczną wiarę przeniósł na komunizm”.

Wiele w tym prawdy, ale czy ta konstatacja rosyjskiego filozofa winna go rozgrzeszać? Sylwia Frołow pragnie go zrozumieć, takie podejście to wielka wartość tej książki, szkoda jednak, że autorka uchyliła się przed tym, by postawić kropkę nad i. Agatha Christie twierdziła w swoich książkach, że w każdym człowieku tkwi potencjalny morderca, trzeba tylko sprzyjającej sytuacji, by go w nim obudzić. Może tu leży odpowiedź na zagadkę, jaką kryje w sobie szlachcic z Wileńszczyzny. Frołow słusznie pisze, że nie wszyscy „esdecy” byli zwolennikami terroru i zbrodniczego utylitaryzmu Lenina. Ważną pracą na ten temat była książka Róży Luksemburg Rewolucja Rosyjska. Warto w tym miejscu przytoczyć jeden charakterystyczny jej fragment: „Wolność tylko dla zwolenników rządu, tylko dla członków partii, bez względu na to, jak są liczni, nie jest wolnością. Wolność jest zawsze wolnością dla tego, kto myśli odmiennie”. Bardzo byłbym ciekaw, jak te słowa skomentowałby Feliks Dzierżyński, zwłaszcza że od powstania WCzK czynił wszystko, by tak rozumianą wolność zgnieść. Frołow w swej pracy przytacza znaczącą rozmowę między Luksemburg, Karlem Liebknechtem, Karolem Radkiem i Leonem Jogichesem-Tyszką na temat terroru. Gdy mężczyźni próbują przekonać Luksemburg, że terror realizowany przez bolszewików skierowany był głównie przeciwko burżuazji i dlatego należy go popierać, Róża odpowiada: „Może macie rację. Ale jak Józef [Dzierżyński – M.M.] może być taki okrutny?”. Na to Tyszka, śmiejąc się, odpowiada: „Jak będzie trzeba, to i ty będziesz mogła”. Szczęśliwie historia nie dała okazji Róży Luksemburg, by to sprawdzić, jednak żelazny Feliks ten ostateczny test ze swojego człowieczeństwa oblał. Mimo że nigdy nie zdarzyło mu się wykorzystywać swej potężnej władzy do celów osobistych, to jednak bez mrugnięcia okiem zabijał ludzi, nie mając przy tym wyrzutów sumienia. Dzierżyński bezgranicznie ufał Leninowi w kwestii konieczności rozszerzenia terroru masowego, mógł przy tym myśleć o sobie, że realizuje ideę faustowskiego Mefistofelesa, tyle że rozumiejąc ją na odwrót: „był częścią tej siły, która chcąc dobra, musi czynić zło”. Zgadzam się z autorką, że Dzierżyński ma wiele cech, które przemawiają za tym, by nazwać go bohaterem tragicznym. Oczywistym jest, że wcale nie musiał mieć krwi na rękach. Jego dramat nie jest jednak na miarę greckiego, on mógł, a świadomie nie wybrał innej drogi.

Polscy bolszewicy

Książka Sylwii Frołow Dzierżyński. Miłość i rewolucja to ważna i niesłychanie rzadka pozycja w polskiej historiografii. Tajemnicą poliszynela jest, że niewielu badaczy czy dziennikarzy interesują dziś powikłane losy tzw. polskich bolszewików, a były to postacie o bardzo bogatych i niejednoznacznych biografiach. Część z nich odegrała też ważną rolę w kluczowych momentach początków Rosji Radzieckiej. Definitywny kres ich karierom, a przede wszystkim życiu, położyła stalinowska „operacja polska” lat 1937–1938. Według dokumentów NKWD zamordowano wtedy bezpośrednio 111 tys. Polaków (historycy twierdzą, że prawdziwa liczba ofiar może sięgać aż 140 tys.), w tym prawie wszystkich polskich komunistów. Gdyby nie nagła śmierć Dzierżyńskiego w 1926 r., być może i on podzieliłby ich los. Historia tych ludzi wciąż pozostaje nieznana, a przecież jest to także część polskich dziejów XX w. Biografia Dzierżyńskiego, najbardziej charakterystycznego przedstawiciela tego środowiska, jest dobrym przykładem wypełnienia luki w tym względzie.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter