70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Pamięć Tatarów

Kruszyniany i Bohoniki są unikatowe, bo mały świat spotyka się tu z wielkim. Gdzie jeszcze duchowni wychowani w Damaszku, Kairze i Stambule jedzą jajka od jednej kury razem z białoruskimi chłopami?

W 1970 r. krakowski reportażysta Jerzy Lovell opublikował zbiór tekstów, które podejmowały unikany dotychczas w PRL temat mniejszości narodowych i etnicznych w powojennej Polsce. Państwo pozbawione wschodnich, idealizowanych, ale wywołujących napięcia terytoriów uciekło w politykę, którą określał wygodny neologizm: „autochton”. Autochtoniczność definiowała mniejszości jako rdzenne, regionalne grupy, odbierając im prawo do kontekstów narodowych.

W reportażach Lovella zabrakło miejsca dla polskich Tatarów, choć autor pozwalał sobie na odważne wycieczki nawet w stronę problematyki Śląska Cieszyńskiego. Dopiero rok po ukazaniu się książki Polska, jakiej nie znamy Maciej Sieński przypomniał o Tatarach w filmowym dokumencie, zaś społeczne życie Tatarów po wojennej zapaści zaczęło się odbudowywać w latach 90. W podlaskich Kruszynianach mieszkała wówczas już tylko jedna muzułmańska rodzina. Dziś jest ich trzy, ale niektóre działki przygotowane są pod budowę, a na tatarskich bajramach (świętach) pojawia się cały tłumek polskich muzułmanów.

Kraj Tatarów

Ziemia schludnych drewnianych wiosek, niezeszpecona pstrokacizną reklamowych posterów, za zabudowaniami prawosławnego monastyru w Supraślu przechodzi w leśny trakt znaczony przy kolejnych odnogach krzyżami zarówno katolików, jak prawosławnych. Do tatarskich Kruszynian jedzie się przez Puszczę Knyszyńską, a później zarośnięte młodym lasem pola, aleje niespotykanie strzelistych brzóz i lip, a w końcu drogowskazy z mickiewiczowskimi nazwami: Kundzicze, Ciumicze, Łapicze. Granica z Białorusią przebiega zaledwie kilka kilometrów stąd. Ziemie Tatarów Wielkiego Księstwa Litewskiego podzielone są dziś między trzy kraje, ale rodziny z Polski, Białorusi i Litwy wciąż utrzymują kontakty.

„Wszystkie drogi prowadzą tu do Dżennety. No i do meczetu” – mężczyzna dźwigający na plecach wiązkę trzciny, a w dłoni magnetofon grający przeboje lat 80., mówi pełnym białoruskich wtrętów dialektem. „Czy mamy do czynienia z renesansem Tatarów polskich? Za wcześnie, by odpowiadać na takie pytania” – Dżenneta Bogdanowicz, właścicielka restauracji i agroturystycznego gospodarstwa Tatarska Jurta, jest osobą znaną nie tylko w Kruszynianach i może dlatego jej dom kojarzy się z hasłem „Tatarzy” nawet szybciej niż meczet. „Tak naprawdę uwagę na nas zwróciło tatarskie jedzenie”. Dżenneta jest niewysoka, ma nieco orientalne rysy, błękitne oczy, uśmiech z jej twarzy nie znika nawet na sekundę. W swoim gospodarstwie ma pieczę nad wszystkim, znikając co chwilę w kuchni prowadzonej przez trzy córki albo wysyłając do stajni zięciów – jak przystało na potomków koczowniczego ludu, Bogdanowiczowie trzymają konie. Nużące wyjazdy na festyny i regionalne jarmarki, gdzie wszyscy najpierw omijali szerokim łukiem podlaskie kulinarne dziwolągi, nagle przyniosły rezultat. Bogdanowiczowie pokazali swoje kołduny, jagnięcinę z pilawem i pierekaczewniki w paru programach telewizyjnych, a potem zainteresowanie już tylko rosło. „Zaprzyjaźniliśmy się nawet z Robertem Makłowiczem, ale przecież nie chodzi tu o kuchnię – zaperza się Dżenneta Bogdanowicz. – Powrót od zawsze był moim marzeniem”.

Tradycja historyczna datuje osadnictwo Tatarów krymskich w Wielkim Księstwie Litewskim na XIV w. i przypisuje je okresowi panowania księcia Witolda. Jest nawet wielce prawdopodobne, że w trakcie koronacji Władysława Jagiełły królowi towarzyszył na Wawelu przyboczny orszak tatarski. Ale kupcy ze Wschodu docierali na Litwę i Ruś Czarną już 200 lat wcześniej. Do księstwa uchodzili przedstawiciele ważnych rodów w czasie walk o władzę w Ordzie. Chan Tochtamysz musiał np. uciekać na Litwę po klęsce w bratobójczej bitwie z Timurem. Tatarski oręż walczył po stronie Rzeczypospolitej w wielu przełomowych momentach – od Grunwaldu poczynając, poprzez potop szwedzki, aż po powstanie kościuszkowskie, gdy wielu Tatarów zginęło na Pradze w walkach z wojskami Suworowa. W pierwszej połowie XVIII w. chorągwie tatarskie zaczęły się nazywać ulanowskimi – od nazwiska jednego z dowódców – Aleksandra Ułana. Z czasem przyjęła się doskonale nam znana nazwa wojsk ułańskich: zaczęto tak określać w armiach europejskich rodzaj lekkiej kawalerii walczący lancami.

Tatarzy mają w zwyczaju powracać do swoich domów. Nawykli do przemierzania stepu wojownicy znaleźli swoją ojczyznę pośród puszcz dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przed wojną Jakubowscy – rodzina, z której pochodzi Dżenneta – zamieszkiwali Kleck pod Baranowiczami. Był to szanowany ród skoligacony z najwybitniejszymi postaciami przedwojennego tatarskiego światka, m.in. z religijnym liderem społeczności, wykształconym w Kairze Alim Woronowiczem. Po wojnie los rzucił Jakubowskich do Wielkopolski. „Wiedziałam, że wrócę na tatarską ziemię, choć przecież Kleck odcięła granica białoruska” – mówi Dżenneta.

Dżafer Jakubowski, brat Dżennety, pomaga jej przy Tatarskiej Jurcie, ale sprowadził się do Kruszynian na stałe dopiero kilka lat temu. „Nie jestem tu jeszcze w pełni u siebie – mówi, gdy zbieramy razem miętę do aromatycznej herbaty przygotowywanej dla gości Jurty. – Ale chciałbym być”. Dżafer wrócił na tatarski spłachetek ziemi po latach spędzonych w Gdańsku. Rozmowa na chwilę pozornie odchodzi od spraw małej ojczyzny. „W Kruszynianach z niepokojem nasłuchuje się wieści z Krymu. Pamięć Tatarów jest naprawdę długa – mówi Dżafer. – Wrócili na Krym po wygnaniu przez Stalina, wracają na Podlasie do swoich meczetów”.

Łączy te dwa światy zadziwiająco dużo. Stryj Dżennety i Dżafera Murat Jakubowski-Jakupoglu w 1939 r. wyjechał z okupowanej Polski do Stambułu i zaprzyjaźnił się tam z politycznymi liderami Tatarów walczących o odzyskanie Krymu, m.in. z ich niekwestionowanym przywódcą Dżafarem Sejdametem. Piotr Hlebowicz, działacz Wydziału Wschodniego Solidarności Walczącej, wspominał, że stryj Dżennety mówił w Stambule piękną literacką polszczyzną, słuchał codziennie z kasety Sonetów krymskich Mickiewicza i płakał. Jako aktywista polityczny żył między wielkim światem Stambułu a pamięcią małej ojczyzny. Mieszkał więc nad Bosforem, podtrzymywał tam nawet kontakty z tureckimi Polakami z Adampola, ale na starość wylądował w Polsce u Dżennety, by w końcu spocząć na cmentarzu tatarskim w Warszawie.

Kruszyniany i Bohoniki (druga wieś podlaskich Tatarów) są unikatowe, bo mały świat spotyka się tu z wielkim. „Gdzie jeszcze duchowni wychowani w Damaszku, Kairze i Stambule jedzą jajka od jednej kury razem z białoruskimi chłopami?” – pyta Dżafer, który sam jako pracownik Stoczni Północnej w Gdańsku strajkował w 1980 r. i świadkował początkowi końca polskiego komunizmu. Dziś obrusza się na pytanie, czy dołączył do długiej listy Tatarów, którzy uczestniczyli w polskich zrywach niepodległościowych. Kończymy zbierać miętę na ziemi należącej do rodziny Assanowiczów. Tatarskie działki rozsiane są w różnych miejscach, a właściciele zamierzają się pobudować i dołączyć do trzech muzułmańskich rodzin zamieszkujących teraz Kruszyniany. Następny ma być Szarejko.

W czasie I wojny światowej okazało się, że losy Tatarów litewskich (a właściwie już polsko-litewskich) znów potrafią oddziaływać na losy środkowo-wschodniej Europy. Po wiekach sprzęgły się one znów z losami Tatarów krymskich.

W wyniku rewolucji i wojny domowej ludność czarnomorskiego półwyspu zapragnęła swojego państwa. Gdy w 1918 r. wojska niemieckie opanowały Krym, pod auspicjami Demokratycznej Republiki Krymu powołano rząd, na czele którego stał polsko-litewski Tatar Maciej Sulkiewicz – wcześniej dowódca I Korpusu Muzułmańskiego. W rządzie Sulkiewicza zasiadali również inni Tatarzy polscy: minister sprawiedliwości Aleksander Achmatowicz, wiceminister spraw wojskowych gen. Aleksander Milkowski i minister dóbr państwowych Aleksander Bohusiewicz. Inny polski Tatar, Aleksander Mucharski, był redaktorem wpływowego pisma tatarskiej partii niepodległościowej.

Po upadku rządu Sulkiewicza wielu Tatarów polsko- -litewskich pozostało na Krymie i współpracowało z władzami w okresie panowania białej Armii Ochotniczej gen. Denikina. Inni opuścili Krym, by walczyć o niepodległy Azerbejdżan. Maciej Sulkiewicz był szefem sztabu armii, dopóki Republika Azerbejdżanu nie upadła pod naporem bolszewików. Sulkiewicza rozstrzelano w 1920 r. w Baku.

W czasie wydarzeń rewolucyjnych uaktywnili się również Tatarzy polsko-litewscy na północy cesarstwa. W Piotrogrodzie powołano specjalny komitet, na czele którego stanął prawnik Aleksander Achmatowicz. Po kilku miesiącach działalność zawieszono, by odnowić ją w 1919 r. pod szyldem Centralnego Komitetu Tatarów Polski, Litwy, Białorusi i Ukrainy. Reaktywowana organizacja udzieliła poparcia działalności polskich władz w Wilnie, a prezes Achmatowicz przekazał Naczelnemu Wodzowi Piłsudskiemu propozycję stworzenia odrębnej jednostki kawalerii tatarskiej. Już w maju 1919 r. tatarski pułk jazdy objął posterunek na linii demarkacyjnej z Niemcami w okolicy Druskiennik. Służyli tu Tatarzy, Polacy, Żydzi i Białorusini, ale nie ustawano nad wzmocnieniem muzułmańskiego charakteru jazdy. W 1920 r. oddelegowano doń muzułmańskich jeńców wojennych, przeważnie pochodzących z Kaukazu. Wyznawcy Proroka stanowili odtąd już połowę składu jednostki. W maju 1920 r. pułk tatarski wraz z innymi wojskami polskimi i ukraińskimi wkroczył do Kijowa, by w czasie odwrotu bronić Płocka przed bolszewikami. W trakcie wojny polsko-bolszewickiej Tatarzy walczyli także w innych jednostkach. Bohaterskim dowódcą Pierwszej Baterii Artylerii Konnej był ppłk Leon Hózman- -Mirza Sulkiewicz.

Niezwykle interesująca jest także biografia Aleksandra Sulkiewicza. W Warszawie nieopodal Belwederu znajduje się ulica jego imienia, nazwana tak na życzenie Józefa Piłsudskiego. Sulkiewicz, polsko-litewski Tatar, uczestniczył w zjeździe socjalistów polskich w Paryżu, na którym powołano Polską Partię Socjalistyczną. Wspólnie z Piłsudskim przygotowywali druk PPS-owskiego „Robotnika”, a relacje z tamtego okresu mówią, że komendant darzył Sulkiewicza przyjaźnią. To właśnie Sulkiewicz organizował ucieczkę Piłsudskiego ze szpitala wojskowego św. Mikołaja Cudotwórcy w Petersburgu w roku 1900 r. Dług wobec przyjaciela Marszałek spłacił dopiero zza grobu – w testamencie znalazł się zapis, że ulica położona najbliżej Belwederu ma nosić imię Aleksandra Sulkiewicza.

Bóg jedyny nad wsią trzech wyznań

„Lekcje religii dla muzułmańskich dzieci odbywają się w weekendy w Białymstoku i to na pewno ułatwia przekazywanie tradycji i utrzymanie tatarskiej tożsamości w następnym pokoleniu” – trzydziestoparoletni Dżemil Gembicki opiekuje się XVIII-wiecznym drewnianym meczetem oraz mizarem – muzułmańskim cmentarzem. Pomaga mu w tym żona, ale dzieci – syn jest muzułmaninem, a córka po mamie katoliczką – na co dzień uczą się w Białymstoku. W Kruszynianach młodzieży już od dawna nie ma tyle, by utrzymać szkołę. W sezonie zimowym wieś zamieszkuje ok. 70 osób, w letnich miesiącach zjeżdżają dodatkowo starzy gospodarze i goście zakochani w miejscowości. Muzułmański duchowny dojeżdża w święta z Białegostoku, a na miejscu jest tylko ksiądz prawosławny. Nawet katolicy jeżdżą do pobliskich Krynek, choć ksiądz przed świętami objeżdża wsie, by poświęcić posiłki. „Mobilny imam, mobilny ksiądz, mobilny sklep. Trochę jak w stepie” – śmieje się Katarzyna Gembicka.

„Muezin parę razy się u nas pojawił i reakcje sąsiadów wszystkich wyznań były wyłącznie pozytywne – tłumaczy miękkim głosem Dżemil. – Nawoływania do pięciu modlitw nakazywanych przez Koran wygodniej oczywiście odtworzyć z magnetofonu, ale nie robimy tego na co dzień, bo nasza religia już dawno straciła ortodoksyjne cechy”. Dżemil ze śmiechem objaśnia, że wykonanie religijnego obowiązku hadżdż – pielgrzymki do Mekki – mogłoby go kosztować karę chłosty: spod jego koszuli wygląda tatuaż zabroniony przez wyznawców Proroka jako samookaleczenie. Niektórzy liderzy polskich Tatarów podróż do Mekki mają za sobą, ale trudno tę społeczność nazwać ortodoksyjną.

Prawdopodobnie dlatego imamowie z krajów arabskich założyli własną, skupiającą głównie imigrantów i polskich konwertytów Ligę Muzułmańską w RP, która z tatarskim Muzułmańskim Związkiem Religijnym w Rzeczypospolitej Polskiej ma niewiele wspólnego. Badający społeczność imigrantów muzułmańskich w Polsce Radosław Stryjewski zanotował syryjską opinię o polskich Tatarach: „Oni są Polakami. To typowo polskie myślenie (…) są dumni, że są częścią polskiej historii, że Tatarzy pomagali tam, pomagali tu… oni to wszystko opowiadają, ale wiedzę o religii mają słabiutką”. Stryjewski wskazuje ponadto, że wśród Tatarów zanotowano stosunek do Arabów, który jest kalką polskich stereotypów. Wydaje się, że turecki model religijności bywa bliższy Tatarom ze względu na etniczne pokrewieństwo i bardziej liberalną wersję islamu. „Nie będziemy wchodzić w specyfikę szkół koranicznych” – odżegnuje się od komentarza Dżemil.

„Jedyne tabu tu, w Kruszynianach, to słowo »pop«, bo kojarzy się z Rosją. A przecież my wszyscy jesteśmy Polakami. Lub prawosławnymi Polakami. Lub Białorusinami. Lub Tatarami – wiecznie żartujący prawosławny duchowny poważnieje tylko na moment. – Naprawdę chciałbym powiedzieć coś strasznego o tej wsi, ale to trudne. Mieszkańcy nie kłusują, raczej nie śmiecą po lasach. No, niektórzy za dużo czasu spędzają przed serialem Ojciec Mateusz” – śmieje się ksiądz.

„Czy w Kruszynianach jest aż tak cukierkowo? Ja naprawdę odczułam tu spokój. Gdy przyjechałam do Kruszynian, staruszki pytały, w czym pomóc. Jest tu inaczej niż nad moją rodzinną Biebrzą, nawet dzieci nie straszą »Cyganem«” – uśmiecha się Katarzyna Gembicka.

Na kamieniach przy szlaku ekumenicznym wybudowanym w pobliżu Kruszynian przez nadleśnictwo brakuje ważnego symbolu religijnego. Dżafer Jakubowski zamyśla się: „Chyba uda się wkrótce dorobić gwiazdę Dawida, bo pamięć o Żydach wciąż jest silna i raczej pozytywna”. W Kruszynianach wprawdzie Żydów nie było, za to w sąsiednich Krynkach wielu. Miejscowość znana była dzięki żydowskim garbarzom, a przecież bardzo wielu przedwojennych Tatarów także pracowało w tym zawodzie. Dżafer przypomina, że w getcie w Krynkach wybuchła walka, a część żydowskiej młodzieży zdołała uciec w lasy do partyzantki. Owszem, białoruskich chłopców straszono przed wojną złym Żydem Saragutem, ale dziś Kruszyniany z szacunkiem wspominają także o najstarszej grupie wyznawców jedynego Boga.

W dwudziestoleciu międzywojennym polscy muzułmanie, których liczbę szacowano na około 6 tys., podlegali początkowo muftiemu Krymu. Istniało 19 muzułmańskich gmin wyznaniowych i 17 meczetów. Tradycje wojskowe podtrzymywał XIII Szwadron Tatarski Wileńskiego Pułku Kawalerii. W 1925 r. Wszechpolski Zjazd Delegatów Gmin Muzułmańskich wybrał w Wilnie na autokefalicznego muftiego Jakuba Szynkiewicza. W tym samym roku Szynkiewicz obronił doktorat z filozofii w Berlinie, co miało potem istotne konsekwencje dla uratowania skoligaconej z Tatarami grupy polskich Karaimów. Na studiach poznał bowiem… Josepha Goebbelsa. W czasie okupacji hitlerowskiej, gdy Szynkiewicz został muftim Ostlandu (krajów bałtyckich i Białorusi), a nad Karaimami zawisło niebezpieczeństwo zagłady, interweniował telefonicznie u ministra propagandy Rzeszy, tłumacząc, że Karaimi co prawda wyznają odłam judaizmu, ale są ludem turkijskim. Doprowadziło to do powołania komisji antropologów fizycznych w Niemczech, która potwierdziła takie stanowisko.

Losy Szynkiewiczów splatały się również z losami Tatarów krymskich. Jeszcze w latach 1917–1919 Jakub działał w środowisku tatarskim na półwyspie, ale w obliczu zwycięstwa ZSRR uciekł do Niemiec. Jego brat Maciej pozostał na Krymie, gdzie objął funkcję przewodniczącego Związku Tatarów Litewskich w Symferopolu. Dalsze losy rodu mogłyby stanowić kanwę filmu sensacyjnego. Aresztowany przez władze bolszewickie Maciej wraz z synem Egige został zesłany pod koło polarne. Syn zdołał uciec i przez Kaukaz dostał się do Persji. Przyjechał do Polski, a gdy wybuchła wojna, ewakuował się z personelem ambasady Turcji do Anatolii, by później w Niemczech podjąć rozmowy o formowaniu oddziałów tatarskich z jeńców wojennych. W 1942 r. powrócił z Niemcami na Krym, a po wojnie zamieszkał w Monachium i pracował w tatarskiej sekcji Radia Swoboda. Po śmierci Tatarzy krymscy sprowadzili jego prochy na półwysep. Egige spoczywa dziś na cmentarzu zasłużonych w Bakczysaraju, obok mauzoleum Mengliego Gireja, syna Hadżiego Gireja, założyciela państwa tatarskiego na Krymie.

Po II wojnie światowej Tatarzy razem z Polakami z Kresów przeprowadzili się do Polski w nowych granicach. Szacuje się ich liczbę na około 4 tys. Wyjechali w kierunku Śląska, Pomorza Zachodniego oraz Gdańska i Szczecina. Z przedwojennej siatki 17 meczetów w granicach państwa pozostały dwa, w Kruszynianach i Bohonikach. Na skutek migracji ze wsi do miast najwięcej Tatarów zamieszkiwać zaczęło w Białymstoku. Drugim co do ważności centrum stał się Gdańsk. Na Podlasiu Tatarzy mieszkają nie tylko w Kruszynianach i Bohonikach, ale też w Sokółce, Suchowoli, Dąbrowie Białostockiej, Supraślu. Najwięcej Tatarów mieszka obecnie w Białymstoku.

Globalny folkloryzm

Rozalia Chalecka jest weteranką tatarskiej społeczności Kruszynian. Pamięta, gdy w okolicy jeszcze wszędzie uprawiano pola, a Tatarów było niemal tylu co prawosławnych i katolików. W Kruszynianach ziemia nigdy nie była szczególnie żyzna i to dlatego domostwa systematycznie pustoszały. Elektryczność założono tu w 1963 r., drogę jezdną podciągnięto dopiero 20 lat później. „Gdy śnieżyca zasypywała okolicę, po rodzącą kobietę potrafił przylatywać helikopter z Białegostoku” – opowiada Chalecka. Wilki i dziś podchodzą pod domy.

A jednak z roku na rok o Kruszynianach jest głośniej. „Pamiętam, jak do mieszkania moich rodziców w Białymstoku jeszcze w latach 80. przyjeżdżali ministrowie z krajów muzułmańskich – Syryjczycy, Irakijczycy, Jemeńczycy. Kupowali w Polsce czołgi, a potem pokazywano im Kruszyniany i Bohoniki jak jakieś muzeum. Później odwiedzali muzułmanów w Białymstoku, a ich limuzyny stały na zwykłym blokowisku pilnowane przez ochroniarzy – wspomina Dżemil. – A teraz był tu ostatnio książę Karol i nawet wpisał się do księgi pamiątkowej” – opiekun meczetu wspomina wizytę angielskiego następcy tronu jako coś niekoniecznie godnego uwagi. W sali jadalnej Tatarskiej Jurty prasowe wspomnienie tej wizyty znajduje się na honorowym miejscu wśród tiubietiejek, buńczuków i pozostałych eksponatów. „Miewamy tu książąt, prezydentów, aktorów, ambasadorów, wielu zwykłych gości szukających egzotyki – wymienia Dżenneta. – A co dalej? Tatarzy są teraz na widoku, zaczęliśmy zbiórkę dla rodziny, która przyjechała z Krymu do Łodzi. Ale wciąż jesteśmy końcem świata”.

Tyle że świat przypomina sobie o Tatarach z Kruszynian. Wieś się rozbudowuje. Mężczyzna z wiązką trzciny znów przenosi na plecach swój ładunek, w drugiej ręce trzymając głośno grający magnetofon. „Trzcina potrzebna jest na pokrycie dachu w jednym ze stawianych właśnie domów” – wyjaśnia.

W Kruszynianach istnieje jeszcze Tatarski Zajazd, w którym można kupić specyfiki regionalnej kuchni. Z Tatarami nie ma to nic wspólnego – co do tego nie ma wątpliwości żaden z mieszkańców Kruszynian. „My nasze produkty kupujemy u gospodarzy w sąsiednich wioskach, a np. jagnięcina musi być świeża i mięciutka, choć wcale nie koszerna – halal”.

W czasie II wojny światowej, gdy szlak Armii Czerwonej wiódł przez Kruszyniany, trafiło tu dwóch Tatarów krymskich. Jeden z nich, Josafat Murzajew, zakochał się w Almirze z domu Popławskiej i został w Kruszynianach. Dwóch Krymczan nie przekazało znajomości tatarskiego swoim bratankom, ale jako jedyny nauczył się tego języka Anatol Kirmuć – prawosławny mieszkaniec miejscowości. Przynajmniej tak głoszą plotki kruszyniańskie. Sam Anatol Kirmuć wspomina: „Ja z Tatarami zawsze żyłem i żyję dobrze. Są pracowici, zresztą w Kruszynianach mogli pozostać tylko wyjątkowo pracowici ludzie, proszę popatrzeć na dom Dżennety”.

Wnukiem Josafata Muzajewa jest Dżemil Gembicki. Dziadek Dżemila i jego kompan to ostatni osadnicy tatarscy, jacy pojawili się dotąd na Podlasiu.

W schyłkowym okresie komunizmu w Europie Tatarzy polscy znów nawiązali kontakt z bratankami z Krymu. Inicjatorem tych spotkań był jednak Polak Piotr Hlebowicz, członek Solidarności Walczącej, w łonie której powstał Wydział Wschodni. Piotr Hlebowicz wspomina, że Murat – stryj Dżennety – zorganizował spotkania polskich opozycjonistów z diasporą tatarską w Stambule, a ponieważ towarzystwo poza tureckim i tatarskim znało jeszcze rosyjski, to kontakty polsko-krymskie zakończyły się pełną, ponadkonfesyjną współpracą: Jadwiga Chmielowska i Piotr Hlebowicz przemycali do Związku Sowieckiego Koran, Tatarzy, wracając na Krym, przemycali Nowy Testament po ukraińsku dla grekokatolików i po rosyjsku dla katolików łacińskich. Tak rozpoczął się ostatni dotąd okres współpracy Tatarów polsko-litewskich i krymskich. Najświeższym rozdziałem tej międzynarodowej kroniki jest powołanie w Gdańsku Komitetu Politycznego Tatarów Krymskich na Wygnaniu, na czele którego stoi Selim Chazbijewicz.

***

Czy codzienność Kruszynian nie wydaje się momentami za bardzo pocztówkowa? Miejscowi tylko wzruszają ramionami. Przyjezdny nigdy nie ma dostępu do wszystkich sekretów.

Anatol Kirmuć przestaje na chwilę grabić trawnik. „Straszeno tu bywało, straszeno – wspomina. – Ale teraz jest dobrze. Ja zawsze lubiłem pracować i pieniądze też lubiłem. Czego więcej tu w Kruszynianach potrzeba?”

Pod meczetem dwóch muzułmanów wracających z festiwalu w Bohonikach czeka cierpliwie na obiecaną przez Dżemila porcję wiejskich jajek. Jeden pochodzi z Damaszku, drugi z Groznego.

_

Bibliografia:

R. Stryjewski: Integracja społeczna i gospodarcza imigrantów wyznania muzułmańskiego w Polsce. Raport z badań, Warszawa 2012.

A. Miśkiewicz, Tatarzy polscy 1918–39. Życie społeczno-kulturalne i religijne, Warszawa 1990.

Tenże, Tatarska legenda. Tatarzy polscy 1945–90, Białystok 1993.

J. Tyszkiewicz, Z historii Tatarów polskich 1794–1944, Pułtusk 1998.

Tenże, Tatarzy na Litwie i w Polsce. Studia z dziejów XIII–XVIII w., Warszawa 1989.

D. Szamel, Małe społeczności narodowościowe, w: Mniejszości narodowe w Polsce. Praktyka po 1989 roku, red. B. Berdychowska, Warszawa 1998.

 

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter