70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Oczyszczenie sumień

By nie być posądzonym o gołosłowność, wymienię kilka konkretnych przykładów. Przez co najmniej trzy wieki Kościół w Polsce tolerował, wspierał i zazwyczaj inicjował procesy przeciw Żydom o tzw. mord rytualny − i to wbrew nauczaniu papieży. W wyniku ponad stu procesów w tej sprawie poniosło śmierć − poprzedzoną okrutnymi torturami − wieleset osób, nie mówiąc już o ustawicznym lęku, w jakim żyły gminy żydowskie, bo każdy przypadkowo znaleziony trup dziecka mógł zostać przeciwko nim wykorzystany.

Przypominamy kilka tekstów ks. Stanisława Musiała, które zaczerpnęliśmy z piętnującej grzech antysemityzmu i apelującej o dialog chrześcijańsko-żydowski książki Czarne jest czarne

Redakcja

 Nasze zaniedbania

[Pytam:] dlaczego zaangażowanie Papieża w dialog chrześcijańsko-żydowski nie przekłada się w naszym kraju na lepszą kondycję naszego dialogu z Żydami? Przyczyną jest, moim zdaniem, brak entuzjazmu dla tego dialogu. Przybraliśmy postawę, którą nazwałbym „strażacką”. Gasimy ogień, gdy wybuchają konflikty. Nie mamy natomiast żadnej koncepcji pracy prewencyjnej, by do owego ognia nie dopuścić. Nie prowadzimy tego dialogu z życzliwości serca, z radością, tylko trochę z musu. Dlaczego [na przykład] Kościół w Polsce nie przesyła Żydom życzeń z okazji żydowskiego Nowego Roku? Taki gest miałby większą wymowę niż niejeden teologicznie słuszny, ale abstrakcyjny dokument. (…) Dlaczego Kościół w Polsce nie może opublikować listu, w którym znalazłyby się słowa wdzięczności wobec Żydów − wdzięczności, jaką powinniśmy wobec nich żywić jako chrześcijanie, ale też jako polscy chrześcijanie? Dlaczego Kościół w Polsce nie wystąpił nigdy z inicjatywą, żeby odbudować którąś ze zniszczonych synagog czy zabezpieczyć któryś z żydowskich cmentarzy? Dopiero takie gesty i inicjatywy uwiarygodniłyby nasz dialog. Prawdziwy bowiem dialog powinien zakładać, że obu partnerom zależy na stronie przeciwnej, na tym, by ona prosperowała, cieszyła się dobrą kondycją, wręcz kwitła. Dopiero taki dialog może przynieść dobre i trwałe owoce.

(Wypowiedź z 2000 r.; Stanisław Musiał, Czarne jest czarne, Kraków 2003, s. 136).

.

Prosimy, pomóżcie nam być lepszymi

Nie ma prawdziwych przeprosin za winy bez dopełnienia co najmniej trzech warunków. Pierwszy to rachunek sumienia. Byłoby niedobrze, gdyby Kościół ograniczył się do przeprosin za grzechy swych synów i córek. Kościół w Polsce powinien przeprosić także − i to w szczególny sposób − za swoje własne grzechy, za grzechy instytucji, którą jest on sam. To nie jest bowiem tak, że grzechy synów i córek Kościoła miały swe źródło jedynie w nieposłuszeństwie wobec nauczania Kościoła. Wiele z owych grzechów, które zbiorczo określamy słowem „antysemityzm”, wynikało z wierności ówczesnej nauce Kościoła i przyjętym powszechnie regułom zachowania, przeciw którym Kościół nie protestował, choć niektóre z nich były wysoce niemoralne.

By nie być posądzonym o gołosłowność, wymienię kilka konkretnych przykładów. Przez co najmniej trzy wieki Kościół w Polsce tolerował, wspierał i zazwyczaj inicjował procesy przeciw Żydom o tzw. mord rytualny − i to wbrew nauczaniu papieży. W wyniku ponad stu procesów w tej sprawie poniosło śmierć − poprzedzoną okrutnymi torturami − wieleset osób, nie mówiąc już o ustawicznym lęku, w jakim żyły gminy żydowskie, bo każdy przypadkowo znaleziony trup dziecka mógł zostać przeciwko nim wykorzystany.

Kościół w Polsce z pobłażaniem traktował upokarzanie Żydów, zwłaszcza w święta chrześcijańskie, i nic przeciw tym praktykom nie czynił. Za przykład niech posłuży cytat z dzieła Zwierciadło Korony Polskiej, urazy ciężkie i utrapienia wielkie, które ponosi od Żydów (z 1648 r.) pióra ks. Sebastiana Miczyńskiego. Autor pisał m.in.: „Nie ma kto Żyda poskromić, a on święty i chwalebny zwyczaj zginął, kiedy chłopięta i dzieci niewinne, obaczywszy w święto w mieście Żyda, mszcząc się krzywdy Bożej, ganiły mu to kamieńmi, błotem i za brodę targaniem”.

Kościół w Polsce nie bronił dobrego imienia Żydów i niczego nie podejmował przeciw zalewowi wulgarnego piśmiennictwa antysemickiego − poczynając od słynnej książki Złość żydowska autorstwa ks. Gaudentego Pikulskiego z połowy XVIII w., będącej zbiorem nieprawdopodobnych oszczerstw przeciw Żydom, kończąc zaś na grafomańskiej działalności publicystycznej, uprawianej przez księży w okresie międzywojennym. Oto niektóre z grzechów Kościoła w Polsce jako instytucji, za które należałoby teraz Żydów przeprosić.

Jeśli idzie o tragedię w Jedwabnem w 1941 r., to ukazała ona kompletne fiasko duszpasterskie Kościoła. Nie tylko dlatego, że katolicy zachowali się wtedy tak, jak się zachowali, lecz także iż pasterze − zarówno na szczeblu parafialnym, jak i diecezjalnym − zawiedli całkowicie. A przecież po mordach dokonanych w Radziłowie wiadomo było, na co zanosi się w Jedwabnem. Nie zrobiono nic, żeby tragedii zapobiec. Czy na przykład ksiądz w Jedwabnem nie mógł chociażby urządzić w tym czasie całodobowego nabożeństwa specjalnego, np. adoracji Najświętszego Sakramentu? Choćby tylko on sam był wtedy w kościele i modlił się, byłby to już jakiś znak przeciw zbrodni. To, że z kroniki parafialnej zostały wydarte kartki tyczące się tych dni, najlepiej świadczy, że nie mamy się czym szczycić, jeśli idzie o postawę nas, katolików, wtedy w Jedwabnem.

Drugi warunek, aby można było mówić o prawdziwych przeprosinach za popełnione winy, to bezinteresowność owych przeprosin. Nie mogą one nosić charakteru przetargowego: „Ja gotów jestem ciebie przeprosić, jeśli ty też mnie przeprosisz”. Takie kupczenie aktami moralnymi powinno być całkowicie obce chrześcijaństwu, które zasadza się na darmowości zbawienia Bożego − na łasce Bożej uprzedzającej naszą prośbę o przebaczenie win. Owo do ut des jest również obce etyce laickiej. Z prawdziwą przyjemnością mogę tu zacytować krótki fragment wypowiedzi prof. Hanny Świdy-Ziemby na temat jej własnego agnostycyzmu: „Uzależnienie własnego aktu moralnego (uznawanego za słuszny) od postępowania innych (jego relatywizacja), zgłaszanie przy tej okazji oczekiwań pod adresem drugiej strony narusza wartość bezinteresowności i wartość wewnętrznej uczciwości, a więc fundamentalne wartości moralne, które w moim doświadczeniu są etyczną prawdą”.

Całkiem konkretnie: co powiedzielibyśmy na to, gdyby biskupi niemieccy tuż po wojnie oświadczyli, że gotowi są nas przeprosić za wszystko zło, które katolicy niemieccy wyrządzili Polakom w czasie okupacji, pod jednym wszakże warunkiem − iż my również przeprosimy ich za krzywdy wyrządzone Niemcom? Na pewno odrzucilibyśmy tego typu wiązany handel wartościami moralnymi.

Wreszcie, żeby przeprosiny nie były pustym słowem i żeby miały siłę przebicia − czyli siłę dotarcia do Boga i do poszkodowanych − musiałaby iść z nimi w parze wola poprawy. Ta wola musiałaby być widoczna nie tylko w dyskusjach teologiczno-moralnych, ale przede wszystkim w prozie życia codziennego. Dlaczego Kościół w Polsce, jako instytucja, nie mógłby podjąć na przykład zdecydowanych kroków przeciw punktom sprzedaży literatury antysemickiej na terenie świątyń i pomieszczeń sakralnych? Czy Kościół jako instytucja nie mógłby na przykład mobilizować parafii, by na ich terenie usuwane były skwapliwie i w porę wszelkie napisy antysemickie? Byłoby to dodatkowe pole dla działalności młodzieżowych organizacji katolickich. Czy Kościół jako instytucja nie mógłby zadbać o to, żeby z katechizmów używanych w szkołach usunięte zostały wszelkie antyjudaizmy?

To tylko niektóre przykłady konkretnych akcji, także wychowawczych, podejmowanych w duchu prawdziwych przeprosin za krzywdy wyrządzone Żydom w przeszłości.

Społeczność narodowa byłaby wdzięczna biskupom polskim, gdyby podczas nabożeństwa1 skierowali także słowo do tych, którzy w czasie wojny i po niej obarczyli swe sumienia ciężką winą wobec Żydów. Chodzi tu o szmalcowników, o ludzi wydających Żydów okupantowi, o mordujących Żydów swymi rękoma, o osoby, które nieprawnie weszły w posiadanie własności żydowskiej lub pożydowskiej, o członków granatowej policji itp. Kościół po wojnie nie pomógł tym ludziom znaleźć pokoju z sobą samymi, z innymi i z Bogiem. Nie przeprowadzono żadnych „rekolekcji narodowych”. Czas najwyższy nadrobić te poważne zaszłości moralne. Choćby tylko dla garstki jeszcze żyjących osób, obciążonych ciężką winą przeciwko Żydom.

Piszę te słowa 17 maja i myślę o gorączkowych przygotowaniach do nabożeństwa. O trudzie „liturgistów i znawców przedmiotu”2 (…). I nie mogę oprzeć się pewnej refleksji. Cóż pomogło Piusowi XII, że otaczały go dziesiątki znawców przedmiotu, nuncjuszy, sekretarzy, teologów, skoro nie zdobył się na kilka słów od serca, by potępić eksterminację Żydów i głośno zawołać: „Tak nie można!”? Relatywizuje to rolę ekspertów, choć nikt nie przeczy, że „liturgiści i znawcy przedmiotu” są potrzebni.

Wydaje mi się, że sprawę Jedwabnego i win, jakie katolicy zaciągnęli wobec Żydów w historii, można zamknąć w tekście na pół stronicy szkolnego zeszytu. Po prostu można powiedzieć: „Tacy byliśmy. Nie mamy niczego na nasze usprawiedliwienie. Przepraszamy Was i Boga za to wszystko z całego serca i z całej duszy. Mamy wolę być innymi. Prosimy Was − pomóżcie nam być lepszymi”.

Tyle. I dużo pokutnych psalmów.

(Tekst z 2001 r.; Czarne jest czarne, dz. cyt., s. 123−127).

.

Wyrzuty sumienia

Czy nie wypadałoby, żeby zjednoczona Europa (…) oczyściła swoje sumienie, „odżegnując” się solennie nie tylko od samego Holokaustu, ale i od tego wszystkiego, co do niego prowadziło? Czy – po wtóre – nie byłoby dobrze, żebyśmy odbywając nabożeństwo drogi krzyżowej, pomyśleli o tym, jaką „drogę krzyżową” zgotowali Żydom w Europie nasi przodkowie w wierze na przestrzeni wspólnej z nimi dwutysiącletniej historii? By nas nadal nie gryzło sumienie.

(Tekst z 2002 r.; Czarne jest czarne, dz. cyt., s. 49−50).

.

Czarne jest czarne

Czy Kościoła w Polsce, Kościoła, który posiada wyższe uczelnie, seminaria, dysponuje wykwalifikowaną kadrą specjalistów, nie byłoby stać na opracowanie listu lub dłuższego pouczenia pasterskiego na temat: „Co to jest grzech antysemityzmu?” − oczywiście językiem zrozumiałym, prostym, wręcz „łopatologicznym”? Któż inny może w tej roli zastąpić Kościół? Musimy pamiętać, że nie tylko Hitler zabijał Żydów w imię swego rasistowskiego, pogańskiego antysemityzmu (…). Żydów zabijał fizycznie na przestrzeni minionych stuleci także „grzech antysemityzmu”, jakiego dopuszczali się chrześcijanie wbrew nauce Kościoła i wbrew rozlicznym dekretom, wydawanym przez papieży, a chroniącym osoby i mienie żydowskie. Gdyby taki list czy pouczenie pasterskie ujrzały światło dzienne, z lżejszym sercem moglibyśmy wkroczyć w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa. Może nawet moglibyśmy wkroczyć w nie, trzymając się za ręce wspólnie z naszymi „starszymi braćmi w wierze”, bo oni nie musieliby się już wtedy nas bać.

(Tekst z 1997 r.; Czarne jest czarne, dz. cyt., s. 95−96).

*tytuł pochodzi od redakcji 1 Chodzi o nabożeństwo pokutne odprawione przez polskich biskupów 27 maja 2001 r. w warszawskim kościele Wszystkich Świętych po ujawnieniu zbrodni w Jedwabnem (przyp. red.). 2 To aluzja do wypowiedzi kard. Józefa Glempa, który – zapytany o kształt nabożeństwa – odpowiedział, że pracują nad nim „liturgiści i znawcy przedmiotu” (przyp. red.).

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter