70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Jezuita i franciszkanin

Ks. Stanisław Musiał patrzył na świat przez pryzmat serca, nie intelektu. Był jak najdalszy od konstruowania schematów – z biegiem lat za to coraz uważniej słuchał ludzi i przejmował się ich losem. Oto przyczyna, dla której zajął się problematyką żydowską. Tak jakby – pod wpływem spotkań i rozmów z Ocalonymi – coś się w nim przełamało.

W połowie jezuita, w połowie człowiek [świętego] Franciszka” – mówi o obecnym papieżu Eugenio Scalfari, autor wywiadu z biskupem Rzymu. I dodaje: „Takiego zjednoczenia [jezuity z »franciszkaninem«] świat jeszcze nie widział”.

Rozumiem zachwyt włoskiego dziennikarza, jednak jego opinia o tym, że Bergoglio jako pierwszy podjął próbę łączenia Ignacego Loyoli z Franciszkiem, domaga się sprostowania. Sprostowania i uzupełnienia – w imię pamięci o zmarłym w 2004 r. krakowskim duszpasterzu i publicyście ks. Stanisławie Musiale.

Przez ponad 50 lat był on członkiem Towarzystwa Jezusowego i jezuitom zawdzięczał solidną formację. W głębi serca jednak czuł się raczej uczniem i przyjacielem Biedaczyny z Asyżu. ,,Świętego Ignacego można szanować – mawiał – ale kochać go, tak jak świętego Franciszka, nie można”. Wiele jest dziedzin życia, w których ks. Musiał – mniej lub bardziej radykalnie – podążał za Franciszkiem. Na przykład: ubóstwo. Ci, którzy go znali, wiedzą, że był biedny z wyboru. To, co zarabiał (honoraria za teksty, stypendia mszalne itp.), rozdawał potrzebującym. Jacek Maj pamięta sytuację, w której Ksiądz sam potrzebował lekarstw: „Wysypał na stół wszystkie swoje pieniądze z etui na klucze (…). Naliczyliśmy osiem złotych”.

Praktykował ubóstwo i – niczym starotestamentalny prorok – publicznie ubolewał, że Kościół „nie idzie bardziej zdecydowanie w kierunku miłości bliźniego, tylko kładzie nacisk (…) na władzę i mechanizmy jej utrzymania”. A kiedy – z powodu radykalnych wypowiedzi w mediach – zaczął być w Kościele i zakonie marginalizowany, nie wybrał drogi sprzeciwu, lecz podporządkowując się woli przełożonych, został kapelanem w domu opieki. I wcale nie traktował tej funkcji jak zesłania. Przeciwnie: dostrzegł w niej „wielką łaskę Bożą” i źródło radości. Bo też, jako człowiek prosty, za nic miał kościelne godności i był wolny od pokusy osiągania jakichkolwiek, choćby duszpasterskich, sukcesów.

Franciszkańska była w nim również miłość do zwierząt. Opowiadał ks. Zdzisław Górecki, że jezuickie kolegium, w którym wówczas mieszkali, dotknęła kiedyś plaga myszy. W walkę z gryzoniami włączyli się wszyscy. No, prawie wszyscy. Już wkrótce bowiem okazało się, że w celi ks. Musiała zamiast pułapek na podłodze rozłożone są… miseczki z jedzeniem. Kiedy zażądano od niego wyjaśnień, wzburzony odpowiedział: „Mysz to też stworzenie i ma prawo żyć!”.

Do dziś niektórzy czytelnicy „Tygodnika” za najważniejszy artykuł ks. Stanisława Musiała uważają Wakacje z Kasjopeją – opowieść o przyjaźni człowieka z kotem. Przyjaźni tak wielkiej, że wpłynęła na Musiałowe widzenie świata. To właśnie Kasjopeja sprawiła, że zawaliła mu się dotychczasowa „piramidalna koncepcja wszechświata: z człowiekiem na szczycie i podporządkowanym mu stworzeniem. (…) Tak [wcale] nie jest! – pisał. – Każde stworzenie ma życie od Boga i [żadne] nie jest skazane na zależności pańszczyźniane od innych. Taka będzie, wydaje mi się, teologia XXI wieku. Chrześcijaństwo musi zmienić swój stosunek do zwierząt”. A ponieważ wiedział, że trzeba zaczynać od siebie, przestał jeść mięso.

Ks. Stanisław Musiał patrzył na świat przez pryzmat serca, nie intelektu. Był więc jak najdalszy od konstruowania schematów – z biegiem lat za to coraz uważniej słuchał ludzi i przejmował się ich losem. Oto przyczyna, dla której zajął się problematyką żydowską. Tak jakby – pod wpływem spotkań i rozmów z Ocalonymi – coś się w nim przełamało. Tak jakby poczuł ciężar wojennej obojętności ogółu polskich katolików wobec Zagłady: „Jako chrześcijanin zacząłem się pytać, jak to było możliwe. Jak mój Kościół mógł milczeć? Im jestem starszy, tym bardziej ciąży mi grzech milczenia Kościoła w sprawie Szoa. Nie pozwala mi już na pełny uśmiech…”.

Z gruntu franciszkańskie było również jego zaangażowanie w budowanie pokoju. Po wybuchu wojny amerykańsko-irackiej czynnie włączył się w ruch pacyfistyczny: pisał płomienne teksty, chodził na demonstracje antywojenne, przemawiał, mając odwagę przeciwstawić się bliskim dotąd środowiskom. „Bóg nie jest po naszej stronie!” – wołał, krytykując decyzję o przystąpieniu naszego kraju do wojny z Irakiem oraz milczenie Kościoła w Polsce.

Ks. Michał Czajkowski, pisząc o ks. Musiale, zwrócił kiedyś uwagę na słowa Abrahama J. Heschela: „Osoba religijna to ktoś, kto jedną myślą − w jednym czasie i o każdym czasie − obejmuje Boga i ludzką istotę, kto boleśnie przeżywa krzywdę wyrządzaną innym, ktoś, dla kogo największą pasją jest współczucie, a największą siłą miłość i bunt przeciwko rozpaczy”.

Zaprawdę, Stanisław Musiał był człowiekiem religijnym…

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata