70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Niedokończona rozmowa

Kiedy przy tak licznych obowiązkach prof. Andrzej Szczeklik znajdował czas na rozległe lektury, jak udawało mu się śledzić na bieżąco wydarzenia literackie? Odpowiedź, jakiej autor Kore udziela Jerzemu Illgowi, jest zaskakująco prosta: to tak samo jak z zakochaniem – nieważne, jak bardzo jesteś zajęty, zrobisz przecież wszystko, żeby spotkać się z ukochaną osobą!

Wielki Lekarz to rzadkość (…) spotyka się ich najwyżej kilku w długim życiu zawodowym. Przywodzą na myśl ludzi obdarzonych słuchem absolutnym. Słyszą nuty, jak reszta z nas widzi kolory (…). Wielki Lekarz porusza się w świecie choroby równie swobodnie jak człowiek o słuchu absolutnym w przestrzeni tonalnej – dla innych niedostępnej” – pisząc te słowa w Katharsis, Andrzej Szczeklik dyskretnie nie wspominał, że sam owym słuchem absolutnym został obdarzony. Ta rzadko spotykana zdolność bywała zresztą uciążliwa, kiedy machinalnie wychwytywał nieznaczną zmianę tonacji, w jakiej wykonywany był utwór. Dowiadujemy się tego niejako mimochodem z jego rozmów z Jerzym Illgiem, które ukazały się drukiem w drugą rocznicę nagłej śmierci słynnego profesora medycyny.

Oprócz niebywałej wiedzy i umiejętności, które potwierdzały m.in. liczne publikacje w najbardziej prestiżowych międzynarodowych czasopismach naukowych, Andrzej Szczeklik posiadał też ten trudny do uchwycenia dar, swoistą intuicję, która sprawiała, że niejednokrotnie potrafił postawić nieomylną diagnozę w przypadkach, kiedy inni lekarze byli bezradni. W pamięci swoich pacjentów zapisał się jako jeden z tych nielicznych, którzy zasługują na miano Wielkiego Lekarza – choć z pewnością nie siebie miał na myśli, używając tego sformułowania. Jako człowiek niezwykle skromny, nieafiszujący się ze swoimi osiągnięciami, długo się wzbraniał, zanim Jerzemu Illgowi – przyjacielowi i wydawcy – udało się go namówić na wywiad rzekę, który miłośnikom eseistycznej twórczości Andrzeja Szczeklika pomógłby zrozumieć, w jaki sposób kształtuje się tak wyjątkowa osobowość twórcza. W zaciszu górskiego domu w Kościelisku, w otoczeniu ukochanych Tatr, przyjaciele zaczęli nagrywać rozmowy, które złożyły się na Słuch absolutny. Prace przerwała niespodziewana śmierć profesora. Jaki kształt mogłaby mieć ta książka, gdyby nie tragiczne okoliczności jej powstania? Jakich tematów przyjaciele nie zdążyli poruszyć?

Na pierwszy plan wysuwa się swobodny, gawędowy ton tych rozmów. Znajdziemy tu wiele zabawnych anegdot, jak choćby tę o sztubackich wyczynach Sławomira Mrożka, starszego kolegi w słynnym krakowskim Liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego (tzw. Nowodworku), a także opisy szkolnych wybryków samego Szczeklika, który – zanim został uznanym profesorem nauk medycznych – dokonał np. wspólnie z kolegami zamachu na zapasy wina z piwniczki księży kanoników. Autor Nieśmiertelności opowiada o niezwykłych przyjaźniach, jakie udało mu się nawiązać: o znajomości z Józefem Tischnerem, Piotrem Skrzyneckim, Seamusem Heaneyem… Literatura zajmowała w życiu Andrzeja Szczeklika szczególne miejsce od najmłodszych lat, kiedy to pochłaniał kolejne powieści Juliusza Verne’a czy Aleksandra Dumasa. Zamiłowanie do gry na fortepianie czy nauki licznych języków obcych – francuskiego, angielskiego, rosyjskiego, łaciny – podsycali w nim rodzice. Jego niesłychaną erudycję, tak uderzającą podczas lektury Katharsis, Kore czy Nieśmiertelności, kształtowały lektury greckich klasyków, egipskiej Księgi Umarłych, współczesnych i dawnych poetów, J.M. Coetzeego, Kazuo Ishiguro, Roberto Calasso… Kiedy – przy tak rozlicznych obowiązkach w klinice przy Skawińskiej, w Katedrze Chorób Wewnętrznych Collegium Medicum, wyjazdach na zagraniczne stypendia, konferencje, posiedzenia Papieskiej Akademii Nauk, badaniach, których wyniki publikował w „Lancecie” czy „Nature” – znajdował czas na rozległe lektury, jak udawało mu się śledzić na bieżąco wydarzenia literackie? Odpowiedź, jakiej Szczeklik udziela Jerzemu Illgowi, jest zaskakująco prosta: to tak samo jak z zakochaniem – nieważne, jak bardzo jesteś zajęty, zrobisz przecież wszystko, żeby spotkać się z ukochaną osobą!

Zadziwiająca, a jednocześnie znamienna jest historia jego znajomości z Seamusem Heaneyem. Na twórczość irlandzkiego noblisty Szczeklik natknął się przypadkiem w jednej z londyńskich księgarni i natychmiast zachwycił się jego Crediting Poetry. Nie minęło wiele czasu, a Heaney – jako autor Wydawnictwa Znak – odwiedził profesora w jego domu w Kościelisku, gdzie został obdarowany rzeźbą przedstawiającą wiersz Święty Kevin i kos. Dodajmy, że na rzeźbę Andrzej Szczeklik natknął się przypadkiem u zaznajomionego artysty z Podhala… Ten ciąg pozornych zbiegów okoliczności, jakie doprowadziły do spotkania poety i lekarza, w którym główną rolę odegrał św. Kevin, doskonale obrazuje starą jak świat prawdę, że nie wszystko, co się wydarza, znajduje swoje racjonalne wytłumaczenie. Tak jak w wierszu: od znalezienia odpowiedzi ważniejszy okazuje się ignacjański „trud bez szukania nagrody”, który – widać to wyraźnie – może być kluczem do zrozumienia wielkiej duchowej siły, jaką emanował Andrzej Szczeklik.

Czesław Miłosz, który leczył się u profesora przez kilkanaście ostatnich lat życia, przekonywał go, że powinien napisać ars bene moriendi. Taka książka już, niestety, nie powstanie, choć temat śmierci eksplorowany jest we wszystkich jego zbiorach esejów, pojawia się także w Słuchu absolutnym. Te rozmowy przynoszą jednak przede wszystkim refleksję nad życiem, stanowiąc swoiste ars vivendi, pokazując – jakkolwiek niemodnie może to dziś zabrzmieć – przykład człowieka, który starał się w jak najlepszy sposób wykorzystać talenty, jakimi został obdarzony.

.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata