70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Niestałość w kanonie, stałość w uczuciach

W zmieniającym się obliczu obrzędów weselnych i w ich rytualnym rdzeniu naszkicowany zostaje obraz przeobrażeń społecznych. Zawarcie ślubu i organizacja przyjęcia weselnego są dobrowolne, presja społeczna zmalała, tworzenie się wspólnoty danej pary zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie wybrania opcji „pobieramy się”.

Wyobraźnia weselna rządzi się swoimi regułami, którym warto się co pewien czas przyjrzeć. Może się okazać, że dawno spisane melodie mają dziś inną barwę, wygrywają je inne instrumenty, choć wszystko wydaje się jakby znajome. Potoczny ogląd świata widzianego z kąta domu weselnego podpowiada, że tradycyjne wesela mają się doskonale: rodzice witają nowożeńców chlebem i solą, goście dodają gromkie „Sto lat!”, jedzą, piją, tańczą, następnie wjeżdża tort, panny łapią welon. Gdzie szukać definicji tradycyjnego wesela? Zaufanie do trwałości kanonu mogą budować różne stop-klatki obrzędu: etruskie przysięgi wieńczone nałożeniem pierścienia. Słowiańskie swadźby w zielonej dąbrowie. XIX-wieczne obrazki ludoznawców. Wizja Wyspiańskiego, ta Smarzowskiego.

Pewne jest to, że na weselu spotkasz siebie, jakiego się nie spodziewasz, wchodząc w jedną z przewidzianych archaicznym porządkiem ról w orszaku, który nie do końca wiadomo, skąd przybywa i dokąd nas niesie. Zaskakujące bywają reguły wyobraźni, która rozkazuje poddać się weselnym rygorom, ale i dopuszcza bunt, otwiera nowe porządki, skrywając się w konsumpcyjnym chaosie.

Współczesne śluby i wesela ukazują przeobrażenia, jakim podlegają relacje międzyludzkie. Są także ekspresją określonych ról społecznych i tego, jak je ucieleśniamy. Wplatamy siebie między tektoniczne przemieszczenia systemów wartości i obyczajowych przemian. Rytuał wypełnia się nową treścią.

Coś nowego, coś pożyczonego

Zmianom podlega rola panny młodej. Uwidacznia się to w rosnącej sprawczości, wyrażanej kobiecości widocznej w afirmacyjnym, emancypacyjnym przekazie, ujawniającym się m.in. w charakterze świętowania wieczoru panieńskiego, który dziś nie jest pożegnaniem z rodzinnym domem ani nawet z panieńskim stanem, ale raczej hucznym świętem z okazji znalezienia właściwego kandydata na męża po częstokroć długich poszukiwaniach. Kształt tego nowego rytuału zmienia się pod wpływem globalnego obiegu rekwizytów i możliwości ekspresji oraz migracji młodych Polek do krajów anglosaskich, gdzie brytyjska tradycja hen party, a także nowej burleski – rozrywkowego teatru subkulturowego nurtu – przenikająca w popkulturę, zdaje się inspirować scenariusze wieczorów panieńskich.

Inna niż jeszcze 20 lat temu jest rola panny młodej podczas przygotowań i organizacji wesela. Nie jest już ona bierną figurą, ale motorem wydarzeń. Także w odniesieniu do kobiecej wspólnoty przyjaciółek, sióstr, pokolenia starszych kobiet wchodzi w różnie rozumiane relacje. Na przykład druhna jest kontrapunktem, alter ego panny młodej, co wyraża jej ubiór i zachowanie podczas wesela (np. gdy pojawia się jako najbarwniejsza postać orszaku panny młodej), a przed uroczystością podczas zorganizowanego przez druhnę wieczoru panieńskiego. Wieczory kawalerskie, cieszące się społecznym przyzwoleniem na odstępstwa od obyczajowej normy, nie elektryzują tak otoczenia pary jak przebieg spotkania w kobiecym gronie. Przy czym nowości nie oznaczają końca istnienia głównych bohaterów wesela, lecz raczej ujawnianie się nowych elementów, które współistnieją z klasycznym repertuarem, jak np. w przypadku odtwarzanych oczepin, sprowadzonych często do rzucania welonem i krawatem o północy.

Kolejnym sygnałem zachodzących zmian jest dążenie do równowagi między społecznym oddziaływaniem rodziny a samostanowieniem pary. Delikatna równowaga, zawsze szyta na miarę, ustanawia nowy układ sił. Jak pokazują badania, np. Krystyny Slany lub Ulricha Becka i Elisabeth Beck-Gernsheim, pojęcie rodziny podlega przedefiniowaniu. Termin ów raz obejmuje niewielką grupę (rodzice i dzieci), a innym razem uwzględnia sieć bliskich znajomości, za to z wyłączeniem krewnych i spowinowaconych, z którymi nic nas na co dzień nie łączy. Wesele jest okazją, by na swoje potrzeby zdefiniować rodzinę. Podczas wesela zrytualizowany moment podziękowania rodzicom w postaci wręczenia upominku (kwiaty, pamiątkowe fotografie), niekiedy prezentacji w programie Power Point z historią rodzicielskiej pary, tanecznej dedykacji, komplikuje się, gdy rodzice żyją w nowych związkach albo nie utrzymują ze sobą kontaktu. Polem do obserwacji jest także dobór gości i negocjacje wokół tej kwestii. Układ relacji staje się czytelniejszy, gdy odpowiemy na pytania: kto za to płaci?, kto i ile podarował? Ujawnia się więc kontekst ekonomiczny, zawsze ważny dla obrzędowości rodzinnej.

I oto mamy przepastny rynek usług ślubnych z ofertą głównego nurtu (te związane z ceremonią ślubu, organizacją wesela, wszelkim uświetnianiem uroczystości), a także jego niszowe rozwinięcia (np. specjalistyczne usługi świadczone podczas wieczorów panieńskich, oferty hotelarskie na potrzeby podróży poślubnych, ofertę kredytową, a nawet opiekę psychologiczną). Spoglądając na młodą parę z perspektywy ekonomicznej, widzimy klientów, którzy kupują określony zestaw rekwizytów, aby indywidualna konsumpcja i w tym wypadku pomogła w osiągnięciu określonego statusu społecznego. Młode pary, przygotowując uroczystość, gdy konfrontują się z aspektem ekonomicznym wesela, starają się omijać potencjalnie dużą skalę wydatków rozmaitymi wybiegami (krewni i znajomi wykonujący różne usługi: makijażu, fotografii, kulinarne, transportowe). Sposobem obniżenia kosztów bywa podział weselnego święta na obiad dla rodziny i zabawę dla przyjaciół. Wesele na ogół jest także momentem konsumenckiej refleksji jego organizatorów. Także ci, którzy kontestują komercyjne wezwania współczesności, pozostają w relacji, choć negatywnej, wobec wartości obowiązujących we współczesnej kulturze, czyli perspektywy zysku, indywidualnych profitów.

Miłosny rozrusznik

Zmienny kanon rytualnej sekwencji ufundowany jest na elementach obecnych w obowiązującym romantycznym modelu miłości, a więc sprzecznych wobec siebie namiętności i stałości. Współczesne wesele rozumiane i jako wydarzenie-spektakl, i szereg działań wykonywanych przed wydarzeniem i po nim (przygotowania, wspominanie), w warstwie obrazów, dramatemat turgii ową sprzeczność stara się obłaskawić i wyrazić. Ogłoszona publicznie umowa między dwojgiem ludzi jest jednocześnie okazją do demonstracji spersonalizowanego wariantu miłości romantycznej, dla której inspiracją staje się globalny przemysł rozrywkowy z komedią romantyczną i telewizyjnymi formatami ślubnych reality shows w repertuarze. Literackie pierwowzory z obszaru chick lit, a więc bestsellery inspirujące przyszłe panny młode (jedna z uczestniczek badań przygotowywała się do ślubu z książką Elizabeth Gilbert I że cię nie opuszczę… czyli love story, inna marzyła o ślubie w plenerze takim jak z zapowiedzi serialu Dom nad Rozlewiskiem), wnoszą do zbioru wyobrażeń o weselu nieskończone możliwości wyboru, które wyrażą osobowość pary i każdej z osób ją tworzących z osobna. Przekonamy się o tym, słysząc podczas zabawy komentarz muzyczny, nieważne, czy będzie to Tina Turner, Krzysztof Krawczyk czy to, że „ona tańczy dla mnie” i „będzie, będzie zabawa”.

Do porządku popkulturowego modelu romantyzmu mają nas przywołać także fotografie ślubne. Przeżycie ślubu i wesela, a także pamięć tego doświadczenia konstruowane są w odpowiedzi na kanon kultury i popkultury, oblany romantycznym lukrem, niepisane comme il faut, a kanon ten, podlegając przemianom, obiecuje utrwalenie widoku uczucia na przekór statystykom rozwodowym podpowiadającym inne możliwe wersje wydarzeń. Wytworzony podczas upamiętniania wesela obraz służy później tworzeniu tożsamości społecznej. „Dopiero jak zmieniłam status na Facebooku, poczułam, że wyszłam za mąż” – podsumowała świeżo upieczona mężatka.

Wolter w Encyklopedii opisał hasło „miłość” przez wariantowość, konkludując, że ludzie nadają to miano tysiącom chimer. W jego czasach to nie miłość była głównym motywem dla zawarcia związku małżeńskiego, ale raczej gra interesów, która to zasada obowiązywała wiele warstw społecznych. Przesuwający się przed nami wir zmiennych weselnych obrzędów warunkuje odniesienie do różnorodnych ekspresji miłości, do jej idei, której rozpatrywanie z perspektywy filozofii chrześcijańskiej podjął Denis de Rougemont w opublikowanym w 1956 r. klasycznym dziele Miłość a świat kultury zachodniej. Nad miłością zastanawiał się Roland Barthes podczas seminarium o miłosnym dyskursie na początku lat 70. Bardzo poważnie potraktował temat Octavio Paz w ostatniej dekadzie XX w., skupiając uwagę na europejskim pojmowaniu erotyzmu i miłości w eseju Podwójny płomień, a po nim uczynił to Anthony Giddens, badając przemiany intymności.

Para socjologów: Ulrich Beck i Elisabeth Beck- -Gernsheim, przejrzała współczesne kanony miłości, wyodrębniając kategorię miłości kosmopolitycznej związanej z fenomenem migracji, które przekształcają życie codzienne w niespotykanym dotąd stopniu. Można zatem zauważyć, że pośród rekwizytów i scenografii współczesnego wesela spotykamy się ze zunifikowaną wersją wzorca romantycznej miłości, opartego na indywidualizmie; bywa, że jest to wersja uproszczona i banalna, lecz niekiedy zaskakująco mocna, oddziałująca i czegoś istotnego dotycząca, a z pewnością portretująca ludzkie pragnienia. W obowiązującym wzorcu zindywidualizowanej miłości, wskazanym przez socjologów, oczekuje się, że Ja będzie wzbogacane i otwierane na innych przez tego, kogo ono poślubi. I decyzją, „którą owo Ja wykazuje się przed całym światem, jest wybór partnera – aż do odwołania”. Dlatego wesele jest okazją zamanifestowania wagi tego wyboru.

Na przestrzeni czasu powody publicznego obwieszczenia przemiany jednostek w żonę i męża były głównie majątkowe, a od XIX w. także romantyczne. W modelu, w którym miłość jest przyczyną zawarcia ślubu, tkwi źródło antymodelu, który zakłada, że ostatecznie to z jej powodu do ślubu nie dochodzi. „Mam zaszczyt nie prosić cię o rękę…” – śpiewał w 1966 r. Georges Brassens. Od kilku lat takie antyceremonie rzeczywiście mają miejsce na Place des Abbesses na wzgórzu Montrmartre, gdzie w obliczu mera dzielnicy pary młode zwracają się do siebie tymi słowy.

To miłosne, autentyczne uczucie cenione jako najważniejsza składowa związku stało się przyczyną niechęci do zawierania małżeństwa. Tendencja ta pojawiła się wśród elit w XIX w., przez przemiany historyczne i obyczajowe doprowadziła do odrębnego zjawiska – małżeństwa z miłości. Model romantycznej miłości, której wyrazem jest m.in. współczesny repertuar weselnych gestów, obrazów, dźwięków, obowiązuje od niedawna, ale nie we wszystkich grupach społecznych. Tak jak i dziś zdarzają się małżeństwa z rozsądku, tak i w czasach Oskara Kolberga zawierano małżeństwa wbrew regułom matrymonialnym; co ciekawe, na co innego zwracano uwagę w gromadzonych opisach wesel, niejednokrotnie je cenzurując. Warstwy kultury współistnieją, przenikają się i niejednokrotnie, dając upust fantazjom o samych sobie jako o romantycznych protagonistach, para konfrontuje się z siłą rytuału wywodzącego się z dawniejszego systemu społecznego.

Jedna za wszystkich, wszyscy na jednego

Księżniczki, które przymierzają w salonach ślubnych koronki, welony i pozostałe akcesoria lub przemierzają galaktykę Internetu w poszukiwaniu natchnienia i dobrej rady, trzymają dziś pewnie ster, mimo spoczywającej na nich odpowiedzialności za powodzenie wesela. Same sobie pościelą, i choć nie śpią same, to wyczują ziarnko grochu, będące dowodem ich wyjątkowości. To nie społeczność, z jakiej wywodzi się pani młoda, ale ona sama stoi za podjętymi decyzjami, wypracowanymi kompromisami, osiągniętym efektem. Na ogół dzieje się to w partnerskim porozumieniu z wybrankiem. Jest to nowa sytuacja w obyczajowości, która wpływa stopniowo na kształt obrzędów.

Rody się łączą, lecz na warunkach ustalanych przez młodych. Swatanie, negocjacje – w tej części świata przeminęły; jedynie aktywność portali randkowych przypomina o roli kogoś, kto ułatwi dobór partnera bądź partnerki. Małżeństwo nie jest dziś potrzebne, by założyć rodzinę. Dla wielu jednak ślub i wesele wciąż są właśnie takim początkiem ustanawiającym nowy dom. Może go wyznaczyć każdy rodzaj publicznego ogłoszenia wzajemności uczuć i obowiązków, również ślub humanistyczny – wynalazek nowy, ale w swej istocie nawiązujący do czasów sprzed obowiązywania ram ślubu kościelnego, który wprowadzono w efekcie ustaleń soboru trydenckiego.

Można dziś porównać wydanie za mąż do sprawy wagi państwowej – kobieta posiada swoje terytorium, z granicami, ustrojem, być może nawet armią. Podbój przypada komuś w udziale i pojawia się książę. Wróżka chrzestna napina linę między sercem a rozumem młodych – pobierają się. Księżniczki są coraz bardziej wymagające, w Polsce aż 68% pozwów o rozwód składają kobiety do 30. roku życia. Ale wróćmy do tej chwili jedynej w swoim rodzaju. W tle widoczni są bliscy i trochę dalsi krewni, znajomi – oni wszyscy są częścią weselnego orszaku, i oto trybiki w kosmosie przestawiają się, czego dowodem jest pamięć świadków, podpisy na dokumentach. Kosmiczny ład ma odtąd nowy porządek. Od powzięcia decyzji do oglądania pamiątkowych fotografii zazwyczaj mija kilka lat. Często para tworzy gospodarstwo domowe już wcześniej, i z tej perspektywy dogląda budżetu przedsięwzięcia. W planowaniu całości przydaje się niekiedy plik programu Excel, skrupulatnie wypełniony twardymi danymi.

Odpowiedź na pytania o to, ile i kto płaci za weselne święto, pozwala wejrzeć w zależności tworzącego się układu, ukazuje wartką i delikatną a właśnie tworzącą się sieć powiązań między parą, rodzinami, gośćmi weselnymi o rozmaitym statusie. Często para płaci za siebie, bywa, że robią to rodzice, w wielu wypadkach tworzy się budżet, na który składają się para młoda i rodzice. Wesele zawsze było kosztowne, i tradycją można nazwać gromienie przesadnej wystawności. Konsultantka ślubna zapytana dziś o koszty bez wahania odpowie: Sky is the limit. Jan Słomka, opisując w Pamiętniku włościanina wydawanie córek za mąż u progu XX w., podkreślał, że na pierwszym weselu, w 1891 r., jechało ze 40 fur i zabawa w karczmie trwała wówczas 4 dni. Wesele kosztowało ok. 5 tys. złotych reńskich i mimo skali wydatku i tak nie mógł ugościć wszystkich jak należy. Jedno z ostatnich wesel, jakie sprawił, w 1909 r., które trwało pół dnia i skupiło najbliższą rodzinę, Słomka komentuje: „Według mnie wesela im krótsze, tym lepsze, bo usuwa się przez to jedną z przyczyn, które chłopów rujnują i niszczą”.

A wesela królewskie? „Na ucztę weselną Władysława IV z Cecylią Renatą w roku 1637 zabito 40 tys. kogutów i kapłonów, 20 tys. gęsi, kilka setek wołów i różnego rodzaju dziczyzny oraz nieskończoną ilość ptactwa dzikiego (większość potraw jednak, jak się zdaje, rozkradziono, gdyż uczestnicy skarżyli się na braki!). Prócz mięs podawano potrawy z ryb, owoce, słodycze, ciasta, przede wszystkim zaś wielkie ilości alkoholu” – jakcytuje Maria Bogucka. Obfitość i nadmiar służyły, i nadal tak jest, różnym celom, m.in. obłaskawieniu przyszłości ofiarami, by różne bóstwa przychylnie potraktowały parę. Stąd biorą się góry jedzenia, rzeki alkoholu, bezlitosne dla ucha decybele sound systemów oraz ogromny wysiłek organizacyjny, który zakłada odwiedziny na targach ślubnych, a nawet wynajęcie konsultantki.

Uczucia towarem

Zawiązywanie małżeństwa i okoliczności temu towarzyszące nie noszą znamion targu, jak jeszcze w XX w. chętnie podkreślały etnograficzne opisy, dodawano w nich, iż targu patriarchalnego. Zawieranie małżeństwa przez kupno – indoeuropejski schemat wymiany kobiet – należy do przeszłości. Kobiety, ciesząc się niezależnością finansową, samoświadomością swoich praw i podmiotowością, zmieniają charakter weselnego obrzędu. Z jednej strony autorem wizji wesela jest para, która ma określony gust oparty na konkretnej tradycji i kapitale kulturowym, możliwości finansowe i społeczne potrzeby, z drugiej strony na kształt wesela wpływ ma świat ekspertów, którzy żyją z usług świadczonych narzeczonym. Socjolożka Eva Illouz, rzeczniczka poddania refleksji, w jaki sposób zasady rynkowe wpływają na sferę prywatności, podsuwa pojęcie „kapitalizmu emocjonalnego”, a więc sytuacji gdy życie uczuciowe człowieka w kapitalizmie jest produktem. Wesele – święto wokół zawierania małżeństwa – wyrażać ma dziś indywidualny charakter pary. Ślubni konsumenci wybierają więc to, co zakomunikuje otoczeniu odrębność, ustanawiając własne, a nie jedno z wielu, miejsce w społecznej strukturze.

Fakt, że śluby i wesela mają w ogóle jeszcze miejsce, odsyła w stronę pytania, co dziś z sobą niesie to wydarzenie. Ta sama badaczka w niedawnym dialogu z Pascalem Brucknerem na łamach „Philosophie Magazine” akcentuje kategorię oddania jako tę, która pozwala wyjść z pola konsumpcji jako niewłaściwej perspektywy zawiązywania relacji międzyludzkich. I być może właśnie oddanie części siebie na rzecz drugiego jest elementem, jakiego warto poszukiwać we współczesnym weselnym obrzędzie – w tych wszystkich momentach, gdy romantyczna wizja wymaga kompromisu i dają o sobie znać jego konsekwencje. Przechodząc z poziomu zbiorowości na osobisty, możemy także posłużyć się tą myślą. Ponad pół wieku temu Denis de Rougemont widział w ideologii namiętności to, co niszczy małżeństwo, a wraz z nią: emancypację kobiet, popularyzację psychologii, odrzucenie reguł społecznych (majątkowych, konwenansów) służących dobieraniu par. Dziś Eva Illouz, przywołując jeden z sensów zawierania małżeństwa, jakim jest niemodne radykalne złączenie, zakładające oddanie i rezygnację ze swej odrębności, próbuje pozytywnie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ślubno-weselny rytuał jest wciąż tak ważny dla wielu.

Ekspert od szczęścia

Rodziny tworzymy na różne sposoby. Statystki pokazują, że rozwód dotyczy co czwartej pary. Konkubinat jako trwały format związku budzi coraz większe zaufanie i masowo się sprawdza, dodajmy, funkcjonował w czasach soboru trydenckiego jako małżeństwo per usus. Biznes ślubno-weselny z roku na rok odczuwa skutki tych przemian, a także kryzysu gospodarczego ostatnich lat i demograficznego niżu. Eksperci rynku usług ślubnych, którym powierzamy tworzenie naszej pamięci (fotografia ślubna, film), odpowiadający za właściwą oprawę i atmosferę (konsultantki ślubne, florystki, fryzjerki, krawcowe), za samo spełnienie się wesela (kucharki i kucharze, muzycy i didżeje), wreszcie celebransi, wszyscy oni i wielu innych wykonują pracę na rzecz satysfakcji klientów, jakimi są państwo młodzi. W raporcie opisującym tworzący się rynek usług ślubnych w 2006 r. badaczki GfK Polonia, instytutu badań rynku i opinii, określały kierunek zmian np. poprzez rozwój usług specjalistycznych typu spa & wellness, turystyki poślubnej, usług bankowych. Wtedy pojawiały się w Polsce pierwsze agencje konsultantek ślubnych. Po 8 latach rynek okrzepł, remizy zmieniły się w domy weselne i powstały tysiące nowych miejsc gotowych podjąć weselnych gości, a wiele osób z grona wedding plannerów doświadcza dziś wypalenia zawodowego związanego z wysokimi kosztami emocjonalnymi tej profesji. Silne grupy zawodowe, jak fotografowie czy konsultanci ślubni, stowarzyszają się, formułują regulaminy swojego rzemiosła, wpływają na ustawodawstwo (jak inicjatywy Polskiego Stowarzyszenia Konsultantów Ślubnych w kierunku zmian zezwalających na śluby plenerowe).

Udzielający ślubów urzędnicy borykają się z rosnącymi wymaganiami wobec miejsca zawarcia małżeństwa, które na wzór obecny w komediach romantycznych, serialach albo chick lit, najlepiej aby było ogrodowym plenerem, do którego urzędnik musi przecież dotrzeć. Kościoły katolickie konkurują między sobą na reprezentacyjne lokalizacje, liczbę miejsc parkingowych, styl ewangelizacji. Także i tu jest wybór, który nie ogranicza się do kościoła parafialnego. Księża narzekają, że para najpierw szuka sali na przyjęcie, a następnie pod nią dopasowuje termin ślubu i kościół.

Przeobrażenia technologiczne przesunęły ofertę rejestracji wizualnej w wysoce profesjonalne rejony. Skumulowane doświadczenie usługodawców, pozostających w relacji komercyjnej wobec par młodych, domyka obraz ślubu i wesela jako przestrzeni konsumpcji – wypełnionej zakupionymi elementami wybranymi z wielu dostępnych. Na szeroki kadr weselny składają się zapożyczenia, lokalności, mody i dobre chęci. Ale jest to tylko jedna strona medalu. Druga, rzadziej oglądana czy uświadamiana, kieruje nas w stronę ślubno- -weselnego rytmu wydarzenia, jego prascenariusza. Oto jest para i są świadkowie w postaci orszaku, oto ogłaszają, że przeobrażają się w żonę i męża, przystają na zniesienie swej odrębności, dokonuje się scalenie. I to właśnie jest coś, co świętują na tak różne sposoby, scalenie, zdaniem Evy Illouz, jest wykroczeniem poza bieżący porządek naszych czasów.

Obrzędowy film akcji

W zmieniającym się obliczu obrzędów weselnych i w ich rytualnym rdzeniu naszkicowany zostaje obraz przeobrażeń społecznych. Zawarcie ślubu i organizacja przyjęcia weselnego są dobrowolne, presja społeczna zmalała, tworzenie się wspólnoty danej pary zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie wybrania opcji „pobieramy się”, a ważnym elementem tego procesu jest przedślubny konkubinat. Biesiadny aspekt wesela, spersonifikowana uczta, może być traktowany jako „manifestacja życia”, jego wymiar symboliczny oczywiście pozostaje w mocy, ale akcenty rozkładane są inaczej. Ślub i wesele po okresie narzeczeństwa pełniły i nadal pełnią funkcję obrzędów przejścia między dwiema sytuacjami egzystencji. Okres narzeczeństwa polegał na wyłączeniu jednostki z poprzedniego porządku, ale dzisiaj pary często decydują się tworzyć wspólnotę bez ślubno- -weselnego interwału. Czy zatem tak złożony rytuał jest nadal potrzebny? W wielu wypadkach nie. Sens ekonomiczny małżeństwa, który polega na wykupieniu panny młodej, już nie funkcjonuje jako jedyny możliwy i oczywisty w tej części świata, ba, czasem w ogóle jest niezrozumiały. Natkniemy się na niego w postaci żartu, cytatu. Pary, ciesząc się finansową autonomią, inaczej budują relacje rodzinne i społeczne w wymiarze ekonomicznym. Rytualizacja pojawia się w innych miejscach, np. w zmieniającym się wieczorze panieńskim, kiedy to panna młoda przemienia się w antypannę młodą; w regułach tworzenia wizualnej opowieści, np. w postaci obowiązkowej sesji plenerowej, w jej następstwie, czyli w rozprzestrzenianiu obrazów wraz z narracją, co utrwala pożądany społecznie przekaz.

Ślub, który w pewnym sensie jest burzeniem ustalonego porządku i wypracowaniem nowego, tworzy inny niż dotychczas repertuar rytuałów, których spełnienie zapewnia społeczny komfort. To para wybiera scenariusz, kierując się własną wyobraźnią, mniej lub bardziej rozbudowany, kosztowny, oryginalny, i tworzy spersonalizowaną wypowiedź w języku weselnej konwencji. Wesele jawi się jako działanie, którego sens jest i nie jest oczywisty. To sytuacja surrealna i tradycyjna, film akcji albo kino drogi, zresztą wszelkie gatunki filmowe wydobywają z weselnego święta jakieś jego oblicze. Najciekawsze jest jednak to, co, prócz zdjęć, po ślubie i weselu zostaje. Oby była to stałość w uczuciach.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter