70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zwierzęta estradowe, ale i te prawdziwe

Czysta fizjologia jest pouczająca i potrzebna, to dopiero nieudolne tłumaczenie fizjologii sprawia, że dzieci mają koszmary. Ale na fizjologię nie trzeba zabijać tak dużego zwierzęcia jak zdrowa żyrafa.

 

Wiosna, więc pułapką jest tym razem natura i jest ona pułapką rozległą i woniejącą. Zorientowałam się w rozmiarze swojego entuzjazmu dla imiesłowów przymiotnikowych czynnych, kiedy córka powiedziała: „W tych czerwonych butach jestem dość wyróżniającą się”, a ja uznałam to za równie piękne i w swoim pięknie niedokończone, jak piękna, ale dokończona była jej relacja z niezapowiedzianej szkolnej wycieczki z zeszłego tygodnia. „Wyszliśmy nagle / oglądać kable”, powiedziała moja córka dwuwierszem. I nie jest to ani trochę mniej (dwu)wiersz przez fakt bycia tekstem non-fiction czy wręcz autobiograficznym. Rzeczywiście przy pierwszym wiosennym słońcu poszli obejrzeć przewody wysokiego napięcia, żeby ich kordonkowe odwzorowanie włączyć do makiety Tarchomina na międzyszkolny konkurs makiet pod hasłem „Biotop, w którym żyję”.

Biocenoza w czerwonych butach robiła makietę biotopu i chwała Bogu, że biotopu, bo biotopiczność w relacji pozwala uniknąć ogromnie wielu newralgicznych punktów. Takich jak element tarchomińskiej biocenozy – ekshibicjonista łąkowy. W tym roku pojawił się na łące, na uczęszczanym, choć niedoświetlonym trakcie szkoła–dom nie tylko moich dzieci, już w połowie lutego, ale wtedy niewielu tarchominian zwracało na niego uwagę. Śnieg już co prawda stopniał, ale nadal było okropnie zimno i nagi męski penis wystający z krzaka forsycji wydawał się raczej wołaniem o datek finansowy na ciepły dziany pokrowczyk niż napaścią seksualną czy manifestacją nietypowych potrzeb. Mnie personalnie łatwiej jest ignorować napaść seksualną niż prośbę o jałmużnę – chyba że napaść seksualna jest w istocie prośbą o jałmużnę, wtedy jestem bezradna – ale większość ludzi chroni w pierwszym rzędzie swoje kieszenie, a nie części intymne. Więc ekshibicjonista stał nieniepokojony i zadziwiał dzieci, oczywiście tylko te, które nie myślały, że to żebrak. Kompletnie nie rozumiem tej części natury.

A to jest druga część: w kopenhaskim zoo zabito żyrafę. O, już dawno, zimą. Nie można powiedzieć, żeby nie działo się to wedle pewnej procedury: zapowiedziano, że żyrafa zostanie zabita, tysiące ludzi podpisało internetową petycję o niezabijanie jej, żyrafę zabito, poćwiartowano, podano tygrysom. Poćwiartowano na oczach małych Duńczyków, a mali Polacy – w tym moja parka – mieli szansę obejrzeć ćwiartowanie w Internecie. Szczerze, uważam, że czysta fizjologia jest pouczająca i potrzebna, to dopiero nieudolne tłumaczenie fizjologii sprawia, że dzieci mają koszmary. Ale na fizjologię nie trzeba zabijać tak dużego zwierzęcia jak zdrowa żyrafa, więc dyrektor musiał stawić czoła opinii publicznej. Samiec Marius miał być trochę „niehalo” pod względem genetycznym i dyrektor tylko wykonywał prawa natury, która eliminuje osobniki wadliwe. Jako w sam raz ekoterrorystyczne, takie tłumaczenie powinno być bezkrytycznie przyjęte przez zainteresowanych. Ale o ile zabicie żyrafy wywołało u mnie bunt emocjonalny i smutek, bo żyrafy to drugie najpiękniejsze zwierzęta, jakie znam, o tyle tłumaczenia dyrektora zaburzyły mnie intelektualnie, na początek przez kontekst: kto przytomny mówi o prawach natury w zoo? A potem to już poszło. Bo jednak najpiękniejszym zwierzęciem jest logika.

„Mówiłem Ci – pisze do mnie kolega – że Mickiewicz miał za złe Niemcom i Goethemu, że ze zwierząt robią »zabawkę wieku dziecinnego«? Był przekonany, że Słowianie stworzyli przed wiekami »epopeję zwierzęcą, przy której Reineke Fuchs jest jedynie bladą kopią«?”. No, nie mówiłeś, ale widzę tylko jedną możliwość stworzenia takiej epopei przez Słowian: że zrobili to, kiedy jeszcze sami byli zwierzętami, co spod jurysdykcji polonistów ich jednak wyłącza. Zwierzętami, ale nie takimi jak mający za niedługo wystąpić na Eurowizji Donatan i Cleo, chociaż doceniam ich potencjał, bo pamiętam trudny okres, gdy – kiedy pytałam córkę, co robili na świetlicy – odpowiadała: „Słuchaliśmy piosenki My, Słowianie”, i to trwało tygodniami. Inna rzecz, że dyrektor duńskiego zoo też pewnie był bardziej showmanem niż Darwinem, bardziej biocenozą niż biotopem. A chyba szkoda.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter