70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Bez broni w ręku

Katyń nie został włączony do wizji polskiej martyrologii na tej samej zasadzie co powstanie warszawskie. Zauważmy, że wśród ofiar nie mamy przekroju społeczeństwa polskiego, tak jak mamy w powstaniu. Osoby przekazujące pamięć o Katyniu, ale również każde kulturowe odbicie tego wydarzenia, jak np. wiersz Zbigniewa Herberta Guziki, zwracają uwagę na fakt, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji.

Marta Duch-Dyngosz: Czy mówiąc o zbrodni katyńskiej, wszyscy mamy na myśli to samo?

Piotr H. Kosicki: Niekoniecznie. Po pierwsze, jest to kwestia języka, w którym mówimy o tych wydarzeniach. Jeśli będzie to język polski, to szanse na zgodność są większe. Kiedy posługujemy się językiem angielskim, mówimy Katyn Massacre, nie jest jasne, czy chodzi jedynie o mordy dokonane w lesie katyńskim czy o całą kampanię likwidacji oficerów i innych polskich więźniów – a więc także tych zamordowanych w Kalininie i Charkowie oraz na terenach radzieckiej Białorusi lub Ukrainy – ujmowaną w języku polskim dosyć pojemnym pojęciem „zbrodnia katyńska”. W moich badaniach na temat pamięci o Katyniu kładę nacisk, by np. w języku angielskim i w języku francuskim stosować liczbę mnogą massacres, aby zaznaczyć, iż chodzi nie tylko o las katyński.

Odnoszę wrażenie, że wiele osób nie rozumie, dlaczego w przypadku badań historycznych sprawa katyńska wciąż jest aktualna, skoro Związek Radziecki upadł w 1991 r. Powodem jest m.in. brak tzw. listy białoruskiej oraz ostatecznego potwierdzenia losu protokołów tzw. trójki NKWD, która zatwierdziła wyroki śmierci wykonane wiosną 1940 r. Można powiedzieć, że zginęło 21 857 osób, ale liczba ta, mimo że w pewnym sensie bardzo precyzyjnie ustalona, może być nieadekwatna, bo po części oparta na zaokrąglonej liczbie więźniów z terenów białoruskich i ukraińskich.

Dla części polskiego społeczeństwa Katyń jest symbolem zbrodni sowieckich.

Gdy ukazał się film Andrzeja Wajdy Katyń, Anne Applebaum w tekście A Movie that Matters („Film, który ma znaczenie”) w „The New York Review of Books” napisała, że dla Polaków Katyń jest kwintesencją zbrodni systemu stalinowskiego. Oczywiście odpowiadający im kanon symboli wciąż się kształtuje, szczególnie gdy nie tylko zastanawiamy się nad polskim odbiorcą, ale bierzemy pod uwagę międzynarodowe dyskusje o zbrodniach radzieckich bądź ich wieloletnią nieobecność.

Polacy masowo ginęli na terenie Związku Radzieckiego w ramach represji stalinowskich w latach 30., czemu do niedawna poświęcano niewiele uwagi. Przez cztery dekady Polski powojennej Katyń był, a po upadku komunizmu wciąż jest, pryzmatem, przez który Polacy patrzą na zbrodnie stalinowskie.

Z drugiej strony, wydarzenie to ma swoją specyfikę. Po pierwsze – miało miejsce w warunkach wojennych, aczkolwiek też nietypowych, po drugie – ofiarami nie byli obywatele Związku Radzieckiego, ale innego państwa, których wywieziono na Wschód i tam zamordowano. Oczywiście Związek Radziecki wskutek paktu Ribbentrop–Mołotow nie uznawał suwerenności państwa polskiego w tym czasie, ale w wymiarze prawnym jest to zbrodnia innego rodzaju niż te popełnione w ramach represji stalinowskich lat 30.

Dlaczego jest inna?

Widzę dwa wymiary konfliktu prawnego – historyczny, gdzie jego stroną jest Związek Radziecki, i współczesny, gdzie jest nią Rosja. Nie sposób nie wziąć pod uwagę faktu, że współczesna Rosja przejęła część ustawodawstwa oraz systemu karnego Związku Radzieckiego, co ma wpływ na rokowania losów prawnych rozstrzygnięć w wymiarze prawa zarówno rosyjskiego, jak i międzynarodowego; np. jeśli chodzi o tzw. operację polską NKWD z lat 1937–1938, to mamy do czynienia ze sprawami wewnętrznymi Związku Radzieckiego.

Natomiast kwestia Katynia nie może ograniczać się do ZSRR ani do Rosji. Byłoby to absurdalne, zważywszy na rolę, którą Katyń odegrał w późniejszej legitymizacji Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (PKWN) i Polski powojennej. W końcu to wniosek z prośbą o niezależną ekspertyzę Czerwonego Krzyża po odkryciu masowych grobów w lesie katyńskim w 1943 r. wydany przez rząd Władysława Sikorskiego posłużył Józefowi Stalinowi jako pretekst, by zerwać stosunki dyplomatyczne z rządem emigracyjnym – rzekomo będącym przychylnym ustaleniom III Rzeszy w tej sprawie – i późniejszemu ustanowieniu i uznaniu PKWN jako pozornie prawowitego rządu Polski. Abstrahując od całej późniejszej historii, sprawa mordu katyńskiego w 1940 r. polegała właśnie na tym, że Związek Radziecki dążył do wchłonięcia pewnych polskich terytoriów, których mieszkańcy wciąż postrzegali siebie jako polskich obywateli.

Jak Pan ocenia kwestię popularności badań historycznych nad zbrodnią w Katyniu – czy jest ona uzależniona od dostępu do dokumentów, czy raczej jest to kwestia trudności mierzenia się z tym tragicznym wydarzeniem?

Przez dłuższy czas dostęp do materiałów był – delikatnie mówiąc – ograniczony. Do końca lat 80. mieliśmy do dyspozycji dwa główne źródła informacji, przy czym dotyczyły one jedynie mordów dokonanych na terenie lasu katyńskiego. Z jednej strony były to niemieckie dokumenty z ekshumacji grobów z 1943 r., a z drugiej: świadectwa, zapisy przesłuchań i dokumentacja pisemna zgromadzona przez tzw. Komisję Maddena – Specjalną Komisję Śledczą Kongresu Stanów Zjednoczonych do Zbadania Zbrodni Katyńskiej. Raport z jej działalności po raz pierwszy opublikowano w 1952 r. Wskazano w nim, że odpowiedzialność za mordy ponosi Związek Radziecki.

W tym czasie w Polsce nie były one dostępne. W 1952 r. ukazała się natomiast monografia Bolesława Wójcickiego pt. Prawda o Katyniu, w której trudno było doszukać się tej prawdy, skoro autor obciążył odpowiedzialnością III Rzeszę.

Na przełomie lat 70. i 80. polscy opozycjoniści, m.in. Jerzy Łojek, Adam Macedoński, potajemnie tłumaczyli i rozpowszechniali fragmenty dostępnej na Zachodzie dokumentacji historycznej. Jednak fundamentem obecnej wiedzy Polaków na ten temat są ustalenia polskich i rosyjskich historyków, którzy na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku wspólnie podjęli się szukania źródeł oraz opracowania pełnego obrazu wydarzenia.

Pomimo krzewienia „podziemnej” pamięci o Katyniu w okresie komunistycznym przez dużą część polskiego społeczeństwa od momentu popełnienia zbrodni przez funkcjonariuszy NKWD to szczegóły – a przede wszystkim tożsamość i losy poszczególnych ofiar oraz ich rodzin – pozostają większości Polakom nieznane. W porównaniu z ukształtowaną społeczną świadomością na temat powstania warszawskiego Katyń pozostaje przede wszystkim hasłem, nie składa się nań suma bohaterskich losów konkretnych ludzi – Polaków. Ów stan rzeczy utrzymał się nawet po ukazaniu się filmu Andrzeja Wajdy.

Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Historia zbrodni katyńskiej jest martyrologią, do której nie pasuje przymiotnik „bohaterska”. Oficerowie na rozkaz dowództwa złożyli broń, po czym zostali uwięzieni, głodzeni i potem straceni. Nie zginęli, walcząc z bronią w ręku.

Zatem jak by Pan określił miejsce Katynia w polskiej pamięci zbiorowej?

Tą kwestią zacząłem się interesować w 2007 r., kiedy ukazał się film Andrzeja Wajdy. Moją uwagę zwrócił fakt stopniowej zmiany w postrzeganiu Katynia w polskiej świadomości społecznej. Wyniki analiz Centrum Badań Opinii Społecznej (CBOS) opublikowane w raporcie w maju 2008 r., w porównaniu z tymi uzyskanymi w 1987 r., kiedy to 24% respondentów zadeklarowało, że słyszało wiele na temat zbrodni, a 18% przyznało, że nic nie wie na jej temat, wyniosły już odpowiednio: 49 i 7% badanych.

Już od 1989 r. kształtował się ogólnopolski ruch poświęcony krzewieniu pamięci o Katyniu. Po upadku komunizmu wiedza o tym bestialskim mordzie zaczęła być przekazywana w szkolnictwie wolnej Polski oraz dyskutowana w polityce.

Natomiast raz jeszcze podkreślę, że Katyń nie został włączony do wizji polskiej martyrologii na tej samej zasadzie co powstanie warszawskie. Zauważmy, że wśród ofiar nie mamy przekroju społeczeństwa polskiego, tak jak mamy w powstaniu. Osoby przekazujące pamięć o Katyniu, ale również każde kulturowe odbicie tego wydarzenia, jak np. wiersz Zbigniewa Herberta Guziki, zwracają uwagę na fakt, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji. Upowszechnił się język mówienia o społecznym pochodzeniu ofiar zbrodni, który po raz pierwszy zastosował Ławrientij Beria we wniosku o mord katyński.

To postrzeganie jest wciąż silne, chociaż osłabło w dwóch momentach: po pierwsze, po ukazaniu się filmu Wajdy, po drugie, co okazało się dużo bardziej znaczące, po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. W tym drugim wypadku, przywołując wydarzenie z 1940 r., nie mówi się o ofiarach jako o przedstawicielach polskiej inteligencji – zaczęto patrzyć na tę grupę przez pryzmat całego narodu. To jest język, który wykrystalizował się podczas żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej i w czasie obchodów rocznicowych – tzw. Katyń nr 2, przyjmując niefortunne sformułowanie Lecha Wałęsy.

I Katyń został włączony do polskiej narracji martyrologicznej. Wyobrażam sobie, że opowieść o samym wydarzeniu musiała zostać w tym celu przekształcona.

Oczywiście. Dziś w świadomości społecznej bardzo trudno oddzielić Katyń od Smoleńska. Wiem, że ubolewają nad tym faktem niektórzy działacze ruchu pamięci, szczególnie przedstawiciele Federacji Rodzin Katyńskich. Nie taki był ich cel. Przebywałem w Warszawie w dniu katastrofy smoleńskiej i pamiętam, jak byłem oburzony, że tak mało uwagi poświęca się w mediach działaczom ruchu upamiętniania Katynia, którzy zginęli w tym samolocie. Jeśli myśli się w kategoriach „Katynia nr 2”, to jak można nie podkreślić historii ruchu na rzecz pamięci o Katyniu, który stał przecież za tą pielgrzymką – bez niego nie byłoby wyjazdów w to miejsce! Pokazuje to złożoność kwestii splatania się pamięci o Katyniu i pamięci o katastrofie smoleńskiej.

Czy katastrofa smoleńska stała się impulsem, by dowiedzieć się czegoś więcej o Katyniu?

Wydaje mi się, że może to być przedwczesne pytanie. Mógłbym zgodzić się ze stwierdzeniem, że katastrofa przyczyniła się do szerzenia debaty na temat Katynia, w tym sensie, że istniejące już wystawy, np. ta przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej Zagłada Polskich Elit. Akcja AB – Katyń prezentowana w różnych miejscach w Polsce trafia od 2010 r. do coraz szerszej publiczności. Więcej uwagi zaczęto poświęcać powstającej na terenie Cytadeli Warszawskiej nowej siedzibie Muzeum Katyńskiego. Wcześniejsza lokalizacja muzeum istniejącego od 1993 r. – w Forcie Czerniaków – zapewniała bardzo skromne warunki, niewspółmierne do wagi eksponowanego i opisywanego wydarzenia. Nowa siedziba nie została jeszcze otwarta. Było dla mnie czymś przykrym, gdy miała miejsce katastrofa w 2010 r. i nie było czynnego muzeum, które pośredniczyłoby w kontakcie polskiego społeczeństwa z naukowym opracowaniem zbrodni katyńskiej. Oczywiście IPN spełniał to zadanie bardzo dobrze, ale nie jest to instytucja, która zajmuje się tylko tym jednym wydarzeniem.

Dyskusja o Katyniu miała miejsce w czasie dwóch tygodni tuż po katastrofie smoleńskiej. Obecna pani prezes Federacji Rodzin Katyńskich Izabella Sariusz- -Skąpska została wówczas zaproszona jako córka ówczesnego prezesa – Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, który zginął w katastrofie – by wygłosić przemówienie podczas uroczystości żałobnych na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Przywołała wtedy słowa modlitwy: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”. Moim zdaniem to bardzo wymowne, że na jednej scenie z pełniącym obowiązki prezydenta Bronisławem Komorowskim stanęła osoba najbardziej kojarzona ze środowiskiem katyńskim.

Później Katyń wycofał się ponownie na zaplecze pamięci społecznej. Oczywiście od pewnego czasu katastrofa smoleńska dominuje w dyskursie politycznym, ale niekoniecznie wyraźnie jest w nim obecny Katyń. Nie jest to sprawa najwyższej wagi dla większości Polaków. Dla mnie zawsze było znaczące, że osoba przejeżdżająca przez Warszawę koniecznie musi pójść do Muzeum Powstania Warszawskiego. Natomiast dopiero od niedawna istnieje namiastka analogicznego miejsca – czasowa ekspozycja o Katyniu w siedzibie Muzeum Wojska Polskiego – do którego ktoś bez żadnej wiedzy z podstawowej faktografii o Katyniu może pójść i czegoś się dowiedzieć. Coraz więcej dostępnych jest publikacji naukowych, natomiast ich oddziaływanie zbrodni przez funkcjonariuszy NKWD to szczegóły – a przede wszystkim tożsamość i losy poszczególnych ofiar oraz ich rodzin – pozostają większości Polakom nieznane. W porównaniu z ukształtowaną społeczną świadomością na temat powstania warszawskiego Katyń pozostaje przede wszystkim hasłem, nie składa się nań suma bohaterskich losów konkretnych ludzi – Polaków. Ów stan rzeczy utrzymał się nawet po ukazaniu się filmu Andrzeja Wajdy. Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Historia zbrodni katyńskiej jest martyrologią, do której nie pasuje przymiotnik „bohaterska”. Oficerowie na rozkaz dowództwa złożyli broń, po czym zostali uwięzieni, głodzeni i potem straceni. Nie zginęli, walcząc z bronią w ręku. Zatem jak by Pan określił miejsce Katynia w polskiej pamięci zbiorowej? Tą kwestią zacząłem się interesować w 2007 r., kiedy ukazał się film Andrzeja Wajdy. Moją uwagę zwrócił fakt stopniowej zmiany w postrzeganiu Katynia w polskiej świadomości społecznej. Wyniki analiz Centrum Badań Opinii Społecznej (CBOS) opublikowane w raporcie w maju 2008 r., w porównaniu z tymi uzyskanymi w 1987 r., kiedy to 24% respondentów zadeklarowało, że słyszało wiele na temat zbrodni, a 18% przyznało, że nic nie wie na jej temat, wyniosły już odpowiednio: 49 i 7% badanych. Już od 1989 r. kształtował się ogólnopolski ruch poświęcony krzewieniu pamięci o Katyniu. Po upadku komunizmu wiedza o tym bestialskim mordzie zaczęła być przekazywana w szkolnictwie wolnej Polski oraz dyskutowana w polityce. Natomiast raz jeszcze podkreślę, że Katyń nie został włączony do wizji polskiej martyrologii na tej samej zasadzie co powstanie warszawskie. Zauważmy, że wśród ofiar nie mamy przekroju społeczeństwa polskiego, tak jak mamy w powstaniu. Osoby przekazujące pamięć o Katyniu, ale również każde kulturowe odbicie tego wydarzenia, jak np. wiersz Zbigniewa Herberta Guziki, zwracają uwagę na fakt, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji. Upowszechnił się język mówienia o społecznym pochodzeniu ofiar zbrodni, który po raz pierwszy zastosował Ławrientij Beria we wniosku o mord katyński. To postrzeganie jest wciąż silne, chociaż osłabło w dwóch momentach: po pierwsze, po ukazaniu się filmu Wajdy, po drugie, co okazało się dużo bardziej znaczące, po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. W tym drugim wypadku, przywołując wydarzenie z 1940 r., nie mówi się o ofiarach jako o przedstawicielach polskiej inteligencji – zaczęto patrzyć na tę grupę przez pryzmat całego narodu. To jest język, który wykrystalizował się podczas żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej i w czasie obchodów rocznicowych – tzw. Katyń nr 2, przyjmując niefortunne sformułowanie Lecha Wałęsy. I Katyń został włączony do polskiej narracji martyrologicznej. Wyobrażam sobie, że opowieść o samym wydarzeniu musiała zostać w tym celu przekształcona. Oczywiście. Dziś w świadomości społecznej bardzo trudno oddzielić Katyń od Smoleńska. Wiem, że ubolewają nad tym faktem niektórzy działacze ruchu pamięci, szczególnie przedstawiciele Federacji Rodzin Katyńskich. Nie taki był ich cel. Przebywałem w Warszawie w dniu katastrofy smoleńskiej i pamiętam, jak byłem oburzony, że tak mało uwagi poświęca się w mediach działaczom ruchu upamiętniania Katynia, którzy zginęli w tym samolocie. Jeśli myśli się w kategoriach „Katynia nr 2”, to jak można nie podkreślić historii ruchu na rzecz pamięci o Katyniu, który stał przecież za tą pielgrzymką – bez niego nie byłoby wyjazdów w to miejsce! Pokazuje to złożoność kwestii splatania się pamięci o Katyniu i pamięci o katastrofie smoleńskiej. Czy katastrofa smoleńska stała się impulsem, by dowiedzieć się czegoś więcej o Katyniu? Wydaje mi się, że może to być przedwczesne pytanie. Mógłbym zgodzić się ze stwierdzeniem, że katastrofa przyczyniła się do szerzenia debaty na temat Katynia, w tym sensie, że istniejące już wystawy, np. ta przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej Zagłada Polskich Elit. Akcja AB – Katyń prezentowana w różnych miejscach w Polsce trafia od 2010 r. do coraz szerszej publiczności. Więcej uwagi zaczęto poświęcać powstającej na terenie Cytadeli Warszawskiej nowej siedzibie Muzeum Katyńskiego. Wcześniejsza lokalizacja muzeum istniejącego od 1993 r. – w Forcie Czerniaków – zapewniała bardzo skromne warunki, niewspółmierne do wagi eksponowanego i opisywanego wydarzenia. Nowa siedziba nie została jeszcze otwarta. Było dla mnie czymś przykrym, gdy miała miejsce katastrofa w 2010 r. i nie było czynnego muzeum, które pośredniczyłoby w kontakcie polskiego społeczeństwa z naukowym opracowaniem zbrodni katyńskiej. Oczywiście IPN spełniał to zadanie bardzo dobrze, ale nie jest to instytucja, która zajmuje się tylko tym jednym wydarzeniem. Dyskusja o Katyniu miała miejsce w czasie dwóch tygodni tuż po katastrofie smoleńskiej. Obecna pani prezes Federacji Rodzin Katyńskich Izabella Sariusz- -Skąpska została wówczas zaproszona jako córka ówczesnego prezesa – Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, który zginął w katastrofie – by wygłosić przemówienie podczas uroczystości żałobnych na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Przywołała wtedy słowa modlitwy: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”. Moim zdaniem to bardzo wymowne, że na jednej scenie z pełniącym obowiązki prezydenta Bronisławem Komorowskim stanęła osoba najbardziej kojarzona ze środowiskiem katyńskim. Później Katyń wycofał się ponownie na zaplecze pamięci społecznej. Oczywiście od pewnego czasu katastrofa smoleńska dominuje w dyskursie politycznym, ale niekoniecznie wyraźnie jest w nim obecny Katyń. Nie jest to sprawa najwyższej wagi dla większości Polaków. Dla mnie zawsze było znaczące, że osoba przejeżdżająca przez Warszawę koniecznie musi pójść do Muzeum Powstania Warszawskiego. Natomiast dopiero od niedawna istnieje namiastka analogicznego miejsca – czasowa ekspozycja o Katyniu w siedzibie Muzeum Wojska Polskiego – do którego ktoś bez żadnej wiedzy z podstawowej faktografii o Katyniu może pójść i czegoś się dowiedzieć. Coraz więcej dostępnych jest publikacji naukowych, natomiast ich oddziaływanie zbrodni przez funkcjonariuszy NKWD to szczegóły – a przede wszystkim tożsamość i losy poszczególnych ofiar oraz ich rodzin – pozostają większości Polakom nieznane. W porównaniu z ukształtowaną społeczną świadomością na temat powstania warszawskiego Katyń pozostaje przede wszystkim hasłem, nie składa się nań suma bohaterskich losów konkretnych ludzi – Polaków. Ów stan rzeczy utrzymał się nawet po ukazaniu się filmu Andrzeja Wajdy. Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Historia zbrodni katyńskiej jest martyrologią, do której nie pasuje przymiotnik „bohaterska”. Oficerowie na rozkaz dowództwa złożyli broń, po czym zostali uwięzieni, głodzeni i potem straceni. Nie zginęli, walcząc z bronią w ręku. Zatem jak by Pan określił miejsce Katynia w polskiej pamięci zbiorowej? Tą kwestią zacząłem się interesować w 2007 r., kiedy ukazał się film Andrzeja Wajdy. Moją uwagę zwrócił fakt stopniowej zmiany w postrzeganiu Katynia w polskiej świadomości społecznej. Wyniki analiz Centrum Badań Opinii Społecznej (CBOS) opublikowane w raporcie w maju 2008 r., w porównaniu z tymi uzyskanymi w 1987 r., kiedy to 24% respondentów zadeklarowało, że słyszało wiele na temat zbrodni, a 18% przyznało, że nic nie wie na jej temat, wyniosły już odpowiednio: 49 i 7% badanych. Już od 1989 r. kształtował się ogólnopolski ruch poświęcony krzewieniu pamięci o Katyniu. Po upadku komunizmu wiedza o tym bestialskim mordzie zaczęła być przekazywana w szkolnictwie wolnej Polski oraz dyskutowana w polityce. Natomiast raz jeszcze podkreślę, że Katyń nie został włączony do wizji polskiej martyrologii na tej samej zasadzie co powstanie warszawskie. Zauważmy, że wśród ofiar nie mamy przekroju społeczeństwa polskiego, tak jak mamy w powstaniu. Osoby przekazujące pamięć o Katyniu, ale również każde kulturowe odbicie tego wydarzenia, jak np. wiersz Zbigniewa Herberta Guziki, zwracają uwagę na fakt, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji. Upowszechnił się język mówienia o społecznym pochodzeniu ofiar zbrodni, który po raz pierwszy zastosował Ławrientij Beria we wniosku o mord katyński. To postrzeganie jest wciąż silne, chociaż osłabło w dwóch momentach: po pierwsze, po ukazaniu się filmu Wajdy, po drugie, co okazało się dużo bardziej znaczące, po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. W tym drugim wypadku, przywołując wydarzenie z 1940 r., nie mówi się o ofiarach jako o przedstawicielach polskiej inteligencji – zaczęto patrzyć na tę grupę przez pryzmat całego narodu. To jest język, który wykrystalizował się podczas żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej i w czasie obchodów rocznicowych – tzw. Katyń nr 2, przyjmując niefortunne sformułowanie Lecha Wałęsy. I Katyń został włączony do polskiej narracji martyrologicznej. Wyobrażam sobie, że opowieść o samym wydarzeniu musiała zostać w tym celu przekształcona. Oczywiście. Dziś w świadomości społecznej bardzo trudno oddzielić Katyń od Smoleńska. Wiem, że ubolewają nad tym faktem niektórzy działacze ruchu pamięci, szczególnie przedstawiciele Federacji Rodzin Katyńskich. Nie taki był ich cel. Przebywałem w Warszawie w dniu katastrofy smoleńskiej i pamiętam, jak byłem oburzony, że tak mało uwagi poświęca się w mediach działaczom ruchu upamiętniania Katynia, którzy zginęli w tym samolocie. Jeśli myśli się w kategoriach „Katynia nr 2”, to jak można nie podkreślić historii ruchu na rzecz pamięci o Katyniu, który stał przecież za tą pielgrzymką – bez niego nie byłoby wyjazdów w to miejsce! Pokazuje to złożoność kwestii splatania się pamięci o Katyniu i pamięci o katastrofie smoleńskiej. Czy katastrofa smoleńska stała się impulsem, by dowiedzieć się czegoś więcej o Katyniu? Wydaje mi się, że może to być przedwczesne pytanie. Mógłbym zgodzić się ze stwierdzeniem, że katastrofa przyczyniła się do szerzenia debaty na temat Katynia, w tym sensie, że istniejące już wystawy, np. ta przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej Zagłada Polskich Elit. Akcja AB – Katyń prezentowana w różnych miejscach w Polsce trafia od 2010 r. do coraz szerszej publiczności. Więcej uwagi zaczęto poświęcać powstającej na terenie Cytadeli Warszawskiej nowej siedzibie Muzeum Katyńskiego. Wcześniejsza lokalizacja muzeum istniejącego od 1993 r. – w Forcie Czerniaków – zapewniała bardzo skromne warunki, niewspółmierne do wagi eksponowanego i opisywanego wydarzenia. Nowa siedziba nie została jeszcze otwarta. Było dla mnie czymś przykrym, gdy miała miejsce katastrofa w 2010 r. i nie było czynnego muzeum, które pośredniczyłoby w kontakcie polskiego społeczeństwa z naukowym opracowaniem zbrodni katyńskiej. Oczywiście IPN spełniał to zadanie bardzo dobrze, ale nie jest to instytucja, która zajmuje się tylko tym jednym wydarzeniem. Dyskusja o Katyniu miała miejsce w czasie dwóch tygodni tuż po katastrofie smoleńskiej. Obecna pani prezes Federacji Rodzin Katyńskich Izabella Sariusz- -Skąpska została wówczas zaproszona jako córka ówczesnego prezesa – Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, który zginął w katastrofie – by wygłosić przemówienie podczas uroczystości żałobnych na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Przywołała wtedy słowa modlitwy: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”. Moim zdaniem to bardzo wymowne, że na jednej scenie z pełniącym obowiązki prezydenta Bronisławem Komorowskim stanęła osoba najbardziej kojarzona ze środowiskiem katyńskim. Później Katyń wycofał się ponownie na zaplecze pamięci społecznej. Oczywiście od pewnego czasu katastrofa smoleńska dominuje w dyskursie politycznym, ale niekoniecznie wyraźnie jest w nim obecny Katyń. Nie jest to sprawa najwyższej wagi dla większości Polaków. Dla mnie zawsze było znaczące, że osoba przejeżdżająca przez Warszawę koniecznie musi pójść do Muzeum Powstania Warszawskiego. Natomiast dopiero od niedawna istnieje namiastka analogicznego miejsca – czasowa ekspozycja o Katyniu w siedzibie Muzeum Wojska Polskiego – do którego ktoś bez żadnej wiedzy z podstawowej faktografii o Katyniu może pójść i czegoś się dowiedzieć. Coraz więcej dostępnych jest publikacji naukowych, natomiast ich oddziaływanie zbrodni przez funkcjonariuszy NKWD to szczegóły – a przede wszystkim tożsamość i losy poszczególnych ofiar oraz ich rodzin – pozostają większości Polakom nieznane. W porównaniu z ukształtowaną społeczną świadomością na temat powstania warszawskiego Katyń pozostaje przede wszystkim hasłem, nie składa się nań suma bohaterskich losów konkretnych ludzi – Polaków. Ów stan rzeczy utrzymał się nawet po ukazaniu się filmu Andrzeja Wajdy. Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się stało. Historia zbrodni katyńskiej jest martyrologią, do której nie pasuje przymiotnik „bohaterska”. Oficerowie na rozkaz dowództwa złożyli broń, po czym zostali uwięzieni, głodzeni i potem straceni. Nie zginęli, walcząc z bronią w ręku. Zatem jak by Pan określił miejsce Katynia w polskiej pamięci zbiorowej? Tą kwestią zacząłem się interesować w 2007 r., kiedy ukazał się film Andrzeja Wajdy. Moją uwagę zwrócił fakt stopniowej zmiany w postrzeganiu Katynia w polskiej świadomości społecznej. Wyniki analiz Centrum Badań Opinii Społecznej (CBOS) opublikowane w raporcie w maju 2008 r., w porównaniu z tymi uzyskanymi w 1987 r., kiedy to 24% respondentów zadeklarowało, że słyszało wiele na temat zbrodni, a 18% przyznało, że nic nie wie na jej temat, wyniosły już odpowiednio: 49 i 7% badanych. Już od 1989 r. kształtował się ogólnopolski ruch poświęcony krzewieniu pamięci o Katyniu. Po upadku komunizmu wiedza o tym bestialskim mordzie zaczęła być przekazywana w szkolnictwie wolnej Polski oraz dyskutowana w polityce. Natomiast raz jeszcze podkreślę, że Katyń nie został włączony do wizji polskiej martyrologii na tej samej zasadzie co powstanie warszawskie. Zauważmy, że wśród ofiar nie mamy przekroju społeczeństwa polskiego, tak jak mamy w powstaniu. Osoby przekazujące pamięć o Katyniu, ale również każde kulturowe odbicie tego wydarzenia, jak np. wiersz Zbigniewa Herberta Guziki, zwracają uwagę na fakt, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji. Upowszechnił się język mówienia o społecznym pochodzeniu ofiar zbrodni, który po raz pierwszy zastosował Ławrientij Beria we wniosku o mord katyński. To postrzeganie jest wciąż silne, chociaż osłabło w dwóch momentach: po pierwsze, po ukazaniu się filmu Wajdy, po drugie, co okazało się dużo bardziej znaczące, po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. W tym drugim wypadku, przywołując wydarzenie z 1940 r., nie mówi się o ofiarach jako o przedstawicielach polskiej inteligencji – zaczęto patrzyć na tę grupę przez pryzmat całego narodu. To jest język, który wykrystalizował się podczas żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej i w czasie obchodów rocznicowych – tzw. Katyń nr 2, przyjmując niefortunne sformułowanie Lecha Wałęsy. I Katyń został włączony do polskiej narracji martyrologicznej. Wyobrażam sobie, że opowieść o samym wydarzeniu musiała zostać w tym celu przekształcona. Oczywiście. Dziś w świadomości społecznej bardzo trudno oddzielić Katyń od Smoleńska. Wiem, że ubolewają nad tym faktem niektórzy działacze ruchu pamięci, szczególnie przedstawiciele Federacji Rodzin Katyńskich. Nie taki był ich cel. Przebywałem w Warszawie w dniu katastrofy smoleńskiej i pamiętam, jak byłem oburzony, że tak mało uwagi poświęca się w mediach działaczom ruchu upamiętniania Katynia, którzy zginęli w tym samolocie. Jeśli myśli się w kategoriach „Katynia nr 2”, to jak można nie podkreślić historii ruchu na rzecz pamięci o Katyniu, który stał przecież za tą pielgrzymką – bez niego nie byłoby wyjazdów w to miejsce! Pokazuje to złożoność kwestii splatania się pamięci o Katyniu i pamięci o katastrofie smoleńskiej. Czy katastrofa smoleńska stała się impulsem, by dowiedzieć się czegoś więcej o Katyniu? Wydaje mi się, że może to być przedwczesne pytanie. Mógłbym zgodzić się ze stwierdzeniem, że katastrofa przyczyniła się do szerzenia debaty na temat Katynia, w tym sensie, że istniejące już wystawy, np. ta przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej Zagłada Polskich Elit. Akcja AB – Katyń prezentowana w różnych miejscach w Polsce trafia od 2010 r. do coraz szerszej publiczności. Więcej uwagi zaczęto poświęcać powstającej na terenie Cytadeli Warszawskiej nowej siedzibie Muzeum Katyńskiego. Wcześniejsza lokalizacja muzeum istniejącego od 1993 r. – w Forcie Czerniaków – zapewniała bardzo skromne warunki, niewspółmierne do wagi eksponowanego i opisywanego wydarzenia. Nowa siedziba nie została jeszcze otwarta. Było dla mnie czymś przykrym, gdy miała miejsce katastrofa w 2010 r. i nie było czynnego muzeum, które pośredniczyłoby w kontakcie polskiego społeczeństwa z naukowym opracowaniem zbrodni katyńskiej. Oczywiście IPN spełniał to zadanie bardzo dobrze, ale nie jest to instytucja, która zajmuje się tylko tym jednym wydarzeniem. Dyskusja o Katyniu miała miejsce w czasie dwóch tygodni tuż po katastrofie smoleńskiej. Obecna pani prezes Federacji Rodzin Katyńskich Izabella Sariusz- -Skąpska została wówczas zaproszona jako córka ówczesnego prezesa – Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, który zginął w katastrofie – by wygłosić przemówienie podczas uroczystości żałobnych na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Przywołała wtedy słowa modlitwy: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”. Moim zdaniem to bardzo wymowne, że na jednej scenie z pełniącym obowiązki prezydenta Bronisławem Komorowskim stanęła osoba najbardziej kojarzona ze środowiskiem katyńskim. Później Katyń wycofał się ponownie na zaplecze pamięci społecznej. Oczywiście od pewnego czasu katastrofa smoleńska dominuje w dyskursie politycznym, ale niekoniecznie wyraźnie jest w nim obecny Katyń. Nie jest to sprawa najwyższej wagi dla większości Polaków. Dla mnie zawsze było znaczące, że osoba przejeżdżająca przez Warszawę koniecznie musi pójść do Muzeum Powstania Warszawskiego. Natomiast dopiero od niedawna istnieje namiastka analogicznego miejsca – czasowa ekspozycja o Katyniu w siedzibie Muzeum Wojska Polskiego – do którego ktoś bez żadnej wiedzy z podstawowej faktografii o Katyniu może pójść i czegoś się dowiedzieć. Coraz więcej dostępnych jest publikacji naukowych, natomiast ich oddziaływanie jest znikome w porównaniu z potencjałem przestrzeni muzealnej.

W jaki sposób opisałby Pan środowisko, które kultywowało pamięć o Katyniu?

Środowisko to wyłoniło się z poszczególnych rodzin ofiar zbrodni katyńskiej – dzieci, wnuków, wdów po ofiarach – na przełomie lat 50. i 60. zaczęły tworzyć lokalne, nieformalne sieci współpracy. Czytałem w IPN teczki dotyczące prowadzonych przez Służbę Bezpieczeństwa obserwacji i przesłuchań krewnych ofiar, którzy co roku w kwietniu, w niektórych przypadkach począwszy od końca lat 50., stawiali małe drewniane krzyże na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Opozycja polityczna końca lat 70. oraz okresu solidarnościowego, mam na myśli m.in. Instytut Katyński, Komitet Katyński, znacznie zwiększyła liczbę praktyk związanych z krzewieniem pamięci o Katyniu. Po delegalizacji Solidarności wciąż byli ludzie, którzy pisali o historii tego mordu, starali się ustalić faktografię, rozpowszechnić tę wiedzę w Polsce. Wśród nich byli: Jerzy Łojek, Adam Macedoński, Stefan Melak, ks. Wacław Karłowicz i ks. Stefan Niedzielak. Środowisko zyskało kształt formalnej struktury o zasięgu ogólnopolskim dopiero na przełomie lat 80. i 90.

Ważną rolę odegrał też Kościół katolicki. Ogromne miał w tym zasługi pierwszy kapelan Rodzin Katyńskich, jak go nieformalnie tytułowano, ks. Stefan Niedzielak, zamordowany jako jeden z ostatnich duchownych przez Służbę Bezpieczeństwa w 1989 r.

Na temat sprawy katyńskiej przeprowadziłem rozmowę z gen. Czesławem Kiszczakiem, który podkreślił, że jednym z jego pierwszych kroków podjętych na stanowisku ministra w rządzie Tadeusza Mazowieckiego było zwrócenie archidiecezji krakowskiej dokumentacji związanej ze zbrodnią. Po wojnie to do niej trafiły przedmioty pozostałe po ofiarach i niemiecka dokumentacja badań, w których uczestniczyli Polacy, co następnie zabrało UB. Decyzja Kiszczaka miała pokazać, że w Polsce następują przemiany polityczne.

O Katyniu pisano już od końca lat 40. poza granicami Polski – najpierw w Londynie, potem także w Stanach Zjednoczonych. W 1962 r. żołnierz Armii Krajowej, profesor m.in. Uniwersytetu Princeton i w Claremont Janusz K. Zawodny wydał w Stanach swą wielką książkę Death in the Forest („Śmierć w lesie”; pierwsze polskie wydanie ukazało się w 1989 r. zatytułowane Katyń), w której opisał historię jedynego znanego w owym czasie miejsca kaźni.

Pamięć ta była ograniczona do wąskiego środowiska.

Powiedziałbym w ten sposób – trzeba tutaj odróżnić pamięć w sensie świadomości od hasła „Katyń”. Hasło, owszem, było powszechnie znane, ale nie każdy wiedział, co ono oznacza. Wiadomo było, że Katyń ma po prostu wydźwięk antykomunistyczny, i wielu to wystarczało. Natomiast większa świadomość zbrodni katyńskiej była ograniczona do tworzącego się wówczas środowiska katyńskiego, inteligencji, i to w większym stopniu w miejscowościach, skąd pochodziły ofiary. To naturalne, że tam powszechniejsza była wiedza o powodach zniknięcia oficerów i o ich dalszych losach niż w pozostałych częściach Polski. Oczywiście konsekwencją paktu Ribbentrop– Mołotow było to, że zginęło dużo więcej osób ze środkowej i wschodniej części Polski.

Co się zmieniło dla ruchu katyńskiego po 1989 r.?

Po 1989 r. w ruch poza krewnymi ofiar zaczęli angażować się politycy i znani intelektualiści, od Jana Olszewskiego po Jacka Trznadla, których motywacją było kształtowanie większej świadomości społecznej na temat Katynia. Nieraz działalność ta miała związek z polityką międzynarodową państwa polskiego, jak np. w kwestii, w jaki sposób prowadzić rozmowy z Rosją, by udostępniła dokumenty bądź by doszło do polsko-rosyjskiego porozumienia w stylu tego, które nastąpiło między Polską a Niemcami.

Dla części środowiska ważna była również sprawa potencjalnej finansowej rekompensaty ze strony Rosji, ale też prawnego uznania ofiar zbrodni katyńskiej, tak by Rosja zmieniła ich status i żeby w aktach prawnych nie byli zapisani jako przestępcy.

Myślę, że momentem krytycznym dla tego środowiska było ukazanie się wspomnianego już filmu Wajdy. Trzeba pamiętać, że reżyser ten był współzałożycielem Federacji Rodzin Katyńskich; jego ojciec zginął w Charkowie.

Kolejnym istotnym wydarzeniem była katastrofa smoleńska. Spora część środowiska poniosła w niej śmierć, głównie osoby pracujące dla państwa polskiego, na które środowisko mogło liczyć od lat. Mam tu na myśli głównie Andrzeja Przewoźnika, ówczesnego sekretarza generalnego Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który przekonywał o potrzebie budowy cmentarzy w Charkowie i Miednoje, zbierał na ten cel fundusze, promował tę ideę wśród polityków kilku kolejnych polskich rządów. Moim zdaniem jego śmierć zahamowała rozwój pamięci publicznej o Katyniu. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wciąż istnieje. Posadę sekretarza przejął Andrzej Krzysztof Kunert, który rzetelnie pracuje nad krzewieniem wiedzy o tych tragicznych wydarzeniach. Natomiast nastąpiła zmiana – głównie pokoleniowa – jeśli chodzi o inne instytucje środowiska katyńskiego, którym coraz trudniej jest wyłonić koherentny program na wzór inicjatyw lat 90.

Skoro status zbrodni w Katyniu wciąż jest niejasny, a korpus dokumentów niepełny, to trudno stworzyć narrację pamięci o tym wydarzeniu. Czy można założyć, że dopiero gdy luki te zostaną uzupełnione, łatwiej będzie jej się przebić do świadomości większej liczby ludzi?

Od dawna się nad tym zastanawiam. Kiedyś odpowiedziałbym na to pytanie: „tak”. Dziś powiedziałbym jednak: mimo że nie można zamknąć kwestii liczby i miejsc kaźni, to w końcu zasadnicza narracja o Katyniu ma już 50 lat. Mam tutaj na myśli wspomnianą książkę Zawodnego. A właściwie należałoby powiedzieć, że pamięć ta istnieje od momentu odkrycia masowych grobów w lesie katyńskim w 1943 r.

Idea, że musimy wszystko wiedzieć, byśmy mogli sterować pamięcią, jest mało realna. Nigdy się wszystkiego nie wie na temat danej zbrodni czy innego punktu odniesienia pamięci historycznej. Mimo wszystko pamięć się kształtuje. Wysiłki środowiska katyńskiego, w szczególności w latach 90. ubiegłego wieku i w pierwszym dziesięcioleciu obecnego stulecia, są na to bardzo dobrym dowodem.

Ważną kwestią jest jeszcze wola polityczna. W czasach prezydentury Borysa Jelcyna nastąpił moment, kiedy bardzo dużo mówiło się o Katyniu w kontekście poprawy relacji polsko-rosyjskich. Natomiast – mimo istnienia Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych – nie można mówić o chęci podjęcia współpracy w zakresie krzewienia pamięci o Katyniu za rządów prezydenta Władimira Putina. Stowarzyszenie Memoriał, które istnieje w Rosji od 1987 r. i skupia ludzi bardzo aktywnie działających na rzecz informowania nie tylko o sprawie katyńskiej, ale i o innych represjach stalinowskich, podkreśla, jak od lat rząd Putina utrudnia jego członkom pracę, wręcz gnębiąc historyków związanych ze Stowarzyszeniem.

Prawdopodobnie zwyczajny człowiek z nowych dokumentów o samej zbrodni już się niczego nowego nie dowie. Natomiast fakt udostępniania materiałów ma także zasadniczny polityczny wydźwięk, pokazujący, że ktoś u władzy zdecydował, że czyni kolejny krok na drodze krzewienia pamięci o Katyniu. Mam wrażenie, że proces ten w relacjach polsko-rosyjskich w tej chwili wyhamował.

Wychodząc poza kontekst Polski, a patrząc z perspektywy regionu i globu, czy Katyń jest obecny w pamięci o II wojnie światowej i zbrodniach sowieckich?

Kiedyś był jak najbardziej obecny. Bo słowo „Katyń” było hasłem zimnowojennym. Głównie za sprawą polskiej emigracji istniała pewna świadomość o Katyniu w anglojęzycznych krajach. W przypadku Wielkiej Brytanii jednak w ogóle nie zezwolono na ukształtowanie się oficjalnej pamięci o Katyniu ani na włączanie go do narracji o II wojnie światowej. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, jest to dość skomplikowany przypadek. Z jednej strony, istniała komisja śledcza Maddena powołana w 1951 r., która przez dwa lata zbierała wszystkie dostępne materiały na ten temat i m.in. dzięki nim 10 lat później Zawodny mógł napisać swoją książkę Z drugiej strony, w USA, jak widzimy w dokumentach odtajnionych jesienią 2012 r. przez amerykańskie Archiwum Narodowe, ograniczano dostęp do materiałów reprezentantom środowisk domagających się prawdy o Katyniu. W ten sposób tłumiono dyskusję na szczeblu oficjalnym nie tylko podczas wojny, ale jeszcze w latach 50. Do dziś niezrozumiałe jest, jakie wiązano z tym nadzieje, skoro już wiadomo było, że Stany i Związek Radziecki są sobie przeciwstawione z całym arsenałem nuklearnym – że jest zimna wojna.

Natomiast w środowisku naukowym, a szczególnie po ukazaniu się książki Zawodnego, Katyń oznaczał sowiecki totalitaryzm. Po 1991 r. zaczął stanowić niezwykle złożoną kwestię. Z jednej strony, ukazują się książki w języku angielskim, francuskim, niemieckim. Z drugiej, wraz z oddaleniem się w przeszłość czasów zimnej wojny wiedza o tych tragicznych wydarzeniach coraz częściej ogranicza się do osób wykształconych w latach trwania zimnej wojny, a zatem mających dziś co najmniej 50 lat. Widzę po moich studentach, jak trudno przekazać taką wiedzę kolejnym pokoleniom młodych Amerykanów, dla których nie tylko zimna wojna jest abstrakcją, lecz także fakt istnienia państwa totalitarnego.

Moim zdaniem świadomość międzynarodowa o Katyniu zarówno w czasie zimnowojennym, jak i współczesna odzwierciedla sposób, w jaki USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy postrzegają Rosję, a niekoniecznie Polskę – to, na ile Związek Radziecki był totalitarny, na ile dzisiejsza Rosja jest autorytarna. Podobnie jak w przypadku polskiej pamięci, wydarzenia z 1940 r. stały się sprawą drugorzędną wobec kwestii, jak Rosja zachowuje się na arenie międzynarodowej. Chyba że mówimy o środowiskach naukowych lub osobach pochodzenia polskiego, które a priori zainteresowane są przebiegiem zdarzeń samej zbrodni.

Z perspektywy Polski pozytywnym wyznacznikiem świadomości międzynarodowej o Katyniu była nominacja Katynia Wajdy do Oscara. Niestety, w Stanach Zjednoczonych dystrybucja od samego początku źle funkcjonowała. Wajda słusznie narzekał, że przez dwa lata od ukazania się filmu w Polsce niemal niemożliwe było zobaczenie go w kinie amerykańskim. Jednym z zarzutów wobec filmu Wajdy było to, że skupił się na przedstawieniu jedynie ofiar katolików. Wydaje mi się, że badania na temat osób innych wyznań, które zginęły w zbrodni katyńskiej, prawie nie istnieją. Kwestia ta jest jakby wyłączona z ogólnej narracji. Nie ujmowałbym tego jednak jako przeciwstawienie narracji niekatolickiej i katolickiej, lecz raczej jako w ogóle homogenizację obrazu tego, kto tam zginął. Tutaj trzeba przejść do poziomu ruchu katyńskiego, by zdobyć większą wiedzę o tym, kto ginął, jakie społeczne podłoże reprezentowały te osoby. Podam przykład. Katolickie Stowarzyszenie Parafiada pod honorowym patronatem Lecha Kaczyńskiego zainicjowało w 2009 r. kampanię sadzenia „Dębów Pamięci” dedykowanych konkretnym ludziom. Idea była taka, by gimnazjaliści i licealiści badali życiorysy i wczuli się w osobowość ofiar. To jest coś, co może budować pamięć o tych ludziach. Niestety, ta inicjatywa stanęła w miejscu po katastrofie, w której zginął założyciel Parafiady – o. Józef Joniec.

W dokumentach z amerykańskich archiwów odtajnionych we wrześniu 2012 r. można m.in. przeczytać, że administracja Roosevelta wiedziała, kto stoi za zbrodnią w Katyniu. Czy to nie jest kolejny rozdział historii ukazujący brak ingerencji aliantów, jeśli chodzi o zbrodnie dokonywane przez oba totalitaryzmy?

Potrzebny jest tutaj kontekst. Jałta jest oczywiście klasycznym – i słusznym – oskarżeniem o sprzedanie Polski przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę ówczesną sytuację geopolityczną, można zrozumieć kalkulacje Winstona Churchilla czy Franklina D. Roosevelta, a później Harry’ego Trumana. Dla mnie najciekawsze w tych niedawno odtajnionych dokumentach jest to, że można na nie spojrzeć jak na kolejny dowód pokazujący bardziej szczegółowo, w jakim stopniu siły zachodnie wycofały się z jakiegokolwiek wsparcia dla Polski, od 1943 r. począwszy.

Czy w zbrodni katyńskiej jest coś uniwersalnego, zrozumiałego poza polskim kontekstem?

Nie mam co do tego wątpliwości. Można tutaj wymienić: kwestie związane z badaniem mordów masowych, to, jak się tworzy narracje historyczne, zarówno narodowe, jak i międzynarodowe, na temat mordów masowych, jak to się przekłada na konkretne rozwiązania polityczne, dyplomatyczne, prawne czy nawet na pisanie podręczników szkolnych. Oczywiście faktografia Katynia ma swoją specyfikę, ale nie ma powodu nie włączać Katynia w dyskusję na temat Jugosławii, Darfuru, Rwandy. Inaczej mówiąc: osoby zajmujące się ludobójstwami w Afryce, Azji czy innymi jego przypadkami mogą się dużo nauczyć od sprawy katyńskiej mimo jej specyfiki. Szczególnie w tym aspekcie, co zrobić potem, kiedy jest to sprawa nie do końca zamknięta, wciąż żywa – jak wynika to z naszej rozmowy.

Jak Pan ocenia niekorzystną dla Rodzin Katyńskich decyzję Trybunału w Strasburgu w sprawie Katynia, która zapadła w październiku ubiegłego roku?

Należy zaznaczyć, iż jedynie mała grupa członków Rodzin zdecydowała się złożyć skargę. W tej sprawie chodziło przede wszystkim o to, aby zmusić Rosję do odtajnienia dokumentów śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej przerwanego i utajnionego za prezydentury Putina, w tym i samego uzasadnienia wniosku o ich utajnienie. Celem było zobowiązanie Rosji do pełnego wyjaśnienia i prawnego wcielenia w życie wcześniejszych – jedynie politycznych – deklaracji o odpowiedzialności ZSRR za zbrodnię katyńską składanych przez prezydentów: Jelcyna, Putina czy Miedwiediewa.

Ponieważ ustawa o Europejskiej Konwencji Praw Człowieka weszła w życie w 1950 r., a Rosja ratyfikowała ją w 1998 r., sprawa wydawała się z góry skazana na niepowodzenie, bo zbrodnia katyńska poprzedziła oba te wydarzenia. Jednak wybitnie ciekawą i przekonywającą argumentację przedstawił prof. Ireneusz Kamiński, pełnomocnik członków Rodzin Katyńskich przed Trybunałem. Na mocy art. 2 Konwencji, gwarantującego prawo do życia, oraz art. 3, zabraniającego nieludzkiego bądź poniżającego traktowania, dowodził w skardze, iż Rosja, przerywając i zatajając śledztwo, potraktowała rodziny ofiar w nieludzki sposób, a w dodatku dopuściła się zanegowania faktu wykroczenia przeciwko uniwersalnemu prawu do życia, którego dopuściły się oficjalne organy ZSRR, dokonując tego mordu.

We wcześniejszej instancji przyznano skarżącym rację w sprawie art. 3. Jednak sprawa trafiła następnie przed 17 sędziów Wielkiej Izby Trybunału, którzy wydali wyrok odrzucający skargi dotyczące art.: 2 i 3, uznając jedynie wykroczenie Rosji względem art. 38, czyli tego, że Rosja nie dostarczyła Trybunałowi dokumentów, których domagano się w toku prowadzonej sprawy.

Z punktu widzenia prawa europejskiego jest to wielka klęska Trybunału, który – czy to z braku prawnych kompetencji, wskutek politycznych kalkulacji czy też przesadnej ostrożności – nie tylko przekreślił sprawę katyńską na arenie europejskiej, ale ustanowił zły precedens. W złożonej skardze powoływano się na przykłady decyzji międzynarodowych trybunałów, jak np. Międzyamerykańskiego Trybunału Praw Człowieka, które ze względu na powagę sprawy wydawały decyzje w sprawach mających korzenie w latach przed ustanowieniem ich założycielskiego prawa. Zresztą czterech sędziów publikujących odrębną od pozostałych opinię stwierdziło, iż taki wyrok pozostaje w sprzeczności z założeniami Trybunału jako „sądu, który będzie działał jako sumienie Europy”. Przekonuje mnie zatem analiza prof. Kamińskiego, który stwierdził, że właśnie obawa przed precedensem mogła skłonić Wielką Izbę do wydania negatywnego wyroku. Chodziłoby zatem przede wszystkim o wstrzymanie potencjalnej lawiny podobnych spraw odnoszących się bądź do innych zbrodni komunistycznych, bądź – w przypadku byłych europejskich mocarstw imperialnych – zbrodni imperialnych, np. Francji w Algierii czy Portugalii w Angoli.

.

PIOTR H. KOSICKI – prof. na Wydziale Historii Uniwersytetu Maryland w USA. Tytuł dr. nauk historycznych uzyskał na Uniwersytecie Princeton. Autor wielu publikacji naukowych, redaktor czterech prac zbiorowych. Obecnie pracuje nad dwoma monografiami: Between Christ and Lenin. A European History of Poland, Catholicism, and the Social Question, 1891–1991 oraz Rewolucyjni katolicy. Personalizm, socjalizm i europejskie więzi polskiej inteligencji katolickiej, 1939–1956. Współpracuje z „Kulturą Liberalną” i „Więzią”

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata