70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Historia z wódką

W społeczeństwie tradycyjnym istniało bardzo wyraźne zróżnicowanie regionalne pod względem zwyczajów biesiadowania, ale także zróżnicowanie społeczne. Jeśli chcemy wyobrazić sobie życie tradycyjnej wsi, to sięgnijmy do XIX-wiecznych prac etnograficznych Oskara Kolberga. Proszę zobaczyć, ile tam jest opowieści, bajek, przypowieści. Kultura biesiadna nie jest tylko kulturą alkoholu, ale śpiewu, tańca i opowieści.

Marta Duch-Dyngosz: Kultura picia alkoholu ma w Polsce swoją historię. Gdy wznosimy toast: „Strzemiennego!”, odwołujemy się do jednego ze zwyczajów staropolskiej gościnności – kieliszkiem wódki żegnano dworskich gości. Czy alkohol zajmuje wyjątkowe miejsce w naszej kulturze?

Krzysztof Zamorski: Zacznijmy od tego, że nie ma cywilizacji człowieka bez alkoholu. Europę możemy wyraźnie podzielić na dwie strefy kulturowe: wina i piwa. Polska, leżąc na północy kontynentu, wpisuje się w tę drugą strefę. Właściwie do czasów nowożytnych piwo i miód stanowiły dwa najpopularniejsze trunki w naszym państwie. Trzeba zaznaczyć, że były one po prostu ważne w życiu codziennym. Nie znano wówczas herbaty ani kawy. Posiłki spożywano, popijając piwem bądź miodem. Miód służył do przygotowania rozlicznych potraw. Dziś przypuszczamy, że Słowianie potrafili sycić go w sposób nieprawdopodobny, uzyskując wysokoprocentowy trunek.

Skąd zatem wzięła się wódka?

Technologię produkcji wódki opanowano najprawdopodobniej na początku V w. Jako lekarstwo znali ją dobrze Arabowie. Do Europy trafiła w czasie wypraw krzyżowych. Była to wódka wytwarzana z owoców; przykładem może być znana już w XII w. włoska grappa – destylat na bazie wytłoków i pestek winogron.

Do Polski wódka przybyła z Niemiec, w których to najprawdopodobniej w XIV w. opanowano technologię produkcji tego trunku na bazie zbóż. Zwano ją tam „wodą życia” (aqua vita – polska okowita), wierząc w jej lecznicze właściwości i przypisując wódce dar przedłużania życia.

Nazwa „wódka” pojawi się w polskim słownictwie stosunkowo wcześnie, bo już na początku XV w. Upowszechni się jednak dopiero w XVI stuleciu.

Musimy też pamiętać, że w języku staropolskim mówiono na nią „gorzałka”. Źródłosłów jest związany z technologią jej wytwarzania – „w gorzelni”, jednakże w Encyklopedii staropolskiej Zygmunt Gloger za polskim pisarzem gospodarczym XVII w. Jakubem Haurem przytacza inne wyjaśnienie. Trzeba przyznać, że nie można odmówić Haurowi fantazji. Pewien człowiek miał się jakoby bawić paleniem gorzałki. Zajęcie to tak go wciągnęło, że utracił hamulce w spożywaniu tego płynu. Przez zbyteczne zażywanie wódka miała się w nim zająć, przez co zgorzał – stąd i nazwa. Wspomniany Gloger wymienia znane w epoce staropolskiej różne gatunki wódki, m.in.: alembikowa, szumówka, wódki zaprawiane – korzenna, alkiermesowa, cynamonka, karolkowa (czyli kminkówka), piołunówka, białomorwówka, cytwarowa, kurdybanowa, na tatarak nalewana i konwalię, goździkówka itd.

Jak to się stało, że ten mocny napitek zyskał tak wielką przychylność polskiego społeczeństwa?

Kwestię spożywania alkoholu musimy widzieć w relacji do kultury oraz historii społecznej i gospodarczej. W Polsce wódka upowszechni się w II połowie wieku XVII, stając się w ciągu XVIII w. podstawowym obok piwa produktem przetwórstwa rolnego naszych folwarków. W zasadzie nie ma folwarku bez browaru i gorzelni. Jak to się stało?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy sięgnąć do powszechnych dziejów gospodarczych. W Europie w połowie XVII w. doszło do zmiany cywilizacyjnej. W czasie wielkiego kryzysu gospodarczego centrum cywilizacyjne w sensie Braudelowskim1 wyraźnie osadza się w Europie Zachodniej. Funkcję tę przestaje pełnić Południe. Europa wtedy wyraźnie „pękła” pod względem zaawansowania procesów cywilizacyjnych wzdłuż linii Łaby na dwie części: rozwiniętą Europę Zachodnią i zacofaną Europę Wschodnią.

Do tej pory podstawą szlacheckiej gospodarki był eksport zboża. Korzystała z niego głównie Holandia, która gromadziła jego zapasy na gorszy czas. W XVI w. Holendrzy na tyle poprawili technologię produkcji żywności, że mogli sami wyprodukować bez problemu duże ilości zboża. W następnym wieku stali się prekursorami rewolucji agrarnej, np. poziom melioracji gruntów pod koniec XVII stulecia odpowiadał temu, który osiągnęliśmy w Polsce w połowie wieku XX. Spadł zatem popyt na nasz produkt i z wielkiego kryzysu europejskiego połowy XVII stulecia, któremu w przypadku Polski i Litwy towarzyszyły poważne problemy polityczne (wojny połowy stulecia), gospodarka Rzeczypospolitej wyszła w opłakanym stanie. Chroniczny brak kapitału i niezdolność do zmiany profilu podstawowej produkcji (dalsze oparcie jej na produkcji zbożowej, w której dominowało żyto) przy ograniczeniach eksportu przyczyniły się do powstania nadwyżek właśnie w produkcji zbóż.

Gospodarka szlachecka znalazła się z tego powodu w bardzo trudnej sytuacji. To, co do połowy XVII w. stanowiło podstawowe źródło dochodu szlachty, zaczęło bardzo szybko się kurczyć. Szlachta gwałtownie potrzebowała czegoś, co pozwoliłoby zrekompensować te nieoczekiwane straty. Wiemy, że dostępne były zapasy zboża, szczególnie żyta – bardzo dobrego surowca do produkcji wódki. I tak, obok browarów, pojawiły się gorzelnie, w których pod koniec XVII i w XVIII w. zaczęto produkować bardzo duże ilości mocnego trunku. Niektórzy historycy wiążą ten fakt z pojawieniem się problemu alkoholizmu wśród naszych chłopów. To słynne powiedzenie, że szlachta rozpijała chłopów, wiąże się w pewien sposób z opisanym procesem.

W tym czasie szlachcic wprowadził przymus propinacyjny, mówiąc wprost – Pan zmusił chłopa do picia wódki.

Z ekonomicznego punktu widzenia był to sposób na zagospodarowanie nadwyżek produkcji alkoholu w prywatnych majątkach. Poddani musieli zaopatrywać się w trunki w gorzelni swojego pana. Szlachcic chciał w ten sposób ograniczyć dostęp do konkurencyjnej wódki oraz zapobiec „wyciekaniu” pieniądza poza obręb swych dóbr. W tym czasie mało będzie pieniądza w obiegu, więc pan zacznie wypłacać część ordynarii w alkoholu, na co zgodzą się chłopi. Miało to wpływ na upowszechnienie się konsumpcji wódki i ograniczenie spożywania piwa – do tej pory tak popularnego. Musiało to nieść ze sobą negatywne konsekwencje.

Przy czym dziś trzeba patrzeć na to zagadnienie inaczej, bo pijaństwo nie było wtedy problemem społecznym porównywalnym do tego z okresu modernizacji przemysłowej. Pamiętajmy, że mocny alkohol traktowano również jako środek leczniczy. Zetknąłem się np. ze źródłem, w którym można przeczytać, że proboszcz parafii tęczyńskiej uważał za stosowne w czasach zarazy profilaktycznie wypić codziennie garnuszek wódki. Nikogo to wtedy specjalnie nie dziwiło. Powszechne sądzono, że w ten sposób organizm uodparnia się na chorobę morową. Poza tym wódki lub spirytusu używano jako środka do nacierania obolałych części ciała, miejsc schorzałych lub jako półproduktu do tworzenia leczniczych mikstur.

Kiedy Europa zacznie nadużywać mocnych trunków?

Problem alkoholizmu zyska zupełnie nowy wymiar w XIX w., gdy wraz z procesem industrializacji i modernizowania się Europy dojdzie do sytuacji, w której coraz więcej ludzi znajdzie zatrudnienie w przemyśle i będzie mieć zapewniony stały dopływ pieniędzy. Równocześnie upowszechni się uprawa ziemniaka, a przemysł rolno- -spożywczy opanuje technologię produkcji spirytusu i wódki z tego surowca na skalę przemysłową. Wódka stanie się tania.

W tym samym czasie przedmieścia i robotnicze dzielnice szybko rozbudowujących się miast na skutek masowego napływu ludności ze wsi staną się gęsto zaludnionymi dzielnicami biedoty.

Łatwo dostępny i tani alkohol będzie towarzyszem biedy i niepewności.

Co ciekawe, zdawano sobie wówczas sprawę z tych problemów, co widać choćby u Tomasza Malthusa, który sprzeciwiał się wprowadzeniu zasiłków dla robotników, argumentując, że w ten sposób państwo będzie sprzyjać reprodukowaniu się biedy i rozpowszechnieniu m.in. alkoholizmu.

Do Polski te modernizacyjne procesy dotrą z opóźnieniem i nie będą na początku tak intensywne jak na Zachodzie. Powstaną dzielnice robotnicze, może nie tak wielkie – z wyjątkiem Łodzi i Warszawy – jak w krajach cywilizacyjnego centrum, ale gdzie pojawi się też problem nadmiernego spożywania alkoholu w wymiarze społecznym. Musimy też pamiętać, że nasza wieś, tak późno poddana uwłaszczeniu, będzie poważnie dotknięta tą nieszczęsną chorobą.

Polska zacznie się modernizować w II połowie, a nawet u schyłku XIX w., proces ten rozwinie się w pełni w okresie II Rzeczypospolitej. Ale to ta niezwykle forsowna industrializacja w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej doprowadzi do dramatycznego upadku dotychczasowej kultury picia i do rozprzestrzenienia się problemu alkoholizmu na niespotykaną wcześniej skalę.

Nie będzie to dotyczyć tylko nas, problem ten dotknie również Rosję sowiecką. Zjawisko choroby alkoholowej będzie tak poważne, że połączone z nikotynizmem, wyraźnie wpłynie na skrócenie przeciętnej długości życia. Wyrazi się to m.in. w rosnącej dysproporcji między średnią długością życia kobiet a mężczyzn (na niekorzyść tych ostatnich) oraz w znaczącym spowolnieniu procesu wydłużania się owej średniej w porównaniu ze średnią długości życia mieszkańców cywilizacyjnie dynamicznie rozwijającej się zachodniej części kontynentu czy generalnie Zachodu. Widać to bardzo wyraźnie w demografii ludności polskiej epoki PRL-u.

Kobiety nie zaglądały do kieliszka?

Problem pijaństwa kobiet zacznie się też na masową skalę wraz z industrializacją – trudne warunki życia, wysoka śmiertelność mężczyzn, praca zawodowa kobiet, ich postępująca samodzielność sprawią, że częściej i w większym niż dotąd stopniu będą narażone na problem alkoholizmu. Na wsiach system kontroli społecznej był bardzo szczelny; wyjazd do miasta, anonimowość, w miarę stała, ale i często niepewna płaca, dostęp do taniego alkoholu przyczynią się do narastania powszechnego pijaństwa. Mówię o XIX w. Nie jest oczywiście tak, że jak Pani sięgnie do źródeł staropolskich, to nie znajdzie kobiet, które spożywały alkohol, ale dotyczyło to głównie ludzi marginesu społecznego.

Czym Polak wyróżniał się na tle mieszkańców państw Europy Zachodniej w przypadku spożywania trunków?

Pił bardzo mocny alkohol. Dziś często wyobrażamy sobie dwory szlacheckie, gdzie w piwnicach leżakowały wspaniałe francuskie i hiszpańskie wina, a tak było w przypadku nielicznych, bardzo zamożnych dworów magnackich. Przeciętny polski szlachcic posiadał porządną okowitę, sporządzał nalewki, a jeśli mamy na myśli wino, to najczęściej był to węgrzyn. Zauważmy, że nie można mówić o powszechnym zwyczaju picia wina w tym czasie w Polsce.

Wiemy, że mocny alkohol przynosi błyskawiczne skutki. Polska emigracja z przełomu XIX i XX w. pojawiła się w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej wraz z ugruntowaną już w miejscu ich pochodzenia kulturą picia mocnego trunku, co przy zderzeniu z kulturami wina z obszarów Europy Zachodniej i Południowej bardzo szybko przysporzyło nam sławy Polaka pijaka.

Upatrywanie w piciu alkoholu pewnej szczególnej cechy narodowej Polaków ma też inne źródła. Zauważmy, że nasza kultura picia jest szczególna; w krajach kultury wina zwyczajem było smakowanie alkoholu, niedopuszczalny był sposób picia jednym haustem – to, co wywoływało lęk i niezrozumienie u naszych zachodnich sąsiadów, wciąż jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze.

Nasze nieszczęście polegało na tym, że mieliśmy bardzo opóźniony proces modernizacji przemysłowej, który skumulował się w XX w., prowadząc do szybkich zmian cywilizacyjnych, w tym do silnego zaznaczenia się patologii społecznych związanych z tym procesem.

Dodatkowo należy wziąć pod uwagę dwie wojny światowe i związaną z nimi traumę. Szczególnie problemy z aprowizacją w trakcie II wojny światowej doprowadziły do tego, że wódka stała się środkiem wymiennym, zaczęła funkcjonować jako istotny element kontrabandy.

To miejsce trunku w polskim społeczeństwie utrzyma się w epoce PRL-u. W momentach kłopotów gospodarki, a te były stałym towarzyszem procesów ekonomicznych w Polsce komunistycznej, państwo próbowało zwiększyć swoje przychody, podobnie jak kiedyś uczyniła to nasza szlachta. Staliśmy się wtedy krajem o jednym z najwyższych wskaźników w Europie, jeśli chodzi o liczbę osób przypadających na punkt sprzedaży alkoholu. Równocześnie, o paradoksie, byliśmy społeczeństwem, w którym państwo próbowało go reglamentować. Miało to miejsce u schyłku komunizmu.

I rozwijały się domowe sposoby przygotowania mocnego napitku.

Tradycję produkowania wódki znano w Polsce doskonale; w wieku XIX mnożyły się gorzelnie, funkcjonujące w prywatnej własności; w XX w. wróciliśmy do technik produkcji nielegalnego alkoholu. Proceder kwitnie, gdy brakuje pieniądza. Podobnie jak w czasach okupacji, wódka staje się środkiem płatniczym; także jednym z najskuteczniejszych narzędzi korupcji.

Historycznie przyczyn zjawiska można upatrywać w niektórych elementach kultury ludowej, np. w tym, że w epoce gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej szlachcic częstował chłopów wódką na początek prac w polu. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy i zawsze byli pijani; kultura pracy w Polsce, przede wszystkim przy żniwach, bardzo długo stała na bardzo wysokim poziomie. Natomiast długo utrzymywana pańszczyzna doprowadziła do rozpowszechnionego negatywnego stosunku do pracy na pańskiej roli oraz do narastającego konfliktu wsi z dworem. Chłopi nie akceptowali pańszczyzny; bardzo częste były kradzież z pańskich pól oraz spożywanie alkoholu podczas pracy. Przybrało to niewyobrażalne rozmiary w epoce powojennej. Historykowi społecznemu i gospodarczemu czasami trudno ustrzec się od porównania pracy w folwarku do funkcjonowania Państwowych Gospodarstw Rolnych czy spółdzielni produkcyjnych w epoce Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Skutki tych zjawisk obserwujemy do dzisiaj.

Mieliśmy wówczas i wciąż mamy problem z prowadzeniem pojazdów po spożyciu wysokoprocentowych alkoholi. Szczególnie modne i potrzebne na wsiach motocykle lub traktory służyły nie tylko jako środki dojazdu do pracy, do jej wykonania, ale równie często do przewiezienia dużej ilości mocnych trunków.

Po odzyskaniu niepodległości po 1989 r. zmieniliśmy nasz stosunek do alkoholu. Niemalże z dnia na dzień przestaliśmy pić w pracy. Niewydolność i brak elastyczności gospodarki komunistycznej ograniczyły możliwość picia innego trunku niż wódka. Nie było wina, a jeśli je importowano, to jedynie jego namiastkę, czyli np. wina algierskie, węgierskie lub bułgarskie, które pojawiły się w epoce gierkowskiej. Podobnie było z piwem, którego produkcja przeznaczona była przede wszystkim na eksport, a pojawienie się transportu piwa w sklepie spożywczym było wyjątkowym wydarzeniem.

W momencie gdy uruchomiono mechanizmy rynkowe, okazało się, że nie musimy pić jedynie wódki, możemy skosztować piwa, z czasem coraz powszechniejsze staną się również wina. Odkryliśmy tradycję szlacheckich dworów, wróciliśmy do zwyczaju wznoszenia toastów, nauczyliśmy się pić wino do obiadu. Były to zwyczaje charakterystyczne dla bardzo wąskiej grupy zamożnych rodzin inteligenckich i szlacheckich w XIX w. Zaczęto czytać na nowo książki kucharskie, choćby Lucyny Ćwierciakiewiczówny, i zauważać, że wina można użyć też do przygotowywania potraw, a dobra wódka niekoniecznie musi lać się strumieniami.

Wydaje się, że jesteśmy świadkami powrotu do tego elementu naszej kultury, w której alkohol jest czymś, co można pić powoli, cieszyć się jego smakiem. W naszych domach wracamy do tradycji produkcji nalewek, sięgamy do prastarych przepisów; jesteśmy świadomi, że produkcja nalewki jest procesem długotrwałym, że wymaga dużego zaangażowania. Często są to tajemnice dziedziczone z dziada pradziada.

Wróćmy na chwilę do sprawy miejsca alkoholu w kulturze szlacheckiego dworu. Znamy wizerunki literackie oraz ich współczesne filmowe adaptacje, w których szlachcic nie stroni od dobrego napitku. Alkohol był poniekąd odpowiedzialny za awanturnicze życie polityczne Rzeczypospolitej.

Tak jak powiedzieliśmy sobie wcześniej, problem pijaństwa w Polsce narastał w wiekach XVII i XVIII. Nie dotyczył on całej szlachty. Oczywiście wśród magnaterii spotkamy wzorce absolutnych pijaków, takich jak Radziwiłła „Panie Kochanku”; jego wyczyny pijackie stały się sławne w całej Rzeczypospolitej. Rzeczywiście pojawi się zwyczaj picia na umór jako element „prawdziwej” biesiady, przy czym byłbym ostrożny w twierdzeniu, że każde szlacheckie lub magnackie spotkanie wyglądało w ten sposób.

Pamiętajmy też, że cała nasza literatura polityczna i obyczajowa epoki powstawała po to, by potępić określone zachowania, i siłą rzeczy musiała je wyolbrzymić. W dawnej Polsce nie było przecież tak, że ludzie, którzy przepili majątek, cieszyli się powszechnym szacunkiem. Wręcz przeciwnie. Literatura będzie wyostrzać krytykę takich zachowań, tym bardziej w sytuacji gdy wiele wskazywało na to, że Rzeczpospolita XVIII w. jest coraz bliżej własnego upadku. Jeżeli znaczna część Polaków zaczyna dostrzegać, że mamy problemy z istniejącym systemem politycznym, co jest głównie naszą winą, to staramy się piętnować wady, które w naszym przekonaniu do tego prowadzą.

Ex post powiemy, że epoka saska jest przysłowiowym okresem rozwiązłości i hulanek. Co ciekawe, dzisiejsza nasza sasologia, czyli specjalizacja obejmująca historyków zajmujących się badaniem czasów saskich, przeczy takiemu przekonaniu. Trzeba zatem na to patrzeć z dużym dystansem, tzn. nie można twierdzić, że były to wzorce kulturowe powszechnie i bezwarunkowo wówczas akceptowane. Pamiętajmy, że naszą wizję historii opieramy na źródłach, a część z nich miała swojego adresata, czemuś służyła. Musimy dostrzegać też tę Rzeczpospolitą, w której zdecydowanie piętnuje się przepijanie majątków, gdzie dąży się do wprowadzenia elementu dobrze już znanego w Europie Zachodniej, mianowicie akumulacji kapitału. Rzeczpospolita szukała wzorów, by móc się cywilizacyjnie rozwinąć, i odnalazła je w purytańskiej Anglii, której gospodarka w XVIII w. staje się przykładem dynamicznego rozwoju przemysłowego. Purytanizm charakteryzował się wstrzemięźliwością od alkoholu, bardzo ostrożnym, skromnym, nierozpustnym życiem. Dokładano wysiłków, by upowszechnić te wzorce w Polsce, dlatego zestawiano je z obrazem pijaństwa sejmikowego.

Jest jeszcze kwestia hucznych biesiad – innego typu dla kultury dworu oraz dla kultury ludowej.

W społeczeństwie tradycyjnym istniało bardzo wyraźne zróżnicowanie regionalne pod względem zwyczajów biesiadowania, ale także zróżnicowanie społeczne. Jeśli chcemy wyobrazić sobie życie wsi tradycyjnej, to sięgnijmy do XIX-wiecznych prac etnograficznych Oskara Kolberga. Proszę zobaczyć, ile tam jest opowieści, bajek, przypowieści. Kultura biesiadna nie jest tylko kulturą alkoholu, ale śpiewu, tańca i opowieści. Ta kultura buzowała w wieku XIX. Niestety, została rozbita przez procesy industrializacyjne i migracyjne, a w XX w. przestała istnieć. Możliwe, że w tej chwili odradza się powoli w naszych domach.

Często się słyszy, że to Żydzi rozpijali chłopów w karczmach. Przymus propinacyjny był wymysłem naszej szlachty, która przeważnie posiadała karczmy na własność, więc jest to jeden ze społecznych mitów, który bardzo długo funkcjonował w powszechnej świadomości. Żydzi nie mogli posiadać ziemi ani na niej gospodarować, dopiero w XIX w. pojawią się pierwsze próby przełamania tego zakazu, wcześniej i w ciągu całego tego stulecia zajmowali się handlem, bo dzierżawiona przez nich karczma oprócz tego, że była miejscem sprzedaży alkoholu, była również wiejskim ośrodkiem wymiany.

Z naszej rozmowy wynika, że demonizowanie kultury picia w Polsce jest nieuzasadnione.

Nie jest nieuzasadnione. Mamy problem dziedzictwa XX-wiecznego, w szczególności dziedzictwa PRL, kiedy pijaństwo przybrało rozmiary patologii społecznej. Nie możemy jednak patrzeć w przeszłość i nerwowo szukać w niej „wielkiego pijaństwa” – wytłumaczenia naszych niedoli narodowych; są w niej też, a może przede wszystkim, wspaniałe uczty dworskie, biesiady szlacheckie, rauty, debaty, są wiejskie zimowe pogaduszki, bajania i przyśpiewki – tak, przy dobrym alkoholu, ale bez picia na umór. Często mitologizujemy przeszłość i pokazujemy, że to nie brak systemu politycznego i modernizacji państwa stały się przyczynami upadku, tylko alkohol, Rosjanie, Prusacy itd. Zasadniczy klientyzm nie opierał się na alkoholu, lecz na dzierżawie majątku. Można powiedzieć, że mocne trunki są dodatkiem do o wiele poważniejszych korupcyjnych przestępstw, magnateria korumpowała przede wszystkim drobną szlachtę, której było u nas bez liku.

Jesteśmy narodem strasznie obolałym, jeśli chodzi o historię. W przeszłości widzimy tylko patologię, cierpienie, to, że wszyscy nas prześladowali, wlewali w nas alkohol i rozpijali. Jeśli Pani poczyta testamenty szlacheckie, dokumenty podziału dóbr, nie znajdzie Pani tam pochwały pijaństwa. To nie jest tak, że nasza magnateria i szlachta akceptowały Radziwiłła „Panie Kochanku” i jemu podobnych. Ktoś, kto zmarnotrawił majątek, był godzien pogardy. Nasi chłopi nie wynosili pod niebiosa utracjuszy, którzy przepuścili w karczmie ojcowiznę.

.

1 Wybitny francuski historyk Fernand Braudel zaadoptował na potrzeby historii koncepcję gospodarki centrów i peryferii, znaną w socjologii jako teoria centrów i peryferii Immanuela Wallersteina.

.

KRZYSZTOF ZAMORSKI – prof. w Instytucie Historii UJ, kierownik Zakładu Dziejów Historiografii i Metodologii Historii tamże, zajmuje się historią społeczno-gospodarczą czasów nowożytnych, demografią historyczną oraz teorią historii. Autor wielu książek, m.in. Dziwna rzeczywistość : wprowadzenie do ontologii historii (2008)

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter