70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Zemsta i ludobójstwo

Ciekawa i ważna książka Nijakowskiego przynosi nowatorskie spojrzenia na centralną dla całego wywodu kategorię zemsty interpretowaną w kontekście masowych mordów. Trzeba zgodzić się z badaczem, że w zbrodni na masową skalę zadziwiająco często kluczową rolę odgrywało pragnienie odpłaty, wyrównania rachunków – faktycznych bądź urojonych krzywd.

W rodzimej literaturze przedmiotu Rozkosz zemsty Lecha Nijakowskiego jest obecnie bodaj najważniejszym syntetycznym opracowaniem dotyczącym ludobójstwa. Rzetelność badawcza i oczytanie autora sąsiadują tu z dociekliwością i dbałością o jasność wywodu. Godna pochwały jest też troska Nijakowskiego o stałe doprecyzowywanie kategorii analitycznych – trudnych do zdefiniowania, często rozmytych, labilnych, a przede wszystkim obciążonych ideologicznie. Ludobójstwo należy bowiem do tych pojęć, które szybko przejął dyskurs polityczny, czyniąc je argumentem w toczonych sporach historycznych.

Weryfikowalna wiedza

Rozkosz zemsty sytuuje się w przestrzeni między genocide studies a socjologią historyczną, sięgając do psychologii (ostatnio coraz częściej jest nią psychologia społeczna), etnografii, kulturoznawstwa, prawoznawstwaczy politologii. Chciałoby się w tym miejscu przywołać jeszcze jedno istotne dopełnienie, jakie do refleksji nad genocydem wnosi proza Tadeusza Borowskiego, Primo Leviego czy Aleksandra Sołżenicyna. Nie dość powtarzać, że XX-wieczne rozpoznania i diagnozy literackie wyprzedzały niekiedy analizy naukowe. Rozumiem jednak stanowisko warszawskiego socjologa, który stara się bazować na gruncie wiedzy weryfikowalnej empirycznie i historycznie, w mniejszym stopniu zagłębiając się w prawdy pochodzące z obszaru sztuki. Zapewne z tych samych powodów rezygnuje on z bliższego przyglądania się i analizowania reakcji psychologicznych oprawców, ofiar i świadków. To zresztą dziedzina doświadczeń wymykająca się metodom socjologicznym.

W przeciwieństwie do wydanego niemal w tym samym czasie polskiego tłumaczenia książki Daniela Goldhagena Wiek ludobójstwa, Nijakowski unika choćby znamion emocjonalnego wywodu. To odmienna poetyka mówienia i dowodzenia niż u Goldhagena. Jej twórca stara się raczej niuansować, ważyć racje, formułować propozycje odczytań i zapraszać do wymiany myśli, niż próbować za wszelką cenę przekonać czytelnika do swoich tez, jak to niekiedy czyni amerykański autor Gorliwych katów Hitlera. Wydaje się, że u Goldhagena często dochodzi do głosu potoczne rozumienie ludobójstwa definiowanego poprzez liczbę ofiar, odrażający wymiar dokonanych zbrodni, wyjątkowe okrucieństwo prześladowców i bezbronność prześladowanych. Tymczasem Nijakowski skrupulatnie rozróżnia pojęcia masakry, pogromu, czystki etnicznej, a w obrębie samego ludobójstwa wydziela ludobójstwo częściowe i totalne. Aby można było mówić o tym ostatnim, spełnione muszą zostać ściśle określone warunki (chęć wymordowania całej społeczności niezależnie od wieku i płci, uniemożliwienie ucieczki, lekceważenie indywidualnych zasług ofiar dla zbiorowości sprawców). Stąd też mord ludności polskiej na Wołyniu i Podolu nie ma cech ludobójstwa. W jego definiowaniu nie chodzi bowiem o rozmiar zbrodni, liczbę ofiar, ale o intencję sprawcy. Rozstrzygający jest zamiar zgładzenia całej grupy klasowej czy etnicznej oraz stworzenia warunków niezbędnych do przeprowadzenia tego zamysłu. Istnieją też przypadki graniczne, rodzące spory wśród znawców zagadnienia. Należy do nich głód na Ukrainie w latach 30. Goldhagen postrzega go jako przykład ludobójstwa. Nijakowski – uznając szczególny charakter wydarzeń z początku lat 30. na Ukrainie – nazwa je quasi-ludobójstwem, twierdząc, że za głód na Ukrainie odpowiada niemal w równym stopniu nieurodzaj i błędy w zarządzaniu gospodarką. Nie jest on efektem świadomej polityki władz na Kremlu mającej doprowadzić do zagłady kilku milionów istnień ludzkich.

Komponent sprawczy

Jak dowodzi Nijakowski, po pierwsze, ludobójstwo nie pojawia się znikąd i nagle, po drugie, ma charakter linearny, ciągły. Nie wyłania się więc z pustki, ale jest fragmentem tych „samych procesów, które na co dzień reprodukują podstawowe instytucje państwa narodowego” (s. 215). W długim sporze między funkcjonalistami a intencjonalistami Nijakowski bierze stronę tych, którzy – jak funkcjonaliści – utrzymują, iż idee eksterminacyjne ewoluują w czasie. Zbrodniczy instynkt morderców może się zrealizować (rozładować) w pojedynczych akcjach eksterminacyjnych, masakrach i czystkach etnicznych. Wiele zależy od tego, w jakim środowisku społecznym i momencie historyczno-politycznym dochodzi do zbrodni. W myśleniu Nijakowskiego widzę pokrewieństwo z tezami psychologii społecznej oraz wszystkimi tymi tendencjami eksplikacyjnymi, które działania jednostki oraz całych grup postrzegają jako reakcję na splot czynników zewnętrznych. Nie wiedzie to wszakże do pochwały czy choćby biernej akceptacji determinizmu: „Człowiek jest zdeterminowany przez swój habitus i presję społeczną, ale zarazem ma możność symbolicznego trascendowania sytuacji, dostrzegania konsekwencji swych czynów, ich moralnej oceny oraz – choćby mglistego – planowania działań alternatywnych” (s. 219).

Kulminacyjna część

Rozkoszy zemsty dotyczy pytania o – sygnalizowaną w podtytule – mobilizację ludobójczą. Nijakowskiego zajmują trzy nowoczesne ludobójstwa: Ormian, Żydów oraz Hutu i Tutsi. Mimo iż są to wydarzenia w swej eksterminacyjnej praktyce pokrewne, to przecież ich konsekwentne porównywanie ze sobą musi ukazać niemożliwe do pominięcia różnice. Nie są one jednak jakościowe, lecz ilościowe. Oznacza to, że niektóre zmienne – warunkujące lub wspomagające ludobójczą praktykę – pojawiają się z różnym nasileniem. W przypadku rzezi Ormian różnice wyznaniowe i udział przywódców religijnych odegrał o wiele większą rolę niż przy masakrze Hutu i Tutsi. Z kolei dobrze znane i opisane w literaturze przedmiotowej zaangażowanie lekarzy w zbrodnie III Rzeszy w zabijanie ormiańskich mężczyzn, kobiet i dzieci było minimalne. Choć z odmiennym nasileniem, to w każdym z przykładów XX-wiecznego ludobójstwa (ale też w większości, jeśli nie we wszystkich przypadkach, czystek etnicznych i masakr) obecne były jako komponenty sprawcze następujące dyskursy ideologiczne: nacjonalistyczny, rasistowski, medyczno- -epidemiologiczny, fundamentalistyczno-religijny, spiskowy. Dawał o sobie znać również powiązany z nimi „dyskurs użyteczności i pasożytnictwa”, dzielący ludzi na tych, którzy pomnażają dobra wspólnoty, stąd należy im się wsparcie i opieka, oraz tych, którzy je umniejszają i tym samym zasługują na śmierć. Jakkolwiek silne byłoby ciśnienie ideologii, potrzebują one wykonawców, kogoś, kto będzie wcielał je w życie. Spojrzenie z pozycji sprawców to temat, który w ostatnich latach doczekał się wielu opracowań. Równie ciekawa jak namysł nad kondycją kata jest refleksja nad przekształcającą rolą przemocy. Jeden z jej aspektów stanowi proces naznaczania ofiary: raz poddana prześladowaniom, upokorzona w przeszłości, staje się niejako predestynowana do prześladowań w przyszłości.

Kategoria zemsty

W części II (Zemsta na Niemcach po II wojnie światowej w perspektywie studiów nad ludobójstwem) Nijakowski podejmuje problem do tej pory całościowo nieomówiony: dlaczego nie doszło do ludobójstwa na narodzie oprawców? Choć pytanie to zasadne, nie wiem, czy nie jest zbyt mocno sformułowane. Bardziej realna niż alternatywa genocydu była perspektywa masakr, pogromów i może nawet czystek etnicznych. Zresztą Nijakowski, mówiąc o tragedii ludności niemieckiej u schyłku wojny, odcina się od nazywania tego mianem ludobójstwa, proponując kategorię czystki etnicznej jako najlepiej oddającej sytuację niemieckich cywilów pod koniec wojny i tuż po 1945 r.

Wypada zgodzić się z Nijakowskim, kiedy akcentuje niezwykłą presję zemsty na Niemcach. Z pewnością myśl o wymierzeniu sprawiedliwości narodowi zbrodniarzy, morderców bezbronnych dzieci i kobiet napędzała kampanię wojenną i partyzancką (głównie) armii radzieckiej, ale też i innych państw z koalicji antyhitlerowskiej. Dyskurs zemsty trafiał do każdej klasy i warstwy społecznej, niezwykle mocno też formował odhumanizowany portret Niemców (wszystkich Niemców). Analogicznie jak Żydzi (a po części i Słowianie) w propagandzie nazistowskiej, Niemcy po wojnie wywoływali uczucia odrazy i wstrętu. Stopień owej wrogości – przybierający często formy rasistowskie, także w szeregach alianckich wywodzących się z systemów demokratycznych – mógł nawet rodzić obawy o wybuch niekontrolowanych aktów zemsty na najeźdźcach. Sprzyjała temu również demoralizacja widoczna dla każdego, kto żył w pierwszych latach powojennych. Epokę tę, którą Marcin Zaremba w swej znakomitej książce nazwał „wielką trwogą”, należałoby widzieć jako naturalne podłoże dla wszelkich aktów rewanżu, wyrównywania rachunków. Tak też się niekiedy działo. W sukurs podobnemu myśleniu szły dość często zamieszczane w powojennej prasie relacje o kolejnych odkrywanych przejawach bestialstwa Niemców, pojawiające się zazwyczaj przy okazji procesów załóg obozów koncentracyjnych, członków gestapo i tajnej policji. Przyzwolenie na okrucieństwo wobec niedawnych zwycięzców (od połowy 1944 r. występujących w roli przegranych, do których coraz wyraźniej docierała przerażająca perspektywa odwetu) wypada też motywować charakterem prowadzonej wojny na Wschodzie. Pisze socjolog: „Bez wątpienia skala okrucieństwa na froncie wschodnim jest pochodną nie tylko ludobójczej polityki prowadzonej przez Niemców, lecz także logiki wojny totalnej, która napędza spiralę zbrodni. Można (…) zauważyć, że do masakr i gwałtów dochodziło zwłaszcza tam, gdzie zwycięstwo Sowietów okupione było ciężką walką i daniną krwi” (s. 298).

Ciekawa i ważna książka

Nijakowskiego przynosi nowatorskie spojrzenia na użytą w tytule – centralną dla całego wywodu – kategorię zemsty interpretowaną w kontekście masowych mordów. Trzeba zgodzić się z badaczem, że w zbrodni na masową skalę zadziwiająco często kluczową rolę odgrywało pragnienie odpłaty, wyrównania rachunków – faktycznych bądź urojonych krzywd. Choć zemsta nie jest jedyną kategorią tłumaczącą zachowania oprawców, to przed Nijakowskim niewielu zdawało sobie sprawę z rozmiarów jej mobilizacyjnej siły w planowaniu i przeprowadzeniu ludobójstwa.

 

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata