70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Ekonomia muzułmańska receptą na kryzys?

Kryzys, który wybuchł w 2008 r., poza jednym wyjątkiem, Dubajem, ominął gospodarki islamskie. W związku z tym na rynkach zachodnich zaczęto analizować islamskie wzorce. Wiele zachodnich banków ma dziś tzw. okna islamskie, w ramach których prowadzi działalność zgodną z szariatem. Banki podjęły współpracę z ulemami, którzy weryfikują, czy dana instytucja spełnia religijne wymogi. Takie produkty mogą kupować nie tylko muzułmanie. Wielu inwestorów włącza je do swego portfela jako bezpieczny produkt rynkowy.

Co różni ekonomię muzułmańską od ekonomii zachodnich?

Przede wszystkim miejsce religii. W kulturze islamskiej religia przenika wszystkie sfery życia. Podręczniki ekonomii muzułmańskiej to rozważania teologiczne, dlatego zachodni ekonomista może mieć ogromne problemy z ich zrozumiem. Ekonomiści muzułmańscy nieustannie powołują się na fragmenty Koranu, słowa Proroka oraz rozważania ulemów. Przy czym trzeba podkreślić, że ci ostatni dają absolutnie różne wykładnie zachowań ekonomicznych i społecznych.

Co decyduje o tym, które wykładnie ulemów przyjmowane są w danym kraju?

Ulemowie tworzą szkoły. Styl ekonomii zależy zatem od tego, pod wpływem której szkoły znajduje się dany kraj. Z jednej strony mamy Arabię Saudyjską, najzamożniejsze państwo w regionie, zdominowaną przez skrajny ruch wahabicki. Z drugiej – wahabicki Dubaj czy Katar, które reprezentują bardzo liberalny nurt w ekonomii. Mamy wreszcie kraje biedne, np. państwa Afryki Północnej czy Afganistan, które nie pozostają pod wpływem jednej szkoły.

Cechą wspólną całego islamu jest natomiast mała elastyczność systemów ekonomicznych. Proszę sobie wyobrazić, że wszystkie rozwiązania instytucjonalne musi Pani wywodzić z Koranu, który został spisany w VII w. A jeśli nie znajdzie Pani jednoznacznej wskazówki w Koranie – sięgnąć po wykładnię proroków, a jeśli i tam nie znajdzie odpowiedzi, musi Pani prosić o wykładnię ulemów. Ci jednak potrzebują czasu, aby rzecz przemyśleć. Skutkuje to ogromnym spowolnieniem procesu zmian. Jeśli ulemowie są konserwatywni, mają nieograniczoną możliwość blokowania niechcianych przemian. Wystarczy, że powiedzą, iż Koran tego nie dopuszcza.

Wskazuje Pani na różnice odnośnie do interpretacji ulemów. Czy można wskazać jakieś elementy wspólne dla wszystkich ekonomii muzułmańskich?

Jedną z podstaw islamskiej bankowości jest zakaz pobierania oprocentowania od udzielanej pożyczki. Oprocentowanie kredytów, czyli zarabianie pieniędzy na ich pożyczaniu, jest zabronione. Zasada ta wynika z przekonania, że pieniądz nie jest dobrem samym w sobie, jest środkiem płatności, narzędziem służącym do realizacji jakiegoś dobra. Jest to odmienne podejście od obowiązującego obecnie w naszej cywilizacji. W cywilizacji zachodniej pieniądz jest dobrem. Arabowie natomiast uznają, że jeśli ktoś ma pieniądze, to oznacza, że Allach dał mu więcej. Ktoś, kto pieniędzy nie ma, jest poszkodowany. Jeśli pożyczasz biednemu i chcesz w zamian oprocentowanie, to tak jakbyś dla siebie żądał powtórnej nagrody, a dla biedniejszego – powtórnej krzywdy. Można dostrzec w tym względzie podobieństwa do podejścia średniowiecznej Europy, w której obowiązywał – z podobnych przyczyn – zakaz lichwy.

Nieco inaczej traktowane są lokaty. Zarabianie możliwe jest wówczas, gdy pieniądz jest powiązany z realną gospodarką. W świecie muzułmańskim dopuszczalnych jest kilka rodzajów tego typu inwestycji: Murabaha, Ijara, Mudarabah i Musharakah. Murabaha to sprzedaż dóbr z odroczoną płatnością, ze stałą stopą zwrotu znaną w momencie zawierania transakcji. Ijara to odpowiednik leasingu. Mudarabah i Musharakah to umowy partnerskie.

Kiedy nastąpił rozkwit ekonomii muzułmańskiej?

Do końca XX w. wszystkie kraje muzułmańskie pod względem rozwoju ekonomicznego odstawały od reszty świata. Było to przyczyną ich głębokiej frustracji. Ludzie zamieszkujący te kraje mieli kontakt ze światem zachodnim, dostrzegali zatem różnice w poziomie rozwoju ich krajów. Co więcej, procesy globalizacyjne powodowały, że czuli niebezpieczeństwo westernizacji ich kultury. To doświadczenie legło u podstaw islamskich ekstremizmów. Bin Laden na punkcie Stanów Zjednoczonych miał alergię. W sojuszu amerykańsko-saudyjskim, do którego doszło po inwazji Iraku na Kuwejt, widział bezpośrednie zagrożenie dla kultury islamskiej. Problemy rozwojowe miały również państwa naftowe. Przez szereg lat były one monokulturami – dysponowały potężnymi zasobami naturalnymi, przez co swoje bogactwo budowały jedynie w oparciu o te zasoby. Wprawdzie można by powiedzieć: to żadna hańba sprzedawać zasoby, ale z punktu widzenia ekonomii takie myślenie jest szkodliwe. Co, jeśli ten zasób zostanie państwu odebrany lub się wyczerpie? Na czym wówczas oprzemy gospodarkę?

Co zatem sprawiło, że Emiraty Arabskie – emirat Dubaju, emirat Abu Dhabi, odrębne państwo Katar, stały się liderami zmian w świecie islamu?

Rozwój Emiratów opiera się na silnych charyzmatycznych liderach. Emirowie są elitą intelektualną, mają wizję i doskonale sprecyzowany cel: zróżnicować źródła dochodów, tak aby wejść na ścieżkę trwałego wzrostu gospodarczego. Jednocześnie świadomie pielęgnują dziedzictwo kulturowe islamu. Oczywiście zdają sobie sprawę z tego, że obecnie są zagłębiem energetycznym świata. W dłuższej perspektywie dążą jednak do tego, aby PKB kraju nie było tworzone jedynie przez sprzedaż ropy i gazu. Ambicje budowania pozycji na arenie międzynarodowej realizowane są także i w innych wymiarach. Przykładowo, Katar jest jednym z najważniejszych graczy na arenie politycznej Bliskiego Wschodu. W przypadku zaistnienia sytuacji konfliktowej w regionie wysyła swoich mediatorów, którzy zresztą wykazują się niezwykłą skutecznością. Z kolei Dubaj inwestuje w markę państwa – dziś kraj ten staje się popularną destynacją dla turystów z Zachodu. Łamie wszystkie stereotypy dotyczące państw muzułmańskich: kraj jest czysty, instytucje działają sprawnie, ludzie są kulturalni. Jednocześnie, o czym już wspominałam, emirowie dbają o kultywowanie dziedzictwa kulturowego. Emir Dubaju założył w tym celu potężną fundację – Rashid Foundation, emir Kataru zaś powołał Qatar Foundation. Instytucje te realizują programy związane z kształceniem społeczności arabskiej. Rozwijane są np. programy czytelnictwa wśród dzieci, fundowane programy stypendialne dla młodzieży, wspierany rozwój sztuki.

Czy rozwój ruchów ekstremistycznych ułatwił, czy utrudnił proces zmian?

Terroryzm jest kluczem do zrozumienia przeobrażeń w krajach Zatoki Perskiej. Pamiętajmy, że większość zamachowców była Saudyjczykami. Bin Laden wyrządził tym państwom ogromną krzywdę wizerunkową. Jednak w długim okresie wydarzenia te ułatwiły zainicjowanie zmian. Przed zamachami elity tych krajów lokowały na Zachodzie znaczną część swoich zasobów. Po 11 września ich majątki zaczęły być dla Zachodu podejrzane. Arabowie zaczęli więc przenosić swe aktywa do państw arabskich. Zamach osłabił również siły konserwatywne, umacniając pozycje sił modernizacyjnych w poszczególnych krajach. W Arabii Saudyjskiej zamach stał się pretekstem do przejęcia pełni władzy przez pełniącego do 2002 r. obowiązki króla księcia Abdullaha.

Jest jednak jeszcze jeden element, który umożliwił reformy, mianowicie zmiana pokoleniowa. Król saudyjski jest tu wyjątkiem. Ma 87 lat, choć również i on jest człowiekiem o otwartym umyśle. W pozostałych państwach do głosu doszła generacja 40-latków, świetnie przygotowanych do rządzenia, wyedukowanych na Zachodzie, zdecydowanych na reformy.

Czym ta generacja różni się od swych poprzedników?

Są to ludzie z wizją i determinacją, świadomi tego, że największą słabością ich krajów jest niska jakość zasobów ludzkich. Dlatego ogromny nacisk kładą na budowanie nowego społeczeństwa arabskiego: dobrze wyedukowanego, z aspiracjami, aktywnego, pozbawionego kompleksów wobec Zachodu. Katar, podobnie zresztą Abu Dhabi i Dubaj, ma plany strategiczne do 2030 r. Znajdują się w nich również dążenia do równouprawnienia kobiet, wejścia na rynek pracy. Już teraz kobiety zatrudnione są w sektorze publicznym. Wspomnianą już Qatar Foundation zarządza żona emira, osoba wykształcona, zadbana, dobrze ubrana. Zachęca ona Arabki do wejścia w sferę publiczną.

W jaki sposób emirowie chcą zmieniać społeczeństwo?

Przede wszystkim poprzez programy edukacyjne. W ramach Qatar Foundation działa program Education City, którego misją jest rozwój zasobów ludzkich. Fundowane są stypendia pozwalające studentom na pokrycie kosztów utrzymania. Obecnie w Katarze uczą się młodzi ludzie z 90 krajów. Do programu aplikowało nawet sześć osób z Polski. Inny model edukacji mają Saudyjczycy. 60–70% populacji tego kraju jest konserwatywna. 30% to ludzie bardzo nowocześni. Stąd pojawia się pytanie, jak reformować taki kraj. Jeśliby Pani powiedziała: akceptuję wolę 30%, będzie Pani miała przeciwko sobie pozostałe 70%. Jeśli zaś dogodzi Pani tym 70%, to 30% uzna, że to nie jest kraj dla nowoczesnych ludzi. Rozwiązaniem, mającym przynieść realne zmiany w przyszłości, jest program zachęcający studentów do podjęcia edukacji za granicą. Kraj ten ma obecnie jeden z wyższych odsetek studentów uczących się poza granicami. Król zakłada, że po powrocie ci młodzi ludzie sami zaczną domagać się zmian. W Polsce w ramach umów międzyrządowych mamy co roku nie mniej niż 100 studentów z Arabii Saudyjskiej. Wzajemne poznanie jest jak dotąd najlepszą ze znanych szczepionek na ekstremizm.

Jakie założenia religijne i etyczne leżą u podstaw projektowanych zmian?

W krajach tych obowiązuje absolutny priorytet wspólnoty i solidarności społecznej. W co drugim zdaniu wypowiedzi przywódców mowa jest o tym, że mamy zbudować system dla wszystkich ludzi, że mamy troszczyć się o innych. Jednym z filarów islamu jest podatek religijny na dobroczynność. Obowiązuje on wszystkich: i bogatych, i biednych. Istnieje jednak wiele szczegółowych interpretacji odnośnie do tego, jak się dzielić, kto z kim powinien się dzielić, w jakiej kwocie. Jest powiedziane, że podatek ten powinien wynosić 2,5% wartości skumulowanego majątku. Ale jeżeli ktoś nie ma pieniędzy, czym wówczas ma się dzielić? Otóż biedny może przyjąć kogoś na noc albo nakarmić osobę jeszcze biedniejszą. Musimy jednak pamiętać, że te zasady odnoszą się jedynie do muzułmanów. Koran zabrania pobierania procentu od pożyczek, ale zasada ta ma zastosowanie jedynie w odniesieniu do muzułmanina. Od innych kultur można wymagać wysokich procentów.

Czy zasada solidarności określa również relacje pomiędzy różnymi państwami muzułmańskimi?

Trzeba pamiętać, że świat muzułmański jest niesłychanie podzielony. Najogólniej mówiąc, składa się on z sunnitów, szyitów i Kurdów. Mimo że szyici i sunnici wywodzą się ze wspólnego pnia, wzajemna niechęć jest ogromna. Co ciekawe, sięga ona VII w. i związana jest z sukcesją przywództwa w islamie po śmierci Mahometa. Z czasem konflikt o charakterze teologicznym przekształcił się w konflikt o rząd dusz, duchowe przywództwo nad światem islamskim. Oś niezgody przebiegała na linii: sannicka Arabia Saudyjska – szyicki Iran. Trudno sobie w obecnej chwili wyobrazić, żeby Arabia Saudyjska wsparła w jakiejś sprawie Iran albo Iran Arabię. Stosunki między tymi państwami są podobne do znanego nam z historii Europy okresu wojen religijnych. Niektóre prognozy przewidują nawet, że w przyszłości zniknie problem agresywnego, skierowanego przeciwko Zachodowi islamu, ponieważ cała energia muzułmanów skupi się na wewnętrznej walce pomiędzy sunnitami i szyitami.

A jeśli chodzi o pomoc krajom ogarniętym Arabską Wiosną?

Dane opublikowane w zeszłym roku pokazują, że większą pomoc tym krajom okazała Europa.

Z czego to wynika?

Wydarzenia w Libanie zdecydował się wesprzeć Katar. Użyczył on Amerykanom lotnisk, wsparł interwencję, działał na rzecz obalenia Kadafiego. Jednak z czasem bogate państwa Zatoki Perskiej doszły do wniosku, że najlepszą formą pomocy będą inwestycje w tych krajach. Uznały, iż kryzys jest okazją, aby zarobić, a na dodatek, że taka forma wsparcia jest bardziej trwała, ponieważ np. niestety, sytuacja tych państw wciąż jest niestabilna, a to, jak wiadomo, nie sprzyja inwestowaniu. Przyczynia się do tworzenia miejsc pracy dla ludności rodzimej

Podobną sytuację mamy dziś w odniesieniu do Syrii. Obserwujemy silny antagonizm między Katarem a Arabią Saudyjską. Katar za wszelką cenę chce doprowadzić do interwencji Zachodu i obalenia prezydenta Syrii. Arabia Saudyjska gotowa jest zaś wspierać reżim i neutralizować niepokoje w kraju. Niedawno rozmawiałam z Syryjczykiem, który mieszka w Polsce. Twierdzi on, że Syria nie może już dłużej istnieć jako jedno państwo, że tego kraju nie da się na powrót skleić, wzajemne antagonizmy są zbyt wielkie.

Można zatem powiedzieć, że solidarność świata islamskiego najlepiej sprawdza się na własnym terytorium.

Jak wygląda przestrzeganie zasad solidarności, np. troski o uczciwe warunki pracy i płacy w Emiratach Arabskich?

Ostatnio kwestia ta podnoszona jest dość często. Głównie w kontekście mistrzostw świata w piłce nożnej, które mają się odbyć w Katarze. Bywa on oskarżany o niewolnicze traktowanie imigrantów. Musimy pamiętać, że kraje te składają się głównie z ludności napływowej. Dla nas jest to trudne do wyobrażenia. W Polsce mamy najwyżej 10% ludności napływowej. Tam – 85%. Idąc ulicą, mijamy głównie cudzoziemców. 50–60% z nich to Hindusi, pozostała część to Azjaci, głównie Pakistańczycy i imigranci z Bangladeszu. Jeszcze kilka lat temu pracowało tam wielu Chińczyków.

W związku z sytuacją demograficzną tych krajów rodzić się może pytanie: czy państwo, które ma tylu cudzoziemców, nie obawia się, że ci cudzoziemcy odbiorą władzę rodowitym mieszkańcom? Nie zaczną narzucać im swoich norm? Europa ma 10% imigrantów i nie radzi sobie z tym faktem. Monarchie naftowe Zatoki Perskiej mają 85% i nie mają przy tym większego poczucia zagrożenia własnej tożsamości.

Jak wygląda polityka imigracyjna Emiratów?

Przede wszystkim w krajach tych obowiązuje restrykcyjna polityka wizowa. Arabowie nie upodmiotowili imigrantów. Prawie żaden z nich nie ma obywatelstwa, niewielu otrzymało prawa rezydenta. Do Kataru może wjechać jedynie osoba, która ma umowę o pracę. Mało tego, jeśli ktoś pracę straci i w ciągu dwóch tygodni nie znajdzie nowej, jest z kraju deportowany. Na granicy można odnieść wrażenie, że jest to państwo policyjne, jednak z czasem zaczyna się lepiej rozumieć przyczyny. Odprawa graniczna jest głównym ogniwem kontroli przepływu ludności.

A jeśli chodzi o niewolnictwo?

Opisywane są przypadki odbierania paszportów przez pracodawców. Jak to możliwe? Otóż ci ludzie nie przyjeżdżają do Kataru sami, na własną rękę. Z reguły ktoś im taki wyjazd załatwia. Pośrednikami są najczęściej firmy prowadzone i zlokalizowane w ich krajach pochodzenia – Indiach, Pakistanie czy Bangladeszu. Firmy, które się tym trudnią, za pośrednictwo pobierają ogromne opłaty, a przy tym obiecują swym rodakom gruszki na wierzbie. Na pokrycie kosztów wyjazdu zrzuca się nieraz cała rodzina. A na miejscu okazuje się, że praca jest ciężka i nie tak dobrze płatna jak w opowieściach, a do tego pośrednik zabiera pracownikowi paszport. Kto ponosi za to winę? Czy ten, kto dopuszcza się takich nadużyć?

Czy może rządzący, którzy przymykają oczy na takie praktyki?

Wina jest po obydwu stronach. Katar ma regulacje chroniące pracownika w ramach stosunku pracy. Są to cywilizowane zasady, jednak dotyczą one rynku pracy dla rodowitych Katarczyków. Natomiast winą Kataru jest brak systemu kontroli w firmach zajmujących się sprowadzaniem cudzoziemskiej siły roboczej. Może tak jest po prostu dla Kataru wygodniej? Z powodu braku kontroli winą za złe traktowanie obciążyć można innych, nie tracąc dostępu do taniej i ciężko pracującej siły roboczej.

Są możliwe jednak także inne sytuacje. Dwa lata temu, w trakcie budowy wieżowca Burdż Chalifa, najwyższego obiektu Dubaju, robotnicy budowlani z Indii i Pakistanu zorganizowali pierwszy w historii Dubaju strajk. Wyszli na ulicę, ponieważ deweloper nie wypłacił ustalonej wysokości wynagrodzenia. Tym deweloperem była bardzo znana firma pochodząca z Dubaju. Niestety, tego typu nadużycia zdarzają się często, a strajk jest zjawiskiem wyjątkowym.

Szczególnie źle traktowani są pracownicy pełniący funkcje pomocy domowych. Zwłaszcza kobiety pochodzące z państw rozwijających się. Wszystkie one zatrudnione są w domach swych arabskich pracodawców. Bardzo często tracą podmiotowość, są traktowane jak niewolnice, poniżane, eksploatowane ponad miarę, gwałcone, bite, a nawet zabijane. Ponieważ arabski pracodawca odbiera im na wstępie paszporty, nie mają szansy na rezygnację z pracy ani powrót do domu. Ten haniebny proceder ma miejsce przede wszystkim w Arabii Saudyjskiej, chociaż na mniejszą skalę występuje we wszystkich najbogatszych państwach naftowych.

Z drugiej strony, nie powinniśmy sytuacji imigrantów w Emiratach oceniać przez pryzmat doświadczeń zaczerpniętych z naszego rynku ani za wzór brać sytuacji na rynku pracy w Katarze czy Arabii Saudyjskiej.

Takie praktyki możemy jednak krytykować z perspektywy praw człowieka, fundamentalnej zasady ludzkiej godności, które skłaniają nas do troski o godziwe warunki pracy i płacy dla każdego człowieka.

Zgoda. Musi jednak Pani pamiętać, że fundamentalne prawa człowieka są zdobyczą naszej zachodniej cywilizacji. W ilu kulturach prawa te są w praktyce przestrzegane? To są nasze standardy, standardy państw bogatych. Proszę spojrzeć 100 lub 200 lat wstecz. Gdzie wówczas byliśmy, jeśli chodzi o przestrzeganie tych praw? Dzieci pracowały w fabrykach, a pracownik, któremu maszyna urwała rękę, trafiał na bruk bez jakiegokolwiek zasiłku. Dziś osiągnęliśmy poziom przestrzegania praw podstawowych i wymagamy, aby inne kultury natychmiast weszły na tę samą ścieżkę. Zapominamy przy tym, że mogą one być na zupełnie innym poziomie rozwoju cywilizacyjnego.

W świecie islamskim obowiązuje zakaz niektórych aktywności ekonomicznych, np. zakaz produkcji i konsumpcji alkoholu, wołowiny czy dystrybucji pornografii. Jak im sprostać w sytuacji, gdy jest się właścicielem międzynarodowej sieci hoteli?

Wprowadzono tu pewne regulacje. Mianowicie określono górną granicę zysku, którą można czerpać z takich zakazanych aktywności. Przyjęto zatem zasadę, że w dzisiejszym świecie trzeba być elastycznym i mieć możliwość dostarczania produktów, których sami nie konsumujemy. Jeśli ktoś na tego typu działalności gospodarczej zarobił więcej niż dopuszczalna górna wartość wyznaczona przez ulemów, całą nadwyżkę musi przekazać na cele dobroczynne.

Czy Pani zdaniem ekonomia muzułmańska może być dziś inspiracją dla ekonomii zachodniej?

Szacuje się, że finanse islamskie wynoszą dziś ok. 2 bln dolarów. W ostatnim szczycie ekonomicznym państw islamskich udział wziął m.in. premier Wielkiej Brytanii. Zapowiedział, że na giełdzie brytyjskiej zostanie uruchomiony specjalny indeks islamski. Środki te mają dziś znaczący udział w brytyjskiej gospodarce. Kryzys, który wybuchł w 2008 r., poza jednym wyjątkiem, Dubajem, ominął gospodarki islamskie. W związku z tym na rynkach zachodnich zaczęto analizować islamskie wzorce. Wiele zachodnich banków ma dziś tzw. okna islamskie, w ramach których prowadzi działalność zgodną z szariatem. Banki podjęły współpracę z ulemami, którzy weryfikują, czy dana instytucja spełnia religijne wymogi. Takie produkty mogą kupować nie tylko muzułmanie. Wielu inwestorów z całego świata włącza je do swego portfela jako bezpieczny produkt finansowy.

Osobną kwestią jest udział państwowych funduszy majątkowych (Sovereign Wealth Funds – SWF) w globalnym rynku. Fundusze te dysponują niebotycznymi środkami pochodzącymi ze sprzedaży ropy i gazu. Tworząc tego typu instytucje finansowe, rządzący z bogatych państw naftowych znaleźli patent na utrzymanie konkurencyjności gospodarki. Użyli tych funduszy do tzw. sterylizacji pieniądza, dzięki której utrzymali stabilne kursy walutowe i konkurencyjność swych krajów. Pozwoliło to państwom naftowym na prowadzenie polityki dywersyfikacji gospodarczej. Największym funduszem w regionie Zatoki Perskiej i drugim największym w świecie jest Abu Dhabi Investment Authority. Fundusz ten w szczytowym momencie, tuż przed kryzysem, miał do dyspozycji 1 bln dolarów. Fundusze te inwestują bardzo aktywnie. Ich działalność można nazwać odwróconą kolonizacją – niegdyś my podbijaliśmy ich ziemie, dziś oni odkryli znacznie skuteczniejszą metodę kolonizacji: kupują pakiety różnych spółek: linii lotniczych, hoteli, a nawet Disneylandu.

Dlaczego Dubaj zanotował bańkę spekulacyjną?

Z powodu pojawienia się nowego instrumentu islamskiego rynku finansowego – obligacji islamskich, znanych jako sukuk. Obligacje te emitowane były przez deweloperów państwowych na realizację śmiałych, futurystycznych projektów rynku nieruchomości, głównie w szybko rozwijającym się emiracie Dubaju. Przykładem takich inwestycji, znanych dziś na całym świecie, są inwestycje państwowej firmy pochodzącej właśnie z Dubaju – Nakheel – w tzw. sztuczne wyspy, np. w kształcie palmy (Palm Island), grupy wysp odwzorowujących kulę ziemską czy Galaktykę. Inwestycje te pociągały za sobą niebotyczne koszty, kapitały na ich prowadzenie pozyskiwano głównie z emisji obligacji islamskich. Ponieważ liczba inwestycji budowlanych w Emiratach była zbyt duża w stosunku do popytu, powstała bańka spekulacyjna. Dubaj znalazł się na krawędzi bankructwa. Na szczęście emir Chalifa, władca Abu Dhabi, udzielił Dubajowi gigantycznej pożyczki w wysokości ponad 20 mld dolarów, która uratowała emirat przed upadkiem. Jako wyraz wdzięczności emiratu Dubaju za udzieloną mu pomoc najwyższą budowlę Dubaju na cześć emira Abu Dhabi nazwano Burdż Chalifa. Zaraz po tym zdarzeniu wprowadzono też blokady instytucjonalne, które mają uniemożliwić powtórzenie się takiej sytuacji.

W których z zachodnich banków można dziś kupić takie produkty finansowe?

Banki zachodnie już dawno odkryły, że to jest bardzo lukratywny i szybko rozwijający się rynek. Dlatego w większości znanych banków znajdzie Pani tzw. okna islamskie: Barclays, BNP Paribas, Citibank, Credit Agricole, Deutsche, Goldman Sachs, HSBC, Merrill Lynch, Morgan Stanley – by wymienić tylko niektóre. Na ich stronach nie znajdzie Pani jednak informacji na temat okien islamskich. Sądzę, że banki te uznały, iż wolą nie drażnić zachodniej opinii publicznej, która do świata muzułmańskiego nastawiona jest niechętnie.

Początki bankowości islamskiej na dużą skalę to lata 90. Wówczas klientami tych instytucji byli przede wszystkim ludzie biedni i raczej konserwatywni. Z czasem, po zamachach na Stany Zjednoczone, kiedy to bogaci muzułmanie zaczęli wycofywać swoje aktywa z zachodnich instytucji finansowych, w bankach tych zaczęła się powiększać grupa bogatych klientów. Nagle się okazało, że instytucje te dysponują ogromnymi aktywami. Równocześnie zachodnie banki odczuły odpływ kapitału. Doszły wówczas do wniosku, że warto wprowadzić takie produkty, które będą chcieli kupować bogaci muzułmanie z Europy. Co więcej, obecnie banki zachodnie wchodzą na rynek bliskowschodni, otwierają oddziały w państwach muzułmańskich, konkurując z instytucjami lokalnymi.

Czym w praktyce różnią się produkty bankowości islamskiej od produktów zachodnich? Czy tylko tym, że nie opierają się one na spekulacji w czystej formie?

Zachodnie banki z reguły nie oferują gwarancji wartości kapitału. Mamy zasadę udziału w zyskach, ale i w stratach. Nasze banki mogą działać niefrasobliwie, ponieważ cały koszt, ryzyko transakcyjne ponosi klient. Np. jest on obciążony ryzykiem kredytowym. Kredyt musi spłacić z oprocentowaniem, a jeśli go nie spłaci, bank wchodzi w posiadanie jego majątku. Druga zasada to wspomniany już przez Panią zakaz zawierania ryzykownych transakcji i zakaz spekulacji. Zakaz ten ochronił ich rynek przed instrumentami spekulacyjnymi, które były popularne na Zachodzie i doprowadziły do kryzysu.


ADRIANNA ŁUKASZEWICZ – dr nauk ekonomicznych, specjalizuje się w ekonomii muzułmańskiej, pracownik Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW. Wykładała na wielu uczelniach zagranicznych, m.in. na: Universidad de Murcia i Universidad Carlos III w Hiszpanii, Marmara Universitesi w Istambule, University of Tromso, czy Cambridge University i University of Ljubljana.

 
 

Dołącz do nas!

Prenumeratorzy zyskują więcej.

Zobacz ofertę!

Prenumerata