70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

Syria – porażka prawa międzynarodowego

Powinniśmy jednak wziąć pod uwagę, że chaos, jaki musi panować w kraju zbombardowanym przez jego własny rząd, stwarza wiele pokus dla grup przestępczych. Nie tylko ekstremistów politycznych, ale też gangów i radykalnych bojówek islamistycznych. Te dwie kategorie często zamienia się ze sobą.

Wojna w Syrii trwa już 2,5 roku. Szacuje się, że zginęło w niej ponad 100 tys. osób. Liczba emigrantów wojennych przekroczyła 2 mln, mówi się o trwającej od dawna katastrofie humanitarnej, tymczasem walki wciąż trwają. Czy według Pana istnieją szanse na szybkie przełamanie tego impasu?

Nie ma jednego prostego rozwiązania syryjskiej wojny. W odróżnieniu od sytuacji w Libii mamy do czynienia z wielowymiarowym konfliktem. Dostrzegam co najmniej trzy wymiary, które trzeba mieć na uwadze. Po pierwsze – rewolucja syryjska była i nadal jest powstaniem ludowym przeciw bezwzględnej dyktaturze. Każdego dnia w całym kraju odbywają się pokojowe demonstracje Syryjczyków różnych wyznań i o zróżnicowanych poglądach politycznych. Po drugie – mamy regionalny konflikt między islamem sunnickim i szyickim. Pierwszy odłam reprezentują Turcja i monarchie Zatoki Perskiej, drugi – Iran. Rozmaici aktorzy konfliktu zapamiętale przeobrażają go w wojnę między tymi dwoma wyznaniami. Pośród tych aktorów szczególne miejsce zajmuje reżim Asada, który stara się umacniać swoją władzę przynajmniej w ramach własnej mniejszościowej grupy wyznaniowej. Po trzecie – trzeba sobie uświadomić uwarunkowania geopolityczne. Syria przez wiele dziesięcioleci była najbliższym sojusznikiem Rosji na Bliskim Wschodzie. Jedyna zagraniczna baza rosyjskiej marynarki wojennej znajduje się właśnie w Syrii. Putin wciąż myśli i działa w kategoriach zimnej wojny. Cywile są pionkami w tej wyrachowanej grze.

Jakie są według Pana najbardziej prawdopodobne scenariusze na zakończenie tego konfliktu?

Trudno przewidzieć, jak zakończy się konflikt. Jedno jest pewne – reżimowi Asada nie uda się odzyskać wcześniejszej mocy. Konflikt nie wygaśnie, dopóki Asad nie odejdzie. Przelano zbyt dużo krwi. Obawiam się, że ostatecznie liczba ofiar okaże się znacznie wyższa, niż wspomniane 100 tys.

Moim zdaniem najbardziej prawdopodobnym scenariuszem zakończenia wojny będzie podział kraju wzdłuż linii podziałów etnicznych. To jednak żadne rozwiązanie. Syria jest zbyt skomplikowaną mozaiką, by taki podział mógł się obejść bez rozlewu krwi i nowej fali cierpienia. Dlatego tak ważne jest, by praca nad pojednaniem wszystkich wyznań i grup rozpoczęła się już teraz.

W przypadku różnych konfliktów na świecie w ostatnich latach społeczność międzynarodowa podejmowała działania bardziej zdecydowane niż w przypadku Syrii. Dlaczego tym razem jest inaczej?

Wspomniałem wcześniej o uwarunkowaniach geopolitycznych. Odpowiedź na Pani pytanie ściśle się z nimi wiąże. Kiedy Rosja i Chiny, pilnując swoich interesów, blokują rezolucje Rady Bezpieczeństwa, społeczność międzynarodowa ma de facto związane ręce.

Panują też obawy o dalszy rozwój wydarzeń. Rządzący pamiętają Irak i Afganistan i nie chcą się angażować w kolejny bliskowschodni konflikt. Moim zdaniem to błędne rozumowanie. Jeżeli mamy wyciągnąć jakieś wnioski z Iraku i Afganistanu, to właśnie takie, że społeczność międzynarodowa powinna nasłuchiwać głosu ludności lokalnej. A Syryjczycy, którzy muszą żyć wśród codziennych bombardowań, błagają o interwencję, która pomogłaby zakończyć rozlew krwi.

Czy według Pana brak interwencji zbrojnej jest wyrazem bezsilności społeczności międzynarodowej?

Przede wszystkim, jest to kompletna porażka prawa międzynarodowego. Cyceron powiedział: „Summum ius, summa iniuria!” (ścisłe trzymanie się litery prawa prowadzi do wydawania krzywdzących wyroków). Chociaż stanowisko Rady Bezpieczeństwa jest poprawne z formalno-prawnego punktu widzenia, jest jednak pogwałceniem poczucia sprawiedliwości. Struktury prawne Rady Bezpieczeństwa ONZ to relikt z czasów II wojny światowej i zimnej wojny. Wymagają pilnej reformy i dostosowania do realiów i wyzwań XXI w.

To oczywiste, że musimy zachować ostrożność. Nie możemy pozwolić na zbyt pochopne zatwierdzanie interwencji zbrojnych w krajach trzecich. Potrzebujemy jednak skutecznego mechanizmu, który umożliwi nam egzekwowanie naszej wspólnej odpowiedzialności za ochronę niewinnych cywilów przed masowymi zbrodniami przeciwko ludzkości. Zgromadzenie Ogólne ONZ opowiedziało się za stworzeniem takiego mechanizmu. Teraz trzeba go wcielić w życie.

Jakiego rodzaju zmiany są według Pana potrzebne w tym zakresie?

Jak wcześniej powiedziałem, konieczna jest reforma Rady Bezpieczeństwa ONZ. Musi to być zrównoważona reforma, hołdująca poczuciu sprawiedliwości i rzeczywistemu podziałowi sił na świecie. Potrafię sobie wyobrazić pewnego rodzaju reprezentację regionów na poziomie Rady Bezpieczeństwa. Prawo weta można by wówczas zastąpić zasadą mniejszości blokującej – jeżeli dwa lub trzy takie bloki regionalne zagłosują przeciwko środkom mającym na celu zachowanie pokoju, środki te nie zostaną wdrożone.

Wprowadzenie takich rozwiązań nie będzie jednak łatwe.

W listopadzie 2012 r. powstała Syryjska Koalicja Narodowa na rzecz Opozycji i Sił Rewolucyjnych, która została przez wiele państw zachodnich szybko uznana za prawowitą reprezentację narodu syryjskiego. Jaka jest obecnie jej rola? Jakie nadzieje można z nią wiązać?

Rzeczywiście, większość zachodnich i arabskich państw uznało Koalicję Narodową za prawowitego reprezentanta Syryjczyków. Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że Koalicja jest kompletnie rozbita. Sądzę, że występują w niej napięcia, ale to normalne podczas sporu z bezwzględnym dyktatorem. Ruch oporu przeciw nazistom też nie zawsze był zjednoczony! Rozumiem takie podziały jako powolne zalążki prawdziwie pluralistycznej demokracji. Rolą Koalicji jest zjednoczenie Syrii i zapewnienie jej lepszej przyszłości. Transformacja nie będzie prosta. Będzie zagmatwana i może jej towarzyszyć wzrost znaczenia ekstremistów i inne trudności. Ale jakie mamy prawo odmawiać tej szansy syryjskiemu narodowi?

Doniesienia z Syrii wskazują na rosnące znaczenie ruchów islamistycznych. Czy Pana zdaniem konflikty, które można nazwać religijnymi, są traktowane inaczej przez społeczność międzynarodową niż konflikty niemające takiego charakteru? Jak rosnące znaczenie ruchów islamistycznych może wpłynąć na konflikt w Syrii?

Kiedy ginie ponad 100 tys. osób, a z kraju zostały po bombardowaniach dosłownie gruzy, jest czymś zupełnie zrozumiałym, że ludzie uciekają się do religii, szukają odpowiedzi, sensu całego tego dramatu i cierpienia. Ludzie proszący Boga o pomoc to nie ekstremiści.

Powinniśmy jednak wziąć pod uwagę, że chaos, jaki musi panować w kraju zbombardowanym przez jego własny rząd, stwarza wiele pokus dla grup przestępczych. Nie tylko ekstremistów politycznych, ale też gangów i radykalnych bojówek islamistycznych. Te dwie kategorie często zamienia się ze sobą.

Mamy problem z naszym własnym stosunkiem do islamu. Obie strony, świat judeochrześcijański i świat muzułmański, muszą zrobić bardzo wiele, by pokonać uprzedzenia z przeszłości. Jako chrześcijanie powinniśmy zacząć od siebie. Często używamy zamiennie terminów „islamista”, „dżihadysta” i „terrorysta”. Powinniśmy wiedzieć, że słowo „dżihad” znaczy przede wszystkim „wewnętrzna walka” i że nawet arabscy chrześcijanie noszą to słowo jako swoje imię, co ma związek z jego pozytywnymi konotacjami.

Praca nad ulepszaniem świata wymaga współpracy wszystkich wyznań. Budowanie sprawiedliwości i pokoju to zadanie wykraczające poza równoważenie interesów. To wyzwanie moralne, a ruchy wyznaniowe mogą w nim odegrać ogromną, pozytywną rolę.

02.10.2013

.

JERZY BUZEK – premier rządu RP w latach 1997–2001, poseł na Sejm III kadencji, od 2004 poseł do Parlamentu Europejskiego,

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter