70 lat tradycji. Inspirujemy Prowokujemy Dyskutujemy

W poszukiwaniu nowego języka

Kultura komiksowa, z wolna wychodząca z getta, wraz z Fabryką i Boską kolonią Nicolasa Presla, które ukazały się w tym roku w Serii Melancholicznej, otrzymuje impuls, a nieprzekonani do tego medium – dowód na to, jak kreatywną i inspirującą przestrzenią może być komiks.

Dla Oli Cieślak

Fabryka jest trzecią po Priape i Boskiej kolonii, a pierwszą, jaka wyszła w Polsce, niemą opowieścią Nicolasa Presla, francuskiego rysownika, który przebył długą drogę, nim ukształtowała się jego artystyczna tożsamość i uformował język: odrębny i rozpoznawalny. Jak przyznał w rozmowie z Xavierem Guilbertem, ograniczenie – rodzaj przymusu, który nałożył na siebie poprzez wyłączenie z narracji znaku i słowa – wymusiło poszukiwanie nowych środków, wpłynęło na uplastycznienie i ekspresywność, pozwalającą ostatecznie wprawić opowieść w ruch i powiedzieć znacznie więcej, mówiąc mniej.

Choć Presl rysował od dzieciństwa, robiąc to początkowo dla siebie, następnie zaś publikując w fanzinach, to nigdy nie ujawniał szczególnego zanurzenia w kulturze komiksowej. Na jego idiomie artystycznym bezpośrednio zaważył okres poszukiwań, zgłębianie wielu obszarów tworzenia – malarstwa, rzeźby, instalacji – oraz praca kamieniarza, która dała mu bezpośredni kontakt z kulturowym dziedzictwem, stając się „innym rodzajem studiowania historii sztuki – poprzez bezpośrednią styczność z rzemiosłem”. Doświadczenie to odcisnęło wyraźne piętno na jego języku – elastycznym i semantycznie gęstym, zdolnym unieść nieomal każdą opowieść, w której Presl zamyka alegoryczną historię, uniwersalną prawdę, nadając jej „formę powszechnego symbolu”.

W swoim debiucie czerpie np. z Sofoklesa i mitu o Edypie, w Boskiej kolonii – z Dantego i Boscha, Biblii i mitologii, fresków Piera della Francesca i renesansowej architektury. W Fabryce, którą polscy czytelnicy otrzymali w pierwszej kolejności, Presl ujawnia zanurzenie w tradycji kubistycznej: nie tylko poprzez obrazowanie postaci, ale i upodobnienie fizyczności głównego bohatera do autora Guerniki, z jego białą koroną włosów, perkatym nosem i ogromnymi dłońmi. Obraz mechanistycznej utopii tka jednak nie tylko z kubistycznej nici, ale także z inspiracji poetyką Francisa Picabii i Georga Grosza, niemieckiego karykaturzysty przedstawiającego rozkład społeczeństwa i przemoc nowoczesnego miasta.

Tryby, trybiki, pokrętła

Zmechanizowanie, skrępowanie, odarcie z tego, co nieprzystające do szablonu (co wzniosłe i piękne), dehumanizuje świat tytułowej fabryki, czyni go martwym i odrażającym, chorobliwym i zdeformowanym. Presl rysuje − to w tle, to na planie pierwszym − trybiki, pokrętła i mierniki precyzyjnej maszynerii, która jest alegorią bezdusznego i zmechanizowanego świata. To, co nie mieści się w obrębie granic wyznaczonych przez system lub próbuje te granice przekroczyć, skazane jest na potępienie i unicestwienie.

W Fabryce obcym i niepasującym ogniwem jest to, co indywidualne, wzniosłe i piękne (uosabiane przez literaturę i muzykę), kontrastujące z tym, co zuniformizowane, szablonowe i brzydkie. Sztuka, jak w każdej totalitarnej utopii, jest zagrożeniem, bo wyrywa ze stanu odrętwienia i melancholii (łamiąc porządek) − w komiksowej narracji Presla jej miejsce jest albo w kłębach dymu, albo na śmietniku historii. Ów motyw odczytywać można jako odwołanie do niemieckiej Entartete Kunst (sztuki zdegenerowanej), ale sam Presl, dbając o uniwersalność dyskursu, wzbrania się przed ujednoznacznieniem paraleli i np. w rozmowie z Guilbertem przywołuje także współczesną formę okiełznania sztuki (zakaz słuchania muzyki po zaprowadzeniu nowego ładu przez Talibów). Muzyka w Fabryce jest próbą ocalenia własnego „ja”, ochronnym płaszczem, który osłania przed zautomatyzowaniem i duchowym skarleniem.

W opowieści francuskiego rysownika tym, kto przekracza normę i dokonuje transgresji, jest chłopiec naznaczony piętnem obcości i inności, co Presl sugestywnie unaocznia poprzez dorysowanie szóstego palca u dłoni. „Zdegenerowani” nosiciele tego znamienia w świecie fabryki skazani zostali na zagładę. Ojciec chłopca uparcie próbuje bronić siebie i syna przed zniewoleniem (w jednej z pierwszych sekwencji widzimy go grającego na fortepianie), ale ostatecznie nie udaje mu się uciec przed losem − wpada w ręce strażników, którzy w triumfalnym geście unoszą jego sześciopalczastą dłoń.

Skrzyżowanie się losów ocalałego chłopca z pracującym w fabryce bohaterem zawiązuje akcję, którą z niesłychaną sugestywnością opowiadają czarnobiałe komiksowe sekwencje. Ogromne napięcie i strach, czujność i oczekiwanie Presl oddaje np., kreśląc głowę chłopca, to zmieniającą się w ucho, to w nos, to znów w wielką źrenicę. Nieledwie symboliczną scenę znużenia i strucia bezruchem i martwotą życia autor Boskiej kolonii ekspresywnie obrazuje grymasem i wysypującymi się z ust chłopca trybami i trybikami.

W te obracające się z żelazną precyzją koła, utrzymujące sztywną skorupę systemu, bohater pchnięty siłą sztuki i wyobraźni wtyka pręt: donkichotowską lancę i flet, które w świecie fabryki okazują się jedynymi narzędziami walki i ostateczną formą wolności.

Płynna tożsamość

Presl nieprzypadkowo konfrontuje swojego bohatera z problemem inności i obcości; tożsamość bowiem, zmaganie się z nią i negocjowanie, wypieranie i poszukiwanie jest niezmiennie leitmotivem jego prac – tożsamość, która jak w Fabryce i Boskiej kolonii, Le fils de l’ours père i Priape, często jest źródłem bolesnego doświadczenia, odrzucenia i stygmatyzacji. W Fabryce jest to naznaczony chłopiec, który może być figurą Żyda, ale nie tylko… Jest on bowiem także kimś, kogo moglibyśmy określić jako więźnia systemu i więźnia historii, od której nie może uciec, a jednocześnie kimś, kto temu systemowi się przeciwstawia.

W Le fils de l’ours père (komiksie zapowiedzianym przez Wydawnictwo Lokator na grudzień 2013) osią fabularną jest niestabilna, płynna tożsamość, z którą rozpaczliwie próbuje się zmagać główny bohater – hybryda z ludzkim ciałem i niedźwiedzim łbem. Wychowują go matka i ojczym, który obdarza chłopca prawdziwie ojcowskim uczuciem. Dorastając, bohater staje się obiektem pośmiewiska miejscowej gawiedzi, co prowadzi go do decyzji o wyjeździe i rozpoczęciu studiów w nadziei, że wykształcenie i wybitne osiągnięcia pozwolą mu przekroczyć barierę obcości i nieakceptacji. Upokorzenie, wykluczenie, wyrzucenie poza nawias powodują w nim bunt, szaleństwo, chęć niszczenia i odwrotu, dotarcia do swojej pierwotnej tożsamości. W geście desperacji wrzuca do ognia to wszystko, co zdołał wypracować, odrzuca rodziców i odtrąca kobietę, która obdarzyła go uczuciem – a symbolicznie: całe swoje ludzkie uposażenie, kulturę i ogładę. W Le fils… szczególnie istotną rolę odgrywa sztuka, którą Presl rozmyślnie wpisuje w fabułę swoich „powieści”, nadając jej ogromne znaczenie. W przejmującej opowieści o poszukiwaniu tożsamości i zakorzenienia w świecie okazuje się nią pędzel i płótno malarskie, które wkłada w ręce bohatera przypadkowo spotkana postać. Płótno staje się tu tekstem, przestrzenią negocjonowania tożsamości głównego bohatera, na którym obsesyjnie kreślone wizerunki zwierzęce zaczną z wolna ustępować szkicowi wielkiego konaru drzewa, przy jakim się wychował (stojącego na pograniczu dwu światów, jego rodzinnego domu i lasu) – symbolizującego w „powieści” Presla poczucie zakorzenienia w świecie. Ostatecznie tym, co pozwoli mu odnaleźć ład i pogodzić się ze sobą, okaże się nie tylko sztuka, ale przede wszystkim miłość. To wraz z powrotem uczucia, bliskości i czułości dokona się w nim przemiana, a na płótnie objawi się symbol drzewa.

Wobec inności

Inność, tak silnie uobecniona w Fabryce i w rzeczywistym Preslowskim debiucie, pojawia się także w Boskiej kolonii. W drugiej niemej powieści, która właśnie ukazuje się w Polsce, piętnem inności naznaczona zostaje ludność kolonii. W starciu z opresyjną, posiadającą kontrolę nad społecznym sensem chrześcijańską kulturą (u Presla ową kontrolę reprezentuje kapłan) zostaje ona skazana na bierne podporządkowanie. Opanowanie kolonii nie jest jedynie aktem fizycznym, zajęciem określonego terytorium. Ujawnia się w ten sposób przemoc symboliczna, ustanawiająca ład i język, zawłaszczająca rzeczywistość nie tylko w wymiarze materialnym.

Tak jak we wcześniejszych komiksach, sztuka zajmuje w narracji Boskiej kolonii istotne miejsce, w tym przypadku odgrywa jednak rolę przepowiedni, jak gdyby przeznaczenie bohatera było związane z obrazem (tryptykiem ze sceną ukrzyżowania, piekła i raju), a także snem obrazowanym przez francuskiego rysownika poprzez aluzję do Dantego – przeznaczeniem, przed którym wysłany do kolonii książę będzie próbował uciec. Historia, którą subtelnie prowadzi Presl, tym razem stanowi uniwersalną opowieść o bohaterze, którym targają sprzeczne emocje i namiętności. Uosabiają je walczące o jego duszę postaci kapłana i poety, ukazującego mu wizję świata i kataklizmów, których źródłem jest zaślepiająca i bezwzględna wiara w nasze niepodważalne wyobrażenia o świecie i systemy wartości.

***

Poza wszystkim innym Preslowski cykl zaskakuje zdolnością do wyrażenia tego, co na ogół w powtarzanym jak mantrę słowie lub obrazie łatwo obraca się w klisze i banał, przestając wywoływać uczucia i emocje. Wypracowanie osobnego, inspirowanego eksperymentami OuLiPo i doświadczeniem artystycznym języka pozwala Preslowi wywołać literalnie niewypowiadalny temat. Jednocześnie autor pokazuje potencjał tkwiący w medium komiksowym – zdolnym powiedzieć znacznie więcej, niż się na ogół sądzi, i „przewietrzyć” obowiązujące kanony opisu. Doskonale to widać w Fabryce, która przenosi antyutopię w obręb innego języka, czyniąc opowieść o walce z obłudą, kłamstwem i zniewoleniem na nowo świeżą i atrakcyjną.

 
 

Zapisz się do newslettera!

Otrzymasz 35% kod rabatowy na dowolny numer miesięcznika oraz informacje o promocjach, wydarzeniach i spotkaniach autorskich

email marketing zapewnia MailPlanner

Newsletter